Marcin Bradke Dziennikarzem Roku 2010

DZIENNIKARZEM ROKU 2010 został Marcin Bradke z OTV Wrocław – tak zdecydowali członkowie Kapituły NAGRODY im. Tadeusza Szweda. Gratulujemy tytułu Marcinowi i… pozostałej nominowanej szóstce też!

Nagroda corocznie przyznawana jest przez  Kapitułę złożoną z przedstawicieli trzech organizacji dziennikarskich: Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Międzyregionalnego Syndykatu Dziennikarzy Polskich oraz dotychczasowych laureatów nagrody. Uroczyste wręczenie nagrody laureatowi odbyło się w środę 8 czerwca 2011 r. w restauracji Wall Street przy Podwalu 62.


Fot. B. Serafin

Marcin Bradke – dziennikarz i scenarzysta, realizator filmów dokumentalnych. Długoletni pracownik TVP Wrocław. Autor m.in. poularnego cyklu edukacyjnego "Labirynty kultury" i kilkudziesięciu filmów dokumentalnych ("Tak się nie godzi  – opowieść o Piotrze Bednarzu" , "Marianna – Królowa Kotliny", "Prawdziwy koniec wojny"), a także notacji dotyczących historii miasta i regionu – napisali o swoim kandydacie do Nagrody wnioskodawcy ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

e-PLEBISCYT, czyli VOX POPULI

Internauci spośród nominowanych wybrańców Kapituły najwięcej głosów oddali na księdza Rafała Kowalskiego z „Gościa Niedzielnego” 121 głosów (61% spośród wszystkich oddanych – 197). Jaką ilość głosów zdobyli pozostali nominowani. Plebiscyt zebrał wiele wyrazów sympatii, nadspodziewane zainteresowanie (17 komentarzy) i kilka głosów krytycznych. Najobszerniejsze wątpliwości zgłosił redaktor Marian Maciejewski, autor książki "Kulisy dziennikarstwa, czyli granice wolności kija". Poniżej drukujemy list jaki nam dzisiaj nadesłał.

Czemu ten plebiscyt ma służyć?

Szanowny Panie, zastanawiam się nad sensem, a raczej bezsensem ogłoszonego przez Pana plebiscytu.
1. Czemu ma on służyć? Wyborowi dziennikarza najpopularniejszego, najsympatyczniejszego, czy tego, który ma największe grono przyjaciół?  A skoro tak, to czemu ów plebiscyt ogranicza się do listy, nad którą debatowała kapituła? Ta kierowała się dorobkiem każdej ze zgłoszonych osób, a czym mają kierować się czytelnicy, dla których – jak mniemam – w większości nazwiska te są nieznane. Wśród zgłoszonych jest dwóch księży. Ilu uczestników plebiscytu jest czytelnikami prasy katolickiej? Gdzie tkwi więc zatem równość szans?
To zatem VOX POPULI czy głos absurdu?
Dlaczego Pański plebiscyt ogranicza się do kandydatur z nagrody im. T. Szweda. Dlaczego w plebiscycie nie może uczestniczyć np. Paweł Abramowicz z TVN, dziennikarz lubiany i bardziej znany od wiekszości kandydatów? Dlaczego w Pańskim plebiscycie nie mogą uczestniczyć dotychczasowi laureaci nagrody im. T. Szweda?
2. Osoby, które zgłaszały kandydatów – kandydatury te uzasadniały. W jaki sposób zechce Pan dotrzeć z uzasadnieniami kandydatór do wszystkich głosujących? A jeżeli nie zamierza Pan docierać, to owe kandydatury stają się przypadkowe. Czemu zatem ma służyć planowana przypadkowość?
3. Powinien Pan wiedzieć, że członkowie kapituły – zgłaszając kandydatury – nie są związani dorobkiem kandydata w danym roku. Zwykle jest to ocena całokształtu działalności, zasług dla dziennikarstwa. Jak się ma plebiscyt na dziennikarza roku 2010, w sytuacji, gdy w roku 2010 inni dziennikarze mogli mieć osiagnięcia większe?
Pan wybaczy, ale Pański pomysł odbieram jako zawłaszczenie pomysłu nagrody im. Tadeusza Szweda i zdublowanie go w formie piramidalnie dyletanckiej. Dlatego jeśli chce Pan organizować plebiscyt, należy w sposób jasny okreslić własne warunki, a nie podłączać się do nagrody im. Tadeusza Szweda, umniejszając jej rangę.
Pozdrawiam,
Marian Maciejewski
PS. Do wiadomości SD RP
 
ODPOWIEDŹ MACIEJEWSKIEMU

Jednym z częściej popełnianych dziennikarskich błędów jest wyciąganie daleko idących wniosków z powierzchownej informacji” – napisał Marian Maciejewski w swojej książce.
Jakie wnioski z „powierzchownej” internetowej ankiety wyciąga kolega Maciejewski w swoim liście?

  • nazwiska nominowanych nie są znane większości czytelników,
  • prawie co trzeci z nominowanych jest KSIĘDZEM,
  • (naj)bardziej znanym i lubianym dziennikarzem jest Paweł Abramowicz z TVN.

Zgadzam się z książkową tezą Maciejewskiego, że w swoim liście Maciejewski formułuje zbyt daleko idące wnioski. Dlaczego redaktor Maciejewski sam jednak nie stosuje się do swoich książkowych przestróg? Moim zdaniem powyższe zażalenia Maciejewski powinien przekazać członkom Kapituły, a nie autorowi e-Plebiscytu. W zaproszeniu do uczestnictwa w głosowaniu można przeczytać: "Proponujemy by – równolegle – Internauci wskazali: kto spośród wybrańców Kapituły najbardziej na chwałę i splendory zasłużył."

Pozostałe wnioski zawarte w liście (np. "Czemu (…) ma służyć planowana przypadkowość?") dotyczą słabości e-Plebiscytu. Ale nie deklarowałem przecież, że to będzie profesjonalny sondaż! Większość zaaprobowała plebiscyt, w takiej ułomnej formule. Proszę więc czytelników o łagodniejszą – niż Maciejewskiego – ocenę skromnej ankiety. Maciejewski "wali swoim kijem" mocno: "kradzież pomysłu", "piramidalny dyletantyzm", "głos absurdu", zamach na tradycję… Ech, ciężkie to, zarzuty. Zasłużone? Przyjmuję je jednak z pokorą. Sine ira et studio.

SZKODA, że w poprzednich latach kolega Maciejewski publicznie nie podzielił się swoimi krytycznymi uwagami na temat "kryteriów wyboru", "równości zasad", "popularności kandydatów" i… laureatów Nagrody dla Dziennikarza Roku. Może DZIŚ Nagroda byłaby lepsza? Mój e-Plebiscyt sprawił, że list Maciejewskiego, jestem tego pewien, ośmieli innych do zabrania głosu – i w rezultacie dobrze przysłuży się Nagrodzie.

No właśnie: Czemu ma (e-Plebiscyt) służyć? – w liście pada pytanie o motywy. Odpowiem najprościej, jak potrafię:

1. By zainteresować Nagrodą im. Tadeusza Szweda szersze niż dotychczas, wąskie środowiskowe grono.

2. I łatwiej trafić do młodszego, niż my oboje z Maciejewskim, internetowego już pokolenia dziennikarzy 😉

Mniemam, że się e-Plebiscytowi udało! A Państwo jak myślą?
 
Bogusław Serafin

Maciej Maciejewski Dziennikarzem Roku

Po raz ósmy Kapituła Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Szweda przyznała nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Międzyregionalnego Syndykatu Dziennikarzy Polskich. Dziennikarzem Roku 2007 został red. MACIEJ MACIEJEWSKI (TVP Wrocław).Kandydatami do nagrody byli również: Jacek Antczak („Polska • Gazeta Wrocławska”), Marcin Bradke (TVP Wrocław), Beata Gigiel (Polskie Radio Wrocław) i Mieczysław Michalak („Gazeta Wyborcza” Wrocław). Maciej Maciejewski, dziennikarz programu informacyjnego „Fakty” wrocławskiej telewizji, z tym zawodem związany jest od 35 lat; zaczynał pracę we wrocławskim radiu, a od prawie 30 lat współpracuje z wrocławskim oddziałem Telewizji Polskiej.

– Daliśmy mu tę nagrodę za to, że ze zwykłego rzemiosła zrobił sztukę – podkreślali członkowie jury. – Jest u siebie jednoosobową ekipą: pracuje jako dziennikarz, operator kamery, a także jako kierowca – dodaje Wiesław Geras, sekretarz kapituły.

Uroczyste wręczenie nagrody oraz spotkanie z Maciejem Maciejewskim i kapitułą odbyło się 11 czerwca 2008 r. w Dworze Polskim we Wrocławiu. W niezwykle serdecznej, rodzinnej wprost atmosferze laureat przyjął z rąk Ryszarda Żabińskiego (Syndykat), tegorocznego przewodniczącego kapituły, nagrodę (rzeźbę Stanisława Wysockiego) oraz kwiaty i gratulacje od przedstawicieli organizacji dziennikarskich, a także kolegów i przyjaciół licznie przybyłych na uroczystość.

– Zawsze mówiłem, że dziennikarze nie powinni być nagradzani, ale z tego wyróżnienia bardzo się cieszę, bo zostało przyznane przez kolegów po fachu – wyznał wzruszony Maciej Maciejewski. Tak naprawdę na pierwsze mam Jan. Ponieważ mało kto o tym wie, więc nie muszę obchodzić imienin.

Laureat o sobie

W czasach studenckich, a było to bardzo dawno temu (studiowałem fizykę), w Pałacyku odnalazł mnie Andrzej Waligórski. Spodobała mu się moja konferansjerka i z marszu, już na drugi dzień, wystąpiłem w pierwszej stereofonicznej w Polsce radiowej audycji wraz z publicznością z cyklu „My Wrocławianie”.

Andrzej był moim wspaniałym nauczycielem dziennikarstwa, podobnie jak cała ówczesna Elita. Pozwalali mnie i Wandzie Ziembickiej (ona wtedy też zaczynała) współtworzyć Studio 202.

Bardzo ciepło wspominam prawie czteroletnią współpracę z Andrzejem, Jaśkiem Kaczmarkiem, Włodkiem Plaskotą… Niestety ich już nie ma.

Ekscesy polityczne sprawiły, że otrzymałem zakaz wstępu do radia. A ponieważ telewizja wtedy żyła z radiem jak pies z kotem, więc bez trudu rozpocząłem współpracę z telewizją.

Pamiętam, że pierwszą relację robiłem o Bogusławie Litwińcu, a drugą z zoo…

W międzyczasie stałem się specjalistą ds. rolnych, bo takiego brakowało w ośrodku. Przygotowywałem dużo relacji dla Warszawy i dla programu lokalnego. Byłem też autorem różnych kilkunastominutowych reportaży na ogólnopolskiej antenie.

29 lat temu otrzymałem etat korespondenta i propozycję wyjazdu do Legnicy. Od tamtej pory nigdy już do Wrocławia nie wróciłem.

W stanie wojennym esbecy i towarzysze z KW nie zweryfikowali mnie. Przyczyniło się do tego też kilku legnickich dziennikarzy. Zostałem bez pracy. Wraz z rodziną musiałem opuścić Legnicę.

Na szczęście zabiegał o mnie Wałbrzych. Po wielu perypetiach i pomocy ówczesnego kierownictwa ośrodka zacząłem pracę w Wałbrzychu, gdzie zostałem do dziś.

Prawdopodobnie jestem czynnym reporterem telewizyjnym z najdłuższym stażem w Polsce.

Bardzo nietypowym: jestem jednoosobową ekipą, w jednej osobie dziennikarzem, operatorem, kierowcą własnego samochodu, nawet sam siebie filmuję.

Nie potrafię zliczyć relacji, które wykonałem. Na przykład popularna była seria relacji o prezydencie Wałęsie jeżdżącym na nartach w Zieleńcu. Ponoć byłem pierwszym dziennikarzem, który zza płotu krzyczał na prezydenta. Relacje te pokazywano na różnych szkoleniach dziennikarskich jako wzór do naśladowania…

 Nie mam określonego stosunku do tego, co robię, a to, że pracuję w telewizji, zauważam sam dopiero na ulicy, kiedy jestem zaczepiany. Peszę się wtedy. Moje dzieci, Ania i Maciek, poszły w ślady ojca.

Mieszkam w górach, mam ciągle tę samą żonę i psa o imieniu Reporter.

Niemal codziennie jeżdżę do Wrocławia, żeby montować materiały.

Maciej Maciejewski