By powstało coś nowego, stare musi zniknąć

Nie należę ani do architektów, ani budowniczych europejskiego domu zwanego Unią Europejską. Jako lokator i użytkownik jednego z unijnych apartamentów poprzestaję, na równi z innymi lokatorami (czytaj obywatelami państw Unię tworzących), na byciu raczej biernym obserwatorem poczynań gremium sprawującego w Unii władzę ustawodawczą i wykonawczą.
Od kilku miesięcy blok, w którym mieszkam, poddawany jest wraz z pozostałymi budynkami tworzącymi zwarte osiedle, czynnościom modernizacyjnym. Dziewięciopiętrowe gmaszysko noszące już na sobie wyraźne ślady kilkudziesięcioletniej egzystencji, postanowieniem władz spółdzielni mieszkaniowej GWH (jako że rzecz dzieje się we Frankfurcie nad Menem) ma stać się nowoczesnym obiektem mieszkalnym z udogodnieniami na miarę XXI wieku. Co oczywiście z jednej strony satysfakcjonuje lokatorów, z drugiej zaś budzi uzasadnione obawy natury egzystencjalnej, jako że koszty owej modernizacji powodują znaczne podniesienie czynszu. Ale na to lokatorzy nie mają wpływu, podobnie, jak i wcześniej nikt ich nie pytał, czy takiej właśnie modernizacji pragną.

Nie ta prosta analogia do dyskutowanej reformy Unii Europejskiej skłoniła mnie do rozmyślań na remontowo-polityczne tematy. Zainteresowanie moje wzbudziło bowiem nie to, „co” ma być remontowane, lecz „jak”! I tu – eureka! – dostrzegłem receptę na udaną przebudowę unijnego gmachu. Jak bowiem wyglądał roboczy plan dostosowania mego bloku do oczekiwań? Otóż wiele miesięcy przed rozpoczęciem modernizacji wszyscy dostali dokładny opis, co i kiedy będzie wymieniane. A wymianie podlegały istotne części budynków: dach, okna, ściany frontowe, drzwi, centralne ogrzewanie. Oczywiście, poszczególne prace przeprowadzały różne ekipy, harmonogram był jednak tak ułożony, by większość czynności można było przeprowadzić u poszczególnych lokatorów w ciągu jednego dnia. Utrudnienia związane z koniecznością usuwania mebli, firan, żaluzji, opróżnianie balkonów, itp. nie należały do przyjemności, wszystko jednak przebiegało sprawnie i planowo.
By powstało coś nowego, stare musi zniknąć. I tak rozebrano cienką szczytową ścianę dzielącą pokój od balkonu, wymontowano wejściowe drzwi wraz z framugą, zdemontowano grzejniki centralnego ogrzewania, by wstawić nowe dźwiękoszczelne okna, przeciwwłamaniowe i przeciwpożarowe drzwi oraz wolno stojące grzejniki. A większość tych zaplanowanych przez niemieckie firmy prac w mieszkaniu Polaka wykonała… rosyjska brygada.
Typowy obrazek z życia osiedla, powiecie. Otóż, nie! Wg mnie jest to symboliczny, wręcz wizjonerski obraz, jak powinien wyglądać harmonogram modernizacji Unii Europejskiej. Dokładność w planowaniu, odpowiedzialność tych, którzy gotowy program realizują i pełna świadomość celów owej modernizacji. Jak na razie – tylko pobożne życzenie. Ale wierzę, że tak jak doczekałem chwili, gdy nowoczesnym i funkcjonalnym stał się mój mieszkalny blok, doczekam również czasów, gdy Niemiec, Polak, oby i Rosjanin wspólnie będą planować i modernizować nasz europejski dom, choć oczywiste, że koszty poniesiemy wszyscy.

Wojciech W. Zaborowski

Ratują wojskowe zabytki

Pod koniec XIX wieku wokół Wrocławia wybudowano ponad 60 budowli wojennych. Jedną z nich jest Fort Piechoty nr 9 przy ulicy Pełczyńskiej 33, na wrocławskim osiedlu Lipa Piotrowska, którym do dziś zachował się w dość dobrym stanie. Fundacja Inicjatyw Społecznych i Kulturalnych JEDYNKA tworzy w nim Mobilne Muzeum Militarne.

 

Obiekt, wybudowany w latach 1890 – 1891, już dziś cieszy się dużym zainteresowaniem miłośników miltarów. Podczas Nocy Muzeów odwiedziło go 4 tysiące osób. – Od przyszłego roku, w muzeum planujemy prowadzić „żywe” lekcje historii, głównie dla uczniów wrocławskich szkół – mówi Marek Łaciak, prezes Fundacji Inicjatyw Społecznych i Kulturalnych JEDYNKA oraz członek Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk. – Ma to być placówka, gdzie będzie można dotykać wszystkie eksponaty, a także przebrać się w mundur wojskowy, zjeść wojskową grochówkę lub nawet wziąć udział w inscenizacji militarnej typu „Światło i dźwięk”. W naszych planach jest również utworzenie sklepu z pamiątkami i małej gastronomii.

 

– Główny schron ma 6 wejść, dwa korytarze, latrynę, studnie i trzy komory wentylacyjne – dodaje Marek Łaciak. – Mieściło się w nim 250 żołnierzy i czterech oficerów. W roku 1914 fort został przebudowany. Wtedy to schron otoczony został betonowym płaszczem, który miał chronić żołnierzy przed pociskami wycelowanymi w fort. Uderzenia amortyzowała żelbetowa płyta, metrowa warstwa piasku i ceglany strop. Podczas przebudowy powstały także 2 wartownie i 3 schrony obsługi. Do dyspozycji żołnierzy, których liczba zmalała do 160, było sześc izb z pryczami, ławami i stojakami na broń. Pomieszczenia były oświetlone i ogrzewane żeliwnymi piecykami. W drzwiach łączących korytarz z izbami żołnierskimi były zamocowane pancerne płyty.

 

Z jednej strony wejścia na teren fortu bronił niewielki strumyk Mokrzyca, a z drugiej betonowe pozycje strzeleckie ze schronami.Betonowe ściany, przypominające mały labirynt, miały za zadanie osłonić żołnierzy od zabłakanych kul. Rozkład twierdzy zaprojektowano tak, żeby ogniem czołowym zamknąć drogę Oborniki Śląskie – Wrocław i przejście przez Widawę. Dodatkowo, na całym przedpolu, można było prowadzić zalewy wodne, bo po zamknięciu jazów na Widawie w ciągu kilku dni rzeka spiętrzała się tak, że woda rozlewała się tuż przed fortem na szerokość ponad kilometra.

 

– Jestem przekonany, że „nasz” fort będzie ściągać wielu miłośników historii i militariów – twierdzi Marek Łaciak. – Wierzę także, że nie zabraknie chętnych, którzy przyłączą się do akcji ratowania zabytkowego fortu. Można to uczynić głosując na projekt nr 25 w ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego 2015. Swój głos można oddać za pośrednictwem internetu na stronie https://www.wroclaw.pl/budzet-obywatelski-wroclaw/projekty-2015 oraz za pośrednictwem kart, które można pobrać ze strony internetowej lub w Centrum Obsługi Mieszkańca przy ul. Zapolskiej 4, pl. Nowy Targ 1-8, ul. Bogusławskiego 8, 10 i al. Kromera 44. Głosować można od 28 września do 12 października br.

(MUR)

Ryszard Mulek i Marek Łaciak Fot. Radek Szewczyk

Umowy przez telefon

Niektóre firmy, a zwłaszcza operatorzy telefoniczni, mimo istniejących już w tej sprawie przepisów chroniących klienta, nadal próbują działać na odległość. Dzwonią do potencjalnych klientów i obiecują im bajecznie korzystne zmiany w opłatach za ich usługi.

Jeśli klient zapyta, kiedy może się spotkać z przedstawicielem firmy, aby podpisać nową umowę, dowiaduje się, że może to nastąpić natychmiast – przez telefon. Nie przewidują spotkań, ale nagrywają rozmowy i stanowią one dowód zawarcia umowy.

Może uda im się czasami trafić na naiwnych, ale człowiek myślący nie da się złapać na taką propozycję. Może i operatorzy nagrywają takie rozmowy, ale robią to dla siebie, a w razie jakiegokolwiek sporu niekorzystnego dla nich, nie udostępnią żadnych nagrań i klient zostanie na lodzie. Przestrzegamy naszych Czytelników, aby nie dali się wpuścić w pułapkę. Wszelkie umowy winny być sporządzone na papierze i napisane zrozumiałym językiem.

Przez telefon można się umówić z dziewczyną na randkę, a nie zawierać umowy.

Lesław Miller
„Odrodzone Słowo Polskie” lipiec 2015

 

Leasing rządzi w TVP

Tylko 24 proc. pracowników TVP to twórcy, a aż 3/4 administracja – informują media, przytaczając raport Najwyższej Izby Kontroli. Leasingowanie dziennikarzy TVP do firmy zewnętrznej, to groźny precedens, który może być kosztowny dla publicznego nadawcy – ostrzega w swym raporcie NIK.

 
Koncepcja restrukturyzacji zatrudnienia, polegająca m.in. na przejęciu części pracowników TVP przez podmiot zewnętrzny (niebędący redakcją w rozumieniu prawa prasowego) jest obarczona ryzykiem wystąpienia roszczeń pracowników po zakończeniu rocznej gwarancji zatrudnienia — ostrzega rzecznik NIK Paweł Biedziak. Szczegółowy raportu do pobrania poniżej w formacie .pdf
 

Oszczędzanie na „czarną” godzinę? Nie w tym banku!

83-letnia matka jednego z członków Stowarzyszenia, która już od dwóch lat nie wychodzi z domu, chciała zamknąć założoną kilka lat temu lokatę (automatycznie się odnowiła w marcu br.) i dowiedzieć się jaki produkt TFI jej sprzedano (oraz ile "struktura" jest dziś warta). Nie może tego jednak uczynić "bez osobistego stawiennictwa w oddziale PKO BP" jak oświadczyła dyrektor oddziału banku przy ul. Nowodworskiej we Wrocławiu.
 
83-letnia kobieta nie dysponuje hasłem (zgubiła? nie pamięta?), nie zna kodu autoryzacyjnego, by zrobić to za pośrednictwem internetowej strony ipko.pl, czy infolinii telefonicznej. By zdobyć taki kod autoryzacyjny klientka „musi się najpierw osobiście stawić w oddziale” jak przekonuje pracownica infolinii PKO BP, powołując się na obowiązujące ją procedury.
 
Czy długoletnia klientka PKO BP naprawdę nie może liczyć na skuteczną pomoc banku w dostępie do swoich pieniędzy? I to wtedy, gdy nadeszła „czarna” godzina? Dodatkowe środki z lokaty i jednostek TFI konieczne są do opłacania opiekunki, rehabilitantki, zakupu nowych leków, pampersów itd, gdyż na te dodatkowe wydatki już nie wystarcza niewielka emerytura.

Nieudane próby dostępu 83-latki do swoich pieniędzy na rachunku w PKO BP trwają już drugi tydzień. A emerytura na konto w PKO BP trafi aż za osiem dni. Dopiero wtedy będzie można opłacić notariusza za sporządzenie upoważnienia (ile to będzie?) i zwrot kosztów jego dojazdu (50 zł za godzinę poza kancelarią).

 
Paragraf 22 dla klienta PKO BP w czarnej godzinie
 
Klasyczny Paragraf 22! Niestety, tak bywa nie tylko w znanej powieści Josepha Hellera, której tytułowy paragraf jest potocznym określeniem sytuacji bez wyjścia, w której aby wypełnić jakieś kryterium, trzeba jednocześnie spełniać inny warunek, który to kryterium wyklucza" (Wikipedia).
 
Poprosiliśmy Biuro Prasowe PKO BP o interwencję i podjęcie skutecznych kroków. Odpowiedź od bankowego eksperta była szybka i jednoznaczna: Jeżeli klient banku nie może się osobiście stawić w oddziale, to powinien ustanowić pełnomocnika, który po okazaniu odpowiedniego aktu notarialnego w oddziale dokona niezbędnych czynności. (…) Przedstawiciel banku może odwiedzić Klienta, który ze względów zdrowotnych nie jest w stanie samodzielnie udać się do oddziału i umożliwić mu udzielenie pełnomocnictwa do rachunku”.
 
Jako klient kilku banków kody autoryzacyjne, karty kodowe i tokeny ZAWSZE dostaję pocztą lub kurierem. Dlaczego 83-letnia klientka PKO BP nie może na takie NORMALNE traktowanie liczyć? Dlaczego w największym polskim banku (zysk PKO BP w 2014 roku to 3,25 miliarda złotych) nie ułatwiają dostępu swoim Klientom, tak jak w innych bankach? Gdyby 83-letnia Klientka, załóżmy, zdołała się doczołgać” do Oddziału przy ul. Nowodworskiej i poprosiła o wydanie dwóch kopert z hasłem jednorazowego dostępu do swojego rachunku orraz kartą kodów jednorazowych? To by je przecież (chyba) tam dostała… ? Mogłaby się już wtedy zalogować do swojego konta przez Internet lub infolinię bez tego całego wielodniowego poniżającego zamieszania! Ile bezduszne traktowanie przysporzyło zgryzot i nerwów, szkoda mówić.

Oszczędzanie na „czarną godzinę” w PKO BP? Gdyby ktoś mnie zapytał: Dziękuję, nie!

BLOGSER

 

 

TVP SA w krytycznej sytuacji

STANOWISKO STOWARZYSZENIA DZIENNIKARZY RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ  DOLNY ŚLĄSK  W SPRAWIE  KRYTYCZNEJ  SYTUACJI  W TELEWIZJI POLSKIEJ SA.

Zarząd SDRP Dolny Śląsk zdecydowanie  popiera wszelkie działania Związków Zawodowych Telewizji Polskiej SA, zmierzające do uratowania  publicznej telewizji  przed bankructwem i  prywatyzacją. Krytycznie oceniamy działalność Zarządu TVP SA, zmierzającą do przeniesienia 550 pracowników twórczych, dziennikarzy, montażystów, scenografów i grafików do firmy zewnętrznej – mimo ostrego protestu    i zapowiadanego strajku  wszystkich telewizyjnych związków zawodowych. Podzielamy ich opinię, że jest to forma zwolnienia grupowego.

Pogłębiającą się, coraz bardziej dramatyczną sytuację w  Telewizji Polskiej SA zapoczątkował słynny apel premiera  Donalda Tuska o zaprzestanie płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego jako swoistej formy haraczu, a także decyzja o zwolnieniu z tej opłaty wszystkich emerytów. Finansowanie działalności Telewizji Polskiej S.A. od kilku lat dramatycznie spada. Publiczna telewizja, chcąc utrzymać się na rynku mediów elektronicznych i zapewnić pracę części twórców, przede wszystkim programów informacyjnych, rozpoczęła bezwzględną walkę o przetrwanie. Została wbrew woli pracowników uwikłana w rywalizację o rynek reklam, kosztem jakości programów oraz deprecjacji postaw moralno – etycznych.

W katastrofalnej sytuacji są zwłaszcza oddziały terenowe. We wrocławskim oddziale z kilkuset zatrudnionych osób zostało już tylko kilkadziesiąt, przy czym większość stanowią współpracownicy bez stałych etatów. Podobnie dzieje się i w innych regionach kraju.  Powstał nowy kanał TVP Regiony, którego działalność w poszczególnych ośrodkach mają zapewnić wpływy z reklam oraz sponsorzy. Finansowane z budżetu TVP są tylko programy informacyjne. Produkcja innych  zmusza oddziały do poszukiwania finansowania na zewnątrz, często w prywatnych przedsiębiorstwach i instytucjach.  W ten sposób TVP SA traci niezależność!

Polska demokratyczna potrzebuje niezależnej, misyjnej telewizji publicznej. TVP SA od lat czeka na nową ustawę medialną, określającą warunki finansowania jej działalności – jak dotąd, mimo wielokrotnych deklaracji (w tym ministra kultury i dziedzictwa narodowego), stosowny projekt nie trafił pod obrady parlamentu. Popieramy wszelkie działania związków zawodowych w Telewizji Polskiej SA, zmierzające do przywrócenia właściwego, godnego finansowania działalności telewizji publicznej, powstrzymania procesu pozbywania się pracowników oraz odzyskania jej niezależności.

Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk

Apel w sprawie krymskich Tatarów

Rządy demokratycznych państw! Organizacje międzynarodowe! Społeczeństwa Wolnego Świata! My, byli działacze opozycji antykomunistycznej oraz ludzie dobrej woli, oświadczamy:

Rosja wtargnęła na terytorium niepodległego państwa ukraińskiego, naruszając granice sąsiedniego państwa oraz naruszając umowy międzynarodowe. Środowiska tatarskie z Krymu alarmują, że specjalne odziały rosyjskie działają już na terenie Autonomii Krymskiej.

 

1. Nazywanie przez Rosję i Rosjan Krymu „rdzenną ziemią rosyjską” jest historycznym kłamstwem. Krym, niepodległe państwo tatarskie – Chanat Krymski – zostało podstępnie zaanektowane w 1783 roku, a następnie okupowane przez Imperium Rosyjskie oraz ZSSR. W roku 1918 przez parę miesięcy istniało odrodzone państwo pod nazwą Demokratyczna Republika Krymu, zdławiona przez bolszewików. W roku 1954 Krym został administracyjnie podporządkowany Ukrainie Sowieckiej.

Od paru dni postępuje agresja wobec Półwyspu Krymskiego, a co za tym idzie, została podeptana przez armię Federacji Rosyjskiej niepodległość państwa ukraińskiego. Niekwestionowanymi rdzennymi mieszkańcami Krymu są Tatarzy Krymscy, w roku 1944 doświadczeni deportacją ze swej ojczyzny – czystką etniczną. Przeważająca część Rosjan zamieszkałych na Krymie to przesiedleńcy z Rosji lub ich potomkowie. Tatarzy jednoznacznie zadeklarowali związanie swojego losu z niepodległym państwem ukraińskim.

2. Rosja oświadczyła, iż jej obowiązkiem jest wziąć w opiekę swoich rodaków, którzy będąc mniejszością narodową, poddani zostali jakoby presji i prześladowaniom na Krymie przez Ukraińców i Tatarów. Jest to oburzające kłamstwo, którego używają władze Federacji Rosyjskiej jako pretekstu do ataku na ukraińskie terytorium. Należy z całą odpowiedzialnością podkreślić, iż to ludność rosyjska, jako etniczna większość, od czasu deportacji Tatarów dominowała w Autonomii Krymskiej, zarówno w życiu politycznym, jak i społecznym. Powtarza się scenariusz z Naddniestrza, Abchazji i Cchinwali. Jako że na naszych oczach naruszane są prawa Ukrainy, zwracamy się do rządów demokratycznych państw, organizacji międzynarodowych, oraz obywateli Wolnego Świata z prośbą o presję na rząd Federacji Rosyjskiej, by zaprzestał agresji na sąsiednie, niepodległe państwo.

 

Żądamy:

 

− Całkowitego wycofania się z terytorium Ukrainy wojsk rosyjskich.

− Utworzenia komisji międzynarodowej dla zbadania sytuacji w Autonomii Krymskiej.

− Anulowania podjętej pod wpływem Moskwy uchwały Parlamentu Autonomii Krymu o przeprowadzeniu referendum na temat dalszego statusu tej jednostki terytorialnej Ukrainy, które ma się odbyć w dniu 25 maja 2014.

− Uchwalenia przez Parlament Ukrainy ustawy o repatriacji wszystkich Tatarów Krymskich z miejsc zesłania na Krym. Projekt takiej ustawy został odrzucony przez Najwyższą Radę Ukrainy w roku 2013.

− Uznania Medżlisu Tatarów Krymskich za oficjalny organ przedstawicielski na arenie międzynarodowej.

 

Podpisy należy nadsyłać na adres internetowy: pietia1963@wp.pl

 

Selim Chazbijewicz

Janina Jadwiga Chmielowska

Piotr Hlebowicz

Karol Gwoździewicz

Maciej Ruszczyński

Magdalena Czachor

Leonardas Vilkas

Swietłana Czerwona

Kazimierz Kubrak

Musa Czachorowski

 

6 marca 2014 r. Apel Medżlisu Narodu Krymskotatarskiego

o konieczności deeskalacji sytuacji na Półwyspie Krymskim
skierowany do:

ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH
ORGANIZACJI BEZPIECZEŃSTWA I WSPŁPRACY W EUROPIE
RADY EUROPY
RZĄDÓW I PARLAMENTÓW PAŃSTW UNII EUROPEJSKIEJ

Sytuacja na Krymie i wokół niego ulega dalszemu zaostrzeniu.

Podjęta 6 marca 2014 roku przez Radę Najwyższą Autonomicznej Republiki Krymu decyzja o przeprowadzeniu 16 marca ogólnokrymskiego referendum jest nowym czynnikiem wzrostu napięcia na Krymie. Wieloetniczna ludność półwyspu ma dobrze uzasadnione obawy przed prowokacjami na dużą skalę, które mogą być zorganizowane przez członków grup paramilitarnych (Kozaków) przybywających masowo na Krym z Krasnodaru i innych regionów Federacji Rosyjskiej.

Rozszerzenie obecności wojsk rosyjskich na półwyspie wobec niepohamowanej aktywacji tak zwanej milicji ludowej i grup samoobrony, utrudniania pracy dziennikarzom i dyplomatom i uniemożliwianie wjazdu na Krym obserwatorom OBWE, wskazuje, że w każdej chwili sytuacja może osiągnąć bardzo niebezpieczny poziom, bezpośrednio zagrażający bezpieczeństwu i życiu ludzi.

Coraz bardziej realna staje sie groźba przemocy wobec Ukrainców, Krymskich Tatarów oraz wszystkich obywateli Ukrainy zamieszkujących na Krymie, których stanowisko w sprawie statusu półwyspu jest inne od tych, którzy dzisiaj prowadzą politykę separatyzmu i oddzielenia Krymu od Ukrainy. Istnieje zagrożenie użycia siły przeciwko wielu ludziom rozmaitego pochodzenia, którzy nie zgadzają się z polityką obecnych „władz” na Krymie.

W tej sytuacji, w celu uniknięcia katastrofy humanitarnej i społecznej na dużą skalę, której skutki byłyby tragiczne dla wszystkich ludzi niezależnie od ich narodowości, Medżlis Narodu Krymskotatarskiego apeluje do wszystkich organizacji międzynarodowych, parlamentów i rządów o bezzwłoczne rozważenie możliwości wprowadzenia na terytorium Krymu sił pokojowych ONZ.

Przewodniczący Medżlisu Narodu Krymskotatarskiego

Refat Czubarow

TVP „zabezpiecza ciągłość zatrudnienia”

Plan przeniesienia części pracowników Telewizji Publicznej do firmy zewnętrznej zaakceptowała w poniedziałek wieczorem Rada Nadzorcza TVP. Przeciwni tej propozycji związkowcy zapowiedzieli strajk ostrzegawczy – informuje Polska Agencja Prasowa.

Rada Nadzorcza TVP akceptuje rozwiązania, zmierzające do usprawnienia funkcjonowania spółki oraz dalszej racjonalizacji kosztów, które równocześnie pozwolą na zabezpieczenie ciągłości zatrudnienia pracowników Telewizji” – napisano w komunikacie przesłanym PAP przez rzecznika prasowego TVP.

STANOWISKO
Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej
w sprawie planowanej reorganizacji zatrudnienia dziennikarzy w TVP SA

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej wyraża zaniepokojenie planowanymi zmianami organizacyjnymi i kadrowymi w TVP SA. Przeniesienie dziennikarzy, montażystów i operatorów do firmy zewnętrznej jest pomysłem kuriozalnym i nie mieszczącym się w kategoriach zdrowego rozsądku. Zwłaszcza w instytucji, której podstawowym statutowym zadaniem jest dostarczanie masowemu odbiorcy szybkiej, rzetelnej informacji uzupełnionej o kompetentny i obiektywny komentarz publicystyczny. Trudno uwierzyć, że telewizja publiczna,  na własne życzenie, zamierza  się pozbyć,  twórców., bez których poziom programów telewizyjnych, emitowanych przez TVP, może być tylko gorszy niż obecnie.

Wiadomości o planowanych zmianach są niezgodne ze zobowiązaniami, jakie w kwietniu 2011 roku przyjął Zarząd TVP SA. Oświadczono wówczas między innymi, że Zarząd będzie działać w sposób przejrzysty, zwłaszcza przy podejmowaniu decyzji programowych i personalnych. Powstrzyma proces komercjalizacji programu telewizji publicznej, przywróci rangę standardom warsztatu dziennikarskiego i zasadom etyki zawodowej będącym gwarancją najwyższej jakości programu. Uzna program za dobro nadrzędne i najważniejszy cel działania telewizji publicznej.

Obecne plany Zarządu TVP SA, formułowane nader ogólnikowo, tworzą szum informacyjny i nastrój zagrożenia wśród dziennikarzy niepewnych swojej zawodowej przyszłości przewidujących dalsze ograniczenie misji TVP, a w perspektywie wręcz likwidację telewizji publicznej.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej nie akceptuje pomysłów  Zarządu TVP SA i stanowczo protestuje  przeciwko  metodom, które w zakamuflowany sposób mają prowadzić do zbiorowych zwolnień  dziennikarzy i innych twórców telewizyjnych.
 

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy RP
Warszawa, 20 maja 2013 r.