Z kroniki pandemii

Kraj w rozjazdach

Bokiem wychodzą covidowe przepisy o bezprzetargowych zakupach!

W centrach miast, centrach handlu, na parkingach, w zakładach usługowych ludzi mniej. Obywatele robią zakupy na łapu-capu. Sprawy załatwiają szybko, niemal na podmaseczkowym bezdechu. Ostrożni ciągle przesiadują w domach. Niektórzy „real” zamienili na „online”. Jak mają przerwę na lunch, czyli wypad do kuchni, w komórkach czytają rymowanki, w rodzaju: „Pij gorzołke, siedź na rzyci, żaden wirus cię nie chyci”. W tym miejscu nasuwa się reklama pewnej marki piwa „0”, w której Maciej Maleńczuk z przekąsem pyta: „Ale wszystkie bez alkoholu?!”.

Prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów, wiele razy mówi publicznie, że rząd nie konsultował z lekarzami i specjalistami żadnych decyzji o obostrzeniach i ich luzowaniu. Po co, przecież wie lepiej.

Nastąpiło zwolnienie z ograniczeń, lecz nie ze zdrowego rozsądku. A ludzie dystansu nie trzymają, maseczek nie noszą tam, gdzie trzeba, pojemniki do dezynfekcji pokrywa kurz. W lokalach gastronomicznych kelnerki wołają od progu: – Można zdjąć maseczkę! W lidlach i biedronkach kasjerzy zrobili sobie gustowne naszyjniki. Z maseczek właśnie. W tramwajach i pociągach coronawirus jest już tylko wspomnieniem. Ech, kochani. Za odważnie, za szybko.

Wykreowany w ostatnim czasie (i słusznie) medyczny autorytet, prof. Krzysztof Simon, pyta: – Ludzie, czy mam wam przypominać, jak pacjenci cierpią, duszą się, sinieją?! Na miłość boską, nie lekceważcie zagrożenia!

Ale obywatelom – jak mówi prof. Andrzej Rychard, socjolog – nie tylko statystyki nie grają. Zarządzanie kryzysem – zdrowotnym i ekonomicznym zwłaszcza. Minister J. Sasin znowu nie ma farta, kiedy zatrzymuje kopalnie i wypłacać chce górnikom 100% postojowego. Inne branże oburzają się, bo mają co najmniej 20% mniej. Premier wyjaśnił, że postojowe dla przedsiębiorców jest z powodów ekonomicznych, a dla górników – z powodów epidemicznych. Pożyczek dla bardzo wielu mikroprzedsiębiorców (nadal wyłącznie na horyzoncie) już nie tłumaczył.

Z wysokiej drabiny szczytu zakażeń w końcu pierwszej dekady czerwca (po około 600 dziennie) schodzimy teraz na parter. Bo tu trwa wyborcze starcie. Kampania Jasiów Wędrowniczków też jest „bezdystansowa”. Nie tylko człowieka do człowieka, lecz człowieka do faktów również.

Nasz specjalista w NASA, Artur Chmielewski, komentował po udanym starcie rakiety, że w przestworzach u kosmonautów następuje zanik mięśni. Znajomy mówi, że u niektórych polityków tak jakby następował zanim szarych komórek. A z pewnością mamy do czynienia z zanikiem pamięci. Cóż, od lat wiemy, że na lepszą pamięć pomagają preparaty z ginko biloba.

Dobra rada nie zawada. Sarkastyczny suweren dopomina się, aby – skoro jest hybrydowe głosowanie – nie wprowadzono hybrydowego liczenia głosów. Kandydaci na prezydenta prześcigają się w dosadnych inwektywach adresowanych do rządzących (Poczta Polska pewnie szybko wsadzi je do przepłaconych worków): „kuglarze od zarządzania”; „spece od obracania i dawania nam naszych pieniędzy”; „Polacy nie są zaskoczeni postawą, a zwłaszcza – haniebnymi słowami emerytowanego zbawcy narodu”. W jego sławnym liście znalazło się zdanie, że „pandemia została wykorzystana do wywołania kryzysu”. Notabene fachowcy od marketingu politycznego jednoznacznie ocenili, że pisanie listów w kampanii wyborczej to akt rozpaczy. Och, wielkie rzeczy, to po prostu kolejny „akt obowiązującej narracji”.

Trudno jednak dziwić się kąśliwym uwagom rodaków w mediach niepublicznych, m.in. widzom Szkła Kontaktowego. Pokrzepianie się przyjmuje rozmaite formy, np. „Obstrukcja w senacie niech się schowa; najgorsza jest ta umysłowa”, „Na czyje zlecenie to ministerialne o zdrowiu mataczenie?”, „Jeśli od góry zachodzi spłaszczenie, to co z mózgiem się dzieje?”.

Właśnie, nieuwzględnienie samorządów, ich sytuacji i stanu finansów, to – zdaniem prof. Marka Belki – wielka dziura. – A to, co wygadują o UE – kontynuuje uznany ekonomista – to bujda na resorach.

– Jak ich wszystkich schować za ostrym cieniem mgły? – pytają sfrustrowani wyborcy. Doprawdy, o co chodzi społeczeństwu?! Władza zapewnia, że wszystko działa jak ta lala. Obiecanki cacanki urzędującego prezydenta mnożą się w dzień i w nocy. I nie waha się on zaglądać, co Polki i Polacy mają pod kocem… Doświadczony życiowo i myślący logicznie obywatel mówi głośno na spacerze w parku: – Zaplute mikrofony od wykrzyczanych pogróżek i oskarżeń gdyby mówiły, powiedziałyby, że „puste umysły robią najwięcej hałasu”.

Satyrycy zgłaszają nową gałąź gospodarki: produkcja obietnic. Jeden z nich pyta, czy ma się szybciej starzeć, by dostać 13. i 14. dodatek do emerytury, czy raczej odmłodnieć, by dostać 500+ i 300+?! Ale beka, młodzież ma swoje określenia i, na przykład, do egzaminu ósmoklasisty nie stawia się 3,1 tys. uczniów. Dlaczego?

Elegancki dowcip przebija się nieco rzadziej. Red. Rafał Wojda pyta na antenie: – Co robimy z pakietami wyborczymi? – I od razu odpowiada: – Otwieramy oczy niedowiarkom.

Otwierać należy bez przerwy, bowiem do tarczy 4.0 zostały wrzucone bardzo kontrowersyjne przepisy Kodeksu karnego. Autorzy poprawek pewnie myślą, że niektórzy z nas są inteligentni. Bezobjawowo. Ale trzask-prask! – pojawi się gorączka, objawy wrócą.

Mem się upowszechnia taki: „Nasz kraj byłby piękny bez podziałów, agresji i nienawiści”.

I tak, jak kandydaci, rozjeżdżają się nasze możliwości i pragnienia. A do tego wirus nie ma wakacji. No to dokąd jedziesz, Polsko?

Małgorzata Garbacz