Strona główna / Publicystyka / CZYNNIKI DECYDUJĄCE O SZYBKIM WZROŚCIE POPULACJI DZIKÓW W MIASTACH – MOŻLIWOŚCI I SPOSOBY OGRANICZENIA PROBLEMU

CZYNNIKI DECYDUJĄCE O SZYBKIM WZROŚCIE POPULACJI DZIKÓW W MIASTACH – MOŻLIWOŚCI I SPOSOBY OGRANICZENIA PROBLEMU

Od kilkudziesięciu lat obserwujemy w Europie, w tym w Polsce, zjawisko, które jeszcze na przełomie wieków traktowano jako ciekawostkę przyrodniczą, a dziś urosło do rangi poważnego problemu weterynaryjnego, komunalnego i społecznego. Dzik (Sus scrofa) – gatunek uznawany niegdyś za skrajnie płochliwy i unikający człowieka – stał się trwałym elementem krajobrazu miast.

W Polsce borykają się z tym zagadnieniem między innymi: Warszawa, Gdańsk, Gdynia, Kraków, Szczecin, Rzeszów czy Zielona Góra.

W miastach tych stada dzików bytują stale, rozmnażają się i wychowują potomstwo bez kontaktu z siedliskiem leśnym w klasycznym rozumieniu. Można stwierdzić, że dziki przystosowały się do życia na terenach zurbanizowanych i zaadaptowały do środowiska stworzonego przez człowieka. Proces ten określa się nazwą synurbanizacja.

W uproszczeniu można stwierdzić, że synurbanizacja dzika to proces, w którym nauczył się on żyć i funkcjonować w środowisku miejskim, wykorzystując warunki stworzone przez człowieka. Przyczynami powyższego jest przede wszystkim łatwy dostęp do pożywienia, zakaz lub utrudnione polowania na dziki oraz brak naturalnych wrogów.

Badania wskazują, że lochy żyjące w obszarach zurbanizowanych posiadają większe mioty niż samice egzystujące w lasach. Dziki „miejskie” osiągają większą masę ciała i lepszą kondycję.

  • Problem ten należy rozpatrywać w trzech, ściśle ze sobą powiązanych płaszczyznach. Pierwsza to płaszczyzna epizootyczna: dzik jest w warunkach europejskich głównym rezerwuarem i wektorem wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASFV).
  • Druga to płaszczyzna bezpieczeństwa publicznego – kolizje drogowe, pogryzienia ludzi, ataki na psy, dewastacja terenów zieleni.
  • Trzecia – najtrudniejsza – to płaszczyzna społeczna, w której racjonalne argumenty epizootyczne zderzają się z emocjonalnym stosunkiem znacznej części mieszkańców do zwierząt wolno żyjących.

Od co najmniej kilkunastu lat dyskutuje się nad możliwościami i sposobami umożliwiającymi ograniczenie populacji dzików w miastach. Jak na razie w żadnym polskim mieście nie osiągnięto widocznego sukcesu w tym zakresie.

Dlatego za celowe uznano przedstawienie przyczyn determinujących przemieszczanie się dzików z lasów i pól do miast oraz możliwości skutecznego ograniczenia ich liczby w aglomeracjach miejskich.

Na wstępie należy podkreślić, że nie istnieje żadne pojedyncze, proste rozwiązanie problemu dzików w miastach. Nie wyeliminuje go ani sam odstrzał lub odłów, ani sama edukacja, ani – żadna forma antykoncepcji czy przesiedlania zwierząt. Skuteczne są wyłącznie programy zintegrowane, wieloletnie, prowadzone konsekwentnie i oparte na dowodach naukowych, a nie na doraźnej reakcji na medialne doniesienia o dzikach nawiązujących, czasami niebezpieczne, kontakty z mieszkańcami miast. 

Synurbizacja dzika jest procesem stosunkowo młodym, ale przebiegającym niezwykle szybko. W Berlinie pierwsze stabilne grupy „miejskich dzików” opisano już w latach 90. XX wieku. Obecnie szacuje się populację bytującą w granicach administracyjnych miasta na kilka tysięcy osobników, a coroczny odstrzał prowadzony przez miejskich myśliwych (Stadtjäger) oraz myśliwych okręgowych sięga od kilkuset do kilku tysięcy zwierząt. Liczba ta zależna jest od roku i przyjętej metodyki liczenia. W metropolitalnym obszarze Barcelony populacja dzików w Parku Naturalnym Collserola wzrosła w ciągu kilkunastu lat około dziesięciokrotnie, a liczba interwencji służb miejskich związanych z dzikami przekracza tysiąc rocznie.

W Polsce nie dysponujemy obiektywnymi danymi liczbowymi dotyczącymi populacji „miejskich dzików”. Dane, którymi operują urzędy miejskie, pochodzą najczęściej z liczby zgłoszeń mieszkańców, a nie z systematycznego monitoringu. Zgłoszenia odzwierciedlają natomiast nie tyle liczebność zwierząt, ile stopień ich aktywności i widoczności, a ostatnio agresywności. Pojedyncze, opisane przykłady, jak program redukcji populacji dzików w Szczecinie, dają jedynie fragmentaryczny obraz sytuacji.

Z punktu widzenia genetyki populacyjnej badania prowadzone w Berlinie i Barcelonie odpowiednio przez Instytut Badań nad Zwierzętami Dzikimi i Zoologicznymi  (Leibniz-IŻW) oraz Autonomiczny Uniwersytet Barceloński  (Universitat Autònoma de Barcelona) przyniosły wyniki o fundamentalnym znaczeniu praktycznym. W obu instytutach wykazano, że miejskie populacje dzików są genetycznie odrębne od populacji podmiejskich i leśnych. Dowiedziono też, że utrzymuje się jednokierunkowy napływ zwierząt ze strefy zewnętrznej do miasta – czyli klasyczna dynamika typu źródło–ujście (source–sink). Z powyższego wynika, że redukcja populacji „dzików miejskich” prowadzona wyłącznie w granicach administracyjnych miasta nigdy nie będzie trwale skuteczna. Wynika to z faktu, że powstająca w ten sposób „próżnia demograficzna” zostanie szybko wypełniona przez osobniki napływające z terenów leśnych. Program ograniczania populacji dzików musi więc obejmować miasto wraz z pierścieniem gmin sąsiadujących. Powinno to być regulowane prawem, a nie opierać się na dobrej woli poszczególnych samorządów.

Uwarunkowania ekologiczne i behawioralne przemieszczania się i synurbanizacji dzików

Należy podkreślić, że miasto jest dla dzika siedliskiem wybitnie korzystnym – pod warunkiem, że nie jest w nim zabijany. Znaczenie podstawowe ma dla niego fakt, że w miastach ma dostęp do zasobów pokarmowych pochodzenia antropogenicznego. Na miejskie zasoby pokarmowe dzika składają się:

  • celowe dokarmianie przez mieszkańców – pieczywo, warzywa, karma dla zwierząt, resztki kuchenne; zjawisko o skali dużo większej, niż się zakłada;
  • niezabezpieczone pojemniki i śmietniki, w tym w szczególności pojemniki na bioodpady;
  • odpady z gastronomii, targowisk i imprez plenerowych;
  • karma wykładana dla kotów wolno żyjących, ptaków, kotów, wiewiórek, jeży, etc;
  • ogrody działkowe i przydomowe – kompostowniki, warzywniki, drzewa owocowe.

Antropogeniczne źródła pokarmu są nie tylko obfite, ale przede wszystkim przewidywalne czasowo i przestrzennie oraz stabilne sezonowo. W lesie dostępność żeru zmienia się dramatycznie z roku na rok w zależności od urodzaju bukwi i żołędzi. W mieście kontener na bioodpady jest pełen każdego dnia roku. To właśnie stabilność, a nie sama obfitość, przekłada się na wyraźnie wyższą przeżywalność warchlaków i wyższą płodność loch miejskich.

Ważnym czynnikiem jest zakaz polowań na dziki w obrębie miast. „Dzik miejski” nie doświadcza więc zdarzeń, które w środowisku leśnym kształtują odruch ucieczki. Skutkiem jest postępująca utrata lęku przed człowiekiem – proces, który określa się mianem habituacji. W skrajnej postaci przybiera on formę wyuczonej zależności pokarmowej od człowieka. Współczesne miasto zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju, oferuje dzikowi niemal idealną mozaikę siedliskową. „Dzik miejski” różni się od leśnego behawioralnie. Obserwuje się:

  • radykalne skrócenie dystansu ucieczki – z 100-200 metrów do kilku metrów;
  • zmianę rytmu dobowego – w pierwszej fazie kolonizacji zwierzęta stają się skrajnie nokturnalne  (nocny tryb życia), po pełnej adaptacji ponownie pojawiają się w dzień;
  • znaczne zmniejszenie areału osobniczego – z kilkuset do kilkudziesięciu, a niekiedy kilkunastu hektarów;
  • aktywne zachowania eksploracyjne wobec ludzi – podchodzenie, żebranie, wyrywanie toreb, wchodzenie na klatki schodowe, do garaży, etc;
  • zachowania agresywne, zwłaszcza u loch prowadzących warchlaki oraz u osobników uprzednio dokarmianych.

Kluczowe jest zrozumienie mechanizmu transmisji tych zachowań. Zachowania wyuczone przez lochę są przekazywane następnym pokoleniom drogą społecznego uczenia się. Wiedza na zaprezentowane powyżej tematy jest niezbędna przy tworzeniu systemu umożliwiającego ograniczenie do minimum populacji dzików w miastach. Brak jest danych odnośnie do całkowitej ich eradykacji.

Wydaje się, że nie musimy wymyślać wszystkiego od nowa. Kilkanaście miast na świecie zmagało się z tym problemem przed nami – część z powodzeniem, część z kosztowną porażką.

Warto przyjrzeć się obu grupom. Często doświadczenia negatywne bywają bardziej pouczające niż sukcesy.

W powszechnej opinii europejskich i światowych naukowców i praktyków, Berlin uznawany jest za metropolię, która ma najlepiej rozwinięty system zarządzania miejską populacją dzików w Europie. System ten sprawdza się tam od kilkunastu lat, z tego powodu warto przyjrzeć mu się dokładniej i wykorzystać wszystkie możliwe do wdrożenia w naszej sytuacji elementy.

Filarami „berlińskiego programu” są:

  1. Zatrudnieni przez miasto zawodowi myśliwi miejscy (Stadtjäger), działający etatowo, w pełnym wymiarze czasu pracy.
  2. Obowiązujący i egzekwowany prawny zakaz dokarmiania dzików. Za ich dokarmianie grożą wysokie sankcje finansowe.
  3. Konsekwentna, wieloletnia kampania informacyjna.
  4. Dofinansowania budowy i konserwacji ogrodzeń chroniących ogrody i działki.
  5. Utrzymywanie stref buforowych w pasie granicznym miasta i lasów brandenburskich.

Celem systemu/programu nie jest całkowita eliminacja dzików z miasta (wydaje się to być praktycznie nieosiągalne). Celem jest utrzymanie populacji na poziomie akceptowalnym. Bardzo ważne jest ograniczenie liczby konfliktów dzik-człowiek. Model berliński uwidocznił konieczność instytucjonalizacji systemu. Dopóki
odpowiedzialność za obecność dzików w mieście była rozproszona między wydział ochrony środowiska, straż miejską, koła łowieckie, powiatowego lekarza weterynarii i zarząd zieleni, dopóty program nie funkcjonował. Typowym zjawiskiem było spychanie odpowiedzialności za niepowodzenia, w omawianym temacie, z jednej instytucji na drugą.

Drugim miastem radzącym sobie z kontrolowaniem miejskiej populacji dzików jest Barcelona. Stolica Katalonii przeszła drogę od reagowania doraźnego do zarządzania opartego na danych. Początkowo próby wprowadzenia eliminacji poprzez odstrzał dzików napotkały na silny opór społeczny. Opór mieszkańców Barcelony doprowadził do tego, że plany wycofano. Fakt ten znakomicie ilustruje, jak kosztowne bywa lekceważenie komunikacji społecznej. Dopiero konsekwentne badania prowadzone przez zespoły z Autonomicznego Uniwersytetu oraz
konsorcjum Parku Collserola, obejmujące ocenę efektywności telemetrii, GPS, analiz genetycznych i modelowania populacyjnego, pozwoliły zbudować program akceptowalny społecznie.

Z doświadczeń katalońskich wynikają trzy istotne wnioski:

  • Pierwszy – kampania „nie dokarmiaj dzików” musi być prowadzona z intensywnością kampanii marketingowej, a nie w formie okazjonalnych „tabliczek na słupach”.
  • Drugi – odłów dzików w pułapki i selektywna ich eliminacja są narzędziem uzupełniającym o ograniczonej wydajności. Konieczne jest w tym względzie postępowanie silnie selektywne, biorące pod uwagę wiek i płeć odławianych dzików. Należy uwzględniać to przy planowaniu tego typu działań.
  • Trzeci – konieczne jest zarządzanie systemem na poziomie obszaru metropolitalnego, a nie pojedynczych dzielnic (gmin).

Warto dodać, że w marcu 2026 roku potwierdzono pierwszy przypadek ASF w populacji dzików w granicach administracyjnych Barcelony. Postawiło to tamtejszy program przed zupełnie nowym testem. Najważniejsze działania, które wprowadzono po stwierdzeniu ASF w Barcelonie, to: intensywna redukcja populacji dzików w aglomeracji Barcelony i parku Collserola. Na terenach miejskich podstawową metodą był odłów do klatek i pułapek. Odłowione zwierzęta poddawano eutanazji. Poza ścisłą zabudową, m.in. w okolicach parku Collserol, uruchomiono intensywny odstrzał dzików oraz – jeżeli to było uzasadnione – odłów. Celem było szybkie obniżenie gęstości populacji. Powyższe połączono z intensywnym, aktywnym wyszukiwaniem i usuwaniem padłych dzików. Do wyszukiwania wykorzystano wyszkolone psy. W obrębie aglomeracji utworzono 10 zespołów z psami. Użyto również dronów. Mimo podjętych niezwykle aktywnych działań, do dnia dzisiejszego aglomeracja Barcelony nie została uznana za wolną od ASF.

Programy ograniczania populacji dzików w Genui i Rzymie

Sytuacja włoska jest z polskiego punktu widzenia najbardziej pouczająca. Po wykryciu w styczniu 2022 roku ASF u dzików w Ligurii (stolicą jest Genua), a następnie w maju tego samego roku w obrębie Rzymu, okazało się, że włoskie służby nie dysponują skutecznymi narzędziami operacyjnymi na terenach zurbanizowanych.

Populacje dzików w Genui i Rzymie są wyjątkowo liczne, co związane jest z łatwym dostępem zwierząt do odpadów komunalnych. Dziki miejskie w Rzymie stały się w roku 2022 rezerwuarem ASF. Doszło do tego, że gospodarka odpadami w Rzymie stała się poważnym problemem epizootycznym o wymiarze krajowym,

uderzającym w cały włoski sektor produkcji świń i eksport wyrobów wieprzowych. Podobną sytuację zarejestrowano w Genui. Biorąc pod uwagę problemy Rzymu i Genui, należy przyjąć, że wprowadzenie ASFV do środowiska dzików miejskich stwarza ogromne problemy z eradykacją wirusa z tej populacji.

Wniosek dla nas: konieczne jest wprowadzenie rozwiązań, które uniemożliwią dzikom kontakt z odpadami miejskimi. Warto tym problemem zająć się jak najszybciej. Jest to szczególnie ważne w przypadku tych aglomeracji, wokół których stwierdza się ogniska ASF u dzików.

Miastem, w którym prowadzone są działanie zmierzające do istotnego ograniczenia populacji dzików jest również Haifa (Izrael). W roku 2019 wprowadzono tam zakaz odstrzału dzików w granicach miasta. W ciągu kilku lat doprowadziło to do niekontrolowanego wzrostu ich populacji. Dziki przestały bać się ludzi, szybko doprowadziło to do całkowitej utraty lęku przed nimi. Problemem stały się liczne pogryzienia ludzi przez dziki, wypadki komunikacyjne z udziałem dzików oraz dewastacja terenów zielonych.

Zakaz – motywowany względami etycznymi i presją części środowisk miejskich – nie został zrównoważony żadnym alternatywnym, skutecznym narzędziem. Podejmowane później próby zarządzania metodami nie uwzględniającymi odstrzału, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Kazus Hajfy wskazuje, że rezygnacja z metod letalnych bez jednoczesnego, radykalnego odcięcia zasobów pokarmowych, prowadzi nieuchronnie do eskalacji konfliktu. W ostateczności muszą być wprowadzone rozwiązania znacznie bardziej drastyczne i gorzej odbierane społecznie niż te, których pierwotnie zaniechano.

Fałszywie pojmowany humanitaryzm okazuje się w perspektywie kilku lat rozwiązaniem najmniej humanitarnym.

Sposób kontroli dzików w Hongkongu. W metropolii tej przez kilka lat realizowano program oparty na odłowie, sterylizacji lub podaniu preparatu blokującego owulację (GonaCon) oraz przesiedlaniu zwierząt. Mimo że program cieszył się dużym poparciem społecznym i był szeroko opisywany jako alternatywa dla eliminacji, okazał się mało efektywny. Z tego powodu w roku 2021, po serii incydentów z udziałem ludzi, wprowadzono program odławiania i uśmiercania osobników bytujących w obszarach miejskich. Program ten okazał się zdecydowanie bardziej skuteczny od stosowanego uprzednio. To doświadczenie należy przywoływać za każdym razem, gdy w polskiej debacie publicznej pojawia się propozycja „antykoncepcji zamiast odstrzału”.

W Japonii, w rejonie Kobe, populacja dzików miejskich stała się przedmiotem regulacji już w latach 2000. Głównie w reakcji na dokarmianie dzików przez mieszkańców. Wprowadzono restrykcyjne przepisy zakazujące karmienia i program odłowu w pułapki. Doświadczenia japońskie z klasycznym pomorem świń (2018) – i późniejsze z ASF – w regionie potwierdzają skuteczność pułapek klatkowych i zagrodowych jako narzędzia ograniczające populację dzików tam, gdzie użycie broni palnej jest wykluczone.

Najważniejsze uwarunkowania ograniczania populacji dzików w miastach

A. Odcięcie dzików od żywności produkowanej przez człowieka, w tym:

  1. Zgodnie z § 4, ust. 1 rozporządzenia MRiRW z 12 marca 2026 r. w sprawie środków zwalczania ASF bezwzględne egzekwowanie wprowadzonego, całkowitego zakazu dokarmiania dzików na całym terytorium RP. Należy zatem egzekwowanie zakazu łączyć z realną sankcją finansową nakładaną w trybie mandatowym przez policję i straż miejską.
  2. Wymiana pojemników na odpady, w szczególności bioodpady, na konstrukcje niedostępne dla dzików. Pojemniki powinny być umieszczone w zamykanych wiatach o utwardzonym podłożu. Pojemniki niedostępne dla dzików są jednocześnie pojemnikami odpornymi na kuny, lisy, szczury i ptaki. Uzasadnienie sanitarne i deratyzacyjne wspomagają w tym przypadku argumentację epizootyczną.
  3. Uporządkowanie odbioru odpadów z gastronomii i targowisk; skrócenie czasu zalegania odpadów na zewnątrz do niezbędnego minimum.
  4. Współpraca z zarządami ogródków działkowych. Wprowadzenie obowiązku stosowania zamkniętych kompostowników oraz ogrodzeń o odpowiedniej konstrukcji.

B. Ograniczenie liczebności dzików poprzez odstrzał w warunkach miejskich

Jest to narzędzie niezbędne, obciążone największym ryzykiem konfliktu społecznego. Warunki jego skuteczności i bezpieczeństwa są następujące:

Działania muszą zyskać akceptację społeczną. Mieszkańcy powinni być uprzedzeni o akcji odstrzału; ale bez podawania dokładnych lokalizacji i terminów. Doświadczenia niemieckie i hiszpańskie pokazują, że sprzeciw społeczny potrafi skutecznie blokować takie działania. Komunikacja społeczna jest w większości przypadków najtrudniejszym elementem programu.

Doświadczenie uczy, że programy zarządzania populacjami „dzików miejskich” rzadko upadają z powodów merytorycznych. Upadają z powodów komunikacyjnych. Barcelona wycofała się z pierwotnych planów pod naciskiem opinii publicznej; Hajfa wprowadziła zakaz odstrzału pod presją politycznej kampanii; w Polsce protesty przeciwko odstrzałowi sanitarnemu potrafiły skutecznie blokować działania w granicach miejscowości.

Z tego względu komunikacja musi być traktowana jako pełnoprawny filar programu. Powinien on być planowany i finansowany na równi z pozostałymi. Reguły, które należy mieć na uwadze:

  • Komunikować należy problem, zanim zaproponuje się rozwiązanie. Mieszkaniec, który nie rozumie, dlaczego dziki w mieście są problemem, potraktuje każdą redukcję jako okrucieństwo.
  • Argumentacja powinna być wielotorowa: bezpieczeństwo ludzi, szczególnie dzieci, wypadki drogowe, ale również – i to bywa najskuteczniejsze – dobrostan samych dzików oraz zdrowie świń i miejsca pracy w sektorze rolnym. Zwierzę żyjące na śmietniku, cierpiące na zaburzenia metaboliczne, ginące pod kołami samochodu lub konające na ASF nie jest zwierzęciem, któremu pomogliśmy.
  • Przekaz „nie dokarmiaj” musi być jednoznaczny, powtarzalny i skierowany do konkretnych grup: seniorów, opiekunów kotów wolno żyjących, działkowców, dzieci szkolnych, właścicieli lokali gastronomicznych.
  • Należy wskazać wprost odpowiedzialność dokarmiającego: to on, a nie służby, doprowadza zwierzę do sytuacji, w której konieczna staje się jego eliminacja.
  • Konieczna jest transparentność danych – publikowanie liczby zgłoszeń, kolizji, pozyskanych zwierząt i wyników badań w kierunku ASF. Brak danych zawsze zostanie zastąpiony plotkami.

Jednolity przekaz i uprzednio przygotowane materiały merytoryczne to nie luksus, lecz element zarządzania ryzykiem.

C. Odłów w pułapki

Pułapki lub sieci opadowe są jedynym rozwiązaniem tam, gdzie użycie broni palnej jest niemożliwe. Ich zalety to możliwość odłowu większej części grupy rodzinnej jednocześnie. Wada to wysoka pracochłonność, konieczność kilkutygodniowego wstępnego przynęcania, selektywność wiekowa.

D. Immunologiczna kastarcja (Improvac) lub sterylizacja

Zagadnienie to wymaga jasnego stanowiska, ponieważ jest przedmiotem systematycznej dezinformacji w debacie publicznej.
Można stwierdzić, że aktualnie metoda ta nie może być rozpatrywana jako możliwa do praktycznego wykorzystania. W przyszłości być może znajdzie zastosowanie jako narzędzie uzupełniające do stabilizowania populacji już zredukowanej.

E. Przesiedlanie odłowionych dzików poza granice miasta

Na obszarach objętych ograniczeniami z powodu występowania lub ryzyka wystąpienia ASF jest działaniem wysoce szkodliwym i niedopuszczalnym. Powody są następujące: przemieszczenie zwierzęcia potencjalnie zakażonego, w okresie inkubacji choroby, oznacza przeniesienie wirusa na nowy obszar. „Dziki miejskie” w znacznym odsetku wracają lub kolonizują kolejne miejscowości. Ta metoda nie rozwiązuje niczego, a stwarza ryzyko rozprzestrzenienia się ASFV na duże odległości.

Przemieszczanie i uwalnianie do środowiska dzików z miast zlokalizowanych na terenach wolnych od ASF nie stwarza bezpośredniego ryzyka rozprzestrzeniania się choroby, jednakże należy poważnie rozważyć tu trzy aspekty podejmowanych działań:
Należy jednak jeszcze raz podkreślić, że uzyskanie konsensusu społecznego w tym zakresie stanowi największe wyzwanie. Być może rozwiązaniem byłoby znalezienie odosobnionych, ogrodzonych obszarów na terenach zarządzanych przez Lasy Państwowe, gdzie po przemieszczeniu można byłoby dokonywać ich wydłużonej w czasie redukcji przy użyciu metod nie powodujących ich nadmiernego rozproszenia.

Przedstawione dane wskazują, że tylko zastosowanie wszystkich przedstawionych działań jednocześnie, determinacja i długoterminowość działań stwarzają szansę na istotne ograniczenie populacji dzików w miastach.

prof. dr hab. Zygmunt Pejsak
Wydział Medycyny Weterynaryjnej, UR w Krakowie
lek. wet. Krzysztof Jażdżewski
Główny Inspektorat Weterynaryjny, w Warszawie

Tagi: