„OSP”: I historycznie, i współcześnie

Nie sposób pominąć w gazecie tematyki politycznej, skoro tyle się w tej dziedzinie życia dzieje. Wśród wielu już w naszej historii najnowszej partii-efemeryd pojawiła się „Wiosna” Roberta Biedronia z postulatami i realnymi, i niezupełnie. Czy „Wiosna” nie zwiędnie do jesieni – zastanawia się redaktor naczelny „Odrodzonego Słowa Polskiego” Lesław Miller.

Kościół Wang w dzisiejszym Karpaczu Górnym opisywany był już tysiące razy, ale nie wszyscy wiedzą, że dwa dni przed niezwykle uroczystym jego poświęceniem 28 lipca 1844 roku, z udziałem utytułowanych gości, w tym pary królewskiej – Fryderyka Wilhelma IV i jego małżonki – dokonano w Berlinie zamachu na Ich Wysokości. Atak zdesperowanego Heinricha Ludwiga Tschecha nie powiódł się, a sprawca został skazany na ścięcie toporem. Szczegółowo pisze o tym Grzegorz Wojciechowski w artykule „Poświęcenie kościoła Wang i zamach na króla Prus”.

Wojciech Zaborowski tym razem przedstawia niezwykle barwny Flohmarkt, czyli pchli targ, we Frankfurcie nad Menem, ale także prezentuje postać światowej sławy wielkiego maga teatru, jego reformatora, Jerzego Grotowskiego, którego opolski „Teatr 13 Rzędów” był poprzednikiem późniejszego wrocławskiego „Teatru Laboratorium”. 

Wojciech Mach znów przypomina ciekawostki: albo wielce ucieszne, albo nieznane. Czy ktoś dziś pamięta, co nazywano w samochodzie karburatorem, dyferencjałem, nawoźnią lub kichą? Albo dawne reguły ruchu samochodowego: „W pobliżu pojazdu konnego należy przejeżdżać powoli względnie zatrzymać samojazd, wysiąść i pomóc stangretowi przeprowadzić zaprzęg obok automobilu”.

Waldemar Niedźwiecki – baczny obserwator i wnikliwy komentator naszego życia sportowego – pisze tym razem: „Polska ekstraklasa – płakać się chce”. I wszystko jasne!

Ponadto: aktualne fraszki polityczne Jana Zacharskiego, ale tym razem także prezentacja nowego tomiku limeryków Jana Stanisława Jeża.

Przeczytajcie – posmakujcie!


„OSP”: Bądźmy lepsi dla siebie…

…apeluje w styczniowym „Odrodzonym Słowie Polskim” jego naczelny – red. Lesław Miller. Czy po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, gdy działacze wszystkich opcji politycznych zjednoczyli się w obliczu nieszczęścia, podobnie jak było to po odejściu papieża Polaka Jana Pawła II i katastrofie smoleńskiej, potrafimy zrozumieć, że nareszcie trzeba się szanować i być dobrymi dla siebie? W stosownym wierszowanym komentarzu Jan Zacharski pisze:

[…]Niechaj się w naszych sercach przemiana dokona,
Kiedy dziś stanowimy odmienne plemiona,
By dzisiejszy przeciwnik stał się nam kolegą,
Nie było pustym słowem pojęcie bliźniego

Kto z nas wie o tym, że był czas, gdy jednym z bogactw Sudetów była… perła? Wytwarzał ją niewielki skorupiak – skójka perłorodna, występująca w potokach górskich i dopływach rzek Kwisy, Bobru, Nysy Łużyckiej i w innych ciekach wodnych Karkonoszy i okolic. Próby odbudowy w latach sześćdziesiątych ub. wieku populacji tego mięczaka w polskich Sudetach, niestety, nie powiodły się. Pisze o tym w artykule „Perły z Sudetów” Grzegorz Wojciechowski.
Wojciech Zaborowski odwiedził po latach Poronin – miasto, które przed laty znane było głownie z pomnika i muzeum Lenina, który nb. wcale tu nie mieszkał, tylko w Białym Dunajcu. Czy zostało coś dziś z tej historyczno-legendarnej opowieści? Niewiele…
Tenże autor, który do tej pory regularnie zachwycał się (i słusznie!) Opolem – jego rozwojem, dbałością o mieszkańca, tym razem wytyka włodarzom osiedle peryferyjne, szare i zaniedbane, znane tylko miejscowej ludności, nieistniejące w przewodnikach turystycznych. A przecież miasto jest jedno!
Ponadto: prezentacja zachwycającego gdańskiego Dworu Artusa, Wojciecha Macha wciągająca prezentacja pierwszych „samojazdów”, czyli automobili, a także stan dolnośląskiego sportu w dogłębnej ocenie Waldemara Niedźwieckiego – „Z czym w rok 2019?”.
I – jak zwykle – aktualne fraszki, dowcipy i piękna zimowa dziewczyna miesiąca.

Czytelniku, nie pożałujesz lektury!

„OSP”: Zawód na minie

W roku 2010 Romuald Gomerski, były redaktor naczelny „Słowa Polskiego”, wrocławskiego dziennika, którego kontynuacją jest nasz miesięcznik, wydał wspomnieniową książkę pod znamiennym tytułem „Zawód na minie”. Mina – rzecz rozrywkowa i rzeczywiście przy lekturze wspomnień można się rozerwać. Autor słynął z poczucia humoru, dowcipnie przeto po latach opisał trudne sytuacje, w jakich w PRL się niejednokrotnie w związku z wykonywanym zawodem znajdował. Dawny ustrój przestał istnieć (wraz z nim również, niestety, zniknęły i liczne prasowe tytuły). Czy prasa stała się wolna, a dziennikarze niezależni i bezpieczni? Toczące się na ten temat dyskusje – i to na międzynarodowym forum – nie pozwalają na twierdzącą odpowiedź. Przykłady: w felietonie Wojciecha W. Zaborowskiego.

Ponadto m.in.: tegoż autora „Nim zabłyśnie wigilijna gwiazda” – o dzisiejszym, dynamicznie rozwijającym się Opolu, Grzegorza Wojciechowskiego „Księża Góra” – opowieści o dziejach Karpacza, zaproszenie do Skalnego Miasta w Czechach, a także Waldemara Niedźwieckiego podsumowanie mijającego roku w sporcie – „Falowanie i spadanie” oraz – jak zwykle – wiele ciekawych relacji, tekstów prezentujących wydarzenia z regionu, satyry i humoru.

Zapraszamy do świątecznej lektury!

„OSP”: Wybory, wybory…

Jak wszystkie gazety, tak i „Słowo” zostało nacechowane w dużym stopniu wyborami samorządowymi – tekstami i jak najbardziej serio, i żartobliwymi. Ale Czytelnicy mogą też wybrać: prezentacje ciekawych zabytków i jednej z prężniejszych gmin dolnośląskich – Kondratowice, w której odnaleziono ostatnio kilkusetletni skarb, jak wtapia się w życie kraju mniejszość niemiecka, sposoby ochrony przed zdradziecką miażdżycą, relacje naszego reportera z Frankfurtu nad Menem, tysiącletniego już czeskiego Chebu oraz dzisiejszego Opola, zabawne wspomnienie ze „Słowa Polskiego” lat pięćdziesiątych ub. wieku, aktualne refleksje komentatora sportowego oraz kąśliwe fraszki Jana Zacharskiego.

Warto przeczytać!

50 numer „Słowa”

To już 50 numer „Odrodzonego Słowa Polskiego”, które początkowo docierało jedynie tylko do Czytelników z województwa dolnośląskiego, później objęło zasięgiem także region opolski. 

„Jesteśmy gazetą niezależną od rządzących naszym krajem i bez znieczulenia poddajemy krytyce ich działania łamiące Konstytucję i prawo – pisze redaktor naczelny gazety Lesław Miller. – Tak więc polityce poświęcamy sporo miejsca. […] 

Ale nie tylko polityce, bo chcemy roić ciekawą gazetę dla wszystkich Czytelników. Nasi dziennikarze są ciekawi świata i wędrują po różnych zakątkach globu, co owocuje atrakcyjnymi korespondencjami zagranicznymi. Drukowaliśmy w „Słowie” teksty z  Niemiec, Czech, Węgier, Rumunii, Rosji, Litwy, Norwegii, Szwecji, Tajlandii. […] Nieobca jest nam tematyka historyczna, literacka, samorządowa, sportowa. 

Nasze dalsze plany? Robić coraz ciekawszą gazetę dla Czytelników, a nie taką, aby podobała się władzom. Jako niezależni możemy sobie na to pozwolić”.

W bieżącym numerze – jak zwykle – aktualne, cięte felietony, prezentacje gospodarnych gmin, relacje z ciekawszych imprez, humor, a także rozmowa z… Pierce Brosnanem – odtwórcą roli Jamesa Bonda.

Zachęcamy do lektury.

„OSP”: Dyzmokracja!

Ryszard Mulek, przewodniczący Zarządu Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk we Wrocławiu, za wieloletnie zasługi dla miasta Wrocławia i regionu został odznaczony złotą odznaką honorową Zasłużony dla Województwa Dolnośląskiego – informuje najnowsze „Odrodzone Słowo Polskie. Niezależna gazeta Dolnego Śląska i Opolszczyzny”.

Spośród wielu krzykliwych tytułów zamieszczonych w OSP artykułów – „Rżnął redaktorka”, „Ręczna robota”, „Noc z Daukszewiczem” „Och, laleczko”, „Opiekun mojej żony” „Jola była twarda, ale uległa Zbyszkowi” – na dłużej moją uwagę przykuł tekst Jana Kowalskiego „Pięta i Piętaszek”, którego fragment pozwolę sobie zacytować.

Komentatorzy zachodzą w głowę, jak to możliwe, że mimo wielu afer kompromitujących PiS i jego funkcjonariuszy poparcie dla tej partii utrzymuje się na poziomie porównywalnym z poparciem wyborczym. Jednym z rozsądniejszych wyjaśnień jest z pewnością słabość opozycji, która jeden raz tylko potrafiła skutecznie wykorzystać wpadkę rządzących, obwożąc po kraju banery wypominające ministrom „słusznie należne” premie. Poza tym opozycja najczęściej pozostaje bezradna. Może właśnie dlatego, że cywilizowani Polacy, potykając się o idiotyzmy urągające zdrowemu rozsądkowi, odwracają się z zażenowaniem, pozostawiając opisanie tych zjawisk psychiatrom, historykom, no i pisarzom?

W literaturze znaleźć można wiele postaci Katonów folgujących tym własnym skłon- nościom, które z oburzeniem piętnowali u innych. Wielu jest także bohaterów o zdezelowanej busoli moralnej. Wśród nich wyróżniają się Kali z pustyni czy z puszczy oraz niejaki Piętaszek, zawieszony w prawach plemienia kanibali. Kali gubił się w definiowaniu zła (kiedy ktoś ukraść mu krowę) i dobra (gdy on sam ukraść komuś krowę). Piętaszek natomiast w ogóle nie dysponował stabilną konstrukcją norm etycznych. Owszem, był ludożercą, ale ludożercą sympatycznym i miłym, bo Daniel Defoe umiał ocieplić jego wizerunek. U nas też są fachowcy, którzy potrafią oswoić dowolny kanibalizm, ale brakuje nam Robinsonów, którzy potrafią cywilizować dzikusów”.

Celnie, spostrzeżenia Kowalskiego puentuje fraszka Jana Zacharskiego z ostatniej strony.

Dyzmokracja
Prezesowi należy się wielka owacja,
Że dzięki niemu kwitnie dyzmokracja,
Pod jego ochronnym skrył się parasolem
Nikodem Dyzma, on jest dziś idolem.

przeglądał Bogusław Serafin

„OSP”: Zagubieni w obczyźnie

Wojciech W. Zaborowski w najnowszym „Odrodzonym Słowie Polskim” przypomina „Pieśń łużyckiej narodowości” („Pesen serbskoje narodnosti”) w tłumaczeniu Wilhelma Szewczyka, celowo dziś chyba zapominanego literata i historyka Górnego Śląska, w sposób szczególny zaś piewcy Śląska Opolskiego. Już w drugim wersie wiersza opublikowanego w zbiorze „Antologia poezji łużyckiej” (Wydawnictwo „Śląsk”, 1960) nie pozostawia złudzeń, o co chodzi autorowi: „A przecież tu mój prawy dom”.
Serbołużyczanie od wieków stanowią słowiańską enklawę na terenach należących obecnie do Niemiec. Nietaktem zatem byłoby dziś wspominać, że te serbskie tereny w XI wieku na prośbę łużyckich Słowian znalazły się granicach państwa Bolesława Chrobrego. Ekspansja zachodnich sąsiadów (vide: margrabia Gero) nie pozostawiała złudzeń co do losów naszych słowiańskich sąsiadów. Również po 1945 roku Serbołużyczanie mieli nadzieję, że odnajdą się na terenach odrodzonej Polski.
(…) Czy Serbołużyczanie znikają powoli z mapy Europy, mimo autonomii, własnego szkolnictwa, oficjalnie uznawanego języka i faktu, że mimo prześladowań przetrwali na tych terenach ponad tysiąc lat? Nie śmiem odpowiedzieć dziś na to pytanie. Pozwolę sobie przypomnieć tylko opinię byłego już premiera Saksonii, Stanisława Tillicha, Serbołużyczanina, który zawsze przypominał w  trakcie dyskusji o tym, kto był pierwszy na tych ziemiach, że od tysiąca lat zamieszkiwali tu zarówno Serbowie (Wenden) jak i  Niemcy. Oby o tym chciał pamiętać i obecny premier Michael Kretschmer, by Serbołużyczanie nie poczuli się jak niegdyś, „zagubieni w obczyźnie”!

Wojciech W. Zaborowski zaprasza również do Opola: „Znam to miasto od dziecka z  urlopów, wakacyjnych wypraw rodziców, potem spędzałem w nim lata studenckie, w  końcu jako dziennikarz z Wrocławia, później z Warszawy, wielokrotnie zaglądałem tu na pół służbowo, na pół prywatnie, zawsze zaś z jednakową sympatią. Ile razy – kilkadziesiąt czy kilkaset? Trudno zliczyć. Wiem jedno, nawiązując do idei mego wszechutalentowanego literacko imiennika Wojciecha Młynarskiego, postanowiłem w końcu również uwiecznić „niedzielę na Głównym”, tyle że w Opolu i oczywiście nie poezją, a prozą. I tak obecnie, po raz pierwszy celem mojej wyprawy nie było miasto. Cały dzień spędziłem na opolskim Dworcu Głównym, praktycznie u  wrót wejściowych do grodu Piastów Śląskich.”

Te i pozostałe teksty z „OSP” polecał uwadze Czytelników
Bogusław Serafin