Wakacje dla każdego z nas to czas beztroski. I bez względu na wiek tzn. ile mamy lat czekamy i odliczmy każdego roku w kalendarzu dni, aby ten czas nastał. Mamy dwa tysiące dwudziesty szósty rok – minął już lipiec, nastał sierpień i niedługo powita nas wrzesień. Będąc Obywatelami świata odwiedzamy kraje naszych marzeń Grecję, Hiszpanię, Włochy czy wyspy odległe. Lecimy na Malediwy, Maderę lub Majorkę. I tak spowici wspomnieniami powracamy. Opowiadamy znajomym i rodzinie,co było naszym udziałem, o wrażeniach, kulinariach, pokazujemy zdjęcia. Czekamy teraz na następne wakacje, następny czas beztroski.
Powiem tak – nie zdajemy sobie sprawy, że piękno i urok odpoczynku jest na wyciągnięcie ręki. Tuż obok.
Szanowne Wrocławianki i Wrocławianie w odległości zaledwie około 60-ciu kilometrów powita Was Dolina Baryczy, a w niej stawy, lasy oraz dzikość natury.
Odwiedziłam Rudę Milicką. Domki i wille, stare i nowe pokazujące swoje kształty zza drzew liściastych, iglastych – okazałych dębów, brzóz, sosen i świerków. Dachy z czerwonymi czy kolorowymi dachówkami zdobią prostokąty paneli słonecznych i anteny telewizyjne. W przydomowych ogrodach pachnące kwiaty – kremowe hortensje obficie kwitnące tego roku, wiele odmian róż, krzewy irg czy płożących jałowców. Ciągnące się po dolinie Baryczy i jej okolicach, jak beżowe wstążki szlaki rowerowe.
Moi towarzysze wyjeżdżali rowerami na kilka godzin. Powracali zmęczeni i otumanieni czystością powietrza, oczarowani widokami stawów, przydrożnych kapliczek, jazów i budowli hydro – technicznych z minionego wieku. Ja w ty czasie odpoczywałam w ciszy i pochłaniałam promienie słoneczne w iście sterylnym krajobrazie. Jednego dnia powitała mnie młoda sarenka, drugiego dzięcioł kowalik, a biało-rudy w czarne łaty kot zakradał się co rano i przykładał swój pyszczek do drzwi tarasowych mojego pokoju. Stołowaliśmy się w miejscowej restauracji, obok na łące pasły się dwa kucyki. Menu rybne z okolicznych stawów w dużych porcjach. Szefowi kuchni należy się Uznanie nie tylko za smak. Sandacz w sosie porowym z pieca był wyśmienity. Także placki ziemniaczane w
sosie grzybowym. Mężczyźni nie pogardzili dobrymi trunkami, ja zaś sokami owocowymi z okolicznych sadów. Wieczory spędzaliśmy na Polaków rozmowy o miłości i przyjaźni dusz. Polityka na te kilka dni poszła w zapomnienie. Siadaliśmy na tarasie i ławeczce – huśtawce, która kołysząc się przenosiła nas w zaczarowany świat marzeń.
Miejsce wyjątkowe i nie trzeba wielkiego wysiłku, by spędzić kilka dni z dala od szumu i wielkomiejskiego zgiełku.
Polecam – Aleksandra Dankowiakowska – Korman






