
Nie tylko członkowie opozycji złośliwie nastawieni do obecnej władzy stwierdzają, że telewizja publiczna likwiduje się i zlikwidować nie może. Jak w tej opowieści o rzepce, ciągną, ciągną i wyciągnąć nie mogą. Żadne apele, mądre rady, nawet listy pracowników publicznych mediów regionalnych do premiera nie przyspieszają faktycznej likwidacji TVP.
Zarząd spółki trzyma się dobrze. Od kilkunastu miesięcy, nie wiadomo po co, restrukturyzuje firmę. Celem podobno są niższe koszty. Ich zmniejszenie kosztów, jak twierdzą biegli w tej dziedzinie, osiąga się poprzez racjonalizację wydatków i mądre zarządzanie. W TVP te kategorie są raczej średnio obecne. To prawda, że w roku ubiegłym zanotowano śladowe oszczędności – ale przy ogromnych stratach i jednocześnie miliardowych dotacjach z budżetu państwa. Telewizja publiczna jest jak studnia bez dna. Rząd tymczasem zniecierpliwienia nie okazuje, sypie obficie i nie ma co liczyć, że to się zmieni.