TELEWIZOR POD GRUSZĄ

Rany boskie, czy ty, Władysławie, zastanowiłeś się dobrze nad składanymi towarzyszom z partii obietnicami?! Jak ty sobie z nimi poradzisz? Jak i kiedy je zrealizujesz? Toż ty, Władku, lichego zdrowia jesteś, a wziąłeś na siebie ciężar nie do udźwignięcia! Z Funduszem Kościelnym sobie nie poradziłeś (poległeś, zanim się do niego zabrałeś), a porywasz się na takie wielkie zobowiązanie! Radzę ci, odpuść, niczego nie dźwigaj, bo ci jeszcze jakaś żyłka pęknie czy przepuklina wyskoczy i szlag trafi jurnego tygryska! Staniesz się pośmiewiskiem nie tylko w swojej partii. Obiecuj, ale niczego nie rób, bo to ci najlepiej wychodzi! Lubię Kosiniaka-Kamysza. Tylko on w PSL-u wie, kiedy i gdzie należy włożyć do drogiego garnituru gumiaki!

Antoni Szpak


Okno na media

Gdyby przed meczem Polska – Holandia ktoś mi powiedział, że szef gabinetu prezydenta będzie miał pretensje do TVP z powodu, jego zdaniem, nieprawidłowej relacji tego spotkania, uznałbym go za idiotę. Jednak rzeczywistość może zaskoczyć, a tym bardziej reakcja polityka.

Minister Paweł Szefernaker po meczu, w którym reprezentacja Polski zremisowała z Pomarańczowymi, przypuścił atak na media publiczne, mając pretensje o to, że gdy kibice okrzykami witali prezydenta Karola Nawrockiego, sprawozdawcy zajęci byli czymś zupełnie innym. A to inne to była prezentacja składów obu drużyn i sędziów. Hymny, pierwszy gwizdek i początek meczu.

Dla tych, którzy nie znaleźli się na trybunach Stadionu Narodowego, lecz śledzili na ekranach telewizorów dwudziestu piłkarzy biegających z piłką lub za piłką, najważniejsze były akcje tego meczu. Kto siedzi w loży VIP czy ma szalik biało-czerwony, a może jest bez szalika, czy to jest minister, czy prezydent – dla kibica to sprawa drugorzędna. Główni aktorzy są na boisku i na nich kierowane są kamery. Tam się dzieje. To śledzi realizator transmisji.

Prezydenta Nawrockiego telewizja pokazała w dwóch czy trzech migawkach. Nie jestem pewien, w ilu. Nie liczyłem, nie przypuszczając, że będzie to taki problem. Ujęcie w geście zwycięstwa pamiętam doskonale, bo pan prezydent lubi kciukiem operować. Chyba jednak pomylono wydarzenia. Wiec polityczny – może nawet wyborczy – z meczem piłkarskim, gdzie polityki nie powinno być za grosz. Realizatorzy transmisji meczu piłkarskiego otrzymują zadania i z mniejszą lub większą rutyną te zadania wykonują. Jak piłka się toczy, czy prawy podał do lewego, to ich interesuje. Didaskalia są na aucie.

Można natomiast mieć pretensje do sprawozdawców, że nie są Szpakowskim czy Ciszewskim i przy relacjach telewizyjnych mylą radio z telewizją. Opowiadają, co widzą na boisku, gdy widz to samo ogląda na ekranie. Język sprawozdawców sportowych, ubogi zasób słów, to również może być powodem do krytycznych uwag. Ale ganienie telewizji za to, że nie przywitała wylewnie prezydenta, to przesada. Prezydenci różnych opcji wielokrotnie gościli na stadionowych trybunach. Bywali tam Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski, a ostatnimi laty najczęściej Andrzej Duda. Wśród kibiców powielane było powiedzenie, że ilekroć pojawiał się prezydent Duda, reprezentacja przegrywała. Ile w tym prawdy, nie wiem, ale dla reprezentacji może to było jakieś alibi.

Przy prezydencie Nawrockim wynik remisowy 1:1. Z Pomarańczowymi sukces i to był temat do komentarzy. Tymczasem minister Szefernaker przesterował zainteresowanie na zupełnie inny kierunek. Nadarzyła się okazja – to trzeba przyłożyć telewizji publicznej, niech wiedzą, że Kancelaria Prezydenta i w tym przypadku ma zdanie krytyczne. Redaktor Piotr Semka zorganizował nawet dyskusję na ten wrzucony temat. W ocenie poszedł o „dwa mosty” dalej. Zarzucił telewizji publicznej małostkowość, niejako tendencyjne relacjonowanie spotkania piłkarskiego. Kto jak kto, ale doświadczony redaktor Semka powinien pamiętać, jak fetowano sekretarzy, premierów za czasów słusznie minionych. Każda okazja była dobra, by wykrzyczeć „Wiesław, Wiesław”, „Gierek, Gierek”, a telewizja musiała to pokazywać do znudzenia.

W miniony piątkowy wieczór prezydent Karol Nawrocki udał się na mecz polskiej reprezentacji, na sportowe wydarzenie, jako kibic. Nie na wiec w Hyde Parku. Nie oczekiwał, jak przypuszczam, relacji telewizyjnej z pobytu na stadionie. To minister chyba pomylił przedstawienia. Jakby w telewizyjnej wersji Jeziora łabędziego nie doszukał się białych ptaków z długimi szyjami; a na meczu najważniejsi byli wiwatujący kibice czy kibole, którzy dziś fetują, a za chwil kilka mogą buczeć. Kibic piłkarski jest nieprzewidywalny. Telewizja publiczna musi to wiedzieć i wyczuwać.

ANDRZEJ MAŚLANKIEWICZ
Źródło: Portal Zarządu Głównego SDRP