W 1810 roku rząd Prus dokonał sekularyzacji (kasaty, upaństwowienia, przejęcia) m.in. cysterskiego opactwa w Lubiążu i przez kilkanaście lat próbował je sprzedać, żeby zgromadzić pieniądze na zapłatę Francuzom kontrybucji po przegranej wojnie. Nie udało się. Urządził w nim więc szpital psychiatryczny, który działał aż do 1939 roku.
Po wojnie Lubiąż położony już na tzw. Ziemiach Odzyskanych traktowany był jako zabytek poniemiecki, więc gorszy. Władze PRL urządziły w nim składnicę książek, których nikt nie chciał czytać i zabytków, których nikt nie chciał oglądać w muzeach. Obiekt niszczał.
W1989 roku grupa biznesmenów postanowiła się na nim uwłaszczyć, a ostatni komunistyczny wojewoda wrocławski oddał im ten obiekt za darmo. Oni natomiast wmieszali go w słynną „aferę Art-B”.
Kiedy w latach 90. udało się wyprostować strukturę właścicielką, nowa Fundacja Lubiąż zaczęła restaurację zabytku. Cudem pozyskiwała środki i wyremontowała trzy monumentalne barokowe sale, wymieniła 3 ha dachu, odnowiła elewację, zabezpieczyła fundamenty. Ale, że pieniędzy na dalszy remont brakowało, zaczęła szukać inwestora.
Do Lubiąża przyjeżdżali więc wszyscy święci: i szejkowie naftowi z Kataru, i menedżerowie z największego koncernu przemysłowego świata rodem z Indii. Był tu nawet Michael Jackson. Ale nikt dawnego klasztoru i pałacu opatów nie kupił. Wszyscy mówili: jest zbyt wielki, monumentalny!
Na początku lat 2000 zarząd fundacji udał się więc do kardynała Henryka Gulbinowicza, metropolity wrocławskiego z propozycją, żeby to Kościół przejął opactwo. Z ust purpurata jego przedstawiciele usłyszeli: „Bardzo chętnie, bardzo chętnie! Ale jak już go odrestaurujecie”.
Przyjeżdżali więc ministrowie kultury niemal wszystkich rządów, niezależnie od opcji politycznych (od AWS, przez SLD, do PO i PiS). Chwalili, że to piękne miejsce. Mówili, że to Cud.


28 lutego 2018 roku wojewoda dolnośląski Paweł Hreniak (PiS) podpisał z Fundacją Lubiąż list intencyjny w sprawie dążenia do przejęcia zabytku na rzecz skarbu państwa. Niestety, na tym piśmie sprawa się zakończyła.
W 2025 roku podjęte zostały rozmowy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego. Samorządowcy zapalili się do powołania spółki celowej, która miałaby przejąć i dalej prowadzić opactwo. Już układali podział stołków, ale kilka dni temu z tego pomysłu się wycofali. „Nie będziemy ratować Lubiąża kosztem wojewódzkich szpitali, dróg i szkół” – mniej więcej tak dezercję uargumentowali.
Zdezerterowało więc najpierw państwo, teraz samorząd.
Moglibyście powiedzieć: no tak, nikt nie ma tak wielkich pieniędzy, żeby Lubiążowi przywrócić dawny blask. Fakt, szacuje się, że potrzeba na to 1,5 mld zł…
Pat?
Mało kto jednak wie, że za czasów rządów PiS została uchwalona „Ustawa z dnia 11 sierpnia 2021 r. o przygotowaniu i realizacji inwestycji w zakresie odbudowy Pałacu Saskiego, Pałacu Brühla oraz kamienic przy ulicy Królewskiej w Warszawie” i zapisano w niej na ten cel 2 mld zł. Ale rząd KO wcale się z niej nie wycofał. Wręcz przeciwnie! W sierpniu 2025 r. ministra Marta Cienkowska nazwała to „symbolicznym końcem odbudowy Polski po wojnie, a jednocześnie nowym otwarciem dla wszystkich” – podała „Rzeczpospolita”. Rząd rusza z tą inwestycją, choć to przecież nie „odbudowa” lecz budowa – Pałacu Saskiego przecież nie ma!

Pieniądze na zabytki w Polsce więc są (i to wcale nie z puli na drogi, szkoły i szpitale)! Ale nie na dolnośląskie, choć znajduje się tu 25 proc. wszystkich zarejestrowanych w Polsce. Nie na Lubiąż, który jest drugim co do wielości obiektem sakralnym w Europie (większy jest tylko hiszpański Escorial). Nie na dolnośląską perłę baroku z 900-letnią historią. Nie na zabytek, który jest, trwa, czeka. Nie na obiekt, który powinien być perłą w koronie polskiej turystyki.
Po napisaniu książki „Lubiąż. Biografia Cudu” poprosiłem moje wydawnictwo o zamieszczenie w niej takiej oto dedykacji:
Książkę tę dedykuję wszystkim ministrom kultury, którzy swój urząd sprawowali i sprawują po 1989 roku. Bynajmniej, nie z podziwu dla ich zasług… Wręcz przeciwnie, by się zawstydzili!
Teraz do tego grona chciałbym dopisać zarząd Województwa Dolnośląskiego z marszałkiem na czele.
Was natomiast nieustanie, o każdej porze roku, zapraszam do odwiedzania tego magicznego zabytku, którego nie trzeba budować. Kupując bilet, sami go ratujemy. Bez polityków i urzędników. Małymi krokami, ale jednak
Tomasz Bonek, reporter – dokumentalista
członek SDRP DŚl