Sybir czy Syberia?

Na okładce niewielkiej książeczki współczesna fotografia starej, nagrobnej tablicy z napisem, że spoczywa tu Ś†P JAN DUBAJ, kapitan sztabu 5 dywizji Strzelców Polskich. Zmarł w więzieniu 6 czerwca 1920 roku przeżywszy 26 lat. Ten grób i kilka innych (polskich jest wiele), zachował się na cmentarzu w Krasnojarsku, dziś milionowym mieście nad Jenisejem na Syberii. To mogiły Polaków, którzy zakończyli życie w roku 1920 i byli… oficerami.

Książeczka autorstwa Sergiusza Leończyka nosi tytuł Cmentarze polskie na Uralu i Syberii”i jest w zasadzie przyczynkiem do dziejów polskiej obecności na terenach Cesarstwa Rosyjskiego i ZSRR. Ale poruszając, choć skrótowo, ten ogromny temat, może wzbudzić większe zainteresowanie potencjalnego czytelnika, skłonić go do poszukiwania odpowiedzi na podstawowe pytanie – skąd i dlaczego ci i nie tylko ci nasi rodacy się tam znaleźli? A wcale nie jest ona prosta…

Nieszczęsny wiek XIX, kiedy Rzeczpospolita, podzielona przez trzy sąsiednie mocarstwa, znikła z geograficznej i politycznej mapy Europy, sprzyjał patriotycznym uniesieniom, które zwykle objawiają się w sytuacji pozbawienia państwowej podmiotowości. Przyczyny, które do tego doprowadziły, schodzą na plan dalszy. Najważniejsze jest poczucie niemocy i zlekceważenia. Unicestwiono bohaterskie przedmurze chrześcijaństwa, wspaniały wielki kraj, którego królową była Matka Boska, ofiarę spisku niegodziwców, obelżywie nazwany chorym człowiekiem Europy. Tak to przedstawiali prawdziwi patrioci. Ten sugestywny obraz został niejako wdrukowany w świadomość większości ówczesnych Polaków i funkcjonuje do tej pory. Zaś poczesne miejsce zajmuje w nim męczeństwo; zsyłka, kibitka, katorga, kajdany i łagry, jednoznacznie kojarzone z Syberią, powszechnie określaną złowieszczą, rosyjską nazwą – Sybir, pojmowanym jako więzienie narodów.

Ta bardzo słabo zaludniona, północna część Azji, obszar od Uralu do Pacyfiku, od XVI wieku była naturalnym terenem moskiewskiej ekspansji. Najpierw dla wymuszania od rdzennej ludności jasaku (danin) w futrach i skórach, z biegiem czasu podporządkowywania kolejnych terytoriów rosyjskiemu władztwu poprzez wprowadzanie administracyjnego aparatu, eksploatacji odkrywanych bogactw naturalnych i na koniec – osadnictwa, kolonizacji.

I właśnie zasiedlanie tych ziem chętnymi przybyszami z europejskiej części potężniejącego państwa sprawiało kłopoty. Rozwiązaniem tyleż praktycznym, co w pewnym stopniu skutecznym, była zsyłka przeciwników politycznych i jeńców. Zesłańcy mieli dość dużą swobodę, mogli zakładać rodziny i przede wszystkim uprawiać, na pożytek imperium, swoje wyuczone zawody i czasem nawet otrzymywać zapłatę.

Pierwszymi Polakami na Syberii byli jeńcy z czasów wojen Batorego i nieco późniejszych, czyli z początków XVII wieku. Tych około 250 żołnierzy znało się na fortyfikacjach, pracowali więc przy ich wznoszeniu wokół Tomska i Krasnego Jaru (Krasnojarska). Również uprawiali ziemię.

Wielkie zsyłki rozpoczęły się u schyłku XVIII wieku po klęskach Konfederacji Barskiej i Insurekcji Kościuszkowskiej. Na Syberię trafiło około 20 tysięcy buntowników, a po nieudanej kampanii rosyjskiej Napoleona (1812) 900 jeńców wojennych z towarzyszącego mu polskiego korpusu.

Wiek XIX z dwoma niepodległościowymi zrywami – listopadowym i styczniowym – przyniósł największe i najbardziej dotkliwe straty. Skazano i zesłano na Sybir blisko 60 tysięcy niepokornych polskich patriotów. Był to niejako akt osłabiającego, mściwego „upuszczenia krwi”, po dziesięcioleciach zastosowany w Katyniu i przedpolach powstańczej Warszawy w roku 1944. I to zostało zapamiętane i zapisane dziełami wielu nieprzeciętnych artystów z epoki. Stworzono czarną legendę Syberii-Sybiru, więzienia narodów, i jaśniejącą na tym tle złotą – męczeńskiej Polski jako Narodów Chrystusa. Powstał sugestywny obraz okrutnego kata i niewinnej ofiary, któremu nadano rangę przyjmowanej bez zastrzeżeń prawdy absolutnej.

Prawdy absolutne mają tę ułomność, że w realnym życiu są najczęściej imaginacją. Czy dla wszystkich rzuconych wolą imperatora w te odległe, obce i nieprzyjazne krainy istotnie takimi były?

Zdecydowana większość zesłańców po kilku, kilkunastu latach wracała do kraju. Wielu jednak właśnie tam, na Syberii, znalazło swoje miejsce do życia. Z zesłańców stali się osadnikami, kolonistami. Założyli rodziny, uprawiali zawody niesłychanie tam przydatne, byli nauczycielami, geodetami, budowniczymi, agronomami, zajmowali się badaniami przyrodniczymi, kartografią czy etnografią. Osiągali uznanie nie tylko tuziemców, zaś srogie oko miejscowych czynowników dostrzegało głównie ich przydatność, a nie sympatie polityczne. Co prawda Ojczyzna była daleko, ale daleko był również Car. I na tych ogromnych, mało zaludnionych przestrzeniach czuli się wolni. Tworzyli społeczności, zakładali własne osady czy wsie, jeszcze inni się asymilowali. Niektórzy robili większe czy mniejsze kariery. Na początku drugiej połowy XIX wieku Syberię zamieszkiwało około 40 tysięcy Polaków…

W historii Rosji jest wiele znaczących postaci pochodzenia polskiego, zesłańców lub ich potomków, żeby wymienić choćby Konstantego Ciołkowskiego, twórcę teorii lotów kosmicznych, czy zoologa Mikołaja Przewalskiego.

Największy napływ Polaków z zaboru rosyjskiego na Syberię nastąpił w latach 70. i 80. XIX wieku. Było ich, emigrantów zarobkowych, w co trudno dziś uwierzyć, około… 500 tysięcy. Zdecydowaną większość stanowili świeżo (1864) uwłaszczeni wieśniacy, którym rząd carski nadał prawo własności użytkowanej ziemi. A ponieważ w Kongresówce takich użytków brakowało, bezrolni i małorolni chłopi ruszyli na daleki wschód – Syberię. A tam, niejako w sposób naturalny, tworzyli wielką, nieźle zorganizowaną diasporę: funkcjonowały szkoły, katolickie parafie, patriotyczne organizacje. To wszystko było bacznie obserwowane, ale było! I, jak się podczas wywołanej przez bolszewików wojny domowej okazało, stanowiło główny ludzki rezerwuar dla powstających już od końca roku 1917 w kilkunastu miastach syberyjskich (m.in. w Omsku, Irkucku, Tomsku) zbrojnych oddziałów. Z nich właśnie pod koniec roku 1918 w Nowonikołajewsku utworzono Dywizję Syberyjską, przemianowaną wkrótce na V Dywizję Strzelców Polskich, składającą się z 4 pułków piechoty, pułku kawalerii, pułku artylerii, brygady inżynieryjnej i batalionu szturmowego. Razem liczącą ponad 11 tysięcy żołnierzy.

Dywizja weszła w skład armii admirała Kołczaka, która mocą decyzji głównego dowództwa, wraz z oddziałami wojsk sprzymierzonych, dostała rozkaz ewakuacji na wschód. Polacy mieli stanowić ariergardę i posuwać się za korpusem czeskim. Cała operacja była prowadzona dość chaotycznie, spory kompetencyjne i decyzyjne jej nie ułatwiały. Przemieszczające się wojska Armia Czerwona atakowała od zachodu; siłą rzeczy musiała je odpierać przede wszystkim straż tylna.

Polacy stoczyli kilka krwawych bitew: pod Tajgą, Krasnojarskiem, Klukwienną, lecz w końcu zostali zmuszeni do kapitulacji. Bolszewicy złamali porozumienia, żołnierzy skierowano do ciężkich robót, oficerów uwięziono w Krasnojarsku, gdzie część zmarła, część rozstrzelano.

Jednak około 900 żołnierzy się nie poddało. Przedarli się do Harbina i drogą morską wrócili do kraju. Zdążyli jeszcze wziąć udział w Bitwie Warszawskiej.

Jest to wydarzenie rzadko wspominane, bo politycznie niewygodne. Co prawda walczyli z bolszewikami, ale czy chodziło im tylko o wolną Polskę? Może też o Rosję, nie carską, lecz zachowującą tę część starego porządku, która im dała ziemię i trochę niezbędnej każdemu człowiekowi wolności? To jeden z wielu fragmentów polskiej, zagmatwanej historii, zasługujący na wielką, rzetelną opowieść, być może filmową…

Autor książeczki, sam Sybirak, opowiada o grobach, którymi się opiekuje nie tylko żyjąca tam jeszcze Polonia, ale też zlikwidowanych, zniszczonych, wymazywanych z pamięci. On je stara się tam przywrócić. Robi to z dbałością historyka, dokumentalisty, ilustratora i pasją właściwą ludziom uczciwym i rozumnym.

Andrzej Łapieński


Sergiusz Leończyk, „Cmentarze polskie na Uralu i Syberii”, APAJTE Éditions Paris 2018

„Dziedzictwo kulinarne Pogranicza Śląsko-Łużyckiego”

Barbara Jakimowicz-Klein, członkini Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk zaprasza na spotkanie autorskie, podczas którego zaprezentuje swoją najnowszą książkę pt. „Dziedzictwo kulinarne Pogranicza Śląsko-Łużyckiego”. Spotkanie odbędzie się 12 maja 2018 roku w Muzeum Pogranicza Śląsko-Łużyckiego przy plac Kardynała Stefana Wyszyńskiego 2 w Żarach. Początek spotkania godz. 17.00. Czytaj dalej „Dziedzictwo kulinarne Pogranicza Śląsko-Łużyckiego”

„Kardynał Henryk Gulbinowicz. Starałem się zrozumieć człowieka”

Główną postacią, której obecność ściągnęła na wyspę prominentnych gości, był oczywiście arcybiskup metropolita wrocławski-senior, ks. kardynał Henryk Gulbinowicz, który mimo iż parę dni później rozpoczynał już 95 rok życia, swą kondycją fizyczną mógł budzić zazdrość co poniektórych o wiele młodszych uczestników spotkania. Ale to nie urodziny lubianego i popularnego Hierarchy były naczelnym powodem zgromadzenia.


Fot. Wojciech W. Zaborowski

Główną przyczyną spotkania była promocja książki red. Waldemara Niedźwieckiego o byłym metropolicie wrocławskim. Bogato ilustrowana historycznymi już zdjęciami i uzupełniona kopiami dokumentów z życia Jego Eminencji praca zatytułowana „Kardynał Henryk Gulbinowicz. Starałem się zrozumieć człowieka” wzbudziła uznanie już samą szatą graficzną, starannością wydania jak i – co warte podkreślenia – nietypową koncepcją prezentacji treści ukazujących wyjątkowość opisywanej przez Waldka postaci. To sprawiło, że obok Kardynała zrozumiałe zainteresowanie budzili autor książki Waldek Niedźwiecki oraz reprezentujący Dom Wydawniczy Orbis Pictus, sponsor i również nasz kolega po piórze Janusz Cymanek.

Tu warto przypomnieć, że w roku 2008 ukazała się tematycznie podobna pozycja, zatytułowana „Z Wilna do Wrocławia” będąca zapisem rozmowy Rafała Bubnickiego z kardynałem Gulbinowiczem. Nic nie ujmując wspomnianej pracy, nie można jednak nie zauważyć, że książka Waldemara Niedźwieckiego jest jednak dużo atrakcyjniejsza od strony edytorskiej, jak również bogatsza treściowo. Po lekturze blisko 160 stron liczącej opowieści o Kardynale, czytelnik może stworzyć sobie własny obraz Hierarchy, gdyż Waldek niczego czytelnikowi nie narzuca. To nie jest biografia. Raczej barwne puzzle, których ułożenie pozwala zrozumieć niezwykłość Purpurata – i to zarówno w aspekcie religijno-kościelnym, jak i czysto ludzkim. Bo nie tylko biskupie hasło widniejące w herbie Kardynała, „Patientia et Caritas”, ale również autentyczna wrażliwość na człowieka oraz chęć niesienia pomocy i zrozumienia motywacji ludzkiego postępowania towarzyszą na co dzień życiu Kardynała Gulbinowicza. Końcowe zdanie w epilogu, gdy Waldek przytacza słowa Kardynała, że Kościół powołał Go do służby, „więc trzeba być na zawołanie” jest logiczną pointą i wyjaśnia, dlaczego posługa Kardynała cieszy się tak dużym uznaniem osób zarówno bliskich Kościołowi, jak i nieraz daleko od niego stojących.

W trakcie prezentacji książki głos zabrał m.in. ścigany wraz z Władysławem Frasyniukiem w stanie wojennym przez SB listem gończym wybitny działacz „Solidarności”, późniejszy prezydent Wrocławia (2001-2002), Stanisław Huskowski. Odżyły we wspomnieniach dawne lata osiemdziesiąte i słynna sprawa przyjęcia przez Kardynała w depozyt, na przechowanie, 80 milionów dolnośląskiej „Solidarności”. To jeden z wielu przykładów zaangażowania Kardynała, który swą działalnością wpisuje się w historię i współczesność Dolnego Śląska i jego metropolii.

Wśród przybyłych na spotkanie z Kardynałem i prezentację książki Waldemara Niedźwieckiego nie mogło zabraknąć obecnego metropolity wrocławskiego, ks. arcybiskupa Józefa Kupnego. Byli przedstawiciele władz samorządowych, młodzież wdzięczna Kardynałowi za wsparcie akcji „Mogiłę dziada ocal od zapomnienia” i oczywiście licznie przybyli dziennikarze Nie zabrakło nawet okolicznościowego tortu, ani pełnego humoru wystąpienia Kardynała, który nawiązując do swego wieku przypomniał, że cała jego rodzina była długowieczna, a ponieważ wszyscy…urodzili się jesienią, więc zachęca obecnych, by chcąc swemu przyszłemu potomstwu również zapewnić długie lata życia – naśladowali w tej sprawie jego przodków!

Serdecznie żegnany przez obecnych, Kardynał po pracowitym składaniu autografów opuścił zgromadzonych odprowadzany przez dyrektora hotelu ks. dra Krzysztofa Janiaka.

I choć formalnie spotkanie dobiegło końca, w wąskim dziennikarskim gronie długo jeszcze wraz z Waldkiem Niedźwieckim rozmawialiśmy o tym, jak doszło do powstania książki oraz o fascynującej osobie jej bohatera. Do następnego spotkania!

Wojciech W. Zaborowski

„Kardynał Henryk Gulbinowicz. Starałem się zrozumieć człowieka” Waldemar Niedźwiecki Wydawnictwo TUM Wrocław 2017 ISBN: 978-83-63974-19-0 format: 200x260, stron: 160, oprawa: twarda

„Собирайтесь совсем – поедете!”

Zapraszam na promocję książki prof. Adama Zaleskiego „Zabierajcie się ze wszystkim – pojedziecie! Собирайтесь совсем – поедете!”

Książkę tę poświęcam mojemu Ojcu i wszystkim jego współtowarzyszom, polskim jeńcom wojennym, bestialsko zamordowanym z rozkazu Józefa Stalina w 1940 roku przez oprawców z sowieckiej policji politycznej NKWD, a także wszystkim tym, którzy wskutek obłędnych decyzji polityków byli zmuszeni bezpowrotnie opuścić swoje rodzinne gniazda.

Adam Zaleski

Z przyjemnością zapraszamy na spotkanie promujące książkę w piątek 26 maja o godzinie 17 w Galerii FOTO-GEN we Wrocławiu, pl. Biskupa Nankiera 8. Prowadzący spotkanie Piotr Nowak.
Książka do poczytania na stronie
O autorze

Kazimiera Kuzborska (wydawca)

 

Barbara Jakimowicz-Klein – „Oswoić alzheimera”

Jak odróżnić zwykłe roztargnienie od pierwszych objawów alzheimera? Gdzie szukać pomocy? Jak opiekować się chorym? To choroba, która powoli, z bezlitosną konsekwencją zabiera człowiekowi wszystko. Wspomnienia, uczucia, godność. Chory zapomina, czym się interesował i kogo kochał. Z tygodnia na tydzień odchodzi w swój świat, do którego nikt już nie ma dostępu. Patrzy w jeden punkt, powtarza jedno słowo, które zapamiętał, albo idzie gdzieś bez celu. To, na co pracował całe życie, zostaje brutalne wymazane, aż zostaje pustka.

Dowcip o Niemcu nazwiskiem Alzheimer, który schował babci okulary, może nie jest najlepszego gatunku, ale doskonale opisuje sytuację, w jakiej spory procent społeczeństwa może się znaleźć. Szacuje się bowiem, że w Polsce różnego rodzaju demencje dotykają ok. 500 tys. osób, z czego połowa cierpi z powodu choroby Alzheimera.

Starzenie się społeczeństw i wydłużony czas życia sprawiają, że chorych przybywa, a mimo to mamy spore luki w wiedzy o chorobie, która wiąże się z zanikaniem komórek nerwowych, znacząco wpływając na pogorszenie kondycji mózgu.

Alzheimer jest nieuleczalną chorobą neurologiczną, można ją tylko zahamować, starając się niwelować złe skutki uboczne. Notabene najczęściej dotykają one nawet nie samego chorego, który w pewnym stadium traci jej świadomość, a jego otoczenie, ponieważ kiedy występują objawy alzheimera, chory ma już zwykle zniszczone ponad 60% mózgu. Dzieje się tak mniej więcej po 10-15 latach od jej początku. To bardzo trudna próba dla bliskich, często nieprzygotowanych na takie wyzwania. W przypadku alzheimera choruje cała rodzina!

Szukając informacji zaczynamy zwykle od sieci, co jest o tyle niebezpieczne, że trafiamy niekoniecznie na te najbardziej wartościowe i pomocne strony, ale te, które są najpopularniejsze, co wcale nie znaczy, że wiarygodne. Niezweryfikowane przez profesjonalistów źródła mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, gdy zdesperowana rodzina natknie się np. na hochsztaplera oferującego „cudowną” kurację, dziwnym trafem zazwyczaj strasznie drogą czy zawędruje na forum, gdzie ludzie dzielą się swoimi, często ekstremalnymi przeżyciami, powodując niepotrzebny stres u odwiedzających te strony.

Znakomitym lekarstwem na szum informacyjny jest książka Barbary Jakimowicz-Klein „Oswoić alzheimera”. To poręczne kompendium w wydaniu popularnym, zawierające odpowiednią porcję wiedzy podanej w przystępny sposób, z przykładami, wskazówkami i poradami oraz bogactwem konkretów, stanowiących cenną pomoc dla wszystkich zainteresowanych – osób będących w grupie ryzyka lub we wczesnym stadium choroby, rodzin i opiekunów, czy pracowników instytucji medycznych i opiekuńczych. Warto jak najwięcej wiedzieć o tej chorobie, by w miarę potrzeby służyć wsparciem i fachową opieką potrzebującemu!

Ale na dobrą sprawę jest to lektura dla wszystkich dorosłych, ponieważ działania profilaktyczne powinien podejmować każdy z nas, nie tylko osoba z obciążeniami rodzinnymi, bo – jak podkreśla autorka – starość dotyka każdego i warto się do niej przygotować. Przede wszystkim trzeba zadbać o swój mózg.
Znaczącym czynnikiem niekorzystnie wpływającym na kondycję mózgu jest jego niedotlenienie. Należy mu zapobiegać oddając się aktywności fizycznej. Autorka nie mówi tu o wyczynowym uprawianiu sportu, zwykłe, regularne spacery są wystarczające. Najtańsze i najbezpieczniejsze naturalne sposoby na przedłużenie sprawności mózgu to zdrowa dieta i regularne ćwiczenia fizyczne.
Zaledwie 30 minut ćwiczeń sprawia, że w mózgu zaczyna uwalniać się tzw. mózgopochodny czynnik wzrostu nerwów, czyli BDNF.
Trzeba przy tym pamiętać, by dbać także o potrzeby natury intelektualnej, dostarczając odpowiedniej pożywki w postaci czasopism, krzyżówek i innych tego typu rozrywek umysłowych, a także codziennej porcji nowości. Brak inspiracji i nuda potrafią być równie groźne dla neuronów, jak zła dieta czy predyspozycje genetyczne, ponieważ im większy mamy zapas – wiadomości, możliwości intelektualnych, pasji – tym wolniej postępuje ich zanik, destrukcja, osłabienie zdolności.

Nie można też zapominać o obecności drugiego człowieka. Człowiek jest przecież istotą społeczną, dlatego dla zdrowia psychicznego potrzebuje kontaktu z ludźmi. Aktywność wymagająca komunikowania się z innymi chroni sieci neuronalne przed degeneracją. Niebagatelną rolę odgrywają tu świetlice środowiskowe lub domy dziennego pobytu, z których pomocy na pewno warto korzystać.
Przy tej okazji poradnik porusza szczególnie trudną kwestię zmian osobowości osoby chorej na alzheimera. Gdy ukochana babcia, która zawsze z uśmiechem szła przez życie, staje się złośliwym krytykiem wszystkiego i wszystkich, dziadek z przyjemnością spędzający z kolegami czas na ławce w parku, odmawia wychodzenia z domu i boi się każdej obcej twarzy, niełatwo się z tym pogodzić. A przecież, jak pisze autorka, w tej chorobie zaburzone są takie funkcje poznawcze jak: pamięć, myślenie, orientacja, rozumienie, liczenie, zdolność uczenia się, funkcje językowe, zdolność do porównywania, oceniania i dokonywania wyborów. /…/ Upośledzeniu funkcji poznawczych towarzyszy zwykle, a czasami je poprzedza, obniżenie kontroli nad reakcjami emocjonalnymi, społecznymi, zachowaniem i motywacją.

Z drugiej strony jest niezwykle ważne, by chory miał przy sobie życzliwych, oddanych i kompetentnych opiekunów. Często bywa to ktoś z rodziny. W żadnym jednak razie, co podkreśla autorka poświęcając cały rozdział temu problemowi, opiekun (czy raczej opiekunka, bo zwykle są to kobiety) nie powinien zapominać o sobie, bo od jego kondycji psychofizycznej w ogromnym stopniu zależy też dobrostan chorego. Depresja i stan wypalenia pojawiają się niezależnie od naszej woli. Trzeba być na to przygotowanym i w takim samym stopniu starać się im zapobiegać, jak zapobiega się pogłębieniu demencji u swojego podopiecznego. Pielęgnacji chorego towarzyszy przemęczenie, przygnębienie. Cierpi się z powodu braku wdzięczności chorego i z powodu własnej bezsilności. Denerwuje brak czasu dla siebie – a potem przychodzą wyrzuty sumienia, że sprawuje się opiekę niewystarczająco dobrze. Bywa, że opiekuna prześladuje poczucie winy. Towarzyszą temu uczucia, które trudno zaakceptować – złość, wściekłość lub bezradność.

Proś o pomoc i pozwól sobie pomóc, dbaj również o siebie – apeluje Barbara Jakimowicz-Klein, wskazując, jak i gdzie znaleźć grupę wsparcia, jak sobie radzić w takiej sytuacji i do kogo się zwrócić.
Z książki można się dowiedzieć, jakiego typu badania należy przeprowadzić, by przekonać się, czy różne dolegliwości i dysfunkcje, to rzeczywiście choroba Alzheimera czy inny rodzaj demencji np. powodowany depresją oraz czy badanie jest refundowane przez NFZ. Są tu praktyczne porady dla opiekunów również chorych, którzy są już unieruchomieni w łóżku, m.in. jak zapobiegać odleżynom, dbać o higienę, uniknąć zapalenia płuc i stosować profilaktykę przeciwzakrzepową, jakie sprzęty i pomoce warto mieć w domu.

Istotnym elementem poradnika są informacje o organizacjach, stowarzyszeniach, a także instytucjach, gdzie można uzyskać pomoc dla chorego i dla opiekuna, wyjaśnić kwestie formalno-prawne związane z osobą chorą, np. uzyskaniem zaświadczenia o niepełnosprawności czy przysługujących świadczeniach finansowych i rzeczowych, z refundacją kosztów np. sprzętu ortopedycznego. Autorka wyczerpująco opisuje wiele rodzajów pomocy instytucjonalnej, ośrodki opiekuńcze o różnym charakterze (np. domy opieki społecznej) oraz zasady, na jakich można się o nie ubiegać.

Znakomitym ułatwieniem dla korzystającego są poglądowe rysunki, które pokazują, w jaki sposób ćwiczyć stawy, zmieniać pampersa czy pozycję w łóżku np. chorego z nadwagą. Dużą pomocą powinien być także zaprezentowany w książce pakiet łatwych do wykonania ćwiczeń, dostosowanych do możliwości fizycznych i umysłowych chorych.

Istotne miejsce w poradniku zajmują kwestie dotyczące opieki nie stricte fizycznej, ale sprawowanej w formie wsparcia psychicznego. To szalenie ważne w przypadku osób, które przy głęboko posuniętej demencji nie są już w stanie przyjmować komunikatów ani śledzić logiki wypowiedzi, często jednak odbierają emocje swojego opiekuna czy rozmówcy.
Dlatego autorka podkreśla, jak ważne jest pozytywne nastawienie do chorego, chęć zrozumienia jego braku rozumienia. Jednym zdaniem: chorzy na alzheimera wymagają oczywiście leków, ale przede wszystkim wsparcia i miłości.

Jasny, klarowny wywód, uporządkowany i spójny, z wyróżnionymi informacjami szczególnie istotnymi, wyliczeniami i ramkami, bardzo ułatwia korzystanie z tego poradnika, który na pewno będzie stanowić doskonałą pomoc dla wszystkich potrzebujących.


Barbara Jakimowicz-Klein – „Oswoić alzheimera. Rozumiem, akceptuję, wspieram.” Wydawnictwo Rea SJ | s. 256 | ISBN 978-83-7993-219-1| Premiera: 18 kwietnia 2017 r.

Barbara Jakimowicz-Klein
Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka wielu poradników, m.in. adresowanych do seniorów: „Zdrowe gotowanie. Książka kucharska na drugą połowę życia”, „Poradnik na drugą połowę życia”, „Opieka nad seniorem”. Redaktor czasopisma „Magazyn Seniora”. Autorka współpracuje ze stowarzyszeniem Dolnośląscy Seniorzy, skupiającym przedstawicieli organizacji senioralnych z Dolnego Śląska oraz ze Stowarzyszeniem Ludzi Wieku Senioralnego we Wrocławiu. Bierze udział w projektach mających na celu aktywizację osób reprezentujących pokolenie 60+. Jest zaangażowana w działania aktywizujące, promocyjne i szkoleniowe, prowadzone dla kół gospodyń wiejskich oraz Lokalnych Grup Działania, skupiających również osoby w wieku senioralnym. Za pracę zawodową i działalność społeczną wyróżniona Honorową Złotą Odznaką Zasłużony dla Województwa Dolnośląskiego. Otrzymała również tytuł „Przyjaciel Seniorów”, przyznany przez Wrocławskie Centrum Seniora oraz ZO Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej za zaangażowanie w pracę na rzecz seniorów. Członkini SD RP Dolny Śląśk.

„Braterska pomoc 1968” Jana J. Akielaszka

Może w twierdzeniu, że Jan Janusz Akielaszek zarówno tworzył historię, jak i po latach potrafił jej fałszowane oblicze oczyścić, jest odrobina przesady, to jednak po zapoznaniu się z zawartością biograficzno-historycznej pozycji, jaką niewątpliwie jest ostatnio wydana „Braterska pomoc 1968” Jana J. Akielaszka, śmiem twierdzić, że jest w tej refleksji zdrowe jądro prawdy. Czytaj dalej „Braterska pomoc 1968” Jana J. Akielaszka

Jak Rosjanie, Kozacy i Polacy maszerowali na Chiwę

W roku 1989 zostałem zaproszony do Taszkentu, stolicy Uzbeckiej SRR, przez miejscowy Instytut Kultury, miałem okazje poznać ten ciekawy kraj. W czasie pobytu w Azji Centralnej zainteresowałem sie w jaki sposób te ziemie weszły w posiadanie Rosji – pyta Grzegorz Wojciechowski na łamach wrześniowego „Odrodzonego Słowa Polskiego„. Czytaj dalej Jak Rosjanie, Kozacy i Polacy maszerowali na Chiwę