MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Tadeusz Szwed (1938-1999)
Człowiek z aparatem

     W poniedziałek, zanim jeszcze dotarłem do redakcji, już wiedziałem, że umarł człowiek, który spędził w „Gazecie” całe swoje dojrzałe życie – Tadek Szwed – nasz fotoreporter. Dowiedziałem się o tym od osoby, którą kojarzę tylko z widzenia. Przy kiosku Ruchu podszedł do mnie starszy pan i spytał, na co Tadeusz chorował.

     Stałą współpracę z naszą gazetą (wówczas „Gazetą Robotniczą”) zaczął w połowie lat 60. Oprócz tego, że wydrukował niezliczone ilości zdjęć w całej polskiej prasie, od czasu do czasu pokazywał swoje fotogramy na wystawach, ale nie udało mi się ustalić, ile ich miał. Nie prowadził kartoteki, choć z natury był raczej osobą bardzo uporządkowaną. Z pewnością największa i najpełniejsza to wystawa o festiwalu Wratislavia Cantans, któremu towarzyszył od początku (aż do tegorocznego) z aparatem. Utrwalał nie tylko oficjalne koncerty, muzyków, ale też robił zdjęcia kuluarowe pokazujące to nieoficjalne festiwalowe życie. Był jednak nie tylko dokumentalistą. Wiele jego fotogramów ma walory artystyczne. Jego powodziowa wystawa zawędrowała aż do Kalifornii, a wspólnie z synem Maćkiem wydał powodziowy album. Dosłownie w ostatnich miesiącach przygotował duży album o Wrocławiu.

     Był typem podróżnika. W jednej chwili decydował się na wyjazd. Zjechał kawał świata. Zapamiętaliśmy wystawy o Nigerii i o byłej Jugosławii, także te z miejsc szczególnych z polskim śladem, gdzie walczyli nasi żołnierze, m.in. z Monte Cassino i Murmańska.

     Był zapalonym kibicem sportowym, lubił fotografować sport. Nie tylko ten największy. Fotografował też mecze i zawody w małych miejscowościach. Gdy obok boiska pojawiał się Tadek z aparatem, to w piłkarzy wstępował diabeł. Pamiętam, kiedy Kryształ Stronie Śląskie walczył o Puchar Polski, działacze chcieli Tadkowi płacić dodatkowe pieniądze, by tylko przyjechał na następny mecz, bo to działało na piłkarzy bardziej mobilizująco niż pieniądze prezesa i reprymenda trenera.

     Myślę, że najlepiej Tadeusz czuł pejzaże. Robił niezwykłej urody zdjęcia, pełne klimatu, różnych nastrojów, niezwykłych kolorów i półtonów.

     Lubił pracować, nigdy nie spotkałem Go gdzieś przypadkowo na mieście bez aparatu gotowego do zrobienia zdjęcia. Nie w torbie, na ramieniu. To był człowiek z aparatem. Jak każdy, czasem marudził, że nie ma czasu, że ciągle biega. Ale tak naprawdę, to był Jego żywioł. Prywatną osobą bywał rzadko.

Krzysztof Kucharski
Gazeta Wrocławska
26 X 1999


Znał i kochał Dolny Śląsk

     Odłożył aparat i odszedł. Na zawsze. Odszedł przedwcześnie, ale pozostawił tysiące zdjęć, setki tysięcy naświetlonych klatek fotograficznych. Całe swoje czterdziestoletnie życie zawodowe poświęcił fotografii. Zaczynał w Instytucie Geografii Uniwersytetu Wrocławskiego. Wtedy fotografował, poznał i pokochał Dolny Śląsk. Potem ponad trzydzieści lat pracował dla prasy. Nie rozstawał się z aparatem, bo utrwalał na filmie wszystko: zdarzenia nadzwyczajne i codzienne, szczęśliwe i dramatyczne. Portretował Wrocław, Dolny Śląsk i ludzi tworzących tutaj historię. Miał wyjątkowy dar spojrzenia, który pozwalał mu niezwykle pięknie zatrzymywać w kadrze krajobrazy, był niezrównanym mistrzem w fotografii sportowej. Publikował w prasie krajowej i zagranicznej.

     Indywidualne wystawy Jego prac oglądano w Wiedniu, Soczki, Murmańsku, Los Angeles. Jego zdjęcia z powodzi w 1997 roku wzbudziły ogromne zainteresowanie w kraju i za granicą. Dosłownie do swoich ostatnich dni dokumentował chlubę Wrocławia – festiwal Wratislavia Cantans i kończył pracę nad autorskim albumem o mieście, które fotografował przez całe życie. Niestety, album „Tadeusz Szwed – Mój Wrocław” opuścił drukarnię dopiero kilka dni po Jego śmierci.

     Odszedł artysta, który zdjęciami zapisał kawał historii Wrocławia i Dolnego Śląska.

Mirosław Durczak
Kalendarz Wrocławski 2001


Wspomnienie o Tadeuszu

     Pełen ekspresji gest dyrygenta utrwalony na fotografii, skupione twarze wielkich solistów, kolejki melomanów przed koncertami, zasłuchana w muzykę publiczność w prawie trzydziestu pięknych zabytkowych salach – tak ogląda się ten album.

     Festiwal Wratislavia Cantans przez całe lata miał wiernego kronikarza w osobie Tadeusza Szweda, wybitnego artysty fotografa. To właśnie jego pamięci poświęcony jest najnowszy festiwalowy album fotograficzny zatytułowany „Wratislavia Cantans w zabytkach Wrocławia i Dolnego Śląska”. Najpierw zatem kilka słów o Autorze tych wspaniałych zdjęć, dokumentujących ponad trzydzieści lat historii wielkiego festiwalu.

     Tadeusz Szwed (rocznik 1938) od końca lat pięćdziesiątych związany był z Wrocławiem, gdzie szybko dał się poznać jako wybitny i wszechstronny fotoreporter, śledzący obiektywem swojego aparatu wydarzenia społeczne, kulturalne i sportowe miasta oraz regionu. Fotograf, z zamiłowania podróżnik, szczególny uczuciem darzył festiwal Wratislavia Cantans. Miał w dorobku kilkadziesiąt tysięcy fotografii z tego festiwalu, gromadzonych od początku istnienia imprezy, a więc od 1966 r., gdy inicjatorem i pierwszym dyrektorem artystycznym był Andrzej Markowski. Mimo postępującej choroby, Tadeusz Szwed pozostał czynnym fotoreporterem do końca, na 34. Festiwalu w 1999 r. zrobił swoje ostatnie zdjęcie. Słuchacze podczas koncertów mogli zapamiętać jego charakterystyczną, elegancką postać oraz dyskrecję i kulturę, z jaką wywiązywał się z trudnego i niewdzięcznego zadania utrwalania na żywo aparatem fotograficznym wydarzeń muzycznych (iluż niedoświadczonych fotografów naraża się przy tej okazji na irytację otoczenia!). Tadeusz Szwed nie miał w sobie nic z „przeszkadzającego” fotografa, czuło się w nim raczej subtelnego kronikarza. Publiczność znała jego festiwalowe fotografie m.in. z dwóch wystaw, towarzyszących imprezom w latach 1995 i 1998.

     Organizatorzy Wratislavii Cantans znaleźli w nim przyjaciela. „Jak mało kto potrafił wczuć się w atmosferę koncertu, uchwycić najwspanialsze momenty. Był prawdziwym przyjacielem festiwalu, kochał muzykę i artystów, te pozytywne emocje doskonale widać na jego fotografiach” – wspomina Lidia Geringer d’Oedenberg, dyrektor generalny festiwalu i współinicjatorka wydawnictwa. Wspólnie z Tadeuszem Szwedem wpadli na pomysł opublikowania tego albumu, który miał promować Wratislavię Cantans oraz związane z nią od początku zabytkowe wnętrza Dolnego Śląska.

     Te promocyjne zadania album spełnia znakomicie. Wydawnictwo ma charakter multimedialny, towarzyszy mu kaseta wideo z filmem ukazującym fragmenty wybitnych koncertów w najpiękniejszych salach Wrocławia i regionu. Album przypomina, że łączenie muzyki z architekturą ma tu wspaniałe tradycje, rozwijające się nieprzerwanie do dzisiaj.

     To paradoks, ale zawstydzający brak w mieście odpowiedniej do rangi Wrocławia sali koncertowej sprawił, że do roli takiej awansowało wiele wnętrz kościelnych, muzealnych i innych. Czasem mają te obiekty (zwłaszcza gotyckie kościoły) akustykę najgorszą z możliwych, czasem lepszą, ale zawsze stanowią imponującą oprawę architektoniczną dla muzyki. Słuchacze nierzadko odnajdują w tych salach dodatkowe przeżycia, odkrywają przestrzeń sakralną, w której tak dobrze brzmi religijne oratorium, kantata, pasja, motet, msza…

     Tę muzykę, zaklętą w zabytkowych wnętrzach, niemal słychać na kartach albumu. Fotografie dokumentują 35 lat historii Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans, ukazują prawie 30 zabytkowych sal i obiektów. Każdy zabytek został zwięźle opisany, zdjęcia podkreślają jego urodę podczas koncertów, szczególnie mocno wyeksponowaną dzięki towarzyszącemu występom dodatkowemu oświetleniu. Wydawnictwo posiada indeks artystów i zespołów występujących w poszczególnych wnętrzach w latach 1966–2000. Czytelnik znajdzie tu także zarys historii festiwalu. A historia Wratislavii Cantans budzi respekt i podziw.

     Kogo rozpoznajemy na tych fotografiach? W gotyckiej katedrze św. Marii Magdaleny, głównej dziś sali koncertowej festiwalu – Witolda Lutosławskiego i Krzysztofa Pendereckiego w roli dyrygentów, Andrzeja Hiolskiego, Wojciecha Kilara, Skrowaczewskiego, Katlewicza, Christie’go, Mutiego, Rifkina… A w kościele garnizonowym św. Elżbiety, jeszcze przed jego pożarem – samego Andrzeja Markowskiego (czy wiedział, jak wielki festiwal wymyślił?), Henryka Mikołaja Góreckiego, Tadeusza Strugałę, następcę Markowskiego(te zdjęcia już po odrestaurowaniu świątyni). Przenosimy się na Ostrów Tumski – w murach kościoła Najświętszej Marii Panny czekają na nas m.in. Nikołaj Gedda, Wanda Wiłkomirska, Frans Bruggen z Orkiestrą Wieku Oświecenia. Oglądamy dalej zabytki już nie wrocławskie: np. zbudowany w latach 1652–54 drewniany kościół Pokoju w Świdnicy (unikat!) zdolny pomieścić ponad siedem tysięcy osób, wypełniony barokową muzyką. Opactwo pocysterskie w Lubiążu, imponujące rozmachem, z olśniewającą Salą Książęcą i Cyprienem Katsarisem przy fortepianie, zamek Piastów w Brzegu, znany z turniejów kontratenorów, na zdjęciach Paul Esswood i Andreas Scholl. Jesteśmy z powrotem w zabytkach wrocławskich: na scenie opery utrwalone występy Victorii de los Angeles (1987), Iriny Archipowej i japońskiego Teatru Gagaku, w Muzeum Architektury The Tallis Scholars, w kościele uniwersyteckim Gabrieli Consort & Players, Academy of St. Martin in the Fields i Philippe Herreweghe, w barokowej Auli Leopoldyńskiej Gundula Janowitz i Margaret Price, pergola przy Hali Ludowej i plenerowe „Jezioro łabędzie”. To tylko przykłady.

Artur Bielecki
Gazeta Dolnośląska

* * *

Pożegnanie Tadeusza odbyło się 28 października 1999 r. na cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu.

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl