Prasówka u „Papy” Kawalca

Jak to dobrze, że „prasowe sieroty” mają jeszcze dbającego o nie i pamiętającego „Papę”! To była pierwsza refleksja po przeczytaniu zaproszenia na tradycyjne, rokrocznie organizowane spotkanie prasowców. Rozpoczęło się ono w czwartek 11 kwietnia 2019 o godz. 16.00 we wrocławskiej restauracji „Galicja” w gmachu hotelu „Polonia” przy ul. J. Piłsudskiego 66 i trwało do godzin wieczornych.

Spotkanie zawdzięczamy od lat niestrudzonemu triumwiratowi. Główny organizator, dbający o prasowe sieroty, dynamiczny i pełen młodzieńczej energii dyrektor byłego Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego Zbigniew Kawalec, rzeczwiście zasługuje za swą troskę i szczere oddanie dawnym współpracownikom na zaszczytny, może trochę zbyt rodzinno-poufały, ale będący oznaką szczerej symapatii tytuł „Papy”. W końcu, jeśli nazywa nas nie bez podstaw „sierotami”, to zasługujemy na ojcowską opiekę, bo choć dziećmi już nie jesteśmy, to do zdziecinnienia nie tak daleko! To oczywiście tylko dowcip. Tak naprawdę wszyscy wyglądaliśmy, z wyjątkiem wiecznie młodych Koleżanek, nawet jeśli nie na najmłodszych, to na pewno zaledwie na dojrzałych. Jak zresztą pamiętam, wieloletni burmistrz Opola Karol Musioł też nazywany był przez mieszkańców grodu „Papą”, choć na pewno nie znał tak dobrze swoich podopiecznych, jak nasz „Papa” Kawalec.

Drugi z triumwiratu to przewodniczący Ryszard Mulek, reprezentujący Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, który od lat stara się wykrzesać, nie tylko wśród członków stowarzyszenia, głębsze zainteresowanie dzialalnością naszej organizacji.

Trzeci, zamykający tę trójkę, to oczywiście sponsor imprezy, czyli firma Michael Huber Polska Sp. z o.o. z Nowej Wsi Wrocławskiej, którą reprezentował nasz dawny kolega po piórze, wrocławski dziennikarz Janusz Cymanek.

To im, wyżej wymienionym, zawdzięcza nasza czterdziestoosobowa gromadka miły i sympatyczny wieczór, w czasie którego m.in. gulasz i znakomite łakocie pożywiły ciała, a spotkanie Koleżanek i Kolegów z dawnych miejsc pracy ożywiło wspomnienia. Szczególnie to drugie było wartością samą w sobie, bo w miarę upływu czasu wspomnienia się zacierają, a i wspominający po latach stają się też, niestety, wspomnieniem. Dlatego uśmiech radości wykwitł mi na twarzy, gdy zobaczyłem, że na sali pojawił się niewidziany od lat kol. Marek Sznajder, z którym nie tylko pracowaliśmy razem w dawnym „Słowie Polskim”, ale również pozostawiliśmy swój trwały publicystyczny ślad w tomie wydanym przez PWN Warszawa – Wrocław w 1977 roku „Kultura na Dolnym Śląsku”. Miło gawędziło się też z kol. Waldemarem Marcem, który zawsze ma na podorędziu ciekawe opowieści ze swego trzebnickiego podwórka („Rzeczpospolita Dolnosląska”). Tylko mignął mi w przelocie Janusz Szmyrka („Gazeta Robotnicza”), ale nie szkodzi, to stały bywalec naszych imprez, dopadnę go następnym razem! Nie zawiódł kol. Tadeusz Hołubowicz, przybył uśmiechnięty i pełen jeszcze wrażeń po niedawnym spotkaniu z autorami zrzeszonymi w jego literackim klubie. Nie mogło zabraknąć kol. Lesława Millera, wydawcy i redaktora naczelnego „Odrodzonego Słowa Polskiego”, miesięcznika, którego zakres tematyczny daleko wykracza poza podtytułową informację „Gazeta Dolnego Śląska i Opolszczyzny”. Był ze swym nieodłącznym, budzącym zazdrość nikonem kol. Jan Drajczyk („Chemik”), choć tym razem bez Małżonki, była Mirosława Głowińska (księgowa WWP), był reprezentujący Oficynę Wydawniczą ATUT kol. Witold Podedworny. Krótkie pozdrowienia zdążyłem jeszcze wymienić z kol. Krzysztofem Rządkowskim i kol. Wojciechem Wrońskim (korekta), ktorego pamiętam jako młodzieńca i…, i…, i… Nie sposób wymienić wszystkich – proszę o wybaczenie!

Na zakończenie wypada mi podziękować organizatorom, którzy oczywiście również byli na spotkaniu, za trud włożony w przygotowanie imprezy oraz wyrazić nadzieję, że trudności, na jakie napotykają przy finalizowaniu podobnych spotkań, nie zniechęcą ich do kontynuowania imprez będących już tradycją i cementujących nasze środowisko.

Wojciech W. Zaborowski
Zdjęcia: Jan Drajczyk i Wojciech W. Zaborowski

 (Kliknij na zdjęcie, aby je powiększyć)

Niech mity runą

Po trzech latach żmudnych prac legislacyjnych, kilkakrotnie stawiających pod znakiem zapytania szczęśliwy ich finał, europarlamentarzyści, uprawnione instytucje europejskie i państwa członkowskie Unii Europejskiej uzgodniły kompromisową wersję Dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. 26 marca 2019 roku Parlament Unii Europejskiej głosami 348 europosłanek i europosłów uchwalił Dyrektywę.

W tej grupie głosujących za Dyrektywą znaleźli się polscy eurodeputowani, członkowie PO. Chwała im. Autorzy projektu Dyrektywy od samego początku, już w założeniach do dokumentu, starali się szukać porozumienia między twórcami, którym należy się proporcjonalne wynagrodzenie za ich pracę, wygodą użytkowników, którzy chcieliby łatwo, szybko i jak najtaniej korzystać z utworów, a interesem właścicieli platform internetowych, którzy krocie zarabiają na odsłonach reklam i dzieleniu się przez użytkowników utworami. Niełatwo było pogodzić wodę z ogniem, mówią obserwatorzy negocjacji, gdy wielcy Internetu i nie tylko oni, z uporem godnym lepszej sprawy dolewali oliwy do ognia.

Dyrektywa została uchwalona, ale ogień nie wygasł. Niemal następnego dnia po uchwaleniu pojawiła się teza rozpowszechniana przez przeciwników, jakoby Dyrektywa zapowiadała koniec wolności i kreatywnej aktywności w sieci oraz ograniczenie swobodnego wypowiadania. Tę tezę wygłosił również prezes Kaczyński i zapowiedział walkę z cenzurą w Internecie. Czysta demagogia. Ale wielu w „prorocze” słowa prezesa uwierzyli, nawet niektórzy autorzy i dziennikarze, nie zdając sobie sprawy, że zwalczanie Dyrektywy to po prostu wspieranie wielkich koncernów nowych technologii, czerpiących zyski z obiegu treści w Internecie, nie dzieląc się tymi zyskami z twórcami, którzy treści wytworzyli. Nieświadomość intencji ustawodawców i nieznajomość treści obszernego dokumentu (ponad 400 stron) powodowały falę nieuzasadnionego sprzeciwu i głosy, że Dyrektywa to nic innego jak ACTA 2. Nic bardziej mylnego. ACTA to umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi. Dyrektywa zaś broni autorów przed silniejszą konkurencją. Tłumaczenie tych różnic nie jest zadaniem łatwym, przekonywanie nieprzekonanych, droga długa i mozolna. Dla osiągnięcia celu jest to jednak konieczne.

Dlatego konferencję w PAP, którą pod hasłem „Książka i prasa w dobie cyfryzacji, twórcy i czytelnicy, a prawo prasowe” współorganizowali: Izba Wydawców Prasy, Polska Izba Książki, Stowarzyszenie Dziennikarzy i Wydawców REPROPOL i Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Odział Warszawski, trzeba uznać za pierwszą jaskółkę, która wprawdzie wiosny nie zwiastuje, ale może być zapowiedzią kolejnych konferencji na ten temat.

Trzeba obalać mity i głosić prawdę o Dyrektywie – mówili mecenasi Jacek Wojtaś i Marek Staszewski. Autorzy oraz inni uprawnieni będą mieli większą kontrolę nad rozpowszechnianiem ich utworów w Internecie. Natomiast dostawcy usług udostępniania treści online będą z kolei mieli obowiązek dzielenia się z autorami i właścicielami praw pieniędzmi, które na korzystaniu z ich utworów zarobią. Wydawcy prasy i dziennikarze uzyskają gwarancję, że czytelnik internetowy będzie kierowany przez komercyjne podmioty na ich strony, jeśli zaś ktoś będzie chciał zarabiać na publikacjach prasowych, będzie musiał , podobnie jak to się dzieje w przypadku filmów i muzyki – uzyskać licencję. Prywatni użytkownicy, korzystający z cudzych utworów do celów niekomercyjnych, dla wyrażania opinii, krytyki czy recenzji, a także tworząc pastisze, parodie i karykatury, będą mieć gwarancję, że ich publikacje nie będą blokowane. Internauci w każdym kraju Unii Europejskiej będą mogli dalej tworzyć memy czy gify.

Stowarzyszenie Kreatywna Polska, powołane w roku 2013 przez przedstawicieli polskich środowisk twórczych oraz przedsiębiorców z branży kreatywnej, w liście do „Polek i Polaków, Użytkowniczek i Użytkowników Internetu” z przykrością stwierdzają, że obserwuje się festiwal kłamstw, manipulacji i obelg towarzyszących wypowiedziom na temat przyjętej Dyrektywy. W liście namawiają użytkowników Internetu, by sami podjęli wysiłek zapoznania się z dokumentami i sprawdzenia, jak będzie działał Internet za dwa lata. Dyrektywa jest reformą prawa autorskiego i praw pokrewnych, ustala regulacje obrotu utworami i publikacjami prasowymi w Internecie. Absolutnie nie zajmuje się wypowiedziami użytkowników, głoszonymi opiniami i poglądami oraz informacjami. Jeżeli więc prezes Kaczyński mówi o cenzurze w Internecie w odniesieniu do Dyrektywy, a wierni słuchacze powtarzają, to nie robią nic innego, jak utrwalają mity i głoszą nieprawdy.

Obalajmy mity, walczmy z nieprawdami, upowszechniajmy treści Dyrektywy. To ważne zadanie dla dziennikarzy, którzy powinni być żywo zainteresowani szybką implementacją Dyrektywy. Jak powiedział na zakończenie konferencji w PAP Jan Młotkowski, teraz najważniejszym słowem jest „implementacja”. Dla wszystkich, ale przede wszystkim dla polskiego rządu, który powinien jak najszybciej dokonać implementacji Dyrektywy, ale także ministerstw odpowiedzialnych za rozwój kultury i edukacji, by podjęły szeroko zakrojoną kampanię edukacyjną na rzecz rzetelnej, prawdziwej interpretacji ducha Dyrektywy. Ma ona wielkie znaczenie dla twórców, przyszłości polskiej kultury, dla rozwoju nowoczesnego, obywatelskiego społeczeństwa.

Andrzej Maślankiewicz

Źródło: Portal Zarządu Głównego SDRP (http://dziennikarzerp.org.pl/niech-mity-runa/)

Wyrazy współczucia

Naszym Kolegom
red. red. Cezaremu i Mariuszowi Żyromskim
wyrazy serdecznego współczucia
z powodu śmierci
Żony i Mamy

składają koleżanki i koledzy
ze Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk

SDRP PROTESTUJE! Dziennikarze nie wpuszczeni na obchody rocznicy śmierci Jana Pawła II

We wtorek 2 kwietnia 2019, podczas obchodów 14 rocznicy śmierci Jana Pawła II w Krakowie, na dziedziniec kurii nie wpuszczono przedstawicieli niektórych mediów, m.in. „Gazety Wyborczej” i TVN. Dziennikarze apelują do metropolity o „zmianę medialnej polityki”.

Dotychczas obchody odbywały się przed Pałacem Biskupim przy ul. Franciszkańskiej 3 w Krakowie, w tym roku zostały przeniesione na dziedziniec. Jak nieoficjalnie podaje Onet, powodem zmiany były docierające do kurii informacje, że podczas uroczystości ma odbyć się antykościelny protest. Przy bramie stali Rycerze Jana Pawła II (formacja katolickich mężczyzn wzorujących się na papieżu), którzy dokonywali selekcji uczestników.

– Zobaczyli aparat naszego fotoreportera Jakuba Porzyckiego. Powiedział, że jest z „Gazety Wyborczej” i usłyszał, że jej nie wpuszczają. To samo spotkało TVN i reportera lokalnego serwisu Lovekrakow.pl – opowiada Małgorzata Skowrońska, dziennikarka krakowskiej „Gazety Wyborczej”. Jak dodaje, sama przeszła selekcję, udając wnuczkę nieznajomej starszej pani. W środku było kilka kamer – widziała ekipę Polsatu, słyszała o obecności TVP.

– Piszę o krakowskim Kościele od 2000 roku, często krytyczne teksty. Nie podobały się metropolitom, ale nigdy w życiu nie zdarzyło się, że ktoś blokował mi dostęp – podkreśla Skowrońska.

Dziennikarze chcą rozmowy z arcybiskupem i publikują apel do niego „o zmianę medialnej polityki, jaką od dwóch lat prowadzi Archidiecezja Krakowska”. W piśmie proszą także o „otwarte dla wszystkich mediów spotkanie, które pozwoli wypracować standardy pracy dziennikarzy i fotoreporterów relacjonujących wydarzenia w Kościele krakowskim”.

O sprawę zapytaliśmy rzecznik Archidiecezji Krakowskiej, do czasu zamknięcia tego wydania „Presserwisu” nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi.

(JSX, 8.04.2019)
Źródło: Press

PS
Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej wyraża ostry protest wobec niedopuszczalnych ograniczeń w dostępie do informacji stosowanych przez Archidiecezję Krakowską w stosunku do dziennikarzy „Gazety Wyborczej” i TVN. Przypominamy, że to podstawowe prawo gwarantuje Konstytucja RP.

(am)

Do protestu dołącza się Stowarzyszenie Dziennikarzy RP Dolny Śląsk.

12–16.05.2019 – NGO z Europa Café i nowe NGO w Brukseli (V wizyta studyjna w instytucjach unijnych UE)

Oddział Warszawski Stowarzyszenia Dziennikarzy RP jako organizacja pozarządowa (ngo) jest członkiem klubu Café Europa. W ramach tej współpracy pragniemy zarekomendować wyjazd studyjny do Brukseli dla działaczy lokalnych organizacji pozarządowych (mogą być nasi ludzie, ale działający w innych ngo). 

Szczegóły pod linkami – Cały opis i Zapisy. (Tu ankieta, którą należy wysłać do 10 kwietnia 2019 roku).

Podróż autokarem z Warszawy, Poznania. Osoby zainteresowane wyjazdem prosimy o bezpośredni kontakt z Moniką Łagodzińską z Poznania (tel. +48 502 623 505). 

Całość kosztów na 1 osobę ok. 2000zł.
Po stronie uczestnika opłata 590zł.

Cały opis!
Zapisy!

Memoriał Europejskiej Federacji Dziennikarzy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego

26 maja Europejczycy wybiorą swoich posłów do Parlamentu Europejskiego (MEP), aby reprezentowali ich w nowym parlamencie. Podczas kampanii Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) upowszechnia swój Manifest wzywający wszystkich kandydatów na posłów do PE, aby zobowiązali się do odrodzenia wolnych i pluralistycznych mediów w Europie, tak ważnych w czasach dezinformacji i utraty zaufania do instytucji UE. 

Wybory do PE w 2019 roku są punktem zwrotnym dla Unii Europejskiej, która pilnie musi ponownie połączyć się ze swoimi obywatelami i reprezentować ich interesy. Życzymy takiej przyszłości UE, w której liczy się nie tylko gospodarka i wzrost, ale także konkretne działania, które zagwarantują ochronę praw obywatelskich. 

W ostatnich latach dziennikarze są świadkami zmniejszania się ich praw pracowniczych, pogarszania się warunków pracy, obniżania jakości dziennikarstwa i utraty zaufania publicznego do mediów. Różne formy autocenzury w wyniku nacisków politycznych i gospodarczych nasiliły się w całej Europie. Dziennikarze stali się pierwszą ofiarą tych zagrożeń. 

Ponad 15 000 kandydatów na posłów do PE jest proszonych o poparcie Manifestu EFJ, zobowiązując się do przestrzegania ośmiu zasad: 

• Pluralizm mediów. 
• Stabilność finansów i przyszłości dziennikarstwa. 
• Ochrona dziennikarstwa śledczego. 
• Negocjacje zbiorowe i ochrona socjalna dla wszystkich pracowników. 
• Budowa zaufania i odpowiedzialności poprzez etyczne dziennikarstwo. 
• Prawa autorów – uczciwe umowy dla wszystkich. 
• Silne niezależne media publiczne. 
• Bezpieczeństwo w pracy: nie dla bezkarności. 

Źródło: http://www.sdrplublin.pl/about.html21.html

Spotkanie „sierot prasowych”

ZBYSZEK KAWALEC, były dyrektor Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego, zaprasza wszystkie swoje „sieroty prasowe” na doroczne spotkanie, które 11 kwietnia (czwartek) 2019 roku, rozpocznie się o godz. 16.00 we wrocławskiej restauracji GALICJA przy ulicy Piłsudskiego 66.

Spotkaniu patronuje Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk. Natomiast sponsorem imprezy, podobnie jak w latach ubiegłych, została niezawodna firma Michael Huber Polska Sp. z o.o. z Nowej Wsi Wrocławskiej, której prezesuje były wrocławski dziennikarz dr Janusz Cymanek.

Koszt udziału w imprezie (skromny catering) wynosi zaledwie 20 zł, które należy uregulować na miejscu spotkania. 

O spotkaniu prosimy poinformować koleżanki i kolegów, z którymi Państwo utrzymujecie kontakty.

Zapisy do 8 kwietnia 2019 roku przyjmuje biuro SDRP DŚl. przy Podwalu 62 (tel. 71 341 87 60, kom. 660 724 754 lub e-mail: sdrp.wroc@interia.pl ). Zgłoszenia można kierować również do Zbyszka Kawalca (tel. 71 325 18 69, e-mail: zbigniew1939@wp.pl ).

Z pozdrowieniami

Ryszard Mulek
Przewodniczący Zarządu
Stowarzyszenia Dziennikarzy RP
Dolny Śląsk

„SZLIF”: Spróbuj czegoś nowego!

Wciąż nie zdążyłam zrealizować wszystkich pomysłów i planów, które zrodziły się w mojej głowie po lekturze marcowego numeru „Szlifu” (który bardzo polecam, wszystkim, którzy chcą dowiedzieć się czegoś o Wrocławiu – https://dziennikarzerp.eu/2019/02/szlif-wroclaw-nasze-miasto/), a młodzi dziennikarze zadbali o to, by moja lista się wydłużyła o kolejne pozycje.

W najnowszym, kwietniowym numerze, Hanna Łagocka zachęca do odwiedzenia nietypowego na mapie Wrocławia miejsca. Mowa o dawnym schronie przeciwlotniczym, który obecnie dostał drugie życie i funkcjonuje jako galeria MovieGate. „Jest to jedyne miejsce w Europie, w którym zobaczymy oryginalne kostiumy i rekwizyty z największych, światowych produkcji filmowych, takich jak »James Bond«, »Gwiezdne wojny« czy »Harry Potter«. W kilkudziesięciu pomieszczeniach, w których znajduje się wystawa, nie brakuje również elementów polskiej kinematografii. Niektóre eksponaty można nie tylko oglądać, ale także zakupić. […] Oprócz kinematografii znajduje się tam także ścieżka historyczna i naukowa. Dzięki temu mamy szansę zagłębić się w dzieje dawnego Wrocławia i Dolnego Śląska oraz sprawdzić, w jaki sposób iluzji używa się w kinie” – czytamy w artykule „Historia ukryta w podziemiach”.

Kolejnym, intrygującym rozwiązaniem dzieli się z nami Aleksandra Pytlińska w artykule „Na okładce się nie kończy”. „Wyobraźmy sobie, że jesteśmy książką. Mamy ciekawą fabułę, świetne metafory i mnóstwo interesujących dialogów. Niestety, jesteśmy omijani w księgarni przez potencjalnych czytelników. Przyczyną jest ich uprzedzenie lub nieładna okładka, która została źle dobrana. Nie wiem ,jak wy, ale ja poczułam się niedoceniona. Tak właśnie czują się książki, które zostały pominięte lub odłożone z powrotem na półkę z powodu złej kolorystyki, banalnych ilustracji lub niedobranych do naszego gustu wzorów. Odłożyliśmy je sekundę po wzięciu ich do ręki. Sieć księgarń TAK Czytam rozwiązuje ten problem. Jak każda inna księgarnia ma w swojej ofercie książki, poradniki i reportaże, ale wyróżnia się jedną, ciekawą inicjatywą. Sprzedaje książki, które są całe owinięte w brązowy papier. Nie możemy ich odpakować przed zakupem. Nie widać okładki i nie ma informacji nawet o tytule i autorze. Jedynie na papierze jest cytat z tej książki lub określenie gatunku literackiego”. 

Przyznam się szczerze, że nie miałam pojęcia o tych dwóch wrocławskich inicjatywach i to właśnie dlatego one najbardziej przykuły moją uwagę. 

Nie zmienia to faktu, że numer ten obfituje jeszcze w inne, nie mniej ciekawe, zagadnienia. Artykuły „Wyrażając siebie” – o kontrowersjach związanych ze sztuką makijażu oraz pytanie stawiane przez Natalię Sosińską – „Gdzie się podziały tamte subkultury?”, roztrząsają problem, nieakceptowanej przez społeczeństwo, oryginalności jednostek. „Głębia sieci” daje nam szansę na wyrobienie swojego zdania o ciemniejszej stronie Internetu, a „Muzyczna czystość języka” pokazuje pozorną wolność słowa i swobodę twórczości. 

Gorąco zachęcam do zapoznania się z kwietniowym numerem „Szlifu” i dołączam się do życzeń redakcji z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych. Wszystkiego, co najlepsze! 

Urszula Kokot
ulaa.kokot@gmail.com

„OSP”: Kto jest zboczony?

Bezkompromisowy, jak zwykle, Jan Kowalski pyta w „Odrodzonym Słowie Polskim”: Kto jest zboczony? I odpowiada: „Naturalne stało się szczucie na ludzi żyjących w zgodzie ze swoim stanem świadomości płciowej i z indywidualnym bilansem estrogenów, androgenów i testosteronu. Zboczeniem natomiast jest obrona gnębionych i walka o prawa należne zgodnie z konstytucją. Nienaturalny stał się też sprzeciw wobec tolerowania i chronienia faszyzujących nacjonalistów, coraz liczniejszych i coraz bardziej krzykliwych. Natomiast wykluczanie ze wspólnoty narodowej innowierców i obcokrajowców nazywane jest dziś reakcją obronną zagrożonego państwa”. 

Choć tym razem polityki jest w numerze niewiele, bo ileż można?! Toteż przeczytamy także o historii i dniu dzisiejszym wrocławskiego Dworca Świebodzkiego, zamienionego w wielkie coniedzielne targowisko („Stała na stacji lokomotywa” Wojciecha W. Zaborowskiego), i o walorach uzdrowiska w Mariańskich Łaźniach, i o Wenecji nad Odrą, czyli Opolu – w stałym reportażu tegoż Wojciecha W. Zaborowskiego.

„Tam nie płaci się podatków, a sułtan pławi się w luksusie” – gdzie jest tak dobrze? W Brunei, azjatyckim sułtanacie, gdzie dzięki powszechnemu dobrobytowi średnia długość życia wynosi 78 lat, znacznie więcej niż w sąsiednich krajach, a edukacja i ochrona zdrowia są bezpłatne. Ech, pomarzyć…

Kto pamięta jeszcze Stirlitza – bohatera „Siedemnastu mgnień wiosny”? Przypomina o nim Wojciech Mach („Polityczno-karnawałowe wspomnienia”).

Ponadto: wiele ciekawych informacji z regionu, dosadne felietony sportowe Waldemara Niedźwieckiego oraz satyra, fraszki, dowcipy.

Pora wziąć się za lekturę!


Dyrektywa w obronie praw słabszych

Po wielu dyskusjach, sporach, czasem walkach frakcyjnych Parlament Europejski stosunkiem głosów 348 do 274, przy 36 wstrzymujących się, przegłosował dyrektywę o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, która przyznaje wydawcom prawa pokrewne.

Utrzymany został artykuł 11 doktryny, to ważne. Ma on kluczowe znaczenie w ochronie wolnej, profesjonalnej i niezależnej prasy w państwach członkowskich i w Europie. Dzięki dyrektywie przychody obecnie czerpane z wykorzystywania treści prasowych będą trafiać do tych, którzy je finansują i tworzą. Skorzystają na tym nie tylko wydawcy. Podstawowym celem prawa pokrewnego będzie ochrona inwestycji wszystkich wydawnictw prasowych, zarówno tych dużych, jak i małych. Stanowić będzie również dla dziennikarzy ochronę prawami autorskimi. Doprowadzi do równowagi między prasą a globalnymi platformami cyfrowymi.
Przedstawiciele wydawców, mediów ogólnopolskich, jak i lokalnych twierdzą, wbrew wszystkim, którzy podnoszą larum, nazywając dyrektywę ACTA 2, że nowa dyrektywa nie ograniczy w żadnym stopniu dostępu do treści w Internecie zwykłym internautom. Nie ma też mowy w zapisach dyrektywy o podatku od linkowania ani zakazu tworzenia memów.
W Stowarzyszeniu Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej przyjęliśmy z zadowoleniem uchwalenie dyrektywy o prawach autorskich. Byliśmy orędownikami toczących się prac legislacyjnych i na kolejnych etapach popieraliśmy apele Izby Wydawców Prasy. Wyrażamy podziękowanie europosłom PO, którzy zagłosowali za uchwaleniem dyrektywy, tym samym wypowiedzieli się w obronie praw dziennikarzy do ochrony ich dorobku.
Przeciwko dyrektywie głosowali europosłowie PiS, którzy twierdzą, że ograniczy ona wolność w Internecie, wprowadzi cenzurę. Szczyty hipokryzji i obłudy. Ci, którzy tolerują w mediach publicznych, należących do partii rządzącej, cenzurę na co dzień, obawiają się cenzury, której jeszcze w Internecie nie ma i według wszelkich znaków na ziemi i niebie nie będzie. Nowe prawo w żadnym stopniu nie ograniczy wolności w Internecie, a jedynie może dać narzędzie wydawcom i autorom do domagania się zapłaty od globalnych gigantów technologicznych za wykorzystywanie ich twórczości. Warto więc zapamiętać, że ci, którzy głosowali przeciwko dyrektywie, tym samym opowiedzieli się przeciw wydawcom i dziennikarzom walczącym o swoje prawa.

Andrzej Maślankiewicz
Źródło: Portal Zarządu Głównego SDRP
(http://dziennikarzerp.org.pl/dyrektywa-w-obronie-praw-slabszych/#more-687)