Strona główna / Publicystyka / ZOSTAŁO NAS DWANAŚCIORO

ZOSTAŁO NAS DWANAŚCIORO

Do naszej zacnej garstki absolwentów A.D. 1966 wracając, należałoby się pochwalić, iż przygarnęła nas dla uczczenia rocznicy zaprzyjaźniona parafia katedralna prowadzana przez księdza doktora Waldemara Klingera. W spotkaniu magistrów 1966 uczestniczyło jedynie sześć osób. Dotąd okazało się, mało o sobie wiedzieliśmy, mimo pięciu lat wspólnego zamieszkania. Jakoś nie podkreślaliśmy, gdzie urodziliśmy się. Zresztą ja we Wrocławiu nadal obserwuję zachowania sąsiadów, którzy nie lubią wspominać, skąd pochodzą ich rodzice, gdzie urodzili się dziadkowie.

Pierwsza uczestniczka spotkania, Barbara, urodziła się w Głubczycach. Młodość połączoną z karierą zawodową pędzi cały czas w Głogówku, gdzie do dzisiaj spotyka młodzież, która nieustannie kłania się pani profesor na ulicach. Inni obywatele „śląskiego Rzymu” pamiętają mgr Barbarę, gdy dyrektorowała Muzeum Regionalnemu.

Była nas w 1961 roku garstka, gdy zaczynaliśmy studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. Na dwóch wydziałach: filologiczno-historycznym i matematyczno-fizycznym zaczynało rok akademicki zaledwie 850 studentek i studentów, z czego aż 750 zamieszkało w jednym kołchozie o swojsko brzmiącej nazwie „Mrowisko”. Dziś z przekształconej WSP w Uniwersytet Opolski w roku 1994 kształci się przeciętnie 11 tysięcy studentów na 12 wydziałach i około 60 kierunkach. 

Na Dolnym Śląsku mieszka i pracuje z 110 tysięcy absolwentów WSP/Uniwersytetu Opolskiego około 4 tysięcy osób. Mój rok filologii polskiej w 60. rocznicę otrzymania tytułów magisterskich rozpoczął swoje świętowanie od zaglądnięcia do pokojów w tymże „Mrowisku”, gdzie mieszkaliśmy bez mała 5 lat. I nie jak za naszych czasów było – gdzie ściśle oddzielano chłopaków od dziewczyn – teraz dostrzegliśmy pełną emancypację, czyli wszyscy mieszkają razem. Część pokojów kwaterunkowych po dawnej żeńskiej stronie przerobiono na mikrosale ćwiczeń lub wręcz małe sale wykładowe. W wielu pokojach teraz są prysznice lub toalety. Całe ongiś puste przedpola „Mrowiska” zabudowano kolejnymi akademikami bądź budynkami do nauki.

Miejscem urodzenia Joanny, przybyłej z Warszawy, był Buczacz, perła podolskiego baroku. W okazałym ratuszu z dekoracjami słynnego rzeźbiarza Jerzego Pinzla oglądałem kiedyś z innym nieżyjącym naszym kolegą kilimy i pasy buczackie. Joanna żadnego rekwizytu z dawnej ojczyzny nie przywiozła.

Kolejnej koleżance, Marii, mogło nie być w ogóle z nami. Dobrzy sąsiedzi wołyniacy ostrzegli jej rodzinę: – Dziś nie nocujcie w domu… Rodzice z dziećmi ukryli się na noc w jamie leśnej. Wieś Moczulanka w powiecie Kostopol nie była duża. Po zagładzie zostało sześć domków.

Krystyna ma piękny pseudonim „Kika”. „Nie byłam tylko sprzątaczką w szkole” – oświadczyła. Ale była wizytatorką, dodatkowo maluje jako twórczyni ludowa śląskie kroszonki, plus szydełkuje sakiewki. Miejsce urodzenia Kiki: Stanisławów.

Jadwiga urodziła się w Zakrzówku. To duża wieś położona niedaleko Kraśnika. Poza polonistyką w 1966 roku ukończyła Studium Podyplomowe Reżyserii Teatru Dzieci i Młodzieży w Wyższej Szkole Teatralnej we Wrocławiu. Została też Przodownikiem Turystyki i zajmowała się wycieczkami dla dzieci i młodzieży w Kamiennej Górze.

Piszący ten tekst Engelbert, jak Barbara, urodził się w okresie wojny na Śląsku Opolskim.

Na kawę z ciastkami zaproszeni zostaliśmy na wieś do 97-letniej pani profesor Doroty Simonides, z którą mieliśmy ćwiczenia z romantyzmu oraz zajęcia z literatury śląskiej. Każdy z nas w jej domu musiał teraz zdać drugi egzamin ze swego włodarstwa, czyli opowiedzieć, co w swym życiu zdziałał.

Dostaliśmy w prezencie ostatnią książkę pani profesor zatytułowaną „Księga bajek opolskich. Z dziedzictwa kulturowego Opolszczyzny”. Zdaniem naszej Mistrzyni ta książka jest swoistą biblią każdej bajki, każdej opowieści, każdej baśni pięknie zilustrowanej kolorowymi inicjałami. To jednocześnie, pisana częściowo w miejscowych gwarach, skarbnica wiedzy o mieszkańcach Śląska Opolskiego, o wierzeniach, tradycjach, ale i zasadach moralnych, dzięki którym zwycięża dobro i sprawiedliwość.

Nasze spotkanie uwieczniła msza święta w intencji zmarłych i żyjących absolwentów polonistyki 1966, sprawowanej w całkowicie odrestaurowanej katedrze opolskiej pw. Podwyższenia Krzyża Świętego.

Parafrazując słowa Olgi Tokarczuk, wyjęte z jej najnowszego dzieła „Świata jest za dużo”, mamy nadzieję, że absolwenckie spotkanie przysłużyło się lepszemu zrozumieniu naszej złożonej zbiorowej tożsamości.

Engelbert Miś

Tagi: