MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Elżbieta Szpitalak (1932–1993)
Żegnamy Cię, Elżbieto!

     Z naszej „słowiańskiej” rodziny ubył wspaniały człowiek – redaktor Elżbieta Szpitalak. Trudno uwierzyć, że ktoś tak pełen życia, tak nagle odchodzi. Elżbieta, od lat ciężko chora na serce, pisała dużo i zawsze interesująco, aktywnie uczestniczyła w życiu środowiska. Niezwykła ciekawość gnała Ją po całym świecie. Wrażenia ze swoich licznych podróży przekazywała przez długie lata Jej wiernym Czytelnikom; miała ich wielu. Była dziennikarką niesłychanie sumienną, pracowitą i rzetelną. Zawsze pisała to, co wiedziała na pewno. Starsi Czytelnicy „Słowa” pamiętają Elżbietę także jako autorkę wrażliwą. Dla nich była instytucją, która pomaga jak przyjaciel. W ostatnich latach Elżbieta pisała w różnych czasopismach, ostatnio w „Naszym Domu i Ogrodzie”. Najbardziej jednak została zapamiętana jako dziennikarka „Słowa Polskiego”.

     Nie o każdym człowieku i nie o każdym dziennikarzu – tak jak o Elżbiecie – można powiedzieć: szlachetna, prawa i skromna.

SŁOWIANIE
Słowo Polskie
3 XI 1993

Żegnaj, Elżbieto!

     Elżbieta Szpitalak nie żyje. Znakomita dziennikarka, mądry i prawy człowiek. Była ciekawa wszystkiego – świata, zdarzeń, ludzi, a dziennikarstwo pozwalało Jej tę ciekawość zaspokajać. Zwiedziła niemal cały świat; wiele widziała i wiele przeżyła. Często powtarzała: Gromadzę widoki, wrażenia, zapachy i przyjaźnie, bo tylko to człowiek może wszędzie ze sobą zabrać.

     Żyła intensywnie, jakby chciała jeszcze więcej zobaczyć, poznać, przeczytać. I napisać, bo pisała do ostatniego dnia.

     Od lat ciężko chora na serce nie zmieniła stylu życia, jakby nie przyjmując do wiadomości zagrożenia. Nie utraciła też pogody ducha, życzliwości dla świata i ludzi. W liście do przyjaciółki pisała: „Pytasz jak żyję? Ja się po prostu cieszę każdym przeżytym dniem, bo przecież wiesz, że mam go na kredyt”.

     Bardzo trudno pisać o Elżbiecie w czasie przeszłym i ze świadomością, że odtąd jest Ona już nieodwołalnie nieobecna.

Nasz Dom i Ogród
Nr 10/1993

Z żałobnej karty

     Elżbieta sama o sobie mówiła: Jak na Polkę z przedwojenną metryką, mam bardzo nieskomplikowany życiorys. W nekrologu kiedyś mi napiszą: urodziła się wtedy, zmarła na serce wtedy. A cóż w tak zwanym międzyczasie? Przeczytałam górę książek i zmarnowałam kilkaset ryz papieru na pisanie artykułów do gazet, które zetleją w archiwum, gdyż dotyczyły rzeczy i spraw z czasów niewartych dobrego wspomnienia.

     Elżbieta Szpitalak urodziła się 2 IX 1932 r. w Radomiu, gdzie Jej ojciec Stanisław był ekonomistą zatrudnionym w tzw. zbrojeniówce. Wkrótce po rozpanoszeniu się Niemców w fabryce, ojca aresztowało gestapo (za nasłuch radiowy), matka zaś rozchorowała się na gruźlicę i zmarła. Elżbieta dobrze poznała smak głodnego, szarego dzieciństwa, zanim ojciec wyszedł z więzienia i zabrał ją do Rymanowa. Tam się ponownie ożenił. Zarobkował zbierając i susząc zioła. Elżbieta po szkole pomagała ojcu i przy pasieniu krów przyrodniej babki.

     Lubiła te proste zajęcia, ale jeszcze bardziej lubiła czytać. Do matury w rymanowskim liceum żyła w podwójnym świecie codziennych obowiązków i książek, które pochłaniała w czasie pasionki, kryjąc pod pulpitem ławki, a także każdej nocy. Dzięki oczytaniu łatwo dostała się na Uniwersytet Warszawski. Studia na Wydziale Dziennikarskim odbyła „bezkolizyjnie”. W wiecznie zaczytanej dziewczynie z podbieszczadzkiej wsi nikt bowiem nie upatrywał wrogiego, obcego elementu. Nie widziano też w Niej wdzięcznego obiektu stałych w tej „szkole janczarów” praktyk napaści służalczych aktywistów ZMP na kolegów, którzy coś nie tak jak trzeba zrobili, powiedzieli lub mieli zapisane w dokumentach.

     Do Wrocławia Elżbieta przyjechała we wrześniu 1955 r z nakazem pracy w „Słowie Polskim". I miasto, i redakcję poznała i polubiła wcześniej. Ojciec osiedlił się w Złotoryi, w „Słowie” odbywała praktyki wakacyjne. Trafiła więc od razu do działu publicystyki; najpierw ekonomicznej, potem społecznej, wreszcie stała się samodzielną komentatorką problemów postępu technicznego i nauki, zwłaszcza ekologii.

     Elżbieta była wrażliwa na prawdę, dobro i piękno. Nie potrafiła przejść obok krzywdy ludzkiej, nie zareagować na niszczenie przyrody, oszpecanie architektury. Piórem walczyła o czystość wrocławskiej atmosfery i układów międzyludzkich. Upominała się o wrocławskie bulwary, secesyjne kamieniczki i powrót miasta nad Odrę. Jej teksty to perełki form dziennikarskich o pogłębionej refleksją rzeczowej treści i bogatym, lapidarnym słownictwie. Cyzelowała bowiem najprostszą informację. Zebrany skrupulatnie materiał sprawdzała i konfrontowała w różnych źródłach, zanim usiadła do maszyny.

     Pracowała ciężko, pisała dużo. Przerywnikiem w redakcyjnej harówce były dla Niej rejsy statkami PLO czy PŻM, za które z całorocznych oszczędności pokrywała tylko połowę kosztów jako aktywna członkini Klubu Publicystów Morskich Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Nosiło Ją po świecie. Po to, aby pozyskaną wiedzą, wrażeniami i obserwacjami zainteresować czytelników w korespondencjach z podróży. Była niezmordowana. Niestety, tylko do czasu radykalnej zmiany przy sterze „Słowa Polskiego”. Nowy redaktor naczelny też miał dobre pióro, jednak brak odwagi wytworzył fatalny u niego nawyk nadgorliwości w wykonywaniu z góry idących poleceń, nawet sugestii. A że Elżbieta właśnie napiętnowała biurokratyczne innowacje rektora Politechniki, który przymierzał się do miejsca w KC PZPR...

     Elżbieta nie zwykła zważać na ingerencje cenzorskie. Przecież pisała zawsze tylko to, co wiedziała na pewno. Przebolała więc odrzucenie tego i następnych artykułów. Pisała dalsze. Po kilku miesiącach bez publikacji, honorariów, w ciągłej szarpaninie nerwów trafiła do szpitala ze skomplikowanym zawałem serca. Jakoś się wykaraskała. Do „Słowa” już nie wróciła. Publikowała w wydawanych przez Towarzystwo Miłośników Wrocławia pismach: „Wrocław – Rok 1945–51” i „Kalendarzu Wrocławskim”. Pracowała w „Wiadomościach” aż do likwidacji tego popularnego tygodnika w stanie wojennym. Znowu przeszła zawał, dostała rentę. Żyć bez pisania jednak nie mogła. Wzięła ryczałt we wrocławskim miesięczniku „Mój Dom”, teraz rozchodzącym się po całej Polsce pt. „Nasz Dom i Ogród”. Na pewno przyczyniła się do jego poczytności wieloma pomysłami redakcyjnymi, kapitalnymi felietonami, imponującą fachowością i znajomością psychiki ludzkiej, tekstami problemowymi.

     Ostatni Jej artykuł, z cyklu „Portret we wnętrzu”, nosił tytuł „Apetyt na życie”. Ona miała wielki apetyt na życie intensywne. Chciała jak najwięcej przeżyć, zobaczyć, dotknąć i zrozumieć; podzielić się tym wszystkim z czytelnikami i otaczającym Ją zawsze gronem przyjaciół. Bo była człowiekiem mądrym, szlachetnym, niezawodnym w przyjaźni i pracy. Kochała życie godne, niezależne, pełne; nigdy – na klęczkach. Do końca, także po trzecim zawale, nie zatraciła swej żarliwości, poczucia humoru, optymistycznego widzenia świata i ludzi. I pisała. Jej utrudzone serce po prostu przestało bić w noc przedzaduszkową w 1993 r. Przy tapczanie leżał rozpoczęty szkic artykułu i piętrzyła się sterta książek z zakładkami na stronach upatrzonych do przemyśleń i cytatów.

Halina Marek
Kalendarz Wrocławski 1994

* * *

Pogrzeb red. Elżbiety Szpitalak odbył się 5 listopada 1993 r. w Rymanowie-Zdroju.

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl