
| MENU:
|
Zygmunt
Szczeciński (1951–1993)
Był niewątpliwie najbardziej pracowitym dziennikarzem „Słowa”. Pisał dużo i ciekawie. Potrafił jednego dnia wypełnić lwią część „Słowa Legnickiego” [wkładka terenowa], dać kilka hitowych informacji na pierwszą i drugą stronę i jeszcze zaserwować smaczny reportaż do magazynu piątkowego. Kiedy zdarzało się, że urlopy i choroby dziesiątkowały szczupłą obsadę legnickiego oddziału, pytaliśmy Zygmunta czy podesłać Mu pomoc. Niezmiennie odpowiadał: – A po co? W ostatnich dniach sam rozpoczął urlop, jeszcze ubiegłoroczny. Kiedy niedługo przed tragiczną śmiercią zadzwonił do redakcji, pytałem Go, jak wypoczywa. Odpowiedział niechętnie, że nie podoba mu się w Karpaczu, bo góry zasłaniają tam cały widok. Dzwonił już z pracy, jakby koniecznie musiał sprawdzić, czy to możliwe, żeby gazeta wychodziła bez niego. Postraszyłem Go zawałem, ale bez przekonania. Bo ZIS nie bał się prawie nikogo i niczego. Pasjami narażał się, także prominentom. Kiedy uważał, że trzeba, potrafił uderzyć słowem ciężkim jak kamień, przebić szyderstwem na wylot – na ogół sprawiedliwie. Skakał szefom do oczu i często wygrywał. Żeby z Nim wygrać, trzeba Go było przekonać. Przekonany umiał się poddać z klasą. Wybraliśmy Go przewodniczącym Rady Nadzorczej Spółdzielni „Słowo Polskie”. Miał zaufanie, bo był uczciwy, liczył się z ludźmi, nie żałował czasu na publiczne sprawy, bił się o nie do upadłego. Do upadłego… Dzisiaj mieliśmy się spotkać w sprawie Walnego Zgromadzenia. Gazeta wychodzi nadal. Oddział jakoś pracuje. Nie ma pustych miejsc na stronie legnickiej. Na Zgromadzeniu Spółdzielni wybierzemy nowego szefa Rady Nadzorczej. Czy są jednak na świecie ludzie niezastąpieni? ZIS był. Andrzej
Karmiński Żegnaj, Zygmuncie Jak trudno jest o NIM pisać w czasie przeszłym. Jeszcze przedwczoraj mówiło się „JEST”, „BĘDZIE”, jeszcze przedwczoraj… Nie ustawał w wysiłkach, by „Słowo Polskie”, a raczej „Słowo Legnickie”, było najlepsze. Żył gazetą od rana do późnych godzin wieczornych. Zginął tragicznie właściwie podczas pracy. Nie uznawał tematów zakazanych, takich, których lepiej było nie ruszać. Z podniesionym czołem przetrwał miniony okres propagandy sukcesu, stawając okoniem wobec partyjnych propagandzistów. Nie był opozycjonistą, nie bawił się w prasowe podziemie. Uważał, że by być godnym zawodu dziennikarza, wystarczy być po prostu uczciwym wobec tego, co się pisze. Nową Polskę przyjął z radością, ale nie zamierzał z miejsca zostawać złotoustym epoki. Pozostał tak samo krytycznym, jak był w latach minionych. Był cenionym i lubianym w środowisku legnickich, dolnośląskich dziennikarzy. Nie wolny od słabości, uczynił w swoim wykonaniu ten zawód zawodem profesjonalisty w każdym calu. ZYGMUNTA SZCZECIŃSKIEGO nie ma już wśród żywych, ale wspomnienie o Nim przetrwa lata. Chciałoby się powiedzieć „do jutra”, ale życie jest brutalne… ŻEGNAJ! Gazeta
Legnicka Zygmunt odjechał… Wczoraj rano poraziła dolnośląskich dziennikarzy okrutna wiadomość: ZYGMUNT SZCZECIŃSKI nie żyje. We wtorek wieczorem wracał z Lubina do domu, do Legnicy. Nie dojechał. Swoją dziennikarską drogę rozpoczął jako komentator we wrocławskich „Wiadomościach”. Pisywał trochę w naszej „Gazecie”. Od 1982 r. był korespondentem „Słowa Polskiego”, a potem kierownikiem oddziału tego pisma w Legnicy. Bardzo lubił być tam, gdzie dzieje się coś rzeczywiście ważnego, gdzie ścierały się interesy i rozpalały konflikty. Miał swoje zdanie, którego nie ukrywał i za które często Mu się dostawało. Był prawdziwym tytanem pracy. Nie lubił siedzieć za biurkiem. Wciąż był w drodze. We wtorek też wyjechał w trasę, ale już z niej nie wrócił. Żegnamy Cię, Zygmuncie! KOLEŻANKI
I KOLEDZY * * * Pożegnaliśmy Zygmunta 8 marca 1993 r. na cmentarzu komunalnym w Legnicy. |
______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl