No i popłynęliśmy „parostatkiem w piękny rejs”!

K. Krawczyk

Bez Krzysztofa Krawczyka odbył się ten rejs, ja jednak wstępując we Wrocławiu na pokład „Driady”, nie mogłem nie przywołać wspomnienia sprzed paru tygodni zaledwie. Byłem wtedy też nad Odrą, choć nie we Wrocławiu, a w Opolu. Na słupie reklamowym wisiał plakat zapraszający na koncert legendarnego piosenkarza. Jego przebój sprzed lat „Parostatek” (rok 1976), śpiewa już któreś z rzędu pokolenie. „Driada” wprawdzie parostatkiem nie jest, ale z przyjemnością wraz z Koleżankami i Kolegami udaliśmy się nią 6 września 2018 „w piękny rejs”. Choć, rzecz jasna, nie przywołany pamięcią piosenkarz, zachęcający do rejsu, był jego twórcą.

Jak zawsze, imprezie patronowały osoby od lat starające się o ożywienie naszego prasowo-wydawniczo-drukarskiego środowiska, przeżywającego, nie da się tego ukryć, z pewnością jeszcze nie uwiąd starczy, ale kłopoty wieku dojrzałego – i owszem. Takie wspomnieniowo-integracyjne imprezy, jak rejs po Odrze statkiem „Driada”, działają odmładzająco, niczym pobyt w modnych ośrodkach „spa” i chwała organizatorom, że wymienię tylko szefa SDRP Dolny Śląsk Ryszarda Mulka i dyrektora byłego Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego Zbigniewa Kawalca, gdyż ten duet i tym razem dźwigał na sobie główny ciężar przygotowań.

Ponad 90 osób „zaokrętowało” się na statku, który przy pięknej, słonecznej pogodzie o 18.30 opuścił Bulwar Dunikowskiego i wyruszył w rejs, by powrócić późnym wieczorem, co umożliwiło nam po zapadnięciu zmierzchu podziwianie fragmentów bajecznie oświetlonych historycznych budowli, m.in. wież wrocławskiej katedry. 

Obok wrażeń estetycznych nie zabrakło też doznań kulinarnych. Potwierdzi to chyba Kol. Barbara Jakimowicz-Klein, redaktor i właścicielka portalu „Smaki Wrocławia”, autorka wielu książek o tematyce kulinarnej. 

O przeżycia bardziej artystyczne zadbał muzyk Oskar Dolot wraz z solistką Moniką Pfanhauser (w cywilu pani doktor), którzy sprawili, że pokład zmienił się wnet w taneczny parkiet, co wszystkim wyszło na zdrowie, jako że taneczne krążenie każdemu poprawiło krążenie.

Gdy zniknęli na moment na parkiecie moi przystolni sąsiedzi, Anna Drajczyk i jej mąż Jan Drajczyk (redakcja „Chemika”), pogrążyłem się we wspomnieniowej rozmowie ze Zbyszkiem Kawalcem, dosiadłem do stolika, przy którym przebywał wraz z żoną Alicją Lesław Miller (sekretarz zarządu SDRP Dolny Śląsk i jednocześnie właściciel, wydawca i redaktor naczelny miesięcznika „Odrodzone Słowo Polskie”), pogadałem jak zastępca naczelnego z zastępcą z Grzegorzem Wojciechowskim („Odrodzone Słowo Polskie”), a wręcz oniemiałem na widok imponujących bokobrodów Wojciecha Wrońskiego (syna naszego nieżyjącego Kolegi Sewka z redakcji nocnej dawnego „Słowa Polskiego”), mego byłego ucznia z IX Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego).

Widoki rozciągające się za burtą „Driady” w połączeniu z muzyką i radosnym gwarem osób zapełniających statek stanowiły całość, tworzyły estetyczne wrażenie, wręcz obraz będący z pogranicza syntezy sztuk. Coś podobnego przeżywał prawdopodobnie Stanisław Wyspiański, gdy obserwował w roztańczonej chacie krakowskie wesele. I tu, i tam byli i dziennikarze, i poeci (u nas m.in. łączący obie te funkcje poeta i dziennikarz Jan Stanislaw Jeż), i tu, i tam dyskutowano o sprawach i prywatnych, i dotyczących społeczeństwa. Doprawdy była to „chwila dziwnie osobliwa” – choć dominująca atmosfera radości sprawiała, że chwili owej bardziej patronował Krawczyk niż Wyspiański!

Jak zawsze zdyscyplinowani, licznie przybyli Koledzy z byłej prasy wojskowej, m.in.  Jerzy Lesicki z żoną BarbarąCzesław Warych, były zastępca redaktora naczelnego „Żołnierskiej Rzeczy”. Prasę „cywilną” reprezentowała m.in. Kol. Ewa Ziemiańska, była szefowa działu kultury we wrocławskiej popołudniówce „Wieczór Wrocławia”. Był i dziennikarz dawnego „Wieczoru Wrocławia – Kol. Andrzej Milcarz.

Nie jest możliwe w krótkim wspomnieniowym szkicu wymienienie wszystkich przybyłych. Przepraszam i proszę o wyrozumiałość.Nie chodzi wszak o listę obecności, a o oddanie atmosfery panującej na „Driadzie”, która oby panowała też i na co dzień w normalnych koleżeńskich kontaktach. To uwaga do tych, którzy unikają nie tylko kontaktów z SDRP Dolny Śląsk, ale i z Kolegami, z którymi przecież przez wiele lat pracowali.

My, mam nadzieję, na dłużej zachowamy w pamięci nadodrzańskie spotkanie. Bo jak pisał Tadeusz Drozda, autor tekstu piosenki „Parostatek”: „Słońce na górze pięknie lśni, dobry fotograf to zdjęcie zrobił, wszystko jak żywe, aż się ckni!”

No właśnie, pozostały zdjęcia. Miłych wspomnień w trakcie ich oglądania i do zobaczenia na kolejnej imprezie!

Wojciech W. Zaborowski
Zdjęcia: Jan Drajczyk i Wojciech W. Zaborowski

Odezwa do Koleżanek i Kolegów!

Znowu poczłapię ja po tym trapie.
W tym wieku! Po co? W głowę się drapię.
Odpowiedź prosta i wszystkim znana,
Bo czeka nimfa z Odry – GOPLANA!

Ma jasne włosy, uśmiech gwiazdy z kina,
Nie Słowackiego to Balladyna.
Przyjdźcie Koledzy! Najwyższy czas,
Za rok niektórych nie będzie już z nas!

Zjemy kiełbaski, zatańczymy walca,
By w przytomności Zbigniewa Kawalca*
Stwierdzić: szczęśliwa to jednak godzina,
że może się znów spotkać medialna rodzina!

Koleżanko! Kolego! Weź męża, kobitę
I przybądź na statek. Venite! Venite!

W podzięce już teraz ślę Wam uśmiech boski

Wielbiciel GOPLANY
W. W. Zaborowski

* i  Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk (dopisek B.S)

Obywatelu, strzel i traf – pif, paf!

Otrzymałem miłe zaproszenie do udziału w XXXVI Mistrzostwach Strzeleckich Dziennikarzy (VIII Memoriale red. Stanisława Łapety), które odbędą się 26 maja. Ponieważ w poprzednich trzydziestu pięciu nie brałem udziału, uczestnictwo czynne w tegorocznychnie wróżyłoby miraczej olśniewających sukcesów. A i strzelbę ostatni raz trzymałem w ręku w czasie szkolenia na uczelnianym Studium Wojskowym w Warszawie – dobre pół wieku temu. Czytaj dalej Obywatelu, strzel i traf – pif, paf!

Tanecznym krokiem w Nowy Rok

Nietypowy i budzący dreszczyk emocji był już sam termin spotkania: 13 stycznia, do tego w piątek. Koledzy, którzy wykpili się od uczestnictwa w zaplanowanym z okazji Nowego Roku właśnie w tym dniu Dziennikarskim Wieczorku Tanecznym, podając jako przyczynę, wynikajacy z aury, niedowład różnorodnych części anatomicznych swego organizmu, budzili przeto nie tylko podejrzenia o poświadczaniu nieprawdy, ale też i wywoływali na twarzach Kolegów uśmiech nieco ironiczny. Wiadomo przecież nie od dziś, z czym kojarzą się co bardziej przesądnym „13” i „piątek”. „Lepiej nie wychodzić z domu”, jak powiedział mi – prosząc o dyskrecję – jeden ze znakomitych nieobecnych. Czytaj dalej Tanecznym krokiem w Nowy Rok

Festyn, który trafi do księgi Guinnessa

Przyznam się, po raz pierwszy uczestniczyłem w imprezie, na której ustanawiano wpis polskiego produktu lokalnego do księgi Guinnessa. Dla Jana Akielaszka, przewodniczącego składu sędziowskiego oceniającego zmagania zawodników – to chleb powszedni. Znany z zaskakujących pomysłów i precyzji w realizacji organizowanych przedsięwzięć Kolega – i tym razem nie zawiódł. Czytaj dalej Festyn, który trafi do księgi Guinnessa