
| MENU:
|
Kazimierz Mościcki (1933–1991)
Zaczynał pracę w rozgłośni wrocławskiej w roku 1956 w radiowym Studiu 202 i choć wielokrotnie zmieniał redakcje i rozszerzał swoje zainteresowania, tej satyrycznej pasji pozostał wierny do końca. Miał swoiste, sobie tylko właściwe, poczucie humoru i był dobrym radiowym aktorem. Najchętniej jednak zmieniał swój czysty, jasny głos na chrypkę zrzędliwego staruszka emeryta i robił to świetnie. Kazimierz Mościcki nagrał wiele audycji publicystycznych i oświatowych, interesował się filozofią, kochał dzieci, zwierzęta: „Małe i duże” – to był cykl Jego audycji. Był samotnikiem z wyboru, a mimo to miał wielu przyjaciół. W latach 70. doszła nowa pasja – armia. Najpierw był „Magazyn lotniczy”, później cykliczna audycja „Wojsko, wojsko”. Z jednym z polskich kontyngentów wojsk ONZ wyjeżdża wtedy na pustynię jako korespondent. Kazimierz Mościcki stworzył bardzo wiele audycji o tematyce wojskowej i za tę pracę otrzymywał wyróżnienia, nagrody i odznaczenia wojskowe. Cenił je sobie wysoko, ale radio było dla Niego treścią życia. Jarosław
Broda O Kaziu Mościckim opowieść W radio bardzo trudno wymyślić coś nowego, wszystko już bowiem było – dobrze wiedzą o tym doświadczeni radiowcy. Jak wiadomo, były również redakcje-molochy, funkcjonujące dziś jako świeżutka nowość. Oto w trudnym okresie stanu wojennego połączono w jedną redakcje: społeczną, oświatową, rolną, ekonomiczną, młodzieżową, wojskową i nawet reklamy oraz koncertów życzeń. Pieczę nad tym zbiorowiskiem polecono mnie. Pamiętam, że było nas około 14–16 osób. Ludzi o różnych charakterach, temperamentach i stopniu wiedzy dziennikarskiej. Łatwo nie było, ale kiedy udało nam się zebrać razem, nie było też końca wspomnieniom, ploteczkom, pogaduszkom. Kiedyś wpadłam do redakcji z wieścią: – Słuchajcie! Robiłam dziś za Świętego Mikołaja. Wyglądam oto w domu przez okno, a na ławce pod trzepakiem siedzi dziadek, wyciąga z kieszeni różne pety i skręca papierosa. No to ja, mając w zapasie przydziałowe w stanie wojennym „Mocne”, zrzuciłam mu paczkę pod nogi i tyle mnie widział. Po kilku dniach miałam kolejną rewelację. – Słuchajcie. Wyglądam oknem, a pod trzepakiem siedzi dziadek i pojada suchą bułkę. No to ja robię ogromniastą kanapkę z golonką, herbatę do butelki, paczkę papierosów, wszystko do koszyka i na sznurku spuszczam z drugiego piętra do dziadka, anonsując: „Tu dla pana śniadanie!” Starszy pan wyjął dary z koszyka, podziękował i odszedł – wydawał się być nawet wzruszony. Ja opowiadam, cała redakcja słucha i przeżywa moje spotkania z dziadkiem. A po kilku dniach mam w skrzynce list. Otwieram, z koperty wypada zdjęcie. Załączam. Mąż na widok tego wszystkiego obiecuje mi rozrywki nie byle jakie: – Zawieraj, zawieraj takie znajomości. Będziesz miała niejedną wizytę. Trochę speszona przynoszę wieści na forum redakcji. Wszyscy słuchają, jeden radzi to, drugi owo. Sytuacja raczej patowa. Któregoś wolnego dnia jestem w domu. Dzwonek. Otwieram – za progiem Kazik Mościcki, a jakże, z różami. – Przechodziłem, wstąpiłem... – Miło mi. Kawa, herbata? Siedzimy, popijamy, gadamy. Pół godziny, godzinę, więcej. Kazio taki jakiś wewnętrznie rozbawiony, ale przedziwnie ubrany. Bo tu lato, upał, a on pod płaszczem ma jeszcze ciepłą pikowaną kufajkę (w Rosji zwaną fufajką). No, ale może mu zimno – myślę. Gdzieś po dwóch godzinach rozmowy o niczym Kazio pyta o moje plany urlopowe, bo on – powiada – też w tym roku postanowił wyjechać, już nawet zrobił sobie zdjęcia i z kieszeni tejże fufajki wyjmuje cztery pocztówkowe fotografie, na każdej oblicze, że nie daj Boże, a wśród nich i to, które otrzymałam z listem „od dziadka” – Karola Malinowskiego. Na widok mojej ogłupiałej miny dostał czkawki ze śmiechu, a ja nie zabiłam go tylko dlatego, że jednak był gościem. – Oj, kierowniczko – chichotał – a niby taka rozgarnięta. To ja nawet specjalnie się w tę kacabajkę na taki upał ubrałem, żebyś skojarzyła. Oj, kierowniczko...
Po kilku miesiącach żegnaliśmy Kazika. Nie wszyscy mogli Mu towarzyszyć w ostatniej drodze do rodzinnego Namysłowa, postanowiliśmy zatem Radiowcowi zorganizować pożegnanie w rozgłośni, która była Jego drugim domem. Z racji współpracy Kazika z wojskiem, dzięki Oli Dankowiakowskiej, była kompania reprezentacyjna, orkiestra wojskowa i żołnierska warta honorowa, która przy trumnie w hallu rozgłośni stanęła obok naszej straży przemysłowej. Przybyli chyba wszyscy, którzy Kazika znali i chcieli pożegnać. Brzmiał sygnał naszej radiostacji, były okolicznościowe przemówienia, serdeczne wspomnienia. Tak się zdarzyło, że wkrótce potem złapałam grypę i kisłam przez kilka dni w domu. Dzwoni któregoś dnia Ola Dankowiakowska informując, że była w redakcji siostra Kazia Mościckiego, że w podzięce za zorganizowanie pożegnania jej brata przez rozgłośnię przyniosła mi słodycze i róże „od Kazika” i że Ola, jadąc do domu, podrzuci mi to. Rzeczywiście przyniosła. Słodyczami częstowałam odwiedzających mnie, a przepiękne różowo-herbaciane róże w kryształowym flakonie postawiłam na szafce obok tapczana. Troskliwie codziennie zmieniałam im wodę, ale… zastanowiło mnie, dlaczego róże stojące w ciepłym pokoju, w wodzie, nie rozkwitają, są w dalszym ciągu przepięknymi pąkami. Po dokładnym przyjrzeniu się im stwierdziłam, że ich płatki to najdelikatniejszy wschodni jedwab. I niech mi nikt nie mówi, że nie można jednocześnie śmiać się i płakać. A jakżeż mogłam zareagować, kiedy wydało mi się, że gdzieś z różowo-błękitnej dali słyszę głos Kazika: – Oj, kierowniczko, kierowniczko… a taka niby rozgarnięta… Wiesława
Staniszewska * Pożegnanie red. Kazimierza Mościckiego odbyło się 26 lutego 1991 roku w hallu Polskiego Radia we Wrocławiu. Pochowany został 27 lutego w Namysłowie (woj. opolskie). |
______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl