Julian Bartosz o dziennikarzach czasów „komuny”

Demon zapomnienia, kolejna książka Juliana Bartosza, znanego wrocławskiego dziennikarza, laureata rozlicznych konkursów i nagród dziennikarskich, wśród nich im. Juliana Bruna, Bolesława Prusa i dwukrotnie Polskiego Klubu Publicystów Międzynarodowych, byłego redaktora naczelnego „Gazety Robotniczej” oraz tygodnika„Sprawy i Ludzie”, ukaże się z początkiem czerwca br. staraniem warszawskiej Agencji Wydawniczej CB. Poniżej cytujemy jej dwa fragmenty.

Jestem jednym z „ostatnich Mohikanów” wrocławskiego i dolnośląskiego dziennikarstwa czasów tzw. komuny. Demokraci oskarżają nas o to, żeśmy kłamali. Odrzucam to pomówienie i dodam słowa patriotycznej pieśni: „Nie chcemy już od was uznania”. Akurat oni, żurnaliści III i IV RP, politycznie i ideologicznie całkowicie ze sobą przemieszani i skłóceni, uzurpują sobie prawo do określenia się jako prawdomówni. W ogóle nie dopuszczają myśli, że także ich dotyczy cytowane w tej książce słynne dawniej powiedzenie poetki i dziennikarki Marianny Bocian, że „Prawda to jest to, co powinno być, a nie jest”.

Powiadają ichmościowie-demokraci, że nam, dziennikarzom dawnej tzw. komuny, mniej wolno. W swoich wspomnieniach Ostatnie zapiski zgryźliwego dogmatyka pisałem parę lat temu, że nim zaczną limitować nasze wolności, „powinni puknąć się w miedziane czoło”; dodam teraz, by po tym puknięciu wsłuchali się w głuche brzmienie w kamionkowym czerepie. Mówili też, i wciąż o tym brzęczą, że pomagaliśmy ukrywać trupa w szafie. No tak, no tak: teraz lamentują przy wystawionej na widok mumii demokracji, a dla równowagi gonią po polskiej puszczy, by zbratać się z „żołnierzami wyklętymi”!

Napisałem tę książkę jako swoiste podzwonne dla koleżanek i kolegów, którzy mieli świadomość trafności słów o prawdzie. Jest nadto ta praca prośbą do Czytelników, by sprawiedliwie osądzali ludzi dawnych – do 1990 roku – mediów.

Proszę o zrozumienie i o sprawiedliwą krytykę.

„Demon zapomnienia” na przedpłatę:

  • Agencja Wydawnicza CB Andrzej Zasieczny 02-495 Warszawa, ul. M. Drzymały 18/15
  • nr rachunku bankowego: 57 1140 2004 0000 3302 2805 0555
  • Cena książki z kosztami wysyłki – 35,00 zł

Chyba to było we wrześniu 1956 roku, kiedy wiały w Polsce już mocno odwilżowe wiatry i Klemens Maria Krzyżagórski (1930–2013), znany już dziennikarz „Gazety Robotniczej”, wlazł w Rynku wrocławskim późną wieczorową porą na niedawno sprowadzony ze Lwowa pomnik Aleksandra hr. Fredry i udawał alkoholowo Szymona Słupnika. Przed milicjantami, którzy usiłowali go stamtąd ściągnąć, bronił się dzielnie. „Gwałt mi zadają siepacze!” – krzyczał. Na komisariacie i potem przed kolegium tłumaczył, że on, „prostytutka mamusia” (tak grzecznie zastępował znane słowo), wielbi pisarza, chciał z nim tylko porozmawiać o pisaniu.

Kilka miesięcy wcześniej głośno było w piastowskim grodzie o tym, jak razem z redakcyjnym kolegą Edkiem Barbarowiczem odwołali oficjalnie zapowiadane zaćmienie Słońca. „Tu wydział astronomiczny KC, nadajcie, towarzyszu, czym prędzej, że zamieszanie na niebie to prowokacyjne wraże sztuczki” – nakazali dyrektorowi Polskiego Radia Józefowi Rabie. Ten, do niedawna kierownik działu naukowego w „Gazecie Robotniczej”, już, już miał spełnić polecenie i tylko przytomnemu spikerowi (bodaj Tadeusz Osmęda), od którego wieść wesoła poszła w miasto, udało się zapobiec niebywałej kompromitacji.

Przy okazji o Edku: był moim kolegą z dzierżoniowskiego liceum, a w GR druhem Klemensa. Edek tez był niezgorszym kawalarzem. W felietonie o sowie, która stała na postumencie w centrum Bielawy pod szczytem Sowiej Góry, tak – jak pisał – przemawiał do symbolizującego mądrość ptaka: „Jaki też dureń cię tu wywlókł?” A to burmistrz kazał go w tym miejscu postawić.

Z Edkiem wiąże się jednak pewna afera na całą Polskę. Napisał bowiem fantastyczny reportaż o tym, jak daleko, w lubańskim powiecie, dzielni kombatanci z II Armii LWP zorganizowali spółdzielnię produkcyjną i osiągają niebywałe gdzie indziej plony. Pisał też o socjalistycznej świadomości i o trwającym bojowym morale. Gdy przedstawiciele władz wysokiego szczebla wybrali się w Lubańskie, okazało się, że Barbarowicz wszystko zmyślił. Od a do zet.

Wracając do Klemensa, to miał on przypadkowo ścisły związek z rządzącą partią. Towarzysz Ormicki z KW we Wrocławiu zamówił u Krzyżagórskiego opracowanie na temat, jak powinno być racjonalnie urządzone biuro w komitecie. Zamówienie zostało wykonane w terminie. Partia nie chciała ani skorzystać z solidnego opracowania, ani za nie zapłacić. Autor wytoczył więc proces cywilny i PZPR jako pozwana musiała się wytłumaczyć przed sądem. To był bodaj jedyny taki proces na obszarze od Łaby do Pacyfiku. Klemens wyszarpał swoje pieniądze, bo zlecenie otrzymał na piśmie z pieczątkami, co zdaniem sądu przemawiało za powodem. Napisał o tym utwór Dziennik powoda, który Wydawnictwo ISKRY w ramach serii „Literatury faktu” wydało w zbiorze reportaży Klemensa pod tytułem Kłopoty z ciałem i następnie w kilku skróconych edycjach jako Nieudane kreacje. Nigdy by się te Kłopoty i Kreacje nie znalazły na rynku, gdyby Basia Jakubowska, jego pierwsza i jedyna żona, aktorka kreująca główną rolę w dziś całkowicie zapomnianym filmie Jasne łany (o walce z kułakami), występująca potem na wrocławskich i warszawskich scenach, nie ślęczała w archiwum, by zebrać pomieszczone w różnym czasie w wielu gazetach teksty. Dziennik powoda opublikowano w 1958 roku, gdy znów zaczęto odczuwać lekkie przymrozki. Klemens stworzył więc postać zwolnionego niesłusznie z Wielkiej Spółdzielni jegomościa, który prywatnie procesował się z pracodawcą o należne pieniądze. Obywatel ów chodził przez wiele dni do sądu, by wyłożyć swoje racje. Pozwana najpierw w ogóle się nie stawiała, a gdy przegrała, lekceważyła nawet nakaz wzywający ją do wypłacenia pieniędzy, w końcu jednak musiała. Aluzja Krzyżagórskiego była wyraźna. Stanowi to jeden z bardzo wielu przykładów w dawnym polskim dziennikarstwie, jak mądry, inteligentny żurnalista mógł mimo cenzury ocyganić Władzę. 

Zagłosuj na najlepszą książkę historyczną

Wśród wybranych przez internautów tytułów w konkursie na najlepszą książkę historyczną Historia zebrana znalazły się m.in. „Watykańskie wersety” wrocławskiego dziennikarza Juliana Bartosza.

Watykańskie wersety” relacjonują, jak włoscy, amerykańscy, niemieccy oraz polscy watykaniści oraz duchowni i świeccy historycy Kościoła oceniają politykę Stolicy Świętej. W książce stawiane jest pytanie: czy słuszne jest, by uznać motywy milczenia Piusa XII wobec Holocaustu? I jak odnieść się do zamysłu Franciszka, by Piusa XII ogłosić świętym?

Dla polskich Czytelników równie ważne jest pytanie o stanowisko Watykanu wobec spraw polskich przed wybuchem II wojny światowej i po napaści III Rzeszy 1 września 1939 roku. Wreszcie jest pytanie o niejednakowy stosunek Watykanu do dwóch różnych zbrodniczych systemów w „stuleciu totalitaryzmów” – hitleryzmu i stalinizmu. Treść książki została przez autora uzupełniona prowadzonymi w latach 60. własnymi badaniami w Archiwum Archidiecezjalnym we Wrocławiu.

Szanowni, poproście o poparcie „Watykańskich wersetów” na www.historiazebrana.pl w skali całego roku. Poprzedne głosowanie dotyczyło II półrocza 2013, kiedy wygrałem Dziękuję z góry za spełnienie mej prosby – Julian Bartosz

ZAGŁOSUJ!
 

Watykańskie wersety. Co kryją archiwa papieskie
Autor: Julian Bartosz
Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza CB
Data wydania: 2013-10-24
Kategoria: Historia niebanalna
ISBN: 978-83-7339-120-8
Ilość stron: 132

 

Patroni wydarzenia: Polskie Towarzystwo Historyczne, „Tygodnik Powszechny”, „Odkrywca” portale: archeowieści.pl i dlastudenta.pl Inicjatywę wspiera Polski Związek Bibliotek, dzięki któremu jest ona prezentowana na terenie bardzo wielu placówek bibliotecznych. Patronat Honorowy sprawuje Polskie Towarzystwo Wydawców Książek.

Ostatnie zapiski zgryźliwego dogmatyka

Ukazała się książka Juliana Bartosza – „Ostatnie zapiski zgryźliwego dogmatyka”. Znany dziennikarz wrocławski próbuje w nich krytycznie spojrzeć na swą 40-letnią karierę.

Na wstępie odrzuca tezę głoszoną przez demokratów, że niby teraz  takim jak on mniej wolno. Szczegółowo opisuje swe nieustające przewagi z paskudną instytucją, jaka była cenzura. Osobny rozdział poświęca swemu udziałowi w kontredansie z panną „S”. Opisuje, jak redagował od jesieni 1980 do 13 grudnia 1981 „Gazetę Robotniczą". Przedstawia kulisy powstania „Monitora Dolnośląskiego” – pisma okresu stanu wojennego, z którego odszedł po zbrodni na kopalni „Wujek”.

Ukazuje następnie czym były „Sprawy i Ludzie", tygodnik, którego dziennikarze obnażali prawdę o polskiej rzeczywistości lat 80-tych. Są w książce m.in. relacje o tym, jak Bartosz publicznie odmówił wejścia do egzekutywy KW PZPR, w której siedzieli ludzie nieuczciwi i skorumpowani. Relacjonuje swój spór ze środowiskiem historyków wrocławskich na temat 11 listopada 1918 roku. Końcowa część dotyczy polskiego niemcoznawstwa, w którym jako doktor nauk historycznych i reporter czynnie uczestniczył. Zdecydowanie nie zgadza się z twierdzeniem, jakoby polscy niemcoznawcy mieli się wysługiwać interesom Moskwy. Książka jest bogato ilustrowana satyrycznymi rysunkami oraz zdjęciami a uzupełniają ją ważne dokumenty z okresu obrad Okrągłego Stołu, w których przy podstoliku prasowym brał udział. Rzecz jest napisana tak, jak należało oczekiwać od laureata najważniejszych nagród przyznawanych przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Spotkanie z autorem odbędzie się w kawiarni Wall-Street przy Podwalu 13 lipca o godzinie 16. Zaprasza na nie Wydawnictwo Atut, w którym książka się ukazała.