Prawdziwe kłopoty zaczną się jednak dopiero teraz. Mikołaj Rej. Niby Polak, ale heretyk. A przecież Polak i katolik to koniunkcja. Chyba trzeba wykreślić. Z drugiej strony nazywany „ojcem literatury polskiej”. To może zostawić? Z Tuwimem, Brzechwą, Leśmianem sprawa prosta – to Żydzi. Z Mickiewiczem jednak znów kłopot. Nie dość, że pisał „Litwo, ojczyzno moja”, to jeszcze mówił o sobie, że „z matki obcej”. Trzeba dokładnie sprawdzić definicje z ustaw norymberskich. Sienkiewicz? Z tatarskiej rodziny osiadłej na Żmudzi w XVI w. Potomek imigrantów (trzeba sprawdzić, czy aby legalnych, bo może nielegalnych). Czesław Miłosz? Mocno podejrzany o litewskość, a jeszcze sympatyzował w Polsce z Unią Wolności. Zostawić czy wykreślić? Konopnicka i Szymborska niby Polki, w każdym razie nic nie wiadomo o ich niepolskim pochodzeniu. Ale Konopnicka to lesbijka, a Szymborska napisała kiedyś wiersz o Stalinie. Raczej należy je wykreślić z listy autorów lektur, ale z innego paragrafu.
Chyba trzeba powołać specjalny instytut, który będzie badał procent polactwa w autorach i ich dziełach, a dopiero później podejmie się decyzję co do miejsca na liście lektur. Podejmie ją oczywiście pan prezydent, bo polskość listy lektur obiecał i zagwarantował. Nie ma takich kompetencji? Będzie miał. Zapowiedział konieczność zmiany konstytucji, wtedy taką prerogatywę mu się dopisze. Na prezydenckiej liście lektur na pewno powinna się znaleźć powieść absolutnie stuprocentowego Polaka, Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, „Kariera Nikodema Dyzmy”. Za tę ostatnią powieść, jakże proroczą, autor powinien być dekretem prezydenta dopisany do trójki wieszczów.
Choć polska lista lektur jest ważna, sprawy „Polski dla Polaków” nie zamyka. Jeśli hasło to brać dosłownie, trzeba by z polskiej historii i kultury wykreślić wszystkich nie-Polaków. Zacznijmy od królów. Królowa Jadwiga, w dodatku święta, Węgierka francuskiego pochodzenia (a pierwszy polski święty, Wojciech, był Czechem). Jagiełło – Litwin, Batory –Węgier. Kazimierz Jagiellończyk – syn Litwina i Niemki… Nawet Piastowie w świetle najnowszych badań genetycznych wywodzą się od Piktów, a nie od swojskiego Piasta Oracza, protoplasty PSL, i przybyli na ziemie polskie prawdopodobnie z terenów dzisiejszej Szkocji. Wywodzący się z przybyszów (imigrantów, najeźdźców?) Mieszko I spłodził z Czeszką Dobrawą Bolesława Chrobrego, którego tysiąclecie koronacji niedawno obchodziliśmy. Kościuszko był potomkiem prawosławnego diaka Kostii. Piłsudski to potomek litewskiego rodu Ginetów ze Żmudzi, często mówił o sobie, że jest „upartym Litwinem”, a żeby było bardziej skomplikowanie, zapisując się na uniwersytet w Charkowie, podał ponoć narodowość białoruską.
O pisarzach już była mowa. Popatrzmy na malarzy. Pierwszy z brzegu, Jan Matejko – był synem Františka Matějki, który do Krakowa przywędrował z Czech. Pierwszy z Kossaków, Juliusz, określał się jako Rusin polonofil i pisał o sobie, że jest „Rusinem z dida pradida…”. Teodor Axentowicz był Ormianinem, a Wlastimil Hofman Czechem.
A uczeni? Wynalazcy? Zostawmy już Kopernika, ale choćby Ignacy Łukasiewicz, z pochodzenia Ormianin. Albo rzesze uczonych humanistów, aby wymienić kilku: Aleksander Brückner, kilka pokoleń Estreicherów, Alfred Tarski (Tajtelbaum). Wszyscy budowali, by posłużyć się terminem Jana Pawła II, „to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska”. Czym byłaby dziś Polska, gdyby przed wiekami ktoś wpadł na pomysł, że „ma być tylko dla Polaków”? Czym by była, gdyby wykreślić z niej dorobek wszystkich, którzy przybywali tu jako uchodźcy, imigranci albo byli potomkami takich uchodźców? Co znaczy dziś „Polska dla Polaków”?
To Polska dla Bąkiewicza, rycerza o intelekcie Rocha Kowalskiego, i polityków o czysto polskich nazwiskach jak Braun lub Mentzen?
Jan Widacki
Przegląd nr 36, 1-7.09.2025
Źródło: Portal Zarządu Głównego SDRP