Wspomnienia

Seks od kuchni, czyli… gdy miłość jest w lesie

Seks od kuchni, czyli… gdy miłość jest w lesie

Wspomnienia
Temat odwieczny i aktualny tak długo, jak długo będzie istniał człowiek. Przepraszam, seks uprawiają również i zwierzęta, ale mam na myśli seks rozumny, czyli ten, który uprawia posiadający rozum człowiek. Znowu przepraszam. Podobno nie zawsze, i nie każdy człowiek jest rozumny, uściślając więc rzecz – chodzi o świadomego człowieka, który w momencie seksualnej inicjacji, wie co czyni (potem, wiadomo, może być różnie). Ale tak postawiony temat staje się nudny, wszak zapisano już tysiące stron o seksualnych wyczynach homo sapiens! Pora jednak skończyć te przydługie nieco wstępne rozważania, bo tekstu przybywa, a temat, którym się miałem zająć, jest praktycznie w lesie... O, właśnie! Seks w lesie. Seks w lesie – często spotykany, znam nawet takich, którzy specjalnie wybierają się do las

Święto E. Wedla d. 22 Lipca

Wspomnienia
Staraniem zespołu „Odrodzonego Słowa Polskiego” kolejna impreza towarzysko-wspomnieniową miała miejsce w wigilię dawnego święta „22 Lipca”, nazywanego przez władze PRL „Świętem Odrodzenia”, przez opozycję zaś „świętem zniewolenia”, jako że czczono de facto oddanie Polski w ramiona importowanego i narzuconego przez ZSRR komunistycznego rządu. (więcej…)

„Róbmy swoje” już bez Wojciecha Młynarskiego

Wspomnienia
Wojciech Młynarski, mimo iż był wybitnym, twórcą: literatem, tłumaczem. reżyserem i aktorem w jednej osobie, nazywał siebie skromnie „tekściarzem”. A jednak jego śpiewane, czy nieraz tylko parlandowane, tak charakterystyczne dla piosenki aktorskiej formy, okreśono nazwą „śpiewanych felietonów”. A dobry felieton jest wyższą formą dziennikarskich umiejętności. Felieton śpiewany – to już małe dzieło sztuki. Dlatego też odejście Wojciecha Młynarskiego to niepowetowana strata dla kultury polskiej, literatury, estrady, teatru, ale i dla naszego dziennikarskiego środowiska. Wojciech Młynarski (1941 - 2017) za życia stał się legendą. Na jego utworach, bo przecież nie były to wyłącznie piosenki, wychowywały się pokolenia. Już w latach sześćdziesiątych ub. wieku na archaicznych dziś winylowych

Kardynał Henryk Gulbinowicz: Ojciec Święty mnie pobłogosławił

Wspomnienia
— 2016 – jaki to był rok dla Ks. Kardynała? — Bardzo ważny, z kilku powodów. 17 października rozpocząłem 94. rok życia. Niewielu w mojej rodzinie doczekało takiego wieku, choć tata umarł mając 93 lata, dziadek 97 wiosen (zmarł w 1945 roku, kiedy studiowałem w białostockim seminarium duchownym), a pradziadek, który w 1812 r. jako 13-letni chłopiec witał w Wilkińcach Napoleona, odszedł z tego świata mając aż 107 lat. Ile Pan Bóg mi da – zobaczymy, ale chciałbym dociągnąć do wieku mojego dziadka, od którego otrzymałem błogosławieństwo. Taki bowiem był zwyczaj w mojej rodzinie, że po akcie bierzmowania należało prosić dziadka właśnie o błogosławieństwo. Położył ręce na mojej głowie i powiedział: „Jesteś jasny, świećże jaśniej, albo nie

Ars longa, vita brevis…

Wspomnienia
4 listopada spotkamy się, by wspominać tych, którzy opuścili czas teraźniejszy, ale pozostali w naszych wspomnieniach, jak i w zbiorowej pamięci. Pozostali w swych tekstach, nagraniach, pamiętnikach, i innych artystycznych dokonaniach. Im dłużej żyjemy, tym więcej mamy takich wspomnień, bo jak pisał Henryk Jagodziński: „Dla każdego przewidziany jest jego prywatny koniec świata” I właśnie z powodu Wspomnień o tych, wśród których my jeszcze nie jesteśmy, a którzy, być może, duchowo potrafią być z nami, zachęcam Koleżanki i Kolegów do przybycia na nasz wspomnieniowy wieczór. W innym wymiarze, ale znowu będziemy razem. Henio Jagodziński, mój serdeczny przyjaciel, o którym chciałbym słów parę na listopadowym wiecz

Naprzód młodzieży świata!

Wspomnienia
Przelewająca się przez Polskę fala roześmianej, rożnojęzycznej i wielobarwnej młodzieży, która nawiedziła Kraków podczas Światowych Dni Młodzieży, pozostawiła po sobie jak najbardziej sympatyczne wspomnienia. Goszczący w Polsce młodzi ludzie w większości odnieśli zapewne pozytywne wrażenie o Polsce i jej mieszkańcach, stając się przy okazji ambasadorami naszego kraju. Moje pokolenie już raz przeżywało podobne uniesienia, przeszło 60 lat temu, w 1955 roku. Nie w Krakowie, a w Warszawie, i nie Kościół był ich organizatorem, a zajadle go zwalczająca ówczesna władza. Jako młody mieszkaniec stolicy, wraz z rówieśnikami chłonęliśmy światowe spotkanie (festiwal) młodzieży demokratycznej, biegaliśmy z notesami, by zbierać od egzotycznych często gości autografy. Festiwal odbywał się pod hasłem o

O wielkim twórcy małych form

Wspomnienia
Data w kalendarzu przypomina, że od lat piętnastu z górą nie ma już wśród nas Henryka Jagodzińskiego (1928–2000). Sięgnięcie na półkę z książkami po jego „Przebłyski wyborne”, przewertowanie stron archiwalnych gazet, a nade wszystko wspomnienia z lat, gdy łączyła nas przyjaźń, uświadamiają, że zaklęty w aforyzmach dorobek myślowy Henia zapewnił mu nieśmiertelność na kartach polskiej literatury i trwałe miejsce w sercach jego przyjaciół, kolegów i Czytelników. Henryk Jagodziński. Fot. Tadeusz Szwed Z pewnością nie o sobie myślał Henryk Jagodziński, gdy pod jego piórem formułowała się następująca myśl: „Aforyzm jest dziedzictwem ludzi myślących”. Wśród kilkudziesięciu tysięcy zapisanych przez Henryka myś

Monasterzyska we wspomnieniach

Wspomnienia
Zbigniew Żyromski, od wielu lat niestrudzony piewca i dokumentalista Kresów, sam monasterzyczanin, wydał właśnie kolejne „Wspomnienia Kresowianina z Monasterzysk”. Poza historią miejscowości zawierają one także opis wydarzeń, głownie z lat II wojny światowej, szczególnie tragiczne losy działaczy miejscowego podziemia patriotycznego, z których wielu zginęło z rąk siepaczy UPA.   Kresy to wielka miłość autora, interesuje go więc wszystko: ludzie, kultura, architektura. Bywało że jeździł w tamte strony kilkakrotnie w ciągu roku, odnajdując zachowane do dziś elementy kultury polskiej. Starczy powiedzieć, że samych zdjęć z całych Kresów Południowo-Wschodnich ma ponad 10 tysięcy! Dzięki pasji, jaką jest nieustannie ogarnięty, wydał już pięć bogato il

Pozdrowienia z Cisownicy

Wspomnienia
Mój mąż jest Waszym członkiem - Jan Kazimierz Sokołowski, był dziennikarzem publicystą. Lubił to zająecie i cenił.Często ze wzruszeniem wspomina różne sytuacje z czasów dziennikarskiech. Dziś ma 93 lata i zdrowie już nie dopisuje, by podróżować samemu. Z radością by sam napisał ten list do Was, ale trudności mu sprawia czytanie i pisanie. Kiedy otrzymał od Was zaproszenie na Spotkanie Opłatkowe, ucieszył się. Chciałam go zawieźć , nie ma problemu. Ale mąż jest niedowidzący i niedosłyszący i to mu bardzo utrudnia komunikację. Skoro więc nie pojedziemy Mąż uznał, że skoro nie pojedziemy, to prześle swoje wiersze, które napisał podczas emerytury. Bardzo mu miło zadedykować swoje przemyślenia, odczucia, obserwacje Kolegom dziennikarzom.Serecznie pozdrawiamy życząc wytrwałośći i odwagi w wykony