Wiesław Geras kawalerem Krzyża Oficerskiego OOP

Wiesiu, kiedy Ty na to wszystko masz czas? Bo przecież oprócz teatrów i kilku innych zajęć w kulturze, od lat jesteś nadzwyczaj aktywnym działaczem Stowarzyszenia Dziennikarzy RP – zarówno w centrali, jak i w naszym regionie. W każdym razie – cieszymy się z tak ważnego wyróżnienia i ściskamy serdecznie Przyjaciele z SDRP Dolny Śląsk


Wiesław Geras w chwilę po odznaczeniu Go przez przedstawiciela Prezydenta RP podczas otwarcia 39. międzynarodowych WROSTJA 18 XI 2005 r. Fot. Maciej Szwed

Od kilku lat namawiałem Wiesława Gerasa, ojca i dyrektora Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora (www.wrostja.art.pl), których korzenie sięgają roku 1966, kiedy to w Piwnicy Świdnickiej odbył się pierwszy, wymyślony przez niego Ogólnopolski Festiwal Teatrów Jednego Aktora, żeby dał sobie spokój. Za wielkie serce i jeszcze większą społeczną pracę spotykało go tylko sporo afrontów, nawet od ludzi, których uważa się dziś za osoby kulturalne i należące do intelektualnej elity. W ostatnich dwóch, trzech latach trochę się to zmieniło. W tym roku został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, wcześniej, bodaj dwa lata temu, dostał z okazji Dnia Teatru nagrodę marszałkowską.

Na ubiegłorocznym festiwalu Geras publicznie ogłosił, że po 40. międzynarodowych WROSTJA żegna się z festiwalem jako dyrektor, ale chętnie będzie służył następcy (albo następczyni) pomocą, radami i kontaktami. Paradoks największy polega na tym, że ten człowiek bez żadnego etatu i biura organizacyjnego, solo, robi najpoważniejszy rangą w tym gatunku (najmniejszych, bo jednoosobowych teatrów) festiwal, na którzy zjeżdżają dyrektorzy festiwali z całej Europy. Przy okazji warto zauważyć, że to jedna z najstarszych tego rodzaju imprez teatralnych w naszym kraju, która na dodatek nie tylko nie ma zadyszki, ale jej artystyczny poziom wciąż rośnie. W tym roku Geras był artystycznym doradcą amerykańskiego festiwalu prezentującego europejskie monodramy w Chopin Theatre w Chicago.

W Europie i na świecie, nie wyłączając Australii z Oceanią, teatry jednego aktora przeżywają renesans. Przed paru laty powstała organizacja zrzeszająca wszystkich dyrektorów europejskich festiwali teatrów jednego aktora. Wiesław Geras jest w tym gronie osobą kluczową, a jako organizator festiwalu wręcz wzorcem. Więcej na ten temat można przeczytać w prasie zagranicznej niż polskiej.

Krzysztof Kucharski

*    *    *

39. WROSTJA już za nami. Co, z punktu widzenia ich szefa, udało się, a na co należy spuścić zasłonę milczenia?

     – Najważniejsze jest to, że spotkania w ogóle się odbyły. Dwudniowa część konkursowa miała bardzo wysoki poziom i, co najciekawsze, konkurs wygrał amator Julian Swift Speed, mimo że startowało dziesięciu profesjonalistów. Ogromnie zaskoczyła edycja międzynarodowa, w której wzięło udział pięciu aktorów polskich i siedmiu z zagranicy. Spektakle zagraniczne zrobiły furorę. Zaskoczeniem negatywnym był natomiast występ Michała Żebrowskiego.

     No właśnie, wielu spośród bywalców festiwalu było zawiedzionych.

     – Żebrowski uwierzył, że jest wielką gwiazdą i zrobił bardzo słaby monodram. Publiczność oczywiście przyszła, bo dużą rolę odgrywa nazwisko. Niestety, zabrakło wartości artystycznych. Zresztą różnego rodzaju nagrody dostali wszyscy oprócz Żebrowskiego, To również daje do myślenia. Poza tym naprawdę zachowywał się jak gwiazda. Nie zechciał przywitać się z gośćmi festiwalowymi, nie uczestniczył w żadnej dyskusji, nie obejrzał ani jednego spektaklu.

     Nie tylko ta gwiazda nie zabłysła.

     – Wojciech Pszoniak? Pszoniak to mistrz. Przygotował spektakl aktorsko poprawny, powszechnie uznany za dobry, ale nie do końca spełniający oczekiwania. Dlaczego tak się dzieje? Razem z nieżyjącym już Tadziem Burzyńskim, który towarzyszył mi przy festiwalu od początku, zawsze hołdowaliśmy jednej zasadzie: idealny teatr jednego aktora to teatr intymny. Przyjeżdża facet bez żadnych rekwizytów i może grać w każdych warunkach. Tak było do tej pory. W tym roku przyjechało jednak trzech polskich aktorów, którzy mają spektakle przygotowane przez teatry.

     Problem polega na jednej rzeczy: czy ja, jako aktor, chcę coś zagrać, bo sobie to wymyśliłem, w wolnej chwili przygotowałem, przychodzę i prezentuję, czy dostaję zlecenie z teatru. Spektakl Żebrowskiego kosztował tyle, ile wynosiło honorarium połowy aktorów zagranicznych. Przyjechał za nim wóz techniczny i siedmiu ludzi! A aktor z Włoch przyjechał tylko z krzesełkiem. Zagrał i dostał nagrodę. Aktor z Kamerunu nie przywiózł nic oprócz miski. Nam o taki teatr zawsze chodziło.

     Z drugiej strony, wbrew sobie, zaprosiłem trzy monodramy z repertuaru teatrów, bo chciałem pokazać, czym się teatry zajmują. Jednocześnie były to głośne nazwiska, bo muszę patrzeć również pod kątem publiczności, która na nazwiska przychodzi i nagradza je brawami. Zaskoczył, pozytywnie, Peszek, natomiast – znowu negatywnie – Andrzej Grabowski. Po takim aktorze można się spodziewać czegoś więcej. Ale na jego spektaklu był tłum, bo wszyscy go pamiętają jako Kiepskiego. Publiczność była zachwycona, niemal mu sto lat śpiewała, a fachowcy mówili: „Jędruś, k…, coś ty zrobił?".

     Z bardzo dobrym przyjęciem spotkali się aktorzy zagraniczni.

     – Bo poziom był bardzo wysoki, kilka spektakli było naprawdę wybitnych. Felix Kama, świetny Wertyński z Ukrainy, Georg Kaser, który pojawił się u nas po raz drugi.

     W przyszłym roku odbędzie się kolejna, okrągła, bo 40., edycja Spotkań. Jak Pan sobie wyobraża przyszłość festiwalu?

     – Nikt nie chce wierzyć, choć od pewnego czasu to zapowiadam, że ja chcę być szefem festiwalu właśnie do 40. edycji. Już dłużej – jako Wiesław Geras, facet, który ma 67 lat – nie mam ochoty być człowiekiem od wszystkiego. Nie mam nawet biura festiwalowego, nikogo do pomocy. Trzeba wymyślić, to wymyślę. Napisać list? Napiszę. Pójść do sponsora i na pocztę? Pójdę i wyślę. Tej roli nie chcę już pełnić. Pojawiła się idea, żeby Spotkania przypisać Teatrowi Lalek, który świetnie sprawdził się pod względem technicznym w tym roku. Koniec żartów. Mogę zostać przy festiwalu, ale nie chcę już być chłopcem na posyłki – są pewne granice. Tym bardziej że wszyscy ustawiają się bokiem. Dotacje zawsze były niskie, zainteresowania urzędników niemal nie ma, podobnie jak dyrektorów wrocławskich placówek kultury. Dlaczego szkoła teatralna nie wykorzystuje najlepszych aktorów, którzy przez tydzień siedzą w mieście, mają przedpołudnia wolne i są do dyspozycji? Żaden aktor wrocławski nawet nie przyjdzie pooglądać spektakli, brakuje animatorów. A przecież my to dla nich robimy. To pozostawia pewien niedosyt.

     W którą stronę pójdzie festiwal, żeby przyciągnąć kolejne pokolenie teatromanów?

     – Tu niewiele można zmienić. Festiwalu nie wolno puścić z Wrocławia. Trzeba nadal dokumentować kolejne edycje, nie wyrzucać na śmieci już istniejącego archiwum. Kontynuować, nie kombinować, nie wymyślać rewolucji. I jak najmniej spektakli przygotowanych przez teatry – tegoroczne doświadczenie mnie w tym utwierdziło.

Panorama Dolnośląska
Nr 48(65), 4 XII 2005

Odznaczenia dla dziennikarzy

3 maja 2005 r. – z okazji Święta Konstytucji 3 Maja – odbyło się w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim, w nadzwyczaj uroczystej oprawie, wręczenie odznaczeń państwowych grupie wybitnych działaczy z Dolnego Śląska. Wśród udekorowanych przez wojewodę Stanisława Łopatowskiego znaleźli się także nasi dziennikarze, których wyróżniono za szczególne zasługi w swoim zawodzie. W uroczystości uczestniczyli m.in. marszałek Dolnego Śląska Paweł Wróblewski i metropolita wrocławski ksiądz arcybiskup Marian Gołębiewski.

Odznaczenia otrzymali w tym dniu z rąk wojewody:

Bartoszewski Józef, Krzyż Kawalerski OOP
Bykowski Edward, Złoty Krzyż Zasługi (po raz drugi)
Wojtas-Kaleta Helena, Złoty Krzyż Zasługi (po raz drugi)
Niedźwiecki Waldemar, Złoty Krzyż Zasługi
Templin Barbara, Złoty Krzyż Zasługi
Kędzierski Jan Cezary, Srebrny Krzyż Zasługi
Ziembicka-Has Wanda, Srebrny Krzyż Zasługi
Elert Elżbieta, Brązowy Krzyż Zasługi
Schröder Ewa, Brązowy Krzyż Zasługi
Stachera Zofia, Brązowy Krzyż Zasługi

Gratulacje dla odznaczonych dziennikarzy przysłali:
• Zespół redakcyjny pisma „Bez Kurtyny” we Wrocławiu
• Stowarzyszenie Tradycji Orężnych i Myśli Obronnej przy Śląskim Okręgu Wojskowym
• Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny we Wrocławiu dr Jerzy Banach

 

Zasłużony dla sportu Dolnego Ślaska

Waldemar Niedźwiecki, wieloletni, doświadczony dziennikarz sportowy prasy, radia i telewizji, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, otrzymał odznakę „Zasłużony dla Sportu Dolnego Śląska”. Okazją było 50-lecie Szkolnego Związku Sportowego i 30 rocznica Dolnośląskiej Federacji Sportu. Znalazł się – jako jedyny dziennikarz – w gronie wspaniałych sportowców, m.in. dwukrotnego mistrza olimpijskiego Józefa Zapędzkiego.

Nagroda im. Macieja Bilewicza dla Arkadiusza Dziubka

Kapituła Nagrody Dziennikarskiej im. Macieja Bilewicza dla dziennikarza sportowego Dolnego Śląska za rok 2008 w składzie: Zofia Bilewicz, Andrzej Szumski, Stanisław Pelczar, Wiesław Geras, Waldemar Niedźwiecki, Bartłomiej Czekański, Wojciech Koerber postanowiła przyznać NAGRODĘ za rok 2008 red. Arkadiuszowi Dziubkowi z Telewizji Polskiej we Wrocławiu. Nominowanym do nagrody był również Bogdan Skiba.

Za Zasługi dla Węgierskiej Polonii

1 czerwca 2008 r. – na podstawie uchwały Ogólnokrajowego Samorządu Mniejszości Polskiej na Węgrzech – w Instytucie Balassi Bálinta w Budapeszcie, podczas dorocznych obchodów Dnia Węgierskiej Polonii, wręczono nagrody polonijne: św. Władysława oraz „Za Zasługi dla Węgierskiej Polonii”. Tę drugą otrzymał m.in. Andrzej Polak, korespondent TV Polonia w Budapeszcie, członek Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, od dziesięciu lat dokumentujący wydarzenia z życia węgierskiej Polonii.

Z uzasadnienia: „(…) niemal do perfekcji opanował sztukę wykonywania korespondencji filmowych, które regularnie emituje satelitarna stacja TV Polonia. To dzięki Jego filmom wydarzenia tutejszej społeczności polonijnej są znane niemal na całym świecie. Niezwykle emocjonalnie oraz z pełnym oddaniem i odpowiedzialnością podchodzi do swojego zadania, redagując z pasją dokumentalne filmy. Kilka z nich zdobyło nagrody na przeglądach i festiwalach filmowych, m.in. film o korzeniach polskich w Derenku”.

Budapeszt: Dzień Węgierskiej Polonii

21 czerwca 2008 r. uroczystą mszą świętą, celebrowaną w budapeszteńskim kościele Skalnym na zboczu Góry Gellérta, rozpoczęły się doroczne obchody Dnia Węgierskiej Polonii – święta św. Władysława. Ich kontynuacja odbyła się w Instytucie Balassi Bálinta, a wypełniło ją spotkanie galowe połączone z wręczeniem dorocznych nagród polonijnych: św. Władysława i „Za Zasługi dla Węgierskiej Polonii”.

Laureatami tegorocznych nagród, przyznawanych przez Ogólnokrajowy Samorząd Mniejszości Polskiej na Węgrzech, zostali: nagroda św. Władysława wręczona została panu Andrzejowi Przewoźnikowi – sekretarzowi generalnemu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, zaś nagrody „Za Zasługi dla Węgierskiej Polonii” panu Andrzejowi Polakowi – korespondentowi TV Polonia, pani Erice Bakonyi – dyrektorowi budapeszteńskiego oddziału Polskiego Przedstawicielstwa Turystycznego, i panu Eugeniuszowi Korkowi – wiceprezesowi Polskiego Stowarzyszenia Kulturalnego im. J. Bema na Węgrzech. Wszystkim nagrodzonym serdecznie gratulujemy.

Ponadto tradycyjne plakiety upamiętniające okrągłe rocznice powstania wręczono: Polskiej Parafii Personalnej na Węgrzech z okazji 100-lecia polskiego duszpasterstwa w tym kraju, a także z okazji 50-lecia Polskiemu Stowarzyszeniu Kulturalnemu im. J. Bema na Węgrzech, 20-lecia Klubowi Polonia w Székesfehérvár, 15-lecia Stowarzyszeniu Katolików Polskich na Węgrzech pw. św. Wojciecha, 10-lecia historycznemu Legionowi Polskiemu oraz Redakcji Polskiej publicznego Radia Węgierskiego.

Uroczystości zaszczyciła swoją obecnością JE pani Joanna Stempińska – ambasador RP na Węgrzech, która w swoim wystąpieniu podkreśliła znaczenie Polonii dla polsko-węgierskich kontaktów, a także jej wymierne osiągnięcia. Okolicznościowy list wystosowany przez panią Minister Spraw Zagranicznych Republiki Węgierskiej Kingę Göncz na ręce przewodniczącej OSMP odczytał przedstawiciel MSZ RW dr Imre Molnár. Ponadto polonijne uroczystości zaszczycili przedstawiciele Senatu RP, Zgromadzenia Narodowego RW, Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, Urzędu ds. Mniejszości Narodowych i Etnicznych przy URM RW, stowarzyszeń polonijnych, samorządów mniejszości polskiej, przede wszystkim z terenu komitatu BAZ.

W tym roku zauważalnie więcej młodzieży zainteresowało się polonijnymi obchodami Dnia św. Władysława, a myślę, że powodem tego był ciekawy występ w tej chwili najbardziej znanego i popularnego w Polsce zespołu „Zakopower”.

Dużo uroku sobotniej polonijnej gali, zorganizowanej w dniu święta jej patrona – św. Władysława – przysporzyła para młodych i profesjonalnych konferansjerów: Agnieszki Schaffler i Marcina Gałki-Walczykiewicza. (b.)

Najlepsi dziennikarze sportowi w 2007

Kapituła Nagrody Dziennikarskiej im. Macieja Bilewicza dla Dziennikarza Sportowego Dolnego Śląska za rok 2007, działająca w składzie: Zofia Bilewicz, Bartłomiej Czekański, Zygmunt Garbacz, Wiesław Geras, Włodzimierz Moska, Waldemar Niedźwiecki, Zdzisław Paliga, Stanisław Pelczar, Tomasz Swędrowski, Andrzej Szumski postanowiła NAGRODĘ za rok 2007 przyznać red. WOJCIECHOWI KOERBEROWI a WYRÓŻNIENIE za całokształt pracy red. ZBIGNIEWOWI PRÓCHNIAKOWI.

Obaj uhonorowani są dziennikarzami wrocławskiego dziennika POLSKA • Gazeta Wrocławska.


Wojciech Koerber (z lewej) i Zbigniew Próchniak. Fot. Tomasz Hołod/POLSKA•GW

Nagrody zostały wręczone podczas rozstrzygnięcia plebiscytu Szkolnego Związku Sportowego Dolny Śląsk i redakcji Słowa Sportowego na najlepszego ucznia sportowca za rok 2007.

Bartek Czekański Dziennikarzem Sporowym Roku 2006

Kapituła Nagrody Dziennikarskiej im. Macieja Bilewicza dla Dziennikarza Sportowego Dolnego Śląska za rok 2006, działająca w składzie: Zofia Bilewicz, Andrzej Szumski, Zdzisław Paliga, Włodzimierz Moska, Stanisław Pelczar, Wiesław Geras, Waldemar Niedźwiecki, Zygmunt Garbacz, Tomasz Swędrowski, postanowiła NAGRODĘ za rok 2006 przyznać red. BARTŁOMIEJOWI CZEKAŃSKIEMU. Nominowani do nagrody byli również dziennikarze: Zbigniew Próchniak, Bogdan Skiba i Arkadiusz Dziubek. Wręczenie nagrody nastąpiło 18 grudnia w Hotelu GEM we Wrocławiu – podczas uroczystości podsumowania Dolnośląskiego Współzawodnictwa Sportowego Dzieci i Młodzieży za rok 2006.

Jeszcze wielu prestiżowych nagród!

Red. Bartłomiej Czekański jak najbardziej zasłużenie zdobył miano najlepszego dziennikarza sportowego Dolnego Śląska za rok 2006. A tak właściwie statuetka, stanowiąca Nagrodę im. Macieja Bilewicza, to wyraz uznania nie tylko za minione miesiące ubiegłego roku, ale za wiele lat pracy dziennikarskiej publicysty, autora głośnych w całym kraju artykułów, dokonujących wiwisekcji rodzimego (choć nie tylko) sportu. Sam byłem gorącym zwolennikiem takiego rozstrzygnięcia, więc decyzję kapituły przyjąłem z radością i satysfakcją.

Bartek wywodzi się z dziennikarskiej rodziny, jest synem znanego i lubianego żurnalisty (niestety, już nieżyjącego) Henryka. Można zatem powiedzieć, iż dziennikarstwo wyssał z mlekiem… ojca (a to ci numer!). Ponadto, podobnie jak ojciec, "Don Bartolo" (taką ma ksywę w żużlowym światku) od zawsze udzielał się w sportowej działalności społecznej, zdobywając szacunek i sympatię wielu środowisk, m.in. żużlowego i bokserskiego (a ściślej – sportów walki). To także obecnie rzadkość wśród przedstawicieli tego zawodu.

Bartek jest postacią barwną, nieco kontrowersyjną, ale do jego profesjonalizmu trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Nieprzypadkowo nominowano go do nagrody dla najlepiej piszącego – w skali kraju – o boksie, uchodzi też za niekwestionowany autorytet żużlowy. Jest przy tym człowiekiem uczynnym, skłonnym do pomocy, nieszczędzącym życzliwych uwag i rad. No i piwko pije się w jego towarzystwie znakomicie.

A skoro tak – pora na toast: "Stu lat, Bartolo, dla dobra polskiego dziennikarstwa. Miłości najbliższych i szacunku czytelników, a także wielu jeszcze prestiżowych nagród". Tego życzę Ci ja, a także grono przyjaciół ze Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, choć do niego (a szkoda!) nie należysz.

Waldek Niedźwiecki

Szalona głowa, nasz Bartek „Don Bartolo” Czekański w pigułce

Urodzony 9 czerwca 1959 r. we Wrocławiu. Skończył pięć semestrów prawa. Zrezygnował z powodu chwilowej choroby oczu. Już w drugiej klasie licealnej, czyli od 1976 r., pisał dla tygodnika „Wiadomości” – nagrodzony w 1981 r. w konkursie na tekst miesiąca, organizowanym przez dolnośląskie SDP.

W latach 80., przez prawie sześć lat, etatowy publicysta ogólnopolskiego tygodnika „Sportowiec” – specjalność: sporty motorowe (głównie żużel) i sporty walki oraz afery na poboczu sportu.

Od pierwszego numeru felietonista „Tygodnika Żużlowego”. Nie tak dawno powrócił na łamy „TŻ” po kilku latach przerwy (zniechęcił się na pewien czas do speedwaya).

Przez kilka sezonów (przełom lat 70. i 80.) pierwszy polski korespondent londyńskiego „Speedway Star”.

Od 1998 r. w „Gazecie Wrocławskiej”, począwszy od szeregowego dziennikarza działu sportu, poprzez kierownika tego działu do sekretarza redakcji, odpowiedzialnego za działy informacji, aż po wydawcę poszczególnych wydań tej gazety (także potem połączonego „Słowa Polskiego • Gazety Wrocławskiej”). Kilka razy wyróżniony za teksty przez koncern Polskapresse w Warszawie. Otrzymał też dyplom dla najbardziej pracowitego („niezmordowanego”) pracownika „Gazety Wrocławskiej”. Odszedł ze swojej ukochanej firmy pod koniec marca 2005 r., bo jak mówi: „Czas na nowe dziennikarskie wyzwania”.

Obecnie publikuje głównie w „Tygodniku Żużlowym”, na www.sportowefakty.pl i na www.polskiboks.pl.

W latach 70. i 80. członek szkółki żużlowej Sparty Wrocław (krótko trenował też na torze Hackney w Londynie).

Junior bokserskiej Gwardii Wrocław. Posiadacz niebieskiego pasa w filipińskiej sztuce walki kalaki combat, m.in. na rattanowe kije oraz noże – certyfikat nadany przez centralę na Filipinach (trenował także trochę kick boxing). Wciąż marzy o stoczeniu zawodowej walki bokserskiej.

Pilot znanego wrocławskiego kierowcy rajdowego Krzysztofa Tercjaka. W 2000 r. mitsubishi lancerem EVO V zajęli w mistrzostwach Polski 5. miejsce w grupie N i 10. w klasyfikacji generalnej.

Były menedżer żużlowych drużyn Sparty ASPRO Wrocław (1991–92), Atlasu Wrocław (1996–97), Iskry Ostrów (1997–98), były menedżer bokserów Gwardii Wrocław (2004–2005).

Pomaga też zawodowym pięściarzom: Mariuszowi Cendrowskiemu, Piotrowi Wilczewskiemu, Wojciechowi Bartnikowi i Maciejowi Zeganowi. Przyjaźni się z najlepszymi polskimi bokserami i promotorami pięściarstwa.

Współorganizował dwie walki Andrzeja Gołoty w Hali Ludowej we Wrocławiu oraz wszystkie imprezy bokserskie i kick bokserskie w hali Orbita, w tym dwa turnieje K1, a także samochodowy wyścig na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka.

Ukochana żona Ewa – sprywatyzowana magister pielęgniarstwa, synowie: Robert (lat 17, gra na gitarze basowej i uprawia filipińską sztukę walki Doce Pares oraz kopie piłkę w klubie Wratislavia), Krystian (lat 16 – ćwiczy wszelakie sztuki walki, na czele z boksem i kick boxingiem), pies Ami (krzyżówka boksera z amstaffem). Auto: matiz żony (zwany „Badziewiakiem”). Mieszkanie: duże, trzypokojowe w centrum Wrocławia – komunalne oraz własnościowe w Bystrzycy Kłodzkiej.

Docenili go za żużel

Autor m.in. felietonów „Ślizgiem w prawo” i „Wspominek żużlowych”, red. Bartłomiej Czekański podczas uroczystej – podsumowującej rok – gali Wojewódzkiej Federacji Sportu w pięknym obiekcie Gem we Wrocławiu odebrał prestiżową, doroczną nagrodę (złotą statuetkę) im. red. Macieja Bilewicza dla Najlepszego Dziennikarza Sportowego na Dolnym Śląsku w 2006 roku. Nagrodę przyznała mu niemal jednogłośnie wysoka kapituła złożona z szefów dolnośląskiego sportu, najznamienitszych sportowych żurnalistów z tamtego regionu, w tym najczęściej z poprzednich laureatów tej nagrody, oraz wdowy po śp. red. Bilewiczu (który także zajmował się m.in. właśnie problematyką żużlową, a nawet spikerował na mistrzostwach świata w speedwayu we Wrocławiu, Chorzowie i Rybniku).

Statuetkę wręczyli naszemu Bartkowi szef kapituły red. Andrzej Szumski, członek Zarządu Województwa Dolnośląskiego Paweł Borys, prezes Wojewódzkiej Federacji Sportu Włodzimierz Moska oraz wdowa po red. Bilewiczu.

– Odbieram tę nagrodę jako wyróżnienie dla wszystkich dziennikarzy, którzy opisują na łamach gazet, w internecie albo opowiadają do telewizyjnego lub radiowego sitka o sporcie żużlowym. I nie tylko tych z Dolnego Śląska. To taki wyraz uznania dla nas wszystkich i chyba słusznie, bo to trudna robota. Żużel ma w Polsce wielu kibiców, znających się na tym sporcie i oni żurnalistom uważnie patrzą na ręce. Byle czego im się nie sprzeda. Poza tym to dynamiczna dyscyplina. Wiele się w niej dzieje, więc trzeba reagować błyskawicznie. No i to zarazem dyscyplina techniczna, czyli trzeba się na niej naprawdę znać, żeby nie pisać i nie prawić głupot. Pojawiło się teraz tylu zdolnych i młodych dziennikarzy sportowych (także w „TŻ”), a to oznacza, iż jeszcze przez lata będzie komu wręczać prestiżową nagrodę im. red. Bilewicza. Aha – i uważam, że to wyróżnienie także dla „Tygodnika Żużlowego”, użyczającego mi swoich poczytnych łamów – mówił wzruszony laureat i dodał żartobliwie: – Tę statuetkę dedykuję memu adwersarzowi z Canal+, redaktorowi Grzesiowi Milce. On także jest z Dolnego Śląska.

Nieoficjalnie doniesiono nam też (informacja jeszcze niepotwierdzona, acz pochodząca z pewnych źródeł), że Bartek Czekański drugi rok z rzędu został również nominowany, razem z kilkoma innymi kolegami po piórze z całego kraju, do statuetki „Stanleya” dla najlepszego polskiego dziennikarza piszącego o boksie w 2006 roku. [Już potwierdzona! – red. Witryny]. Poprzednio nagrodę „Stanleya 2005” w ostatecznej rozgrywce jury nasz „Don Bartolo” przegrał ponoć (to też informacja zakulisowa, acz raczej pewna) tylko kilkoma głosami z red. Januszem Pinderą z „Rzeczpospolitej”. Jak będzie tym razem?

Tak czy siak, kontrowersyjny red. Czekański (ma tyle samo zaprzysięgłych fanów, co antagonistów) jest na fali, a z nim także „Tygodnik Żużlowy”, co powinno cieszyć Czytelników i wszystkich żużlowych kibiców.

(FAGA)
Tygodnik Żużlowy
Nr 1(842), 7 I 2007

Tomasz Swędrowski Dziennikarzem Sportowym Roku

Kapituła Nagrody im. Macieja Bilewicza uznała za Dziennikarza Sportowego Roku 2005 Tomasza Swędrowskiego z Polskiego Radia Wrocław. Wręczenie nagrody – statuetki – nastąpiło 20 XII 2005 r. w hotelu GEM we Wrocławiu podczas spotkania opłatkowego środowiska sportowego.

Tomek urodził się w 1960 roku. Przez wiele sezonów grał w siatkówkę we wrocławskiej Gwardii. – Po raz pierwszy z dziennikarstwem radiowym zetknąłem się w 1988 roku. Jednak na krótko, bo wraz żoną (Teresą Kępką, reprezentantką Polski w koszykówce i zawodniczką IKS Ślęza – mają córkę, 18-letnią Olę) wyjechaliśmy do Francji. Po kilku latach wróciliśmy, a ja z powrotem zjawiłem się przy Karkonoskiej – mówi szef redakcji sportowej Polskiego Radia Wrocław.

Redaktor Swędrowski znany jest także widzom telewizji Polsat Sport, dla której komentuje mecze w siatkówkę. – To ja przekazywałem relację z mistrzostw Europy w Turcji, gdzie nasze dziewczyny zdobyły po raz pierwszy złoty medal. Chyba przyniosłem im szczęście – podkreśla, dodając: – Ale na imprezę życia wciąż czekam. Marzy mi się komentowanie igrzysk olimpijskich – zaznacza. (IM)

Docenili po raz wtóry

Krzysztof Kucharski i Janusz Szmyrka po raz drugi odznaczeni Złotymi Krzyżami Zasługi. — Chłopaki, kto Was tak ozłocił? Kucharski: — Sam pan prezydent Kwaśniewski raczył. Szmyrka: — A pan wicewojewoda przypinał.

– Trzydzieści lat w tej samej firmie każdemu z Was minęło?

Kucharski i Szmyrka: – Ooo, ze sporym hakiem.
-Jasia pamiętam jako dziennikarza sportowego, a później kierownika Magazynu Tygodniowego naszej gazety, który się puszył, że ma sześćset tysięcy nakładu.

Szmyrka: – Bo tyle w latach siedemdziesiątych bywało. Oczywiście brak konkurencji i umiarkowana cena gazet robiły swoje, ludzie też więcej czytali, ale nadal się szczycę, że i swoją cegiełkę do ówczesnego rekordu dołożyłem.
– W tamtych czasach młodego, choć już brodatego, Kucharka widywano także na ekranie telewizyjnym, skąd gawędził o teatrze, malowniczo drapując wokół siebie dwumetrowy biały szal… No właśnie, gdzie się podział ów atrybut bohemy?

Kucharski: – Zabrudził się i wyrzuciłem, bo nie mam talentu do prania.
– Ale innych talentów Ci los nie poskąpił. Prócz recenzji teatralnych specjalizowałeś się też w wywiadach z gwiazdami, uprawiałeś fotografię, zasiadałeś jako juror w różnych gremiach, na przykład wybierających Miss Polonia, później zająłeś się kuchnią…

Kucharski: – Mógłbym dorzucić jeszcze kilkanaście dziedzin, w których próbowałem sił, ale wrodzona skromność i troska o brak miejsca w gazecie nie pozwalają mi rozwinąć tematu.
– To choć przyznaj się, która z tych dziedzin okazała się najbardziej ryzykowna?

Kucharski: – Wbrew pozorom kuchnia, szczególnie w połączeniu z polityką. Raz wykwintne danie złożone z kiełbasy smażonej z ananasami na wódce ulotniło się z patelni, bo zagadałem się z innymi biesiadnikami o sytuacji przedwyborczej. Innym razem sporządziłem dla dostojnego gościa redakcji śledzia pod pióropuszem z krewetkami, a ów na widok dania zbladł i przeprosił, że ryb w ogóle nie jada. Ot, przykrość.
– Do gratulacji od całego zespołu dołączę jeszcze pytanie: co dalej?

Kucharski i Szmyrka: – Za radą Wojciecha Młynarskiego, mamy zamiar robić swoje.

Rozmawiał Andrzej Górny
„Słowo Polskie • Gazeta Wrocławska” 22 VI 2005

Janusz Szmyrka i Krzysztof Kucharski otrzymali Złote Krzyże Zasługi z rąk wicewojewody dolnośląskiego Ryszarda Lachera 21 czerwca 2005 roku we wrocławskim „Dworze Polskim” podczas uroczystości wręczenia nagrody DZIENNIKARZA ROKU im. Tadeusza Szweda Beacie Maciejewskiej.

Wrocławskie ostre e-Pióro

28 lutego 2005 r. w Warszawie już po raz ósmy wręczono Ostre Pióra – nagrody honorujące dziennikarzy zajmujących się tematyką ekonomiczną. Jedno trafiło do Tomasza Bonka, redaktora naczelnego portalu finansowego Money.pl. BCC wyróżniło go za „propagowanie w pracy zawodowej zasad przedsiębiorczości, wspieranie idei wolnego rynku i szerzenie edukacji ekonomicznej”. Po raz pierwszy w historii konkursu Ostre Pióro dostał dziennikarz publikujący w Internecie.

– Money.pl nie jest już tylko fachowym portalem informacyjnym. Stał się także internetową gazetą opiniotwórczą, którą regularnie czyta ponad pół miliona użytkowników sieci – mówi Tomasz Bonek. – Mam nadzieję, że organizacje zrzeszające dziennikarzy i prasa branżowa zwrócą uwagę na problemy osób pracujących w redakcjach internetowych. Potrzebna jest przecież nowelizacja prawa prasowego, które w obecnym kształcie nie mówi wprost o publikacjach w Internecie. [MB]