Archiwa tagu: Tygodnik Angora

PO MEDIACH Z ANGORĄ

Hejtem po oczach

Co też się wyrabia w tych mediach! Tym razem w mediach komercyjnych, a konkretnie w Radiu Zet trafiłem na rozmowę Bogdana Rymanowskiego z Jackiem Kurskim. I od razu piorun we mnie strzelił – prosto w oczy. Nie mogę dojść do siebie, bo nie rozumiem, dlaczego w porządnych mediach natykam się na człowieka pozbawionego zasad, kłamcę odwracającego znaczenie słów, hipokrytę i cynika w jednym.

Już po pierwszej odpowiedzi na pytanie: „Czy TVP za czasów prezesa Kurskiego była obiektywna, tak czy nie?” – dalsza rozmowa nie miała sensu. Kurski odpowiedział: „tak” i tym samym zaprezentował się jako kłamca albo w najlepszym razie człowiek pozbawiony kontaktu z rzeczywistością. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy w rzekomy obiektywizm TVPiS i chyba tylko ciemny lud to kupi. Komentarze na YouTubie pod tą rozmową nie pozostawiają wątpliwości, co myśli normalny widz: „Kurski powinien zniknąć z polityki”; „Mam odruch wymiotny, kiedy widzę tę MENDĘ, to ŁAJNO”; „Kurski, obejrzyj się za siebie, dym leci i to smrodliwy. Nos jak Pinokiowi się wydłuża”. Dostało się też Rymanowskiemu: „Dramat, największy manipulant RP, Panie redaktorze nie ma przyzwoitych osób do rozmowy?”. Całkowicie zgadzam się z tymi słuchaczami, którzy uważają, że tacy ludzie jak Jacek Kurski do przyzwoitych mediów wstępu mieć nie powinni. Jaki jest sens dawania głosu osobie, która stosowała w TVP metody „goebbelsowskiej” propagandy?!

Czytaj dalej

PO MEDIACH Z ANGORĄ

Hejtem po oczach

Kiedy wreszcie szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji stanie przed Trybunałem Stanu? Jak długo człowiek ferujący kilkusettysięczne wyroki przeciwko TVN, Tok FM czy Radiu ZET będzie to wciąż bezkarnie czynił w majestacie swego urzędu, cenzurując post factum medialne wypowiedzi, wprowadzając tzw. efekt mrożący i atakując dziennikarzy śledczych za to, że godnie wypełniają misję czwartej władzy? Jak długo jeszcze ten człowiek stał będzie na czele jednego z najważniejszych w Polsce urzędów centralnych, za nic mając krytykę, grając rolę absolutnego władcy medialnego pierścienia?

Za ten stan odpowiada wiele czynników. Trzeba wrócić do historii, do Ustawy o radiofonii i telewizji z 1992 roku, która określiła zasady, tryb działania oraz organizację i sposób powoływania jej członków. Podstawowym błędem było jej podporządkowanie politykom (członkowie KRRiT powoływani są przez Sejm, Senat i prezydenta) oraz nadanie jej wszechmocnej roli w zakresie regulacji i kontroli rynku medialnego (radia i telewizji) w Polsce. Kolejnym błędem było wpisanie KRRiT do Konstytucji RP w 1997 roku i dziś są małe szanse, aby to zmienić.

Zgodnie z artykułami 213 – 215 KRRiT miała stać na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. Ostatni skład rady uczynił z tego ciała jego karykaturę. Czterech z pięciu jej członków (poza prof. Tadeuszem Kowalskim) ośmiesza swym działaniem tę instytucję, pokazując, że jest ona całkowicie upolityczniona i podporządkowana partyjnym interesom Prawa i Sprawiedliwości, ogranicza prawo do informacji, stosuje cenzurę wobec TVN oraz przez cały okres rządów PiS tolerowała naruszanie przez TVP zapisów misyjnych określonych w Ustawie o radiofonii i telewizji. Co więcej, obecnie nie reaguje na wybryki „satyryków” w TV Republika, a zarazem jest bezlitosna wobec audycji TVN i komercyjnych rozgłośni. To w obecnym wydaniu karykatura regulatora i kontrolera, kierowana przez człowieka obsesyjnie zwalczającego TVN.

Czytaj dalej

PO MEDIACH Z ANGORĄ

Hejtem po oczach

Mijają cztery miesiące i nie ma żadnego planu naprawy ładu medialnego w Polsce – pisze Dominika Bychawska-Siniarska, prawniczka, członkini zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i ekspertka Rady Europy. Upomina się ona o pomysł na dalsze funkcjonowanie mediów, ich ochronę przed wpływami polityków i wsparcie tych lokalnych, tak aby nie były tubą władzy samorządowej. Właściwie można by powiedzieć, że jest to głos wołającej na pustyni, bo wsparcia znikąd nie widać.


Ostatnie decyzje sądów o wpisanie w Krajowym Rejestrze Sądowym postawienia Telewizji Polskiej i Polskiego Radia w stan likwidacji wskazują, że tym samym powiódł się tzw. plan B ministra Sienkiewicza. To w zasadzie kończy spór o obecny status prawny spółek radia publicznego i TVP, ale nie kończy dyskusji o przyszłości tych instytucji, bo z tym trzeba będzie poczekać co najmniej do wyborów prezydenckich, żeby już z nowo wybranym prezydentem przeprowadzić pełną reformę prawa medialnego. Czeka nas prawdopodobnie prawie półtoraroczny stan zawieszenia, po którym TVP i PR – być może – staną się naprawdę publiczne.

Pamiętajmy, że stan likwidacji może w każdej chwili być cofnięty przez właściciela spółek. Obecna sytuacja, w której nie ma nowej ustawy medialnej, a władze PR i TVP oraz likwidatorzy zostali na ogół wyznaczeni przez polityków, powoduje, że wciąż nie wiadomo, jaki będzie ich kształt za parę lat. Co prawda „Wiadomości” TVP prezentują dziś inne standardy nadawania, niż działo się to w okresie rządów PiS, ale to nie koniec, lecz początek koniecznych zmian.

Czy z tych faktów mogą cieszyć się pracownicy PR i TVP? Czy znajdą się pieniądze na funkcjonowanie mediów publicznych? Abonament ma być zlikwidowany i w przyszłości – według projektów – zastąpiony przez tzw. opłatę audiowizualną. Obecnie pieniądze, które miały płynąć z abonamentu na działalność mediów publicznych, zostały przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji przekazane do sądowych depozytów. KRRiT jednoznacznie opowiedziała się po stronie pisowskiej władzy i uznała przejęcie PR i TVP przez nową władzę za nielegalne. Jednak teraz, po wpisie do KRS, jeśli szef KRRiT nie przekaże pieniędzy spółkom medialnym, to może zostać oskarżony o działanie na szkodę mediów publicznych.

Czytaj dalej

PO MEDIACH Z ANGORĄ

Hejtem po oczach

Kłamstwo jest zaprzeczeniem prawdy, a prawda jest jednym z filarów dziennikarstwa. Dlaczego więc godzimy się, żeby każdego roku 1 kwietnia zapominać o tej prawdzie? Dlaczego tolerujemy kłamstwa w imię zabawy, taniej rozrywki, usprawiedliwiamy głupawe żarty, godząc się poniekąd na fake newsy i dezinformację? Ktoś powie, że to tylko tradycja, która nikomu nie szkodzi. Ktoś inny, że to tylko jeden dzień w roku, więc nie ma o co kruszyć kopii. Ale czy na pewno nie ma?


Tradycja prima aprilis wywodzi się ze starożytnego Rzymu, w Polsce przyjęła się w XVI wieku. Dziś jednak, kiedy media rządzą światową informacją, rozpowszechnianie fałszywych wiadomości pod postacią żartów ma inny sens i może powodować nieprzewidywalne skutki. Z pewnością znaleźli się tacy, którzy uwierzyli (wiara jest niezbędna do tego, żeby żart się „udał”) w „informację”, że łódzcy strażnicy miejscy będą dawać mandaty za zbyt szybkie bieganie po parkach albo że UFO wylądowało w Londynie.

Śmieszyć może informacja o latających pingwinach, ale kiedy mieszkańcy amerykańskiego miasta Milton usłyszeli z mediów o erupcji wulkanu, wpadli w popłoch. A to był tylko żart… 1 kwietnia prawdziwe informacje mogą być potraktowane jak fałszywe i odwrotnie, fake news może być uznany za prawdę, bo dziś trudno odróżnić primaaprilisowe żarty od faktycznych newsów. Ktoś powie: „i co z tego, skoro taki żart nikomu nie szkodzi”. Czy jednak na pewno nie szkodzi?

Czytaj dalej

PO MEDIACH Z ANGORĄ

Hejtem po oczach

Telewizja Polska skierowała pismo przeciwko Jackowi Kurskiemu, zawiadamiając prokuraturę o szeregu nieprawidłowości, które naraziły TVP na wielkie straty finansowe. Niemal w tym samym czasie o możliwym przestępstwie Jacka Kurskiego powiadomił prokuraturę minister Bartłomiej Sienkiewicz. W zawiadomieniu Sienkiewicza zabrakło konkretów, teraz – mam nadzieję – takie konkrety się pojawią.

Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jakie zarzuty stawiane są Jackowi Kurskiemu. I nie chodzi o sprawy powszechnie znane i oczywiste, jak zniszczenie telewizji publicznej i doprowadzenie do degradacji jej misji. Chciałbym poznać takie zarzuty, z których jasno będzie wynikać, że Jacek Kurski sprzeniewierzył środki budżetowe, działał niegospodarnie, dokonał malwersacji finansowych itp. Tak czy inaczej, o winie lub braku winy ostatecznie zadecyduje sąd. Bez prawomocnego wyroku sądowego człowiek jest niewinny – to zasada prawa i etyki dziennikarskiej, którą telewizja Kurskiego wielokrotnie naruszała wobec polityków opozycji.

Wiele osób chętnie widziałoby Kurskiego w więzieniu, a Monika Richardson przewiduje, że on tam się znajdzie… Kurski zarobił w TVP łącznie 4,5 mln złotych, ale nie wiemy, na jakie kwoty były podpisywane umowy, o których powiadomiono prokuraturę. To mogą być wielomilionowe kontrakty, ale poczekajmy; trwa kontrola w spółce i badane są kolejne wątki. Tymczasem Jacek Kurski odgraża się i zapowiada „wielki akt oskarżenia”. Ciekawe, bo już jeden akt oskarżenia sformułował: przeciwko swoim byłym kolegom z Telewizji Polskiej, oskarżając ich o zaprzepaszczenie jego „wielkiego dorobku”.

Czytaj dalej

PO MEDIACH Z ANGORĄ

Hejtem po oczach

Ponad pół miliona złotych kary nałożył przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski na TVN za emisję reportażu „Bielmo. Franciszkańska 3” Marcina Gutowskiego. Reportaż został nadany 6 marca w programie „Czarno na białym”. To kolejny przykład sobiepaństwa, załatwiania własnych interesów, wykorzystywania państwowej instytucji w wojnie PiS z TVN. Ta decyzja pokazuje, że nowe władze nie mogą czekać ze zmianami w organach państwowych. Warto rozpocząć poważną dyskusję o KRRiT, albowiem ostatnie lata świadczą o jej całkowitej degrengoladzie.


Mam nadzieję, że TVN nie zapłaci kary, bo byłaby to kara za ujawnienie prawdy. Nic niewarte są uzasadnienia podawane przez Świrskiego. Szef KRRiT oskarżył TVN o „naruszenie podstaw rzetelnego i uczciwego dziennikarstwa, poprzez m.in. oparcie się w audycji na materiałach Służby Bezpieczeństwa okresu PRL”.

Przypomnę, że autor reportażu powoływał się nie tylko na źródła SB (co jest absolutnie prawidłowe i normalne), ale cytował też wypowiedzi świadków i ofiar księży pedofilów, świadczące o tym, że Jan Paweł II wiedział i nie reagował na przypadki pedofilii w Kościele katolickim. Eksperci powołani przez KRRiT stwierdzili, że w audycji rzekomo brakuje obiektywizmu i rzetelności dziennikarskiej, że jest ona stronnicza, wybiórczo selekcjonuje źródła, ahistorycznie interpretuje fakty i zdarzenia historyczne. Jako medioznawca i współautor kilku książek o dziennikarstwie śledczym powiem krótko: ci eksperci (żaden z nich nie jest autorem publikacji na temat dziennikarstwa śledczego) nie rozumieją jego istoty, celów i zadań.

Czytaj dalej

PO MEDIACH Z ANGORĄ

Hejtem po oczach

26 lutego upubliczniono tajne dotychczas założenia ustawy o mediach obywatelskich. Poznaliśmy je przy okazji debaty zorganizowanej przez Fundację Batorego z udziałem autorów, badaczy mediów, dziennikarzy oraz polityków rządzącej koalicji.

Najważniejsze założenia można sprowadzić do kilku: likwidacji Rady Mediów Narodowych, reformy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zapewnienia niezależności dziennikarskiej, połączenia regionalnych rozgłośni Polskiego Radia i ośrodków TVP, nowego sposobu finansowania mediów publicznych z budżetu i tzw. składki audiowizualnej. Założenia projektu przewidują również odpolitycznienie mediów publicznych (sposobu wyboru władz).

Z pewnością rację mają członkowie zespołu eksperckiego (m.in. Jan Dworak oraz profesorowie Stanisław Jędrzejewski i Tadeusz Kowalski), którzy, diagnozując minione 8 lat, stwierdzili, że „Media publiczne, zamiast zgodnie z ustawowymi powinnościami cechować się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością, stały się narzędziem propagandy politycznej”. Stanowiska kierownicze obsadzane są wedle zasad nomenklatury politycznej, a dziennikarze „zamiast tworzyć wiarygodne i niezależne treści wysokiej jakości, realizują linię polityczną wyznaczaną przez zarządy”. Od dawna powtarzam, że uwolnienie mediów od polityków jest konieczne, aby można było mówić o mediach obywatelskich czy odpolitycznionych mediach publicznych. Tylko takie media zagwarantują rozwój pluralizmu i demokracji w Polsce.

Czytaj dalej

PO MEDIACH Z ANGORĄ

Hejtem po oczach

Prawda” wyszła na jaw! Okazuje się, że gdyby TVPiS była zarządzana do wyborów przez Jacka Kurskiego, to Prawo i Sprawiedliwość utrzymałoby się u władzy. Ma to wynikać z tzw. raportu Kurskiego opracowanego przez byłych pracowników TVP, który trafił ponoć do prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego.

Stoi w nim m.in., że za czasów prezesury wyżej wymienionego TVP robiła newsy „z polotem i rozmachem” oraz „skutecznie docierała do Polaków z prawdą o Polsce”. Taka telewizja zmobilizowałaby rzekomo seniorów do liczniejszego udziału w wyborach i dzięki temu PiS nadal by rządził. To teza absurdalna i kłamliwa, świadcząca o rozbuchanym ego jej twórców niepogodzonych z rzeczywistością oraz szukających zastępczych teorii i uzasadnień zasłużonej porażki.

Autorzy raportu nadmuchują mydlane bańki, wierząc, że nie pękną. Piszą dyrdymały, że TVP „była do utrzymania przez PiS i mogła stać się ogólnopolskim centrum oporu i miejscem czynnego strajku, sprzeciwu wobec rządu Donalda Tuska”. Widocznie kurszczyzna nadal uważa, że ciemny lud kupi każdą brednię. Dane dotyczące udziału grupy wiekowej 60+ podawane przez pseudodziennikarzy TVPiS są po prostu kolejną manipulacją, bo nie dość, że frekwencja w tej grupie nie zmalała, lecz w porównaniu z wyborami w 2019 wzrosła z 66,2 do 67 procent, to prawda jest taka, że mniej seniorów głosowało tym razem na PiS i zdecydowanie więcej młodych ludzi oddało głosy na antypisowską opozycję. Młodzi pokazali PiS-owi osiem gwiazdek. Ale tego kurszczyzna nie może zrozumieć i snuje pseudonaukowe wywody.

Czytaj dalej

PO MEDIACH Z ANGORĄ

Hejtem po oczach

Jerzy Połomski śpiewał: „Bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj, nie wie się, czy dobrze jest, czy może jest, może jest już źle, spokoju się spodziewać, czy też przejść…”. Zamiast „dziewczyn” podstawmy „media publiczne” i będzie pasować. Minister kultury i dziedzictwa narodowego Bartłomiej Sienkiewicz powiedział, że jesteśmy w okresie przejściowym. Dobrze prawi, bo to prawda. Ale powiada też: „Ludzie, którzy zarządzali TVP z Nowogrodzkiej, nie wrócą już do tej telewizji. Czekamy na rozstrzygnięcia, a odpowiednim miejscem do budowy nowego ładu medialnego jest parlament”.

Z wypowiedzi ministra wynika, że czekamy na jakieś rozstrzygnięcia (prawne? sądów? parlamentu? prezydenta?) i że „najlepszym rozwiązaniem będzie powołanie nadzwyczajnej komisji sejmowej do spraw ładu medialnego”. Mam wrażenie, że nad tzw. ładem medialnym czuwają już takie ciała jak Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, Rada Mediów Narodowych, likwidatorzy w TVP i PR, zarządy, rady nadzorcze i rady programowe, a teraz do tego grona dołączy nadzwyczajna komisja sejmowa. Uff. Kamień z serca czy nowe kłopoty?

Czytaj dalej

PO MEDIACH Z ANGORĄ

Hejtem po oczach

Jarosław Kaczyński odleciał. Odleciał na dobre. W miniony czwartek odpowiadając na pytania dziennikarzy ws. zapowiadanych kar dla parlamentarzystów, którzy przepychali się ze strażą marszałkowską przed Sejmem (nie chciała wpuścić do gmachu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika), prezes PiS-u stwierdził, że ze strony tej władzy „można się wszystkiego spodziewać, nawet zabójstw politycznych”.

Oskarżenie polityków obecnej koalicji rządowej o planowanie zabójstw kwalifikuje się do najbardziej podłych i skandalicznych wypowiedzi prezesa, a ma ich w dorobku sporo. Na jego słowa z oburzeniem zareagowali ci, którzy rozumieją ich sens. Oburzyło się wielu, ale nie jego partyjni żołnierze, wpatrzeni w prezesa jak w obraz. PiS w sondażach leci na łeb na szyję, a po takich wypowiedziach rozbije się o bruk.

Lista spiskowych pseudoteorii Kaczyńskiego jest długa. Dotyczy LGBT i seksualizacji dzieci w przedszkolach, chorób roznoszonych przez imigrantów, kobiet dających w szyję, wskutek czego nie rodzą dzieci, „prorosyjskiej” polityki Tuska i jego „niemieckiej agentury”, „torturowania więźniów politycznych” itp., itd. A wszystko zaczęło się od rzekomego zamachu smoleńskiego. Jeśli nie ma dowodów rzekomych zbrodni już dokonanych czy planowanych, to dlatego, że zostały ukryte lub zniszczone. Jeśli nie ma sprawców, to dlatego, że ich nie postawiono przed sądem. Jeśli nie wierzymy w owe teorie, to dlatego, że nie chcemy się do tych zbrodni lub ich planów przyznać. Osobowość paranoiczna zawsze znajdzie wytłumaczenie potwierdzające zmyślone „fakty”, choćby ich nigdy nie było. Racjonalna argumentacja zostaje zastąpiona irracjonalnymi fobiami i agresywnymi emocjami.

Czytaj dalej