MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Marek Motas (1945–2007)
Jeszcze Go słyszymy...

     Swoje ostatnie, sprzed kilkunastu dni [1 VII], urodziny obchodził w szpitalu, gdzie od trzech tygodni z nadzieją aplikowano Mu kolejne kroplówki, płytki krwi, programowano chemioterapię, która dawała szansę na zwycięstwo z leukemią.

     Nawet w tak niewesołych okolicznościach zachowywał w czasie odwiedzin swój „ścichapęk” dowcip i dyskretne poczucie humoru. Marek z tego słynął – szafował tym darem na co dzień i na antenie radiowej wrocławskiej rozgłośni, gdzie debiutował ponad czterdzieści lat temu. Każdy, kto Go znał, wiedział, że poza Rodziną, Jego największą namiętnością jest radiowa twórczość – w każdym wymiarze.

     Bywał dyżurnym realizatorem programów na żywo i wtedy z Jego konsolety szły w eter dzienniki i koncerty, transmisje sportowe i akademie ku czci... Bywał takie reżyserem rozbudowanych form radiowych: bogate dźwiękowo słuchowiska, audycje dokumentalne, audycje słowno-muzyczne – to lubił najbardziej. A przy tym od wielu lat uprawiał twórczość własną, okazał się bowiem wspaniałym tekściarzem i kompozytorem inteligentnych piosenek, monologów, dialogów, skeczów, w których wykorzystując naturalny talent – bardzo często sam występował. Miał do tego „dryg”, bo miał świetny słuch, a więc czułe ucho, finezyjne pióro i bystre oko (notabene wielce błękitne), które pozwalało dostrzegać tematy do satyrycznego lub lirycznego rozwinięcia nawet w przypadkowych zdarzeniach. Pisywał fraszki, kalambury i wiersze. Wrocławskie i ogólnopolskie programy radiowe dzięki Niemu lśniły dodatkową barwą.

     I tylko zdumiewały w tym wszystkim cechy Marka zupełnie tym talentom dzisiaj, w dzikich czasach, nieprzydatne, cechy jakby z innej epoki, z czasów rodzinnej kindersztuby: skromność i życzliwość, koleżeńskość i solidarność, solidność i lojalność. Tymi cechami wzbogacał swoją zawodową maestrię i może dlatego, z całą pewnością dlatego, był tak bardzo przez wszystkich lubiany i szanowany. A przy tym nie potrafił być ponurakiem, nie otaczał się żadnymi barierami, był otwarty na przyjaźnie i uroki życia.

     Po przejściu na wcześniejszą emeryturę nadal szlifował swoje precyzyjne, „złotorączkowe” umiejętności renowatora starych przedmiotów użytkowych, zwłaszcza mebli. Hobby sprzed lat stało się czymś więcej niż tylko amatorskim zajęciem.

     Kliniczne badania organizmu przeprowadzone kilka dni temu rokowały pozytywny zwrot w skomplikowanej i długotrwałej kuracji. I nagle osłabiony organizm uwięziła w śmiertelnej pułapce złowroga, nieprzewidziana infekcja, która zabrała Mu ostatnie tchnienie. Wszystko rozegrało się w ciągu kilkunastu godzin. Nie po raz pierwszy medycyna okazała się bezsilna wobec bezlitosnego wyroku, wyroku bez prawa apelacji.

     Dzisiaj pewnie gdzieś w niebiańskim radiu, razem ze swoimi braćmi – Ryśkiem i Piotrem, którzy zmarli przed kilkoma laty, a z którymi tworzyli na Krzykach „klan braci Motasów” znany z humoru i wszelkiego rodzaju kolekcjonerstwa (plus Jacek, obecnie w Kanadzie) – realizuje dowcipne słuchowiska, które być może i nam dane będzie kiedyś posłuchać z podziwem.

     Do usłyszenia, Marku!

Przyjaciele i znajomi
(zewsząd)
Gazeta Wyborcza – Wrocław
18 VII 2007

* * *

Marka pożegnaliśmy 19 lipca 2007 r. na cmentarzu Grabiszyńskim.

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl