Przewodnik po Dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790 z 17 kwietnia 2019 r. w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych

Koleżanki i Koledzy,

w związku z pojawiającymi się jeszcze pytaniami i wątpliwościami dotyczącymi przyjętej przez Parlament Europejski Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790 z 17 kwietnia 2019 roku w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym, Izba Wydawców Prasy opracowała prosty Przewodnik po Dyrektywie, który – jak mniemam – rozwieje wiele wątpliwości, wyjaśni niektóre zagadnienia i obali krążące wokół Dyrektywy mity.

Korzystając z uprzejmości Marka Frąckowiaka, dyrektora generalnego Izby Wydawców Prasy, przesyłam ów przewodnik w załączeniu, jest on również dostępny na stronie internetowej www.iwp.pl

Zachęcam do korzystania z Przewodnika i do jak najszerszego propagowania go wśród dziennikarzy Waszych redakcji oraz współpracujących dziennikarzy, a także wszystkich zainteresowanych, szczególnie tych, którzy być może jeszcze nie rozumieją Dyrektywy lub powtarzają na jej temat nieprawdziwe lub niedokładne informacje. Zachęcam także do udostępniania tego przewodnika w serwisach internetowych oddziałów naszego Stowarzyszenia. 

Przewodnik przygotowano w dwóch wersjach: w formacie A4 do łatwego czytania lub wydrukowania na podręcznej drukarce oraz jako zeszyt w formacie A5. Wersja A4 w  załączniku, pliki ze stronami zmontowanymi do druku broszury IWP prześle wszystkim, którzy chcieliby sobie taką broszurę samodzielnie wydrukować i zszyć. W tej sprawie należy się skontaktować z  IWP: ul. Foksal 3/5, 00-366 Warszawa, tel. 22 828 59 30, e-mail sekretariat@iwp.pl

Zachęcam do skorzystania z oferty.

Andrzej Maślankiewicz 
sekretarz generalny ZG SDRP

Przewodnik w PDF

Udział 163. rezerwowego pułku piechoty w kampanii polskiej 1939 roku

Praca o udziale 163. rezerwowego pułku piechoty w kampanii polskiej 1939 roku, autorstwa ROBERTA SZCZERKOWSKIEGO, członka Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, jest szczególna, prezentuje bowiem historię oddziału funkcjonującego zaledwie piętnaście dni. Został on zorganizowany na czas wojny – wcześniej nie istniał. Był jednym z pułków rezerwowych zmobilizowanych przez Korpus Ochrony Pogranicza – formację działającą w II Rzeczypospolitej w latach 1924–1939, przeznaczoną do ochrony jej granic, w tym granicy polsko-sowieckiej. 

163. pułk utworzono 27 sierpnia 1939 roku z oddziałów Brygady KOP „Podole”, Baonu KOP „Borszczów” i Baonu KOP „Czortków” oraz pododdziału wydzielonego z 48. pułku piechoty stacjonującego w Stanisławowie, czyli na terenach dzisiaj już niewchodzących w skład państwa polskiego. Powstanie 163. pułku, jego przejazd transportem kolejowym na Kielecczyznę, walki z niemieckimi wojskami, m.in. pod Kazanowem (7 IX 1939), i rozwiązanie pułku 10 września 1939 roku – to główne wątki publikacji. Wyjątkowym walorem monografii jest to, że autor wykorzystał głównie relacje byłych żołnierzy pułku oraz inne materiały źródłowe i archiwalne. Publikacja została wzbogacona bogatym, trafnie dobranym materiałem ilustracyjnym, a także niezbędnymi schematami i mapkami, co przybliża prezentowaną problematykę i pomaga w jej odbiorze. 

Książka ukaże się jeszcze w sierpniu 2019.

Robert Szczerkowski, Udział 163. rezerwowego pułku piechoty w kampanii polskiej 1939 roku, Wrocław–Warszawa 2019, 144 s., ISBN: 978-83-8098-690-9

Słodkie wypieki pogranicza polsko-czeskiego

Od kilku lat w Polsce trwa rewolucja kulinarna, dziś przyszła kolej na cukiernictwo. Jedni po dobre wzorce sięgają w przeszłość, inni przywożą je z zagranicy, a jeszcze inni eksperymentują. Ze smakiem. Sukcesywnie wzrasta także zainteresowanie wypiekami w stylu homemade, a domowe słodkości stają się obecnie istotną alternatywą dla wyrobów oferowanych przez tradycyjne cukiernie. Nie inaczej jest na ziemi radkowsko-broumovsko-polickiej. 

Mieszkańcy pogranicza polsko-czeskiego są prawdziwymi mistrzami słodkości. Z jednej strony bardzo chętnie sięgają do przekazywanych z pokolenia na pokolenie magicznych zapisków w starych zeszytach, z drugiej – uwielbiają eksperymentować z nowymi przepisami na ciasta i desery. W książce znajdą Państwo receptury na wiele cukierniczych hitów z tego niezwykle atrakcyjnego turystycznie – również pod względem turystyki kulinarnej – zakątka Czech i Dolnego Śląska.

Są wśród nich przepisy na wypieki zwyczajne i luksusowe, tańsze i droższe. Obok przepisów na ciasta, które są ukoronowaniem świąt i wielkich przyjęć, jubileuszów oraz rodzinnych uroczystości i podkreślają niezwykły nastrój spotkań, Autorka przedstawia receptury na najpopularniejsze serniki, ciasta z owocami lub warzywami i inne słodkie wypieki oraz desery. Wszystkie są smakowite i z pewnością będą atrakcyjną częścią każdego spotkania przy świeżo zaparzonej kawie.

Książka została wydana w czerwcu 2019 roku przez Urząd Miasta i Gminy Radków w ramach transgranicznego projektu pn. „Wspólnie dla kultury”, współfinansowanego w ramach INTERREG V-A Republika Czeska – Polska ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego – „Przekraczamy granice”. Autorką książki jest Barbara Jakimowicz-Klein, właścicielka portalu „Kuchnia Wrocławia”, autorka wielu książek o tematyce kulturalnej. Jest też kulinarną ambasadorką Dolnego Śląska oraz członkinią Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk.

Książka dostępna jest bezpłatnie w Urzędzie Miasta i Gminy Radków.

Lech Ignaszewski wart pamięci!

Wrocław był Jego hobby

Bogusław Klimsa 
Nicole Naskow

Ukazała się wyjątkowa książka pt. „Ignac” – o wyjątkowym poecie. Stworzyli ją Bogusław Klimsa, znany popularyzator muzyki i rozrywki, kompozytor – autor monografii, oraz artysta plastyk Nicole Naskow, profesor ASP, koledzy Ignaca. Książkę wypełnia przekrój tekstów wydobytych z niebytu. Ilustrowana delikatnymi, intrygującymi rysunkami, szkicami. Z pietyzmem zakomponowana, wydana przez studio c2 Grzegorz Mieczkowski, jest rodzajem tomiku poezji i wspomnień.

Bogusław Klimsa, „Ignac”, studio c2 Grzegorz Mieczkowski, Wrocław 2019

Czytaj dalej…

Wojciech Chądzyński i jego wrocławskie wydarzenia niezwykłe

Wojciech Chądzyński
Fot. Krzysztof Kazmierowicz

Niezależnie od tego, czy znacie Wrocław od podszewki, czy przyjechaliście tu pierwszy raz i chcielibyście poznać miasto, warto przeczytać tę książkę. Wojciech Chądzyński prowadzi nas po miejscach znanych i zapoznanych, zabytkach, które zwiedza każdy przybywający, ale i tych, których nie odwiedzają nawet wieloletni mieszkańcy grodu nad Odrą. Chodząc ulicami miasta, mijając jego place, skwery, parki, nie zdajemy sobie sprawy z tkwiących w nich tajemnicach, wydarzeniach, historiach. Ubrane w kostium legend opowieści przybliżą nam, pozwolą poznać te szczególne, warte odkrycia miejsca. Legenda wniesie nieco romantyzmu w nasze życie, zinterpretuje nieznane, a w każdej legendzie tkwi ponoć ziarno prawdy. Aby jednak nie oderwać się całkiem od rzeczywistości, nie bujać jedynie w obłokach, Autor po opowiedzeniu każdej baśni raczy nas solidną dawką rzetelnych wiadomości historycznych. O tym, czy wybierzemy tajemniczą, ulotną historię, czy twarde realne fakty z przeszłości, pozostaje już wyborem Czytelnika. 

Ale nie tylko legendy zawiera ten specyficzny przewodnik po mieście. Na kartach książki znajdziecie postacie historyczne – od wrocławskich biskupów, mieszczan, artystów, lekarzy, po te znane w całym świecie, by wymienić choćby Brahmsa czy Picassa. Miejsce znalazły tu również krótkie eseje opowiadające o wydarzeniach niezwykłych, choć zdarzających się w życiu zwykłych ludzi. Przeczytamy między innymi o klęskach elementarnych – pożarach, powodziach, tragicznych wypadkach, ale też niezwykłych wyczynach wrocławian. Dowiemy się również o tak zadziwiających faktach jak ten, że w mieście stoi nie tylko pomnik Fredry, ale pogrzebany jest również palec komediopisarza i jak trafił on do Wrocławia.

Nie pierwsza to książka Wojciecha Chądzyńskiego przybliżająca nam ludzi, historię, zabytki i ciekawostki Wrocławia i Dolnego Śląska. Po cieszących się ogromnym powodzeniem i ciągle dostępnych na półkach księgarskich tomikach: Wrocław, jakiego nie znacie, Wrocławskie wędrówki przez stulecia, Wędrówki po Dolnym Śląsku i jego stolicy, Tajemnice wrocławskiej katedry i Ostrowa Tumskiego oraz Legendy starego Wrocławia, przyszła pora na książkę, którą trzymacie w rękach, zawierającą ponad trzydzieści fascynujących opowieści. 

Historie ułożone są w porządku chronologicznym, ale nie musicie czytać książki od początku do końca, bodaj nawet ciekawsze jest przeskakiwanie od opowiadania do opowiadania, wybranie sobie własnej kolejności i własnego duktu poznawania. Bogato ilustrowana publikacja, napisana prostym, komunikatywnym językiem, trafiającym do każdego Czytelnika, sprawia, że czyta się ją jednym tchem i trudno się od niej oderwać.

Warto też pamiętać, że dzięki osobistemu zaangażowaniu Wojciecha Chądzyńskiego, na początku lat osiemdziesiątych XX wieku, wróciło na Ostrów Tumski, zlikwidowane wcześniej, oświetlenie gazowe.

https://wroclaw.gosc.pl/doc/5798577.Historia-legendami-opleciona-Wojciech-Chadzynski

Arkadiusz Dobrzyniecki
historyk sztuki

Wojciech Chądzyński, WROCŁAW – wydarzenia niezwykłe, Wydawnictwo Via Nova, Wrocław 2019.

„Die Legenden der Dominsel” – czyli Wojciech Chądzyński i jego legendy tumskie po niemiecku

Wojciech Chądzyński

Redaktor Wojciech Chądzyński jest wieloletnim członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, nauczycielem w klasach dziennikarskich XIII Liceum Ogólnokształcącego we Wrocławiu i opiekunem Młodzieżowej Wszechnicy Dziennikarskiej, wydającej pod patronatem naszego Stowarzyszenia, wielokrotnie nagradzaną, gazetę SZLIF. Warto też pamiętać, że dzięki jego osobistemu zaangażowaniu, na początku lat osiemdziesiątych XX wieku, wróciło na Ostrów Tumski zlikwidowane wcześniej oświetlenie gazowe.

Wojciech Chądzyński jest także chętnie czytanym autorem opowieści o starym i nowym Wrocławiu. Do sześciu wydanych do tej pory książek o tej tematyce doszła kolejna, tym razem po niemiecku, będąca przekładem większości opowieści z „Tajemnic wrocławskiej katedry i Ostrowa Tumskiego”. Biorąc pod uwagę, że nasze miasto licznie odwiedzają przez cały rok niemieckojęzyczni turyści, można jej wróżyć powodzenie czytelnicze.

* * *

Czy znacie „Matkę kościołów śląskich”? – pyta Wojciech Chądzyński. Nawet dla wiernych, którzy wielokrotnie ją odwiedzają, często bywa ona nieznana. Liczne zabytki, ukryte w nawach bocznych, ambicie katedry czy w jej licznych kaplicach, pozostają zazwyczaj niedostrzegane. Autor zaprasza nas do zwiedzenia i poznania ich. Wyjaśnia wiele tajemnic pomników, ołtarzy, rzeźb, obrazów i zabytków, które oglądane niemal codziennie nie są dostrzegane lub zrozumiałe.

Opowiada przy tymliczne legendy, w które katedra i cały Ostrów Tumski byłydotąd szczególnie ubogie. Chądzyński stara się uzupełnić tę lukę. Przytacza bodaj wszystkie istniejące do tej pory tego typu opowieści, ale i kreuje nowe. Za kanwę służą mu niezwykłe dzieje katedry i zagadkowe niekiedy zabytki lub ich relikty. W ten sposób nasza wiedza faktograficzna, podana w przystępnej formie, wzbogacona zostaje o warstwę magiczną, tak lubianą i pożądaną przez zwiedzających.

Nie jest to pierwszy przewodnik po katedrze, tym wyjątkowym zabytku sakralnym leżącym na OstrowieTumskim, niegdysiejszej wyspie i miejscu będącym w czasach średniowieczaduchowąstolicą Śląska. Wyjątkowość tej książki polega na tym, że pokazuje wiele zabytków często zapomnianych i niedocenionych, a ubarwienie ich opowieściami legendarnymi czynić może lekturę dla zwiedzających i miłośników miasta fascynującą. Należy potraktować więc ten przewodnik szczególnie, nie tylko jako wyliczenie wartości naszej wrocławskiej katedry, ale prawdziwie poznawczy, a nawet odkrywczy „oprowadzacz” po jej tajemnicach.

Arkadiusz Dobrzyniecki
historyk sztuki

Wojciech Chądzyński, „Die Legenden der Dominsel”, tłum. Daniel Romić i Ewa Drapała, Wydawnictwo TUM Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej, Wrocław 2019

Opowieści bielsze niż śnieg

Opowieści bielsze niż śnieg to historie o najpiękniejszym dniu w roku, o rodzinnych tradycjach, choince, kolędach i królu Herodzie, o świętym Mikołaju, Aniołku i Dziadku Mrozie, o pierwszej gwiazdce i Gwieździe Wieczornej, czarnych dziurach i mlecznej drodze, o niegdysiejszych zimach – śnieżnych i mroźnych, o Jerozolimie, Betlejem i o Jezusku spod Nowego Targu… To nostalgiczne opowieści o dzieciństwie, dorastaniu i przemijaniu, o wielkiej Tajemnicy i poszukiwaniu Boga, niezachwianej wierze i zwątpieniu, o strachu, cierpieniu i smutku, o tęsknocie, nadziei i miłości, o wybaczaniu… to wyznania bielsze niż śnieg!

Opowieści bielsze niż śniegto siedemnaście świątecznych wspomnień związanych z Wigilią i Bożym Narodzeniem, pełnych nie tylko obrazów i dźwięków, ale też zapachów i smaków. To także siedemnaście najbardziej osobistych, wzruszających rodzinnych historii, nierzadko humorystycznych, którymi w rozmowie z dziennikarką Ewą Gil-Kołakowską podzielili się: Magda Umer, Maria Czubaszek, Roma Ligocka, Janina Ochojska, Edyta Jungowska, Iza Trojanowska, Grażyna Wolszczak, Katarzyna Żak, Elżbieta Romanowska, Andrzej Grabowski, Maciej Maleńczuk, Artur Andrus, Krystian Wieczorek, Zbigniew Zamachowski, Marek Siudym, Mateusz Pospieszalski, Konrad Imiela.

Magda Umer, piosenkarka i aktorka, reżyser, scenarzystka, dziennikarka:

– Codziennie mam dylematy związane z wiarą i niewiarą, z przemijaniem. Jest to mój główny problem światopoglądowy. Dorastałam bez Boga, nie było Go ani w moim domu, ani w szkole. Uczono mnie, że to nie żaden Bóg, a komunizm zbawi świat. A w życiu liczy się tylko to, co tu i teraz. Potem nie ma już nic…

Maria Czubaszek, pisarka i satyryk, autorka tekstów piosenek, scenarzystka, felietonistka, dziennikarka:

– Nie wierzę w żadne niebo ani piekło i dziwię się ludziom, którzy w to wierzą. Sartre powiedział: „Piekło to inni ludzie” i ja się z tym zgadzam. Piekło istnieje tylko tu i teraz. Jestem absolutnie przekonana, że po śmierci nie dzieje się nic. Szast-prast i koniec, i jest po balu. 

Roma Ligocka, malarka i pisarka, kostiumolog, scenograf:

– Byłam dzieckiem żyjącym na pograniczu dwóch kultur i dwóch religii. Dręczyło mnie poczucie, że nie należę do nikogo i do niczego. Wszyscy mówili, że Żydom nie wolno wierzyć w Jezusa, a ja bardzo chciałam w niego wierzyć. 

Janina Ochojska, działaczka humanitarna, założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej, astronom:

– To był dla mnie wstrząs! Zobaczyłam i uwierzyłam, że można zbudować most pomiędzy astronomią, fizyką a wiarą. Odkryłam nowy sens tego, czym się zajmowałam – Tajemnicę, wobec której nauka jest bezradna. Opisując świat matematycznie, zawsze docieramy do granicy, która jest tajemnicą. Jej istnienie jest oczywiste i nadaje człowieczeństwu głębszego wymiaru.

Edyta Jungowska, aktorka teatralna, telewizyjna i filmowa, propagatorka twórczości Astrid Lindgren:

– Prawdziwie rodzinną atmosferę zbliżającej się Gwiazdki, taką wręcz bajkową, śnieżną, mroźną i leśną, poczułam dopiero pod koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy mój syn był mały, na świat przyszli też bratankowie, a rodzice mieli już dom pod Warszawą…

Iza Trojanowska, aktorka telewizyjna i filmowa, wokalistka:

– Wychowałam się w domu, w którym zawsze z dużym pietyzmem pielęgnowało się tradycję. Święta Bożego Narodzenia to był czas integracji naszej rodziny, przeżywaliśmy je nie tylko kulinarnie, dla nas była to przede wszystkim uczta duchowa, moment refleksji. Rodzice bardzo dbali o to, żeby w tym całym cudownym świętowaniu, nie zagubiło się to, co najważniejsze – istota świąt, ich sens i duchowość. 

Grażyna Wolszczak, aktorka teatralna, telewizyjna i filmowa:

– Ufam, że wszystko, co zdarza się w naszym życiu, ma głęboki sens, że pomaga nam stać się pełniejszymi ludźmi, rozwija nas duchowo, a ten rozwój nie kończy się wraz z naszą śmiercią. To przekonanie pozwoliło mi przetrwać najtrudniejsze chwile w moim życiu…


Katarzyna Żak, aktorka teatralna i telewizyjna, wokalistka:

– Najbardziej wzrusza mnie moment dzielenia się opłatkiem i składanie życzeń – głęboko wierzę w ich moc. Niezmiennie od lat całuję wtedy swoją mamę w rękę. Tak robiła też moja mama. Rodzinne spotkania dają poczucie jedności z bliskimi, uczą szacunku do starszych i porządkują życie. Dla mnie to bardzo cenne chwile, naprawdę wyjątkowe dni…

Elżbieta Romanowska, aktorka teatralna i telewizyjna:

– Owszem, choinka, Mikołaj, pyszne jedzenie, kolędy – bardzo to wszystko lubię, bo to piękne dopełnienie tradycji i wigilijnej atmosfery. Ale dla mnie te święta mają wyjątkowe znaczenie ze względu na emocje, które wokół nich budujemy, moc uczuć, jakimi się obdarowujemy. Najważniejsze jest samo spotkanie z bliskimi, to, że jesteśmy wtedy razem…

Andrzej Grabowski, aktor teatralny, telewizyjny, filmowy i kabaretowy, wokalista:

– Kiedy byłem dzieckiem, wszystko było dla mnie nadzwyczajne i jednocześnie bardzo proste. Wierzyłem bezkrytycznie, że pan Jezus urodził się gdzieś między Nowym Targiem a Zakopanem. To było oczywiste! Nie za bardzo tylko było wiadomo, skąd wziął się tam osioł i wielbłąd? Ale na to pytanie nie znali odpowiedzi nawet najstarsi górale!

Maciej Maleńczuk, wokalista i gitarzysta rockowy, poeta:

– Artyście, żeby mógł tworzyć, bardziej potrzebny jest Lucyfer niż Bóg… bo jemu potrzebne są wątpliwości, a nie wiara. No, może jeszcze niekiedy przydaje się jakiś joint lub flaszka… Ja wciąż popełniam błędy i miewam wątpliwości – jako artysta, czuję się wręcz zobligowany do tego! Nigdy więc nie powiem, że nie ma diabła. Swojego noszę w sobie, ale to temat rzeka… Zupełnie inna historia.

Artur Andrus, dziennikarz, poeta, autor tekstów piosenek, artysta kabaretowy, konferansjer, piosenkarz:

– Sam nigdy nie odważyłbym się nagrać kolęd, ale zdarzyło mi się napisać piosenkę okołoświąteczną, czyli taką „kręcącą się” wokół tematyki świąt, jak to u mnie bywa, raczej żartobliwą – „Bambino Jazzu”. „Słuchaj jazzu mały Jezu/Niech ci zaswinguje wiatr/Za muzykę daj nam tylko/What a wonderful… świat” – zaśpiewaliśmy z Dorotą Misiewicz, specjalnie na płytę Święta bez granic…

Krystian Wieczorek, aktor teatralny, telewizyjny i filmowy:

– Wierzę w coś, co jest ponad wszelką religią, w unifikację stanów religijnych i duchowych, w ekumenizm, którego kwintesencją jest filozofia wieczysta. Jej twórczym kontynuatorem jest Ken Wilber, jeden z moich ulubionych filozofów naszych czasów…

Zbigniew Zamachowski, aktor teatralny, telewizyjny i filmowy, autor muzyki i tekstów piosenek, wokalista:

– Zabytkowy siedemnastowieczny przyklasztorny kościół, do którego mieliśmy najbliżej, zawsze był w ten wieczór pełen ludzi. Do dzisiaj mam wiele sentymentu do wszystkich starych kościółków, nie dlatego, że jestem osobą absolutnie wierzącą, bo z praktykowaniem to u mnie różnie bywało i bywa, po prostu wzrusza mnie ich niezwykła, nabożna atmosfera.

Marek Siudym, aktor teatralny, telewizyjny, filmowy i kabaretowy, jeździec i trener jeździectwa:

– Dawniej wierzono, że w wigilijną noc zwierzęta mówią ludzkim głosem. Nie wiem, czy dziś ktoś bierze to na poważnie, ja jednak wierzę, że zwierzęta mówią do nas przez cały rok, nie tylko w Wigilię. Oczywiście, mówią po swojemu i nie każdy potrafi je zrozumieć. Czują podobnie jak ludzie i potrafią przekazywać swoje emocje: radość, sympatię, niechęć, strach, smutek… 

Mateusz Pospieszalski, kompozytor i aranżer:

– Myślę, że człowiek przez całe życie niesie to, co dostał w dzieciństwie, a święta są kolejnym na to dowodem. Nie potrafiłbym, ale też wcale bym i nie chciał odejść od zasad, w których się wychowałem, które wpoili mi moi rodzice. Oczywiście – jak to w życiu bywa – każdy czasem gdzieś się gubi, ale właśnie wtedy one, jak sumienie, przywołują nas do porządku…

Konrad Imiela, aktor teatralny, telewizyjny i filmowy, kompozytor, autor tekstów piosenek:

– Coraz częściej zdaję sobie sprawę z upływającego czasu. Nie mam jakiejś obsesji śmierci i tego typu depresyjnych stanów, jestem człowiekiem dość pogodnym, tylko po prostu mi żal, że tak krótko żyjemy na tym świecie i chciałbym z każdej chwili danej mi tutaj wycisnąć jak najwięcej…

Sybir czy Syberia?

Na okładce niewielkiej książeczki współczesna fotografia starej, nagrobnej tablicy z napisem, że spoczywa tu Ś†P JAN DUBAJ, kapitan sztabu 5 dywizji Strzelców Polskich. Zmarł w więzieniu 6 czerwca 1920 roku przeżywszy 26 lat. Ten grób i kilka innych (polskich jest wiele), zachował się na cmentarzu w Krasnojarsku, dziś milionowym mieście nad Jenisejem na Syberii. To mogiły Polaków, którzy zakończyli życie w roku 1920 i byli… oficerami.

Książeczka autorstwa Sergiusza Leończyka nosi tytuł Cmentarze polskie na Uralu i Syberii”i jest w zasadzie przyczynkiem do dziejów polskiej obecności na terenach Cesarstwa Rosyjskiego i ZSRR. Ale poruszając, choć skrótowo, ten ogromny temat, może wzbudzić większe zainteresowanie potencjalnego czytelnika, skłonić go do poszukiwania odpowiedzi na podstawowe pytanie – skąd i dlaczego ci i nie tylko ci nasi rodacy się tam znaleźli? A wcale nie jest ona prosta…

Nieszczęsny wiek XIX, kiedy Rzeczpospolita, podzielona przez trzy sąsiednie mocarstwa, znikła z geograficznej i politycznej mapy Europy, sprzyjał patriotycznym uniesieniom, które zwykle objawiają się w sytuacji pozbawienia państwowej podmiotowości. Przyczyny, które do tego doprowadziły, schodzą na plan dalszy. Najważniejsze jest poczucie niemocy i zlekceważenia. Unicestwiono bohaterskie przedmurze chrześcijaństwa, wspaniały wielki kraj, którego królową była Matka Boska, ofiarę spisku niegodziwców, obelżywie nazwany chorym człowiekiem Europy. Tak to przedstawiali prawdziwi patrioci. Ten sugestywny obraz został niejako wdrukowany w świadomość większości ówczesnych Polaków i funkcjonuje do tej pory. Zaś poczesne miejsce zajmuje w nim męczeństwo; zsyłka, kibitka, katorga, kajdany i łagry, jednoznacznie kojarzone z Syberią, powszechnie określaną złowieszczą, rosyjską nazwą – Sybir, pojmowanym jako więzienie narodów.

Ta bardzo słabo zaludniona, północna część Azji, obszar od Uralu do Pacyfiku, od XVI wieku była naturalnym terenem moskiewskiej ekspansji. Najpierw dla wymuszania od rdzennej ludności jasaku (danin) w futrach i skórach, z biegiem czasu podporządkowywania kolejnych terytoriów rosyjskiemu władztwu poprzez wprowadzanie administracyjnego aparatu, eksploatacji odkrywanych bogactw naturalnych i na koniec – osadnictwa, kolonizacji.

I właśnie zasiedlanie tych ziem chętnymi przybyszami z europejskiej części potężniejącego państwa sprawiało kłopoty. Rozwiązaniem tyleż praktycznym, co w pewnym stopniu skutecznym, była zsyłka przeciwników politycznych i jeńców. Zesłańcy mieli dość dużą swobodę, mogli zakładać rodziny i przede wszystkim uprawiać, na pożytek imperium, swoje wyuczone zawody i czasem nawet otrzymywać zapłatę.

Pierwszymi Polakami na Syberii byli jeńcy z czasów wojen Batorego i nieco późniejszych, czyli z początków XVII wieku. Tych około 250 żołnierzy znało się na fortyfikacjach, pracowali więc przy ich wznoszeniu wokół Tomska i Krasnego Jaru (Krasnojarska). Również uprawiali ziemię.

Wielkie zsyłki rozpoczęły się u schyłku XVIII wieku po klęskach Konfederacji Barskiej i Insurekcji Kościuszkowskiej. Na Syberię trafiło około 20 tysięcy buntowników, a po nieudanej kampanii rosyjskiej Napoleona (1812) 900 jeńców wojennych z towarzyszącego mu polskiego korpusu.

Wiek XIX z dwoma niepodległościowymi zrywami – listopadowym i styczniowym – przyniósł największe i najbardziej dotkliwe straty. Skazano i zesłano na Sybir blisko 60 tysięcy niepokornych polskich patriotów. Był to niejako akt osłabiającego, mściwego „upuszczenia krwi”, po dziesięcioleciach zastosowany w Katyniu i przedpolach powstańczej Warszawy w roku 1944. I to zostało zapamiętane i zapisane dziełami wielu nieprzeciętnych artystów z epoki. Stworzono czarną legendę Syberii-Sybiru, więzienia narodów, i jaśniejącą na tym tle złotą – męczeńskiej Polski jako Narodów Chrystusa. Powstał sugestywny obraz okrutnego kata i niewinnej ofiary, któremu nadano rangę przyjmowanej bez zastrzeżeń prawdy absolutnej.

Prawdy absolutne mają tę ułomność, że w realnym życiu są najczęściej imaginacją. Czy dla wszystkich rzuconych wolą imperatora w te odległe, obce i nieprzyjazne krainy istotnie takimi były?

Zdecydowana większość zesłańców po kilku, kilkunastu latach wracała do kraju. Wielu jednak właśnie tam, na Syberii, znalazło swoje miejsce do życia. Z zesłańców stali się osadnikami, kolonistami. Założyli rodziny, uprawiali zawody niesłychanie tam przydatne, byli nauczycielami, geodetami, budowniczymi, agronomami, zajmowali się badaniami przyrodniczymi, kartografią czy etnografią. Osiągali uznanie nie tylko tuziemców, zaś srogie oko miejscowych czynowników dostrzegało głównie ich przydatność, a nie sympatie polityczne. Co prawda Ojczyzna była daleko, ale daleko był również Car. I na tych ogromnych, mało zaludnionych przestrzeniach czuli się wolni. Tworzyli społeczności, zakładali własne osady czy wsie, jeszcze inni się asymilowali. Niektórzy robili większe czy mniejsze kariery. Na początku drugiej połowy XIX wieku Syberię zamieszkiwało około 40 tysięcy Polaków…

W historii Rosji jest wiele znaczących postaci pochodzenia polskiego, zesłańców lub ich potomków, żeby wymienić choćby Konstantego Ciołkowskiego, twórcę teorii lotów kosmicznych, czy zoologa Mikołaja Przewalskiego.

Największy napływ Polaków z zaboru rosyjskiego na Syberię nastąpił w latach 70. i 80. XIX wieku. Było ich, emigrantów zarobkowych, w co trudno dziś uwierzyć, około… 500 tysięcy. Zdecydowaną większość stanowili świeżo (1864) uwłaszczeni wieśniacy, którym rząd carski nadał prawo własności użytkowanej ziemi. A ponieważ w Kongresówce takich użytków brakowało, bezrolni i małorolni chłopi ruszyli na daleki wschód – Syberię. A tam, niejako w sposób naturalny, tworzyli wielką, nieźle zorganizowaną diasporę: funkcjonowały szkoły, katolickie parafie, patriotyczne organizacje. To wszystko było bacznie obserwowane, ale było! I, jak się podczas wywołanej przez bolszewików wojny domowej okazało, stanowiło główny ludzki rezerwuar dla powstających już od końca roku 1917 w kilkunastu miastach syberyjskich (m.in. w Omsku, Irkucku, Tomsku) zbrojnych oddziałów. Z nich właśnie pod koniec roku 1918 w Nowonikołajewsku utworzono Dywizję Syberyjską, przemianowaną wkrótce na V Dywizję Strzelców Polskich, składającą się z 4 pułków piechoty, pułku kawalerii, pułku artylerii, brygady inżynieryjnej i batalionu szturmowego. Razem liczącą ponad 11 tysięcy żołnierzy.

Dywizja weszła w skład armii admirała Kołczaka, która mocą decyzji głównego dowództwa, wraz z oddziałami wojsk sprzymierzonych, dostała rozkaz ewakuacji na wschód. Polacy mieli stanowić ariergardę i posuwać się za korpusem czeskim. Cała operacja była prowadzona dość chaotycznie, spory kompetencyjne i decyzyjne jej nie ułatwiały. Przemieszczające się wojska Armia Czerwona atakowała od zachodu; siłą rzeczy musiała je odpierać przede wszystkim straż tylna.

Polacy stoczyli kilka krwawych bitew: pod Tajgą, Krasnojarskiem, Klukwienną, lecz w końcu zostali zmuszeni do kapitulacji. Bolszewicy złamali porozumienia, żołnierzy skierowano do ciężkich robót, oficerów uwięziono w Krasnojarsku, gdzie część zmarła, część rozstrzelano.

Jednak około 900 żołnierzy się nie poddało. Przedarli się do Harbina i drogą morską wrócili do kraju. Zdążyli jeszcze wziąć udział w Bitwie Warszawskiej.

Jest to wydarzenie rzadko wspominane, bo politycznie niewygodne. Co prawda walczyli z bolszewikami, ale czy chodziło im tylko o wolną Polskę? Może też o Rosję, nie carską, lecz zachowującą tę część starego porządku, która im dała ziemię i trochę niezbędnej każdemu człowiekowi wolności? To jeden z wielu fragmentów polskiej, zagmatwanej historii, zasługujący na wielką, rzetelną opowieść, być może filmową…

Autor książeczki, sam Sybirak, opowiada o grobach, którymi się opiekuje nie tylko żyjąca tam jeszcze Polonia, ale też zlikwidowanych, zniszczonych, wymazywanych z pamięci. On je stara się tam przywrócić. Robi to z dbałością historyka, dokumentalisty, ilustratora i pasją właściwą ludziom uczciwym i rozumnym.

Andrzej Łapieński


Sergiusz Leończyk, „Cmentarze polskie na Uralu i Syberii”, APAJTE Éditions Paris 2018

„Dziedzictwo kulinarne Pogranicza Śląsko-Łużyckiego”

Barbara Jakimowicz-Klein, członkini Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk zaprasza na spotkanie autorskie, podczas którego zaprezentuje swoją najnowszą książkę pt. „Dziedzictwo kulinarne Pogranicza Śląsko-Łużyckiego”. Spotkanie odbędzie się 12 maja 2018 roku w Muzeum Pogranicza Śląsko-Łużyckiego przy plac Kardynała Stefana Wyszyńskiego 2 w Żarach. Początek spotkania godz. 17.00. Czytaj dalej „Dziedzictwo kulinarne Pogranicza Śląsko-Łużyckiego”

„Kardynał Henryk Gulbinowicz. Starałem się zrozumieć człowieka”

Główną postacią, której obecność ściągnęła na wyspę prominentnych gości, był oczywiście arcybiskup metropolita wrocławski-senior, ks. kardynał Henryk Gulbinowicz, który mimo iż parę dni później rozpoczynał już 95 rok życia, swą kondycją fizyczną mógł budzić zazdrość co poniektórych o wiele młodszych uczestników spotkania. Ale to nie urodziny lubianego i popularnego Hierarchy były naczelnym powodem zgromadzenia.


Fot. Wojciech W. Zaborowski

Główną przyczyną spotkania była promocja książki red. Waldemara Niedźwieckiego o byłym metropolicie wrocławskim. Bogato ilustrowana historycznymi już zdjęciami i uzupełniona kopiami dokumentów z życia Jego Eminencji praca zatytułowana „Kardynał Henryk Gulbinowicz. Starałem się zrozumieć człowieka” wzbudziła uznanie już samą szatą graficzną, starannością wydania jak i – co warte podkreślenia – nietypową koncepcją prezentacji treści ukazujących wyjątkowość opisywanej przez Waldka postaci. To sprawiło, że obok Kardynała zrozumiałe zainteresowanie budzili autor książki Waldek Niedźwiecki oraz reprezentujący Dom Wydawniczy Orbis Pictus, sponsor i również nasz kolega po piórze Janusz Cymanek.

Tu warto przypomnieć, że w roku 2008 ukazała się tematycznie podobna pozycja, zatytułowana „Z Wilna do Wrocławia” będąca zapisem rozmowy Rafała Bubnickiego z kardynałem Gulbinowiczem. Nic nie ujmując wspomnianej pracy, nie można jednak nie zauważyć, że książka Waldemara Niedźwieckiego jest jednak dużo atrakcyjniejsza od strony edytorskiej, jak również bogatsza treściowo. Po lekturze blisko 160 stron liczącej opowieści o Kardynale, czytelnik może stworzyć sobie własny obraz Hierarchy, gdyż Waldek niczego czytelnikowi nie narzuca. To nie jest biografia. Raczej barwne puzzle, których ułożenie pozwala zrozumieć niezwykłość Purpurata – i to zarówno w aspekcie religijno-kościelnym, jak i czysto ludzkim. Bo nie tylko biskupie hasło widniejące w herbie Kardynała, „Patientia et Caritas”, ale również autentyczna wrażliwość na człowieka oraz chęć niesienia pomocy i zrozumienia motywacji ludzkiego postępowania towarzyszą na co dzień życiu Kardynała Gulbinowicza. Końcowe zdanie w epilogu, gdy Waldek przytacza słowa Kardynała, że Kościół powołał Go do służby, „więc trzeba być na zawołanie” jest logiczną pointą i wyjaśnia, dlaczego posługa Kardynała cieszy się tak dużym uznaniem osób zarówno bliskich Kościołowi, jak i nieraz daleko od niego stojących.

W trakcie prezentacji książki głos zabrał m.in. ścigany wraz z Władysławem Frasyniukiem w stanie wojennym przez SB listem gończym wybitny działacz „Solidarności”, późniejszy prezydent Wrocławia (2001-2002), Stanisław Huskowski. Odżyły we wspomnieniach dawne lata osiemdziesiąte i słynna sprawa przyjęcia przez Kardynała w depozyt, na przechowanie, 80 milionów dolnośląskiej „Solidarności”. To jeden z wielu przykładów zaangażowania Kardynała, który swą działalnością wpisuje się w historię i współczesność Dolnego Śląska i jego metropolii.

Wśród przybyłych na spotkanie z Kardynałem i prezentację książki Waldemara Niedźwieckiego nie mogło zabraknąć obecnego metropolity wrocławskiego, ks. arcybiskupa Józefa Kupnego. Byli przedstawiciele władz samorządowych, młodzież wdzięczna Kardynałowi za wsparcie akcji „Mogiłę dziada ocal od zapomnienia” i oczywiście licznie przybyli dziennikarze Nie zabrakło nawet okolicznościowego tortu, ani pełnego humoru wystąpienia Kardynała, który nawiązując do swego wieku przypomniał, że cała jego rodzina była długowieczna, a ponieważ wszyscy…urodzili się jesienią, więc zachęca obecnych, by chcąc swemu przyszłemu potomstwu również zapewnić długie lata życia – naśladowali w tej sprawie jego przodków!

Serdecznie żegnany przez obecnych, Kardynał po pracowitym składaniu autografów opuścił zgromadzonych odprowadzany przez dyrektora hotelu ks. dra Krzysztofa Janiaka.

I choć formalnie spotkanie dobiegło końca, w wąskim dziennikarskim gronie długo jeszcze wraz z Waldkiem Niedźwieckim rozmawialiśmy o tym, jak doszło do powstania książki oraz o fascynującej osobie jej bohatera. Do następnego spotkania!

Wojciech W. Zaborowski

„Kardynał Henryk Gulbinowicz. Starałem się zrozumieć człowieka” Waldemar Niedźwiecki Wydawnictwo TUM Wrocław 2017 ISBN: 978-83-63974-19-0 format: 200x260, stron: 160, oprawa: twarda