Wszystkie wpisy, których autorem jest redaktor

Barbara Jakimowicz-Klein – „Oswoić alzheimera”

Jak odróżnić zwykłe roztargnienie od pierwszych objawów alzheimera? Gdzie szukać pomocy? Jak opiekować się chorym? To choroba, która powoli, z bezlitosną konsekwencją zabiera człowiekowi wszystko. Wspomnienia, uczucia, godność. Chory zapomina, czym się interesował i kogo kochał. Z tygodnia na tydzień odchodzi w swój świat, do którego nikt już nie ma dostępu. Patrzy w jeden punkt, powtarza jedno słowo, które zapamiętał, albo idzie gdzieś bez celu. To, na co pracował całe życie, zostaje brutalne wymazane, aż zostaje pustka.

Dowcip o Niemcu nazwiskiem Alzheimer, który schował babci okulary, może nie jest najlepszego gatunku, ale doskonale opisuje sytuację, w jakiej spory procent społeczeństwa może się znaleźć. Szacuje się bowiem, że w Polsce różnego rodzaju demencje dotykają ok. 500 tys. osób, z czego połowa cierpi z powodu choroby Alzheimera.

Starzenie się społeczeństw i wydłużony czas życia sprawiają, że chorych przybywa, a mimo to mamy spore luki w wiedzy o chorobie, która wiąże się z zanikaniem komórek nerwowych, znacząco wpływając na pogorszenie kondycji mózgu.

Alzheimer jest nieuleczalną chorobą neurologiczną, można ją tylko zahamować, starając się niwelować złe skutki uboczne. Notabene najczęściej dotykają one nawet nie samego chorego, który w pewnym stadium traci jej świadomość, a jego otoczenie, ponieważ kiedy występują objawy alzheimera, chory ma już zwykle zniszczone ponad 60% mózgu. Dzieje się tak mniej więcej po 10-15 latach od jej początku. To bardzo trudna próba dla bliskich, często nieprzygotowanych na takie wyzwania. W przypadku alzheimera choruje cała rodzina!

Szukając informacji zaczynamy zwykle od sieci, co jest o tyle niebezpieczne, że trafiamy niekoniecznie na te najbardziej wartościowe i pomocne strony, ale te, które są najpopularniejsze, co wcale nie znaczy, że wiarygodne. Niezweryfikowane przez profesjonalistów źródła mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, gdy zdesperowana rodzina natknie się np. na hochsztaplera oferującego „cudowną” kurację, dziwnym trafem zazwyczaj strasznie drogą czy zawędruje na forum, gdzie ludzie dzielą się swoimi, często ekstremalnymi przeżyciami, powodując niepotrzebny stres u odwiedzających te strony.

Znakomitym lekarstwem na szum informacyjny jest książka Barbary Jakimowicz-Klein „Oswoić alzheimera”. To poręczne kompendium w wydaniu popularnym, zawierające odpowiednią porcję wiedzy podanej w przystępny sposób, z przykładami, wskazówkami i poradami oraz bogactwem konkretów, stanowiących cenną pomoc dla wszystkich zainteresowanych – osób będących w grupie ryzyka lub we wczesnym stadium choroby, rodzin i opiekunów, czy pracowników instytucji medycznych i opiekuńczych. Warto jak najwięcej wiedzieć o tej chorobie, by w miarę potrzeby służyć wsparciem i fachową opieką potrzebującemu!

Ale na dobrą sprawę jest to lektura dla wszystkich dorosłych, ponieważ działania profilaktyczne powinien podejmować każdy z nas, nie tylko osoba z obciążeniami rodzinnymi, bo – jak podkreśla autorka – starość dotyka każdego i warto się do niej przygotować. Przede wszystkim trzeba zadbać o swój mózg.
Znaczącym czynnikiem niekorzystnie wpływającym na kondycję mózgu jest jego niedotlenienie. Należy mu zapobiegać oddając się aktywności fizycznej. Autorka nie mówi tu o wyczynowym uprawianiu sportu, zwykłe, regularne spacery są wystarczające. Najtańsze i najbezpieczniejsze naturalne sposoby na przedłużenie sprawności mózgu to zdrowa dieta i regularne ćwiczenia fizyczne.
Zaledwie 30 minut ćwiczeń sprawia, że w mózgu zaczyna uwalniać się tzw. mózgopochodny czynnik wzrostu nerwów, czyli BDNF.
Trzeba przy tym pamiętać, by dbać także o potrzeby natury intelektualnej, dostarczając odpowiedniej pożywki w postaci czasopism, krzyżówek i innych tego typu rozrywek umysłowych, a także codziennej porcji nowości. Brak inspiracji i nuda potrafią być równie groźne dla neuronów, jak zła dieta czy predyspozycje genetyczne, ponieważ im większy mamy zapas – wiadomości, możliwości intelektualnych, pasji – tym wolniej postępuje ich zanik, destrukcja, osłabienie zdolności.

Nie można też zapominać o obecności drugiego człowieka. Człowiek jest przecież istotą społeczną, dlatego dla zdrowia psychicznego potrzebuje kontaktu z ludźmi. Aktywność wymagająca komunikowania się z innymi chroni sieci neuronalne przed degeneracją. Niebagatelną rolę odgrywają tu świetlice środowiskowe lub domy dziennego pobytu, z których pomocy na pewno warto korzystać.
Przy tej okazji poradnik porusza szczególnie trudną kwestię zmian osobowości osoby chorej na alzheimera. Gdy ukochana babcia, która zawsze z uśmiechem szła przez życie, staje się złośliwym krytykiem wszystkiego i wszystkich, dziadek z przyjemnością spędzający z kolegami czas na ławce w parku, odmawia wychodzenia z domu i boi się każdej obcej twarzy, niełatwo się z tym pogodzić. A przecież, jak pisze autorka, w tej chorobie zaburzone są takie funkcje poznawcze jak: pamięć, myślenie, orientacja, rozumienie, liczenie, zdolność uczenia się, funkcje językowe, zdolność do porównywania, oceniania i dokonywania wyborów. /…/ Upośledzeniu funkcji poznawczych towarzyszy zwykle, a czasami je poprzedza, obniżenie kontroli nad reakcjami emocjonalnymi, społecznymi, zachowaniem i motywacją.

Z drugiej strony jest niezwykle ważne, by chory miał przy sobie życzliwych, oddanych i kompetentnych opiekunów. Często bywa to ktoś z rodziny. W żadnym jednak razie, co podkreśla autorka poświęcając cały rozdział temu problemowi, opiekun (czy raczej opiekunka, bo zwykle są to kobiety) nie powinien zapominać o sobie, bo od jego kondycji psychofizycznej w ogromnym stopniu zależy też dobrostan chorego. Depresja i stan wypalenia pojawiają się niezależnie od naszej woli. Trzeba być na to przygotowanym i w takim samym stopniu starać się im zapobiegać, jak zapobiega się pogłębieniu demencji u swojego podopiecznego. Pielęgnacji chorego towarzyszy przemęczenie, przygnębienie. Cierpi się z powodu braku wdzięczności chorego i z powodu własnej bezsilności. Denerwuje brak czasu dla siebie – a potem przychodzą wyrzuty sumienia, że sprawuje się opiekę niewystarczająco dobrze. Bywa, że opiekuna prześladuje poczucie winy. Towarzyszą temu uczucia, które trudno zaakceptować – złość, wściekłość lub bezradność.

Proś o pomoc i pozwól sobie pomóc, dbaj również o siebie – apeluje Barbara Jakimowicz-Klein, wskazując, jak i gdzie znaleźć grupę wsparcia, jak sobie radzić w takiej sytuacji i do kogo się zwrócić.
Z książki można się dowiedzieć, jakiego typu badania należy przeprowadzić, by przekonać się, czy różne dolegliwości i dysfunkcje, to rzeczywiście choroba Alzheimera czy inny rodzaj demencji np. powodowany depresją oraz czy badanie jest refundowane przez NFZ. Są tu praktyczne porady dla opiekunów również chorych, którzy są już unieruchomieni w łóżku, m.in. jak zapobiegać odleżynom, dbać o higienę, uniknąć zapalenia płuc i stosować profilaktykę przeciwzakrzepową, jakie sprzęty i pomoce warto mieć w domu.

Istotnym elementem poradnika są informacje o organizacjach, stowarzyszeniach, a także instytucjach, gdzie można uzyskać pomoc dla chorego i dla opiekuna, wyjaśnić kwestie formalno-prawne związane z osobą chorą, np. uzyskaniem zaświadczenia o niepełnosprawności czy przysługujących świadczeniach finansowych i rzeczowych, z refundacją kosztów np. sprzętu ortopedycznego. Autorka wyczerpująco opisuje wiele rodzajów pomocy instytucjonalnej, ośrodki opiekuńcze o różnym charakterze (np. domy opieki społecznej) oraz zasady, na jakich można się o nie ubiegać.

Znakomitym ułatwieniem dla korzystającego są poglądowe rysunki, które pokazują, w jaki sposób ćwiczyć stawy, zmieniać pampersa czy pozycję w łóżku np. chorego z nadwagą. Dużą pomocą powinien być także zaprezentowany w książce pakiet łatwych do wykonania ćwiczeń, dostosowanych do możliwości fizycznych i umysłowych chorych.

Istotne miejsce w poradniku zajmują kwestie dotyczące opieki nie stricte fizycznej, ale sprawowanej w formie wsparcia psychicznego. To szalenie ważne w przypadku osób, które przy głęboko posuniętej demencji nie są już w stanie przyjmować komunikatów ani śledzić logiki wypowiedzi, często jednak odbierają emocje swojego opiekuna czy rozmówcy.
Dlatego autorka podkreśla, jak ważne jest pozytywne nastawienie do chorego, chęć zrozumienia jego braku rozumienia. Jednym zdaniem: chorzy na alzheimera wymagają oczywiście leków, ale przede wszystkim wsparcia i miłości.

Jasny, klarowny wywód, uporządkowany i spójny, z wyróżnionymi informacjami szczególnie istotnymi, wyliczeniami i ramkami, bardzo ułatwia korzystanie z tego poradnika, który na pewno będzie stanowić doskonałą pomoc dla wszystkich potrzebujących.


Barbara Jakimowicz-Klein – „Oswoić alzheimera. Rozumiem, akceptuję, wspieram.” Wydawnictwo Rea SJ | s. 256 | ISBN 978-83-7993-219-1| Premiera: 18 kwietnia 2017 r.

Barbara Jakimowicz-Klein
Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka wielu poradników, m.in. adresowanych do seniorów: „Zdrowe gotowanie. Książka kucharska na drugą połowę życia”, „Poradnik na drugą połowę życia”, „Opieka nad seniorem”. Redaktor czasopisma „Magazyn Seniora”. Autorka współpracuje ze stowarzyszeniem Dolnośląscy Seniorzy, skupiającym przedstawicieli organizacji senioralnych z Dolnego Śląska oraz ze Stowarzyszeniem Ludzi Wieku Senioralnego we Wrocławiu. Bierze udział w projektach mających na celu aktywizację osób reprezentujących pokolenie 60+. Jest zaangażowana w działania aktywizujące, promocyjne i szkoleniowe, prowadzone dla kół gospodyń wiejskich oraz Lokalnych Grup Działania, skupiających również osoby w wieku senioralnym. Za pracę zawodową i działalność społeczną wyróżniona Honorową Złotą Odznaką Zasłużony dla Województwa Dolnośląskiego. Otrzymała również tytuł „Przyjaciel Seniorów”, przyznany przez Wrocławskie Centrum Seniora oraz ZO Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej za zaangażowanie w pracę na rzecz seniorów. Członkini SD RP Dolny Śląśk.

„OSP”: I wespół w zespół!

„(…) bez porozumienia opozycji z  mającym mandat wyborców i  większość w Sejmie obozem rządowym, nie ma szans na rozładowanie politycznych napięć i konfliktów. Ale również, w prawie zgodnej opinii obserwatorów naszej politycznej sceny, nie ma prawie szans na wspomniane wyżej porozumienie. Co pozostaje? – zastanawia się Wojciech W. Zaborowski na łamach kwietniowego wydania Odrodzonego Słowa Polskiego.

(…) Proponuję przeto (…) ożywić funkcję „interrexa” – niech rządzi Prymas! Tym, którzy się żachną, przypominam, że i  za komuny rządził „Pierwszy”, tyle że uzależniony od Moskwy Pierwszy Sekretarz PZPR. To wolę już Prymasa. Też „Pierwszy” i do tego Polak – również z nazwiska!

W ubiegłym roku w  jednym z renomowanych hoteli prowadziłem bal karnawałowy – wspomina Wojciech Mach. W jego trakcie znany dolnośląski przedsiębiorca postanowił publicznie, w przerwie zabawy, oświadczyć się swej aktualnej wybrance i uczynił to przy wielkim aplauzie balowiczów. W  tym roku na innym balu ponownie go ujrzałem – był już po rozwodzie i  kolejny raz żenił się z  kolejną ukochaną. Okazało się, iż ten pan, właściciel dużej firmy, ma nadzwyczajne powodzenie u  kobiet – prawie każda mu się podoba. Dlatego „kolekcjonuje” żony; co pewien czas bierze ślub, wyciśnie z małżonki wszelkie atrakcje i następuje wymiana pań… Najlepsze, że w jego firmie zgodnie pracują już cztery poprzednie żony! Umiejętności takiej współpracy i  zrozumienia powinni uczyć się wszyscy politycy!

 

„Szlif”: Nie znam się, to się wypowiem

„Każdy ma coś do powiedzenia – nie dopuszczę, by o mnie zapomnieli. Włączę się w dyskusję, ogólnikami, mnogością epitetów i synonimów, wplotę trochę słów, których znaczenia nie znam, ale brzmią mądrze. Wszystko idzie dobrze, dopóki czegoś nie chlapniemy – przestrzega Aleksandra Zawadzka w najnowszym wydaniu „Szlifu”. Czytaj dalej „Szlif”: Nie znam się, to się wypowiem

„Nocne Listowanie” studentów

6 kwietnia (20:00-2:00) w Strefie Kultury Studenckiej na Politechnice Wrocławskiej odbędzie się „Nocne Listowanie”, projekt polegający na pisaniu listów z prośbą o wsparcie funduszu stypendialnego niepełnosprawnych studentów, które zostaną następnie wysłane do polskich przedsiębiorstw.

Wydarzenie jest organizowane przez redakcję biuletynu eStudent we współpracy z Klubem Studenckim SKOK, zrzeszającym niepełnosprawnych studentów, Samodzielną Sekcją ds. Wsparcia Osób Niepełnosprawnych i Fundacją Rozwoju Politechniki Wrocławskiej. Projekt planowany jest dla ok. 100 uczestników. Uzyskaliśmy już wsparcie Pełnomocnika Rektora ds. Osób Niepełnosprawnych, mgr inż. Jerzego Borowca, który wraz z nami bierze udział w przygotowaniach oraz Prorektora ds. Studenckich, dr inż. Jacka Lamperskiego.

Celem projektu jest nie tylko zwiększenie funduszu stypendialnego dla studentów z niepełnosprawnością, ale też krzewienie kultury pisania listów tradycyjnych (projekt rozpocznie się bowiem prowadzonym przeze mnie szkoleniem z pisania listów formalnych) oraz integracja społeczności akademickiej Politechniki Wrocławskiej.

Zapraszam serdecznie do wzięcia udziału wszystkich członków Stowarzyszenia.

Jagoda Kozik, członkini SD RP Dolny Śląsk

Szczegółowe informacje na temat projketu:
https://www.facebook.com/events/1865949140350026/

„Róbmy swoje” już bez Wojciecha Młynarskiego

Wojciech Młynarski, mimo iż był wybitnym, twórcą: literatem, tłumaczem. reżyserem i aktorem w jednej osobie, nazywał siebie skromnie „tekściarzem”.

A jednak jego śpiewane, czy nieraz tylko parlandowane, tak charakterystyczne dla piosenki aktorskiej formy, okreśono nazwą „śpiewanych felietonów”. A dobry felieton jest wyższą formą dziennikarskich umiejętności. Felieton śpiewany – to już małe dzieło sztuki. Dlatego też odejście Wojciecha Młynarskiego to niepowetowana strata dla kultury polskiej, literatury, estrady, teatru, ale i dla naszego dziennikarskiego środowiska.

Wojciech Młynarski (1941 – 2017) za życia stał się legendą. Na jego utworach, bo przecież nie były to wyłącznie piosenki, wychowywały się pokolenia. Już w latach sześćdziesiątych ub. wieku na archaicznych dziś winylowych płytach słuchaliśmy jego pierwszych śpiewanych komentarzy o życiu w ówczesnej Polski, z ironią, ale i sympatią ukazywał obyczaje, przywary i codzienność bytowania rodaków w PRL-u. Do końca życia pozostał też niezrównanym satyryczno-poetyckim komentatorem naszej powojennej rzeczywistości.

Przypadek sprawił, że obaj nosimy to samo imię, obaj kończyliśmy polonistykę i w pewnym okresie naszego życia otarliśmy się o Operetkę Warszawską. Już to zobowiązuje mnie, by uzupełnić tak liczne wspomnienia i komentarze, jakie pojawiły się po śmierci Wojciecha Młynarskiego o parę refleksji. Byłem bowiem zawsze, jak wielu, pod urokiem kunsztu i treściowej zawartości tego, co spod jego pióra pochodziło.

Powstawały zaś nie tylko „śpiewane felietony”, ale również teksty kabaretowe. Wszyscy wspominają studencki klub „Hybrydy”, z którym w początkach swej kariery związany był Wojciech Młynarski. Kto jednak dziś pamięta znakomity, ostry w wymowie kabaret „Owca” Jerzego Dobrowolskiego, prowadzony przez redaktora naczelnego „Szpilek”? Raz w tygodniu w redakcji satyrycznego tygodnika przy pl. Trzech Krzyży w Warszawie prezentował on dla stuosobowej widowni (połowa biletow była zrezerwowana dla pracowników wiadomych służb!) spektakl będący kpiną z ówczesnej rzeczywistości, a wygłaszane przez aktorów monologi w wielu wypadkach były autorstwa młodego wówczas Wojciecha Młynarskiego. Podobnie mało kto pamięta dziś kabaret „U Lopka” prowadzony przez Kazimierz Krukowskiego, gwiazdę przedwojenych kabaretów, wykonawcę i autora tekstów, po powrocie z emigracji w 1956 roku wieloletniego aktora Teatru Syrena przy ul. Litewskiej w Warszawie. Nazwisko Wojciecha Młynarskiego związane jest również z tym kabaretem. Pamiętny kabaret Edwarda Dziewońskiego „Dudek” grający przez dlugie lata w nieistniejącej już kawiarni „Nowy Świat” w Warszawie u zbiegu Nowego Światu i Świętokrzyskiej również bawił gości tekstami Wojciecha Młynarskiego (m.in. „W Polskę idziemy” w wykonaniu Wiesława Gołasa).

Związki Wojciecha Młynarskiego z kabaretami i teatrami muzycznymi (w większości warszawskimi) z natury rzeczy są mniej znane, niż działalność estradowa. Warto jednak o nich pamiętać, bo choć nie tak znane, jak słuchane już przez kolejne pokolenia piosenki, zajmują trwałe miejsce w historii polskiego kabaretu i historii teatru muzycznego. Mam tu na myśli nie znakomite w zamyśle i świetnie wyreżyserowane spektakle Wojciecha Młynarskiego w Teatrze Ateneum na warszawskim Powiślu poświęcone wybitnym postaciom ze świata teatralno-muzyczno-literackiego („Brel”, „Hemar”, „Ordonka”, „Wysocki”), ale pisane przez niego libretta do wodewili, operetek i oper.

Ten dorobek twórcy czeka jeszcze na dokładniejsze opracowanie. Większego rozgłosu, dzięki radiowym przekazom, doczekała się operetka „Butterfly – cha – cha”, powstała w 1968 roku, do której zabawne libretto oparte… na operze G. Pucciniego „Madama Butterfly” napisał Wojciech Młynarski, a muzykę skomponował Marek Sart. Również wodewile, opery, czy raczej śpiewogry z zarania dziejów polskiego teatru – czasów Wojciecha Bogusławskiego (m.in. „Henryk VI na łowach”) doczekały się renowacji i aktualizacji pod piórem mistrza słowa, jakim niewątpliwie był Wojciech Młynarski.

Za dyrekcji Stanisławy Stanisławskiej w czerwcu 1973 roku Operetka Warszawska wystawiła dzieło Jacquesa Offenbacha „Życie paryskie” („La Vie Parisienne“). Libretto na motywach farsy Ludvica Meilhaca i Henry Halevy`ego napisał Wojciech Młynarski. Oglądałem ten spektakl wielokrotnie, choć z librettem w wersji pisanej mogłem zapoznać się dopiero w trakcie mego krótkiego okresu pełnienia w tym teatrze funkcji kierownika literackiego za dyrekcji Ryszarda Pietruskiego. To trzecie już libretto w języku polskim nie tylko zachwyca od strony językowej, ale też pozwala wnikliwemu i wrażliwemu widzowi lepiej zrozumieć fenomen Młynarskiego. „Niech mnie porwie w zachwycie, i marzenia me wszystkie spełni życie, to życie paryskie!”

Nie o Paryż chodzi i nie o „światowe życie”! W każdym utworze Wojciecha Młynarskiego można się doszukać tego zachwytu nad urodą życia. Gdyby tak udało się spełnić marzenia nad Wisłą i Odrą, gdzie „światowe życie” to była „niedziela na Głównym” i neon mlecznego baru? Młynarski nie był naiwny. Zmienił się ustrój, nie człowiek. Ludzkie ułomności rządzących i rządzonych sprawiają, że, jak pisał „niejedną jeszcze paranoję przyjdzie nam przeżyć…”

Dlatego też pointa piosenki brzmi, jak testament: „Róbmy swoje!”- by spełniły się nasze marzenia i by można było w pełni zachwycić się życiem. Po prostu: róbmy swoje!

Wojciech W. Zaborowski

Jak bronić europejskich wartości?

Co do tego wszyscy są zgodni. Zjednoczona Europa, wartości na których się ta wspólnota opiera, nawet, jeśli nie są jeszcze bezpośrednio zagrożone, są nieustannie atakowane. Powody są różne, choć efekt wspomnianych poczynań byłby podobny: rozpad Unii.

Kwestionuje się zasady zarówno w imię ich modernizacji, jak też i wręcz odwrotnie, by po ich zakwestionowaniu, doprowadzić do rozbicia unijnego bloku. Jak jednak wygląda kondycja Unii i opinia o zjednoczonej Europie, widziana oczyma nie skłóconych polityków, a przeciętnego obserwatora, ulicznego przechodnia zaludniającego jedną z wielu ulic europejskich miast? Śmiem twierdzić – budzi nadzieję.

Do takiej refleksji doprowadził mnie kilkugodzinny zaledwie pobyt w Kolonii. Konkretnie, w pierwszą niedzielę marca w popołudniowych godzinach, w miejscu, które łączy historię grodu z jego dniem dzisiejszym, czyli w okolicy współczesnego Dworca Głównego i sąsiadującej z nim historycznej katedry. Na placu przed dworcem odbywała się akurat manifestacja, czy raczej spotkanie entuzjastów zjednoczonej Europy. Hasło cotygodniowych niedzielnych spotkań o godz. 14.00, widniejące w języku niemieckim i angielskim, jako że impreza ma charakter międzynarodowy i odbywa się równoległe w wielu europejskich, nie tylko niemieckich miastach, wyjaśnia wszystko: „Zeichen setzen fur die Zukunft Europas” (po angielsku „Let´s be the Pulse of Europe!”).

Okolicznościowa barwna ulotka precyzuje dokładniej, o co organizatorom chodzi. Być widocznym i słyszalnym, emanować pozytywną energią, przeciwstawiać się tendencjom antyeuropejskim, czyli rozłamowym, a wszystko to w imię zagwarantowania pokoju, wolności obywatelskich i sprawiedliwości. Te właśnie wartości plus tolerancja, respektowanie godności człowieka powinny leżeć u podstaw dalszego rozwoju kontynentu europejskiego. Za urzeczywistnienie tego programu odpowiedzialny jest każdy Europejczyk, czemu może dać wyraz np. przez udział w wyborach i głosowanie na prounijne partie europejskie.

Uznanie, wręcz zazdrość, mogła budzić forma owego spotkania, bardziej przypominająca radosny piknik, niż demonstrację. Bo też spotkanie wyraźnie było „za” czymś, a nie „przeciw”. W uśmiechniętym tłumie spotkać można było uczestników z różnych państw. Widoczne wszędzie niebieskie baloniki i unijne flagi, w połączeniu z artystycznymi występami oraz okolicznościowym kiermaszem z unijnymi gadżetami, tworzyły pogodną atmosferę. Na transparentach trudno było znaleźć konfrontacyjne hasła, czy lżenie wymienianych z nazwiska polityków. Okazuje się, że zdobyczy europejskiej cywilizacji można też bronić w sposób kulturalny – szkoda, że nie wszędzie i nie wszyscy organizatorzy podobnych imprez o tym: wiedzą, pamiętają, chcą stosować (niepotrzebne skreślić).

Traf chciał, że owa „europejska” niedziela miała też w Kolonii wyraźny element polski. Po drugiej stronie dworcowego placu, kolońskiej katedrze (jej początki sięgają XIII wieku) we wczesnych godzinach popołudniowych licznie zgromadzili się Polacy, ale również Niemcy, by uczestniczyć w corocznej „polskiej mszy” ku czci pierwszej naszej królowej, żony Mieszka II, syna Bolesława Chrobrego – Rychezy, siostrzenicy cesarza Ottona III, pochowanej właśnie w kolońskiej katedrze. To dzięki jej staraniom, korzystając ze zbrojnego wsparcia Niemiec, mógł wrócić na tron polski wygnany z kraju prawowity władca, Kazimierz Odnowiciel, syn Rychezy. Tradycyjnie uroczystościom z licznym udziałem duchowieństwa polskiego i niemieckiego przewodniczy biskup z Polski. Rok temu był nim metropolita wrocławski ks. abp Józef Kupny, w tym ks. kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Współorganizatorami byli – jak zawsze – Polska Misja Katolicka w Kolonii, Konsulat Generalny RP w Kolonii i Klub Polski „Korona” Colonia.

Nie brakło, szczególnie naszym rodakom zarówno w katedrze, jak i na placu przed dworcem, powodów do rozmyślań na temat historii i dalszych dziejów Europy. Ze szczególnym uwzględnieniem nie zawsze łatwych stosunków polsko-niemieckich. Oba wydarzenia, w których uczestniczyłem, napawają jednak optymizmem. W końcu Europa, Europejczycy, w tym Polacy i Niemcy przetrwali nie takie zawirowania, jak obecnie, a historia – podobno – jest nauczycielką życia. Chyba się nie mylę?

Tekst i zdjęcia: Wojciech W. Zaborowski