Strona główna / Aktualności / MILIONY ZA ENERGIĘ BIERNĄ. JEDNE SPÓŁDZIELNIE PŁACĄ, INNE NIE – URE TŁUMACZY TO HISTORIĄ

MILIONY ZA ENERGIĘ BIERNĄ. JEDNE SPÓŁDZIELNIE PŁACĄ, INNE NIE – URE TŁUMACZY TO HISTORIĄ

Jedno miasto, ten sam operator, te same przepisy. Jedne spółdzielnie mieszkaniowe płacą za energię bierną ogromne kwoty, innych ten problem nie dotyczy. Mieszkańcy oszczędzają prąd, ale ich rachunki rosną. Tymczasem Urząd Regulacji Energetyki tłumaczy różnice w rozliczeniach uwarunkowaniami historycznymi. Czy tak wygląda równoprawne traktowanie odbiorców i ochrona gospodarstw domowych ?

Coraz więcej mieszkańców ze zdumieniem analizuje rachunki za energię elektryczną zużywaną w częściach wspólnych budynków mieszkalnych. Okazuje się, że oprócz opłat za faktyczne zużycie prądu przedsiębiorstwo energetyczne dolicza należności za tzw. energię bierną, które nierzadko kilkukrotnie przewyższają koszt samej energii elektrycznej. W ostatnich latach obciążenia z tego tytułu znacząco wzrosły.

Dochodzi przy tym do sytuacji wręcz absurdalnych. Mieszkańcy oszczędzają prąd, wymieniają tradycyjne oświetlenie na energooszczędne, zużycie energii spada, a rachunki zamiast maleć, rosną. Dlaczego? Ponieważ układy elektroniczne stosowane w oświetleniu mogą powodować wzrost ilości energii biernej pojemnościowej, za którą operator nalicza dodatkowe opłaty.

W jednej ze spółdzielni mieszkaniowych należność za energię bierną była aż pięciokrotnie wyższa niż koszt zużytej energii czynnej. Mieszkańcy inwestują więc w energooszczędne rozwiązania, ograniczają zużycie energii, a oszczędności pochłaniają dodatkowe opłaty.

Jeszcze bardziej bulwersujący jest jednak sposób ich naliczania. Przykładowo we Wrocławiu część spółdzielni mieszkaniowych w ogóle nie ponosi kosztów energii biernej, podczas gdy inne są nimi obciążane. W skali dużych zasobów mieszkaniowych w grę mogą wchodzić miliony złotych.

Ochrona gospodarstw domowych. Ale nie wszystkich

Przedsiębiorstwa energetyczne informują, że opłaty za energię bierną nie dotyczą gospodarstw domowych. Takie zapewnienie może uspokajać mieszkańców, którzy zakładają, że skoro nie prowadzą działalności gospodarczej, dodatkowe należności ich nie obciążą.

Tyle że w budynkach wielolokalowych energia elektryczna zużywana jest nie tylko w mieszkaniach. Zasila również oświetlenie klatek schodowych, windy, hydrofornie, domofony i inne urządzenia służące mieszkańcom.

Formalnym odbiorcą energii jest wówczas spółdzielnia lub wspólnota mieszkaniowa, ale rachunki ostatecznie płacą właściciele i użytkownicy lokali.

Jaką wartość ma zatem deklarowana ochrona gospodarstw domowych, skoro mieszkańcy mogą płacić nawet 80 zł miesięcznie za energię elektryczną zużywaną w częściach wspólnych budynku?

Klatka schodowa nie jest zakładem produkcyjnym, a winda nie służy prowadzeniu przedsiębiorstwa. Energia elektryczna wykorzystywana w tych urządzeniach zaspokaja potrzeby mieszkaniowe tych samych osób, które korzystają z ochrony jako odbiorcy indywidualni.

Co istotne, sam Urząd Regulacji Energetyki potwierdzał wcześniej, że energia zużywana na potrzeby oświetlenia klatek schodowych, zasilania wind, hydroforni i węzłów cieplnych może korzystać z przewidzianych przez ustawodawcę mechanizmów ochrony odbiorców mieszkaniowych.

Tymczasem w przypadku energii biernej charakter mieszkaniowy punktów poboru nie zapewnia takiej samej ochrony.

Ponadto mamy grupę uprzywilejowanych spółdzielni, którym operator nie nalicza dodatkowych opłat. Nie wiadomo jednak, na podstawie jakich obiektywnych kryteriów jedne podmioty znalazły się w tej grupie, a inne nie. Ochrona gospodarstw domowych staje się w ten sposób iluzoryczna. Jej rzeczywisty zakres zależy bowiem nie od jednakowych zasad obowiązujących porównywalnych odbiorców, lecz od praktyki przedsiębiorstwa energetycznego.

Mają płacić czy nie – kto o tym decyduje ?

Energia bierna to, w dużym uproszczeniu, energia przepływająca między siecią elektroenergetyczną a urządzeniami elektrycznymi, która nie jest zamieniana na pracę użyteczną, ale może powodować dodatkowe obciążenia sieci.

Zgodnie z § 52 ust. 2 rozporządzenia Ministra Energii z 3 września 2026 r. (Dz.U. poz. 1182) rozliczeniami za pobór energii biernej są objęci odbiorcy zasilani z sieci średniego, wysokiego i najwyższego napięcia. Natomiast odbiorcy zasilani z sieci o napięciu znamionowym nie wyższym niż 1 kV „mogą być objęci” takimi rozliczeniami.

„Mogą być objęci”, to nie to samo co „są objęci”.Ustawodawca nie ustanowił zatem powszechnego obowiązku ponoszenia tych opłat przez wszystkich odbiorców niskiego napięcia. Dopuścił jedynie możliwość ich naliczania.

Co istotne, do 3 grudnia 2020 r. przepisy przewidywały dodatkowe warunki. Rozliczenia odbiorców niskiego napięcia były dopuszczalne w uzasadnionych przypadkach, przy użytkowaniu odbiorników o charakterze indukcyjnym, a możliwość ich prowadzenia musiała zostać określona w warunkach przyłączenia lub umowie. Od 4 grudnia 2020 r. ograniczenia te usunięto.

Pozostało jednak zasadnicze pytanie: kto i według jakich kryteriów decyduje, których odbiorców należy objąć dodatkowymi opłatami, a których zwolnić?

Odpowiedzi nie daje również taryfa operatora na 2026 rok. W części dotyczącej energii biernej powtarza bowiem ogólną zasadę wynikającą z rozporządzenia, zgodnie z którą odbiorcy niskiego napięcia „mogą być objęci” rozliczeniami. Nie wskazuje natomiast jednoznacznych kryteriów pozwalających ustalić, które kategorie odbiorców rzeczywiście mają ponosić te koszty, a które mimo spełnienia tych samych warunków stosowania naliczeń zwolnić.

Tymczasem rozporządzenie taryfowe wymaga, aby taryfa określała między innymi grupy taryfowe, szczegółowe kryteria podziału odbiorców oraz warunki stosowania opłat.

Samo powtórzenie przepisu dopuszczającego możliwość naliczania opłat nie wyjaśnia, wobec których odbiorców i na jakich zasadach możliwość ta jest wykorzystywana.

Co więcej, spółdzielnie obciążane opłatami za energię bierną nie zawierały odrębnych umów ani aneksów uzgadniających takie rozliczenia. Podobnych uzgodnień nie zawierały również spółdzielnie, którym opłat się nie nalicza.

Brak odrębnej umowy nie przesądza obecnie o niedopuszczalności naliczenia opłaty. Nie tłumaczy jednak odmiennego traktowania podmiotów znajdujących się w porównywalnej sytuacji.

Przyjęcie, że samo powtórzenie przepisu rozporządzenia w taryfie jest wystarczającą podstawą różnicowania odbiorców, prowadziłoby do absurdalnego wniosku: przedsiębiorstwo energetyczne może samodzielnie decydować, kogo obciąży opłatą, a kogo nie.

Tymczasem art. 4 ust. 2 ustawy – Prawo energetyczne jednoznacznie nakazuje przedsiębiorstwom zajmującym się dystrybucją energii zapewnienie wszystkim odbiorcom świadczenia usług dystrybucji „na zasadzie równoprawnego traktowania”.

Równoprawne traktowanie nie oznacza, że wszyscy muszą płacić identyczne rachunki. Oznacza natomiast, że różnice w zasadach rozliczeń muszą wynikać z obiektywnych i przejrzystych kryteriów. A takich kryteriów nie zastępuje jednostronna praktyka monopolisty.

Historia zamiast przepisów

Najbardziej zdumiewające jest stanowisko Urzędu Regulacji Energetyki.

W odpowiedzi na reklamację jednej z wrocławskich spółdzielni mieszkaniowych URE, odnosząc się do różnic w naliczaniu opłat za energię bierną, powołał się na rozległy obszar działania operatorów oraz uwarunkowania historyczne. Od kiedy historia przedsiębiorstwa energetycznego stanowi podstawę do odstępstwa od obowiązku równoprawnego traktowania odbiorców? Co ma rozległy obszar działania operatora do sytuacji, w której w jednym mieście część spółdzielni ponosi dodatkowe opłaty, a inne nie?

Czy mieszkańcy mają płacić za konsekwencje decyzji podejmowanych przed laty przez przedsiębiorstwo energetyczne, na które nie mieli żadnego wpływu?

Uwarunkowania historyczne mogą wyjaśniać pochodzenie określonych praktyk, ale nie usprawiedliwiają ich utrzymywania, jeżeli prowadzą do nierównego traktowania odbiorców.

Tym bardziej że zadania Prezesa URE zostały w ustawie określone wyjątkowo jasno.

Art. 23 ust. 2 pkt 2 Prawa energetycznego przyznaje mu kompetencje do zatwierdzania i kontrolowania stosowania taryf.

Natomiast art. 23 ust. 2 pkt 13a lit. b tej ustawy wprost wymienia wśród zadań Prezesa URE zapewnienie równoprawnego traktowania użytkowników systemu przez operatorów systemów dystrybucyjnych i przesyłowych.

Zapewnienie równoprawnego traktowania jest zatem ustawowym zadaniem regulatora. Tymczasem organ ten, zamiast wskazać podstawy prawne i kryteria różnicowania odbiorców, odwołuje się do historycznych uwarunkowań działalności przedsiębiorstw energetycznych.

Takie wyjaśnienie nie zastępuje kontroli zgodności stosowanych rozliczeń z obowiązującymi przepisami. Przedsiębiorstwa dystrybucyjne podlegają szczególnemu nadzorowi państwa. Regulator powinien stanowić gwarancję, że ich pozycja monopolistyczna nie prowadzi do nieuzasadnionego różnicowania odbiorców. Prawo unijne również wymaga równego traktowania, a obowiązek niedyskryminacyjnego

traktowania użytkowników sieci wynika także z przepisów Unii Europejskiej. Art. 18 ust. 1 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/943 wymaga, aby opłaty za dostęp do sieci i korzystanie z niej były przejrzyste, odzwierciedlały koszty i były stosowane w sposób niedyskryminacyjny.

Z kolei art. 31 ust. 2 dyrektywy (UE) 2019/944 zakazuje operatorom systemów dystrybucyjnych dyskryminowania użytkowników systemu lub poszczególnych kategorii tych użytkowników.

Art. 59 ust. 1 lit. b tej dyrektywy zobowiązuje natomiast krajowe organy regulacyjne do zapewnienia przestrzegania przez operatorów obowiązków wynikających z prawa unijnego.

Przepisy te nie pozostawiają miejsca na dowolność. Jeżeli porównywalne spółdzielnie mieszkaniowe są obejmowane dodatkowymi opłatami według odmiennych zasad, mamy do czynienia z naruszeniem zasady niedyskryminacyjnego traktowania użytkowników sieci.

Prawo unijne nie przewiduje wyjątku od tej zasady ze względu na rozległy obszar działania operatora czy uwarunkowania historyczne.

Ochrona dla wybranych, rachunki dla pozostałych

W całej sprawie najbardziej uderza niespójność między deklarowaną ochroną gospodarstw domowych a rzeczywistymi obciążeniami ponoszonymi przez mieszkańców budynków wielolokalowych.

Z jednej strony przedsiębiorstwo energetyczne zapewnia, że gospodarstwa domowe nie ponoszą opłat za energię bierną. Z drugiej mieszkańcy płacą je pośrednio za pośrednictwem spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych, niekiedy w wysokości wielokrotnie przewyższającej koszt zużytego prądu.

Co więcej, nawet ta ochrona nie działa jednakowo. Korzystają z niej faktycznie mieszkańcy tych spółdzielni, wobec których operator nie nalicza opłat za energię bierną. Pozostali ponoszą koszty, choć znajdują się w porównywalnej sytuacji.

Powstaje zatem pytanie, na jakiej podstawie przedsiębiorstwo energetyczne decyduje, które spółdzielnie znajdą się w uprzywilejowanej sytuacji. Nie wystarczy odpowiedź, że rozporządzenie pozwala naliczać opłaty. Istotą problemu jest przecież to, dlaczego możliwość ta jest wykorzystywana wobec jednych odbiorców, a wobec innych nie.

Państwo nie może deklarować ochrony gospodarstw domowych, a jednocześnie tolerować sytuacji, w której jej rzeczywisty zakres zależy od niejasnych decyzji przedsiębiorstwa energetycznego.

Równoprawne traktowanie odbiorców nie jest przywilejem przyznawanym wybranym spółdzielniom. Jest obowiązkiem wynikającym z polskiego i unijnego prawa.

Jeżeli o tym, którzy mieszkańcy poniosą dodatkowe koszty, decyduje w praktyce monopolista, a regulator nie wymaga wskazania jednoznacznych kryteriów takiego wyboru, to ochrona odbiorców pozostaje jedynie deklaracją. Rachunki są natomiast jak najbardziej realne.

Anna Kondrasiuk

Tagi: