„Powiatowe mordy wy nasze” już po wyroku

Sąd Okręgowy w Świdnicy ogłosił wyrok w sprawie wniesionej z oskarżenia prywatnego (art. 212 k.k.) przez byłego wicestarostę kłodzkiego Marka Jagódkę przeciw Andrzejowi Strzygockiemu – autorowi publikacji pt. „Powiatowe mordy wy nasze”, zamieszczonej w marcu 2008 r. w tygodniku „Euroregio Glacensis”, oraz Bogusławowi Bieńkowskiemu – redaktorowi naczelnemu tegoż tygodnika.

Ów funkcjonariusz publiczny zarzucił im jego pomówienie, jako osoby prywatnej, w tej publikacji o kradzież 100 tys. zł środków publicznych, które miały być wykorzystane na remont Domu Wczasów Dziecięcych w Dusznikach Zdroju. W I i II instancji proces trwał ponad 4 lata.

Sąd Okręgowy stwierdził, że nie znalazł podstaw do przypisania tego przestępstwa obu oskarżonym. Uznał, że z ich strony była to krytyka postępowania Zarządu Powiatu Kłodzkiego. W ocenie sędziego Tomasza Wysockiego – użyte sformułowanie: „zarząd powiatu w listopadzie 2006 r. zatrzymał sobie (ukradł) dotację celową MEN w wysokości 100 tys. zł, przeznaczonych na remont Domu Wczasów Dziecięcych w Dusznikach Zdroju” – potraktowane zostało przez sąd I instancji jurysdykcyjnie, podczas gdy jego znaczenie w kontekście całej publikacji miało zupełnie inny wymiar – ocenny; było wskazaniem na niewłaściwe zadysponowanie pieniędzmi publicznymi przez władze samorządowe. Sąd Okręgowy zaakcentował też, że w jego rozumieniu wskazanie w tekście, że „odpowiedzialni członkowie zarządu Pan Marek S. i Pan Marek J. – wicestarosta, twierdzą, że już tych pieniędzy nie mają…” nie było przypisaniem tym funkcjonariuszom przestępstwa, lecz wskazaniem, że posiadają wiedzę o innym zadysponowaniu pieniędzmi publicznymi.

Sąd Okręgowy u uchylił więc wyrok Sądu Rejonowego w Świdnicy z 14 czerwca 2012 r. (ten warunkowo umorzył postępowanie karne wobec obu oskarżonych na jeden rok próby) i uniewinnił A. Strzygockiego oraz B. Bieńkowskiego od zarzutu pomówienia Marka Jagódki, uprawomocniając wyrok. Oskarżonych bronili kłodzcy adwokaci – mec. Joanna Dutczak była obrońcą B. Bieńkowskiego, zaś mec. Kazimierz Światły – A. Strzygockiego. Sprawę monitorowali: Helsińska Fundacja Praw Człowieka, jako „Przyjaciel Sądu”, oraz Stowarzyszenie Dziennikarzy RP we Wrocławiu.

Kosztami postępowania SO obciążył oskarżyciela, któremu przysługuje prawo do wniesienia skargi kasacyjnej na to rozstrzygnięcie do Sądu Najwyższego.

Bogusław Bieńskowski

TVP Wrocław idzie w zastaw

Stowarzyszenie Dziennikarzy RP Dolny Śląsk stanowczo protestuje przeciwko polityce kierownictwa Telewizji Polskiej SA wobec ośrodków regionalnych. Za skandaliczne uznajemy działanie telewizyjnej centrali, zmierzające do likwidacji TVP Wrocław, bo trudno inaczej nazwać pomysł jej „zastawienia" (grunt i budynek na nim stojący) w banku na poczet kredytu, jaki TVP SA zamierza zaciągnąć. Totalna indolencja władz firmy powinna raczej skutkować ich dymisją, a nie szukaniem rozwiązań, które przypominają metody żywcem wyjęte z filmu gangsterskiego.

Kierownictwo TVP SA nie tylko lekceważy aspekt moralny swoich działań, ale też w rażący sposób łamie prawo – nie skonsultowało skandalicznych decyzji ( bo identyczne kroki podjęło wobec ośrodka krakowskiego) ani ze związkami zawodowymi, ani z Radą Pracowniczą, ba, nawet ich o tym nie poinformowało.
Dlatego w pełni popieramy protest załogi ośrodka wrocławskiego przeciwko zamachowi na ich miejsca pracy, który w konsekwencji skutkować będzie (o co zapewne chodzi) likwidacją firmy w jej obecnym kształcie. Wzywamy do zaniechania tych planów, zmiany polityki finansowo – kadrowej szefostwa TVP SA (m.in. rezygnacji z fundowania tzw. kontraktów gwiazdorskich tym, których za gwiazdy trudno uznać oraz robienia telewizji „lekkiej, łatwej i przyjemnej", nie mającej z jej misją nic wspólnego).
Chcemy też przypomnieć, że budynek przy Karkonoskiej został wybudowany na skutek decyzji politycznej ówczesnych władz, za pieniądze lokalnych podatników, więc próbę przejęcia go przez centralę uznać należy za zwykłe złodziejstwo.
Za zarząd
Przewodniczący SD RP DŚ
Waldemar Niedźwiecki

Iwan, komunikaty i przepustki, czyli gościnność po bułgarsku

Wróciłem do kraju z wczasów w Bułgarii w czterogwiazdkowym hotelu Kiparisite w Słonecznym Brzegu. Moja 13-letnia córka po zatruciu pokarmowym nie mogła zejść na posiłek. Na talerz położyłem dwa suchary i filiżankę herbaty i zgłosiłem kierownikowi hotelowej restauracji zamiar wyniesienia tego posiłku do pokoju. Jego reakcja przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Zaczął krzyczeć na mnie, czym zwrócił uwagę gości całej restauracji. Nie pomogły tłumaczenia, że w wypadku choroby można chyba zrobić odstępstwo od lakonicznego zakazu i pomóc dziecku.

Kierownik restauracji o imieniu Iwan, zaczął manifestować swoją „władzę” i ostentacyjnie wskazywać na przyklejone na drzwiach wejściowych komunikaty zabraniające wynoszenia posiłków. Dodam, że przy wejściu na salę konsumpcyjną dokonywana jest kontrola przepustek uprawniających do wejścia i spożywania posiłków. Okazałem cztery przepustki a było nas troje, myślałem, że mam argument w tej sytuacji. Próbowałem tłumaczyć, że córka jest słaba i nie ma siły zejść. W odpowiedzi usłyszałem, że jak ktoś choruje, to trzeba wezwać lekarza, a nie wynosić jedzenie. O incydencie poinformowałem rezydentkę biura ITAKA i poprosiłem o interwencję. Sprawa zakończyła się wywieszeniem kolejnej kartki na drzwiach wejściowych na stołówkę, że w wypadkach, kiedy ktoś zachoruje należy powiadomić rezydentkę, która z kolei powiadomi personel stołówki, i kelnerka w razie potrzeby przyniesie posiłek do pokoju. A co, gdy turysta nie ma telefonu lub nie ma aktywnego roamingu? Jak menu ustalić przez telefon z rezydentką, która jest przecież w innym miejscu i powinna się zajmować poważniejszymi problemami? Moim zdaniem można było okazać trochę zrozumienia. Ostentacyjna bezczelność personelu i brak profesjonalizmu w obsłudze ruchu turystycznego, to właściwa charakterystyka bułgaskiej gościnności. Przydzielający gwiazdki hotelom i weryfikujący kwalifikacje personelu powinni się bardziej zastanawiać.
 
Po rozmowie z rezydentką (z czteroletnim doświadczeniem) zorientowałem się, że polski turysta w Bułgarii jest traktowany jak intruz, który próbuje zakłócić ustalony w innej epoce porządek ich świata. Przykro mi o tym pisać, ale Bułgarom obce jest życzliwe podejście do turysty. Inny przykład nagannego traktowania turystów zaobserwowałem podróżując ze Słonecznego Brzegu do Neseberu autobusem komunikacji podmiejskiej. To, że bułgarscy konduktorzy kasują według własnego uznania i nie wydają reszty, mógłbym jeszcze zrozumieć, ale dlaczego nie informują, że autobus kończy kurs i nie jedzie do końca, pozostaje dla mnie fenomenem krętactwa i taniego nabijania turystów w butelkę. Nie znają języków obcych – próbują utrzymać wrażenie, że potrafią się posługiwać językiem angielskim, jednak po wyrecytowaniu dwóch wyuczonych na pamięć zdań cała komunikacja się kończy. Próby zadania prostych pytań personelowi hotelowemu (byłem w 5 hotelach) kończyły się zazwyczaj błagalnym spojrzeniem, aby dać im spokój lub przedłużaniem, czy symulowaniem rozmów telefonicznych, tak aby oczekujący przy recepcji turysta odpuścił i zrezygnował.

Przy tej okazji pragnę przestrzec turystów przed specjalnościami kuchi bułgarskiej: sacz, musaka, czy nawet pizza są przyrządzane na głębokim tłuszczu, co jest raczej bardzo ciężko strawne, lokale nie grzeszą czystością a o miłej obsłudze można pomarzyć. Zdecydowanie nie polecam. Kolejny mit, to ceny w restauracjach i barach. Są one takie same, jak u nas. Jedynym tanim produktem jest piwo – w marketach 2,5 litra kosztuje około dwóch lewa. Jest ono bardzo słabe, choć w smaku dobre.

Arek Barędziak

Stanowisko w sprawie skazania dziennikarza Bogusława Bieńkowskiego za publikację prasową

Organy SDRP, statutowo zobligowane do reagowania na każdy sygnał łamania wolności słowa i publikacji – prawa zapisanego w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej i prawie prasowym – z niepokojem przyjęły wyrok Sądu Rejonowego w Świdnicy ( z dnia 12 września 2011 r sygnatura akt: VI K 261/11), skazujący dziennikarza Bogusława Bieńkowskiego – redaktora naczelnego tygodnika „Euroregio Glacenses" za opublikowanie 19 marca 2008 r w ww tygodniku krytyki lokalnej władzy w liście czytelnika pt. „Powiatowe mordy wy nasze".

Wyrok zapadł w procesie karnym na podstawie par. 212 kodeksu karnego. Zadziwiające, że w I instancji Sąd Rejonowy w Kłodzku orzekający na podstawie tego samego artykułu kk, uniewinnił i redaktora naczelnego i autora listu. Bardzo wnikliwie badając sprawę (odbyło się 17 rozpraw), podkreślił w uzasadnieniu wyroku, że dziennikarz przed publikacją dołożył staranności sprawdzenia zawartych w liście czytelnika faktów, że stanął w obronie interesu społecznego, działał w dobrej wierze i dla dobra debaty publicznej w sprawach żywo obchodzących lokalną społeczność a krytyka władzy miała podstawy. Powołał się przy tym na wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (z 7.12.1976) r który sformułował fundamentalną myśl, że swoboda wypowiedzi stanowi jeden z filarów społeczeństwa demokratycznego, nawet wówczas, gdy informacje i poglądy obrażają, są nieprzychylne lub nawet wprowadzają niepokój w społeczeństwie.

W pełni podzielamy te poglądy.

Sąd Rejonowy w Świdnicy , wydając wyrok skazujący, w dużej mierze zgodził się z Sądem Rejonowym w Kłodzku, że opublikowane zarzuty mieściły się w granicach krytyki dziennikarskiej. Jednak na podstawie jednego, wyrwanego z kontekstu wyrazu, skazał red. Bieńkowskiego na 3 tys. zł grzywny i 2 tys. tzw. nawiązki i koszty sądowe. Co wiąże się także z wpisem do rejestru skazanych, po uprawomocnieniu się wyroku.

Przytaczamy inkryminowany fragment tekstu:

Zarząd powiatu w listopadzie 2006 r zatrzymał sobie (ukradł) dotację celową MEN w wysokości 100 tys. złotych przeznaczonych na remont Domu Wczasów Dziecięcych. Odpowiedzialni członkowie zarządu: Pan Marek S. i Pan Marek J. – wicestarosta, twierdzą, że już tych pieniędzy nie mają (ale są laptopy i inne górnopółkowe zakupy). Na pisma domagające się zwrotu zagarniętych pieniędzy z dotacji celowej, członkowie zarządu arogancko, w poczuciu całkowitej bezkarności, nawet nie raczyli udzielić odpowiedzi.”

Marek J. (w aktach pełne nazwisko) – były członek zarządu powiatu kłodzkiego, zdaniem Sądu Rejonowego w Świdnicy, został poniżony w opinii publicznej słowem „ukradł", choć z kontekstu wynika, że słowo to nie odnosi się do konkretnej osoby a do ciała kolegialnego, jakim jest zarząd, że chodzi o pieniądze przeniesione do innego tytułu i wydane na inne cele publiczne a nie zagarnięte do kieszeni.

Sąd w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że kara nałożona na dziennikarza spełni cele wychowawcze, uprzytomni skazanemu, że przestępstwo nie popłaca, i że daje ona wyraz społecznie negatywnej oceny tego typu zachowań.

Odbieramy te słowa, wypowiedziane w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej, expressis verbis,  jako wyraz tłumienia krytyki prasowej. Jest to tym groźniejsze dla demokratycznego porządku, że w małych społecznościach, mogą one odbierać obywatelom odwagę patrzenia lokalnej władzy na ręce i wyrażanie swoich opinii w prasie.

Stowarzyszenie Dziennikarzy RP uważa, że penalizacja krytyki prasowej w procesie karnym, jest sprzeczna z wolnością słowa i par. 212 powinien zniknąć z kodeksu karnego. SDRP Dolny Śląsk zwróci się do Ministra Sprawiedliwości o nadzór prawny nad procesem odwoławczym przed Sądem Okręgowym w Świdnicy, do Prezesa Sądu Okręgowego w Świdnicy o nadzór prawny a także poprosi Helsińską Fundację Praw Człowieka – Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce o stanowisko tzw. Przyjaciela Sądu w tej sprawie.

Za Zarząd
Jan Kędzierski
Przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk

Stanisław Wolny
Terenowy Sąd Dziennikarski
Marian Kozłowski
Helena Wojtas-Kaleta
Ryszard Godlewski

Terenowe Kolegium Rzeczników Dyscyplinarnych

Karkonoska nie gra w PiKi

Podczas Przeglądu i Konkursu Dziennikarskiego Oddziałów Terenowych TVP PiK17 przyznane zostały nagrody wyróżniającym się dziennikarzom, programom i oddziałom terenowym TVP SA. Grand Prix dla najlepszego programu informacyjnego zdobył Zespół "Obiektywu" TVP Białystok – w siedemnastym Przeglądzie i Konkursie Dziennikarskim Oddziałów Terenowych TVP PiK17 zakończonym 30 maja br. w Gdańsku – informują wirtualnemedia.pl. (bs)

 

Dziennikarz nie powinien być aktywny politycznie

Od 30 maja do 1 czerwca odbędą się w Zielonej Górze IV Polsko-Niemieckie Dni Mediów, które w tym roku upłyną pod hasłem: „Agenda 2031: Kolejnych 20 lat sąsiedztwa – Polska, Niemcy i UE". Tematem debat będą wyzwania stojące przed Polską i Niemcami w ciągu najbliższych 20 lat.

W programie tradycyjnie już znajdą się debaty polityczne oraz dyskusje branżowe na temat mediów. Te ostatnie dotyczyć będą dziennikarstwa transgranicznego i regionalnego oraz wpływu nowoczesnych technologii na komunikację i procesy demokratyczne.

Obecny na konferencji gość specjalny, niemiecki dziennikarz Fritz Pleitgen, pełniący funkcję honorowego Ambasadora Polsko-Niemieckich Dni Mediów 2011 mówił o istocie i etyce pracy dziennikarzy. „Dziennikarz nie powinien być aktywny politycznie. Dziennikarz ma informować – rzeczowo, bez uprzedzeń, dogłębnie i w ciekawy sposób – i musi się wystrzegać uprawiania polityki. Może oczywiście wyrażać zdecydowane i potwierdzone faktami opinie, może to nawet być satyra, ale powinien unikać polemiki i nie przeceniać się. Dziennikarz musi być otwarty, zrozumiały w przekazie, mówić także o bolesnych sprawach. Dla mnie jest jasne: tylko otwartość i szczerość są dobre dla wzajemnych relacji".

Tradycyjnie już szczególnie uroczystym akcentem Dni Mediów będzie gala Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej. W tym roku poznamy nazwiska laureatów XIV edycji konkursu.

Do XIV edycji konkursu nadesłano 173 prace. Prawie połowa prac poświęcona jest tematom bieżącym, co tym samym podkreśla zaznaczającą się już w poprzednich latach tendencję odchodzenia od kwestii historycznych na rzecz aktualnych spraw i wydarzeń. Polsko-niemieckie jury nominowało 18 prac w kategoriach prasa, radio i telewizja. Nazwiska laureatów poznamy 31 maja. W każdej kategorii nagroda wynosi 5000 euro.

Organizatorami Polsko-Niemieckich Dni Mediów są Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, Fundacja Roberta Boscha oraz Województwo Lubuskie.

Informacje na temat Dni Mediów (szczegółowy program) i nominowanych prac, jak również formularz zgłoszeniowy akredytacji.

Akredytację na Dni Mediów prowadzi:

Biuro Komunikacji Społecznej

Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego

ul. Podgórna 7, 65-057 Zielona Góra

tel. +48 (68) 456 55 67 | faks +48 (68) 456 55 67

biuroprasowe@lubuskie.pl

Informacji udziela:

Barbara Owsiak

Pełnomocnik ds. Polsko-Niemieckich Dni Mediów

Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej

ul. Zielna 37, 00-108 Warszawa

tel. +48 (22) 338 67 97 | faks +48 (22) 338 62 01

Konieczna jest programowa i finansowa decentralizacja publicznej telewizji regionalnej

STANOWISKO KONWENTU MARSZAŁKÓW WOJEWÓDZTW RP

z dnia 11 marca 2011 w sprawie ograniczonej działalności pasma regionalnego na antenie 2 programu TVP

I. Konwent Marszałków RP wyraża głębokie niezadowolenie

z istniejącego modelu regionalnej telewizji publicznej. Model ten, oparty na pełnej zależności oddziałów telewizji regionalnych od struktur centralnych – zarówno w zakresie dysponowanej ilości czasu antenowego, jak i pod względem finansowym – uniemożliwia realizację rzeczywistej misji telewizji regionalnych, które przede wszystkim powinny wyrażać potrzeby poszczególnych regionów RP i ich mieszkańców. Zadaniem nowoczesnej telewizji regionalnej powinno być: kształtowanie postaw obywatelskich i myślenia o regionie jako dobru wspólnym poprzez przybliżanie spraw bliskich i ważnych dla jego mieszkańców; integrację różnych środowisk i rozmaitych obszarów historyczno-kulturowych regionu poprzez szeroką komunikacjęi dialog, oparty na europejskiej zasadzie „jedność w różnorodności” oraz promowanie regionalnego patriotyzmu i kształtowanie wspólnotowej tożsamości.

Aby tak się mogło stać, konieczna jest programowa i finansowa decentralizacja publicznej telewizji regionalnej. Dlatego Konwent Marszałków Województw RP apeluje do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Zarządu i Rady Nadzorczej TVP SA o pilne podjęcie działań na rzecz zmian koncepcji programu TVP INFO, umożliwiających pełnienie przez nią rzeczywistej funkcji regionalnej telewizji obywatelskiej.

II. Konwent Marszałków RP, mając na uwadze stwarzanie równych szans mieszkańcom każdego z 16 województw RP oraz potrzebę integracji społeczno-kulturowej regionów, apeluje o zawieszenie decyzji Zarządu Spółki TVP S.A. w Warszawie, skutkiem czego jest likwidacja od 3 stycznia 2011 r. pasma programów regionalnych na antenie TVP 2.

Likwidacja pasma regionalnego na antenie 2 programu TVP doprowadziła do pozbawienia dużej liczby osób, płacących abonament, możliwości odbioru sygnału regionalnej stacji publicznej – np. zasięg TVP Gdańsk jest teraz mniejszy o 30 proc. – w stosunku do emisji

w paśmie dwójkowym, TVP Wrocław zmniejszył swój zasięg nadawania o 20 proc. Zarazem jedyne pasmo – TVP INFO – nadające jeszcze regionalne programy – coraz częściej odbiera stały czas antenowy

w pasmach lokalnych na rzecz anteny centralnej. Dzieje się to nagle,

bez żadnego uprzedzenia, ze szkodą dla stałej widowni, zniechęcając również potencjalnych reklamodawców. Jest to ewidentne łamanie prawa, rażąco niezgodne z ciągle obowiązującą ustawą medialną oraz statutem TVP.

III. Konwent Marszałków Województw RP apeluje do Zarządu TVP,

a zarazem postuluje do Sejmu i Senatu RP: Oddziały regionalne powinny mieć zagwarantowanych 6-7 godzin emisyjnych w ramach istniejącego i nadającego 24 godziny na dobę pasma TVP INFO.

Oddziały powinny samodzielnie kształtować  swoje ramówki w zależności od potrzeb regionalnych rynków medialnych. Z jednym wyjątkiem: Każdy z oddziałów powinien mieć obowiązek wyemitowania

o godzinie 18.00 głównego wydania swojego programu informacyjnego. Przez wiele lat ten czas antenowy w TVP gwarantował ośrodkom regionalnym żelazną pozycję na rynku medialnym. Każdy z ośrodków regionalnych powinien uzyskać gwarancję zagospodarowania własnego pasma każdego dnia od poniedziałku do niedzieli w ramach TVP INFO

w godzinach 18.00 – 19.00. 16 ośrodków regionalnych zostaje sprowadzonych do roli korespondentów terenowych centralnych kanałów TV, a regionalizm przestaje być atutem telewizji publicznej w starciu ze stacjami komercyjnymi.

Jednocześnie Konwent wyraża obawę, że marginalizacja znaczenia ośrodków regionalnych telewizji, spowoduje dalszą dezintegrację poszczególnych regionów Polski i stanowić będzie poważną przeszkodę w integracji równości społeczno-kulturalnej 16 województw RP.

Przewodniczący Konwentu Marszałków Województw RP
Mieczysław Struk

Politycy ponoszą winę za kryzys TVP

Zarząd Główny SDP z niepokojem przyjmuje informacje o planowanym przez Zarząd TVP usunięciu poza struktury telewizji ogromnej grupy pracowników twórczych: dziennikarzy, operatorów, dźwiękowców, montażystów, realizatorów itd. Zwolnienia te podyktowane wg Zarządu Spółki oszczędnościami, uderzają przede wszystkim w ludzi, którzy faktycznie tworzą program telewizyjny. Tego zadania nie wykona za nich niezwykle rozbudowana kadra administracyjno-biurowa, a produkcja wyprowadzona na zewnątrz firmy nie przyniesie oszczędności.

Szczególnie niepokojące jest systematyczne i planowe dążenie do zatrudniania nieetatowego dziennikarzy na tzw. współpracę, krótkoterminowe umowy, bądź umowy z firmami – jeżeli założą tzw. działalność gospodarczą. Aby telewizja publiczna mogła realizować swoje powinności wobec widzów musi być profesjonalna, uniezależniona od wpływów politycznych, a dziennikarze nie mogą być traktowani jak „pracownicy najemni”.
Przypominamy, że TVP nie jest wyłącznie jedną ze spółek handlowych Skarbu Państwa, ma obowiązek dbałości o wysokie standardy zawodowe, ma ogromną odpowiedzialność wobec widzów. Realizując ustawowo określoną misję publiczną, jest elementem budowy społeczeństwa obywatelskiego.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich od wielu lat protestuje przeciw uprawianemu przez wszystkie ekipy procederowi upartyjniania mediów publicznych. W imię doraźnych, partyjnych interesów politycy uczynili z nich narzędzie walki propagandowej, a doprowadzając do utraty niezależności finansowej przez TVP, a zatem i samodzielności merytorycznej, zdeprecjonowali misyjną rolę tego medium. To politycy wszystkich opcji ponoszą winę za kryzys TVP, za szkody wyrządzone polskiej demokracji i polskiej kulturze.
SDP będzie bronić prawa do godnego wykonywania misji dziennikarskiej, której cechą niezbywalną jest zawodowy profesjonalizm i niezależność.
Krystyna Mokrosińska
Prezes SDP
 

W TVP pracę straci 145 dziennikarzy

W ramach zwolnień grupowych w Telewizji Polskiej pracę stracą 833 osoby z 4173 zatrudnionych, co ma dać 32,8 mln zł oszczędności – nieoficjalnie dowiedział się ”Presserwis”. Zwolnienia odbędą się w trzech transzach do końca br. Zarząd TVP zaplanował, że pracę straci m.in.: 145 dziennikarzy, 99 operatorów (kamer, obrazu i dźwięku), 65 montażystów, a także 14 kierowników i 45 kierowców. Nazwiska osób, które będą musiały odejść, nie są jeszcze znane – listy przygotują dyrektorzy poszczególnych jednostek. Po zwolnieniach w TVP zostanie 3374 pracowników, w tym 996 w oddziałach regionalnych (to planowane zatrudnienie na koniec br.).

Według danych dołączonych do wtorkowej uchwały zarządu telewizji publicznej w sprawie zwolnień grupowych na jednego pracownika TVP w ub.r. przypadało 408 tys. zł przychodów ze sprzedaży, podczas gdy w TVN i Polsacie ponad 1 mln zł.

Większość kosztów zwolnień grupowych (trzymiesięczne odprawy dla zwalnianych) TVP poniesie w br. (7,6 mln zł), część przesunie się na przyszły rok. W sumie będzie to kosztowało 8,4 mln zł. Jednak TVP zakłada, że łącznie w latach 2010-2011 zwolnienia grupowe przyniosą 32,8 mln zł oszczędności.

„Obce media przeciw wszystkiemu, co polskie″

„Powszechnie i słusznie utarło się mówić, że w demokracji media są czwartą władzą, po władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej. Od lat wprowadzam do publicznego obiegu twierdzenie, że media są władzą pierwszą, dziś najważniejszą. Mamy taką wiedzę o życiu społecznym, gospodarczym, politycznym, jaką zechcą przekazać nam media″ – sugeruje W. Reszczyński w artykule Obce media przeciw wszystkiemu, co polskie w "Naszym Dzienniku".
Sondaże, rankingi
Z wielu potwierdzonych badań socjologicznych i socjometrycznych wynika, że największy wpływ na opinię publiczną mają telewizje, następnie prasa i radio; coraz większe znaczenie odgrywa już internet. Można zatem z całą pewnością stwierdzić, że taką mamy wiedzę o życiu politycznym, gospodarczym i społecznym, jaką zechcą przekazać nam media. Co gorsza, wiedza ta od lat przyjmowana jest przez odbiorców mediów z dużą dozą zaufania, niekiedy niemal bezkrytycznie, a ludzie tworzący media systematycznie zajmują czołowe miejsca w rankingach osób najbardziej wpływowych i opiniotwórczych w państwie. Potwierdzeniem tego są także sondaże opinii publicznej, w których dziennikarze, publicyści i tzw. animatorzy życia społecznego zajmują wysokie pozycje w rankingach "autorytetów".
Na wciąż rosnące znaczenie "ludzi mediów" w państwie mają wpływ przede wszystkim politycy i urzędnicy, przekonani, że ocena ich działalności zawodowej jest ściśle związana z oceną wynikającą z medialnej prezentacji, oraz ci wszyscy, którzy są zainteresowani utrzymywaniem dobrych relacji z mediami ze względu na możliwość systematycznego publicznego pojawiania się w nich.
Rodowody, korzenie
Niniejszy wstęp należy jeszcze uzupełnić ogólną informacją o tym, kim są w przeważającej mierze "ludzie mediów" w Polsce oraz z jakich wywodzą się środowisk. Dominującym motywem wykonywania zawodu publicysty czy dziennikarza okazuje się kształtowanie własnej kariery, co byłoby nawet wskazane, gdyby jednak ten osobisty sukces nie przesłaniał wykonywania zawodu w rozumieniu służby publicznej. Z faktu tego wynika powielany od dziesięcioleci przez przedstawicieli tego zawodu koniunkturalizm i oportunizm. Jest on o tyle łatwy w realizacji, że środowisko, z jakiego wywodzi się dziś większość czołowych ludzi mediów, ma swoje rodzinne korzenie w głębokim PRL, a nawet w czasach, gdy komunizm jako działalność wroga wobec niepodległości II RP był zakazany.
 
Źródło: Nasz Dziennik, 16 kwietnia 2010, Nr 89 (3715)