„Собирайтесь совсем – поедете!”

Zapraszam na promocję książki prof. Adama Zaleskiego „Zabierajcie się ze wszystkim – pojedziecie! Собирайтесь совсем – поедете!”

Książkę tę poświęcam mojemu Ojcu i wszystkim jego współtowarzyszom, polskim jeńcom wojennym, bestialsko zamordowanym z rozkazu Józefa Stalina w 1940 roku przez oprawców z sowieckiej policji politycznej NKWD, a także wszystkim tym, którzy wskutek obłędnych decyzji polityków byli zmuszeni bezpowrotnie opuścić swoje rodzinne gniazda.

Adam Zaleski

Z przyjemnością zapraszamy na spotkanie promujące książkę w piątek 26 maja o godzinie 17 w Galerii FOTO-GEN we Wrocławiu, pl. Biskupa Nankiera 8. Prowadzący spotkanie Piotr Nowak.
Książka do poczytania na stronie
O autorze

Kazimiera Kuzborska (wydawca)

 

OSP: Mijają lata, mijają piosenki…

Dla wielu Opole – to w pierwszym rzędzie stolica polskiej piosenki. Nie bez racji – przypomina Wojciech W. Zaborowski w najnowszym wydaniu „Odrodzonego Słowa Polskiego”.

Turysta, który wysiądzie na odrestaurowanym Dworcu Głównym PKP (niestety, bez dawnej, czynnej całą noc restauracji!)  i  uda się główną ulicą Krakowską, w latach pięćdziesiątych ub. wieku – ul. J. Stalina, do Miejskiej Informacji Turystycznej na Rynku, otrzyma oprócz planu centrum miasta również prospekt „Odkryj Opole – Trasa Festiwalowa”. Znajdzie w nim opis siedmiu miejsc szczególnie związanych z  Krajowym Festiwalem Polskiej Piosenki, najstarszym tego typu w  Europie po San Remo (festiwalowy hejnał zabrzmiał w Opolu po raz pierwszy 19 czerwca 1963 roku). (…)

Jak wiadomo, „mijają lata, mijają piosenki”, przeto i otoczenie owych miejsc, jak i wygląd samych związanych z festiwalem obiektów, uległo w czasie dziesięcioleci zmianie. Patrząc na dzisiejsze Opole, ten, kto pamięta je z  lat dawnych, nie może oprzeć się pokusie porównawczych wspomnień.  (…)

Wspomnienia budzi też elegancki „Hotel Mercure” na początku ul. Krakowskiej. Jako „Hotel Opole” (uprzednio „Hotel Dworcowy”) był on przed laty w cierpiącym na niedostatek bazy noclegowej mieście głównym miejscem pobytu festiwalowych wykonawców, a towarzyskiemu życiu nadawali w nim ton m.in. Maryla Rodowicz, Zbigniew Wodecki, Mieczysław Wojnicki. Z festiwalem związany jest oczywiście Amfiteatr na wyspie Pasiece, Muzeun Polskiej Piosenki,
które powstało na terenie Amfiteatru, Aleja Gwiazd Polskiej Piosenki w  pobliżu Rynku wraz ze znajdującym się nieopodal pomnikiem Karola Musioła projektu Wita Pichurskiego. K. Musioł był przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej w  Opolu w  latach 1952–1963 i inicjatorem budowy Amfiteatru na Ostrówku. W pobliżu Amfiteatru Tysiąclecia odsłonięto też 19 kwietnia 2013 roku pomnik upamiętniający pomysłodawców festiwalu, Jerzego Grygolunasa i Mateusza Święcickiego, dziennikarzy radiowej Trójki.  Dla przypomnienia: festiwal, w którym wzięło udział 102 wykonawców, zorganizowano w cztery miesiące!

Czytaj w „Odrodzonym Słowie Polskim” – nie tylko o Opolu.

„Wałbrzyski Magazyn Kulturalny”

To nowe czasopismo o tematyce kulturalnej, którego pierwszy numer ukazał się w Wałbrzychu przed paroma dniami.

To nowe czasopismo o tematyce kulturalnej, którego pierwszy numer ukazał się w Wałbrzychu przed paroma dniami.

Zabrał w nim głos prezydent Wałbrzycha dr Roman Szełemej, piszemy w nim o jubilacie – Wałbrzyskim Ośrodku Kultury, o znaczeniu Roku Mariana Jachimowicza, wielkiego poety wałbrzyskiego, który w 2016 r. był bohaterem wielu wydarzeń kulturalnych. Prezentujemy twórców z Wałbrzycha i regionu oraz znanych w świecie. Zamieszczamy publikacje o środowisku fotografów, oraz nowościach i dorobku niektórych instytucji kultury w mieście, także o architekturze modernistycznej w Wałbrzychu.

W „Magazynie” nie zabrakło zapowiedzi ważniejszych zdarzeń kulturalnych i informacji o tym, co się działo. Sympatycy pradawnych historii mogą przeczytać legendę o Starym Książu.

„Wałbrzyski Magazyn Kulturalny” pojawił się w miejsce „Wałbrzyskiego Informatora Kulturalnego”, który nie dawał już możliwości szerszego spojrzenia na kulturę wałbrzyską.

Zachęcam do lektury kolejnych edycji „Magazynu” w tym roku – w końcu sierpnia i listopada. Życzę miłej lektury i mam nadzieję, że nasze artykuły, informacje, fotografie oraz rozwiązania graficzne znajdą Państwa uznanie.

Elżbieta Maria Kokowska, redaktor naczelna

Jeszcze o „WIK”

Wspominam o „Wałbrzyskim Informatorze Kulturalnym”, bo mieliście Państwo okazję widzieć go i w tym miejscu. Teraz już pożegnał się z czytelnikami. W ciągu dwudziestu lat prezentował twórców i ich dokonania, dorobek instytucji i stowarzyszeń oraz informował o zdarzeniach kulturalnych najpierw w województwie wałbrzyskim i Wałbrzychu, potem tylko w tym mieście. Zaczynał jako miesięcznik z kolorową okładką i czarno – białym wnętrzem, w ostatnich latach był cały barwny i drukowany na kredowym papierze. Przez większość lat utrzymywany był format A5.

Nasz jubileusz został uczczony w 2016 r., podczas dorocznego Dnia Wałbrzyskiego Twórcy. Na ręce redaktor naczelnej „WIK” Elżbiety M. Kokowskiej prezydent Wałbrzycha dr Roman Szełemej złożył podziękowania i przekazał pamiątkową statuetkę (na zdjęciu). Zespół redakcyjny zaprezentował wystawę okładek czasopisma z 20. lat (na fotografii).

Formuła „WIK” – typowego informatora wyczerpała się. Jednak szczęśliwie nie powstała luka na wałbrzyskim, kulturalnym rynku wydawniczym. Zaczął ukazywać się „Wałbrzyski Magazyn Kulturalny” w zmienionym formacie i kształcie merytorycznym. EMK

 

Mach, ciach komuna wróciła, że aż strach

„Niezłomny jest Związek…” oraz „Wyklęty powstań ludu ziemi…” – zabrzmiały 1 maja ku zdumieniu przechodniów na wrocławskim Rynku dawno nie słyszne teksty i melodie.

Młodym mówiły one niewiele, starszych przechodniów cofnęły myślami w dawno minione lata, gdy to, co narodowe, mieszało się z tym, co internacjonalistyczne, tyle że w wtedy mało kto pozwalał sobie na drwiące uśmiechy lub ironiczne uwagi.

Wszechwładny czas zweryfikował zasadność śpiewanych tekstów. Dziś nikt nie ma już złudzeń, że wspomniany Związek jest niezłomny. Jak pokazała historia – „złomny”. Niezłomne za to okazało się Stowarzyszenie (Dziennikarzy Polskich Dolny Śląsk), którego członkowie – organizatorzy walnie przybyli na tę wspomnieniowo – sentymentalno – happeningowo – parapolityczną imprezę. Nie była to oficjalna akcja Stowarzyszenia, raczej kilku członków Stowarzyszenia, jeszcze zaś dokładniej – kol. Wojciecha Macha, przy aktywnym udziale zgrupowanych w redakcji „Odrodzonego Słowa Polskiego” dziennikarzy, na czele z wiecznie młodym, choć często z przepracowania ledwo żywym wydawcą i red.naczelnym „Słowa”, kol. Leszkiem Millerem.

Człowiek niewątpliwie jest „homo ludens”, więc i zabawy prześmiewcze nie są mu obce. Jak tu więc było nie skorzystać z okazji, gdy dawne tematy tabu przestały być niebezpieczne i zakazane?

Nie będę się rozpisywał, „co” świętowano i „po co”, gdyż impreza odbywała się, jakby to określili filolodzy tłumacząc termin z łaciny, w czasie „teraźniejszym historycznym”i dla nas, pamiętających pochody i akademie „ku czci”, była po części sentymentalną zabawą, powrotem do młodości, dla młodzieży zaś uzupełnieniem historycznej niewiedzy. Bardziej więc należy utrwalić na wieczną rzeczy pamiatkę g d z i e świętowaliśmy i j a k.

Miejsce: lokal z ogródkiem o nazwie „PRL” w samym sercu miasta na Rynku.

Punktualnie o godz. 12.00, gdy główny organizator kol. Wojciech Mach w wyjściowym imperialno – operetkowym generalskim mundurze przeprowadził już probę mikrofonu i materiałów fonograficznych z czasów wczesnego Stalina i późnego Gierka, przybyli: kol., kol. Lesław Miller, Grzegorz Wojciechowski, Henryk Kwiatkowski (prosto z Londynu na znak międzynarodowej więzi) i piszący te słowa (tym razem prosto z Niemiec – również na znak więzi). Na miejscu była już reprezentantka świata sztuki (czy też, jak niektórzy wolą: sztuka reprezentująca świat kultury) kol. Anna Pudłowska.

Kol. Mach nacisnął guzik, ruszył pokrętłem czasu… i się zaczęło. Przez głośniki popłynęły znane nam melodie jeszcze z czasów, gdy przez tzw. kołchoźniki, głośniki umieszczone na słupach w centrum każdego miasteczka, wyśpiewywał je wszystkim miłującym pokój bratnim narodom chór Aleksandrowa. Dołączyliśmy nasze głosy do chóru, tym bardziej, ze „PRL”– owska kelnerka, urocza Roksana w stroju organizacyjnym spowodowała, że wydawało się nam, iż wsiedliśmy w wehikuł czasu i dorównujemy jej wiekiem! Przebudzenie, uświadomienie sobie, że to jednak inna epoka i czas nieubłaganie mija, przyszło wraz z rachunkiem. Stanowczo ceny za piwo i kiełbaski odbiegały mocno od tych z ub. wieku. O wieku Roksany i naszym już nie wspomnę!

Kol. Wojciech Mach wytrwale prosił przechodzące „towarzyszki” i „towarzyszy” o refleksje na temat święta, a jako że jednocześnie na Rynku odbywało się gitarowe szaleństwo, bicie rekordu w zbiorowej grze na tym instrumencie, więc też wielu uczestników wystąpiło przed mikrofonem naszego kolegi.

Pierwszy maj minął, znając jednak pomysłowość i temperament kolegów, nie wątpię, że wiele się jeszcze w tym pełnym świąt miesiącu wydarzy. Byle tylko z okazji Wniebowstąpienia nie chcieli naśladować Mistrza. Przyzwyczaiłem się do ich widoku na Ziemi!

Wojciech W. Zaborowski