MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Ireneusz Maciaś - wspomnienia

Nasz dziennikarz sportowy, Ireneusz Maciaś, nie żyje. Miał 38 lat
Żegnaj, pracusiu


Irek walczył m.in. o Euro 2012 dla Wrocławia. 
Jeśli polsko-ukraińska kandydatura zwycięży, będzie to także Jego sukces. 
Fot. Janusz Wójtowicz/SP•GR

     - Już mnie korci! - rzucił Irek do słuchawki, gdy rozmawialiśmy kilka godzin przed Jego wypadkiem. Popisałby sobie, a tu trzeba jeszcze siedzieć na urlopie... Sport, dziennikarstwo czuł i kochał każdym nerwem. Nosił to w sercu. Za trzy dni miał wrócić do redakcji. Ciągle na Niego czekamy.

     Czy można było mówić o ulubionych dyscyplinach Irka? Pewnie, że tak. Ale nie wymienię ich, bo szpalty nie są z gumy. Zbyt długa byłaby to lista. Kto wie, czy największej roboty nie wykonał jednak dla dolnośląskiego kolarstwa. A zgubił Go rower. Ukochany rower.

     W zasadzie to Irek był zespolony z klawiaturą. Nawet gdy przyjmował zlecenie na tekst za pięć dwunasta, nie migał się. Czasem zażartował tylko, że błyskawicznie zrobi to "prawą ręką przez lewe ramię". A może nie żartował, bo wiedzę miał niemal kompletną. Trochę ważył ("Bo mam dobrą żonę" - wyjaśniał), ale pióro miał za to lekkie. Zresztą sami pewnie to zauważyliście. Nie tak dawno cieszył się z nagrody dla najlepszego dziennikarza sportowego Dolnego Śląska.

     O kontaktach dziennikarza świadczy jego kajet. Książeczka z telefonami. Z reguły każdy pismak ma taki jeden. U Irka na stole leży ich kilka. Ot, skala fachowości. Choć większość czasu spędzał za biurkiem, kontakty miał na całym świecie. Nie tylko medialne. Był birofilem. Wiem tyle, że za zbiór Jego podkładek pod piwo dostałby niezłą sumkę. Ale jaką dokładnie - tego już nie wiem. To pasja, nigdy nie przeliczał jej na pieniądze. Musiał za to policzyć się z każdym pracownikiem redakcji, który wrócił z zagranicznego urlopu bez podkładki. - U Maciasia jesteś spalony - straszyli niezorientowanego ci, którzy taki błąd mieli już na sumieniu. Trzeba było widzieć szczęście na Jego twarzy, gdy trafiła się nowa podkładka - brakujące ogniwo w kolekcji.

     Tak sobie teraz myślę - trochę o Wiśle, trochę o przemyśle (to też Jego powiedzenie) - ilu pracowników mogłoby spróbować wypełnić w redakcji lukę po jednym Maciaszczyku, jak Go nazywaliśmy. No właśnie, mogliby tylko spróbować. Był u nas najbardziej płodnym dziennikarzem. Macie wątpliwości? Redaktor naczelna może pokazać statystyki.

     Irek urodził się w Brzesku. Kiedyś sam grał w piłkę. Był nawet w składzie III-ligowej Sandecji Nowy Sącz. Do Wrocławia przyjechał na studia politologiczne. I tu złapał dziennikarskiego bakcyla. Wraz ze swoim guru - śp. red. Tadeuszem Dolińskim - wydał pierwszą część historii dolnośląskiego futbolu. Ciąg dalszy miał nastąpić. Piłkę komentował nie tylko na naszych łamach, prowadził także spikerkę na meczach żeńskiego AZS-u. W taki sposób, że mniej więcej połowa osób, które pojawiały się na trybunach, dowcipnie witana była przez mikrofon z imienia i nazwiska.

     Ironista i prześmiewca - to cały On. Za to też był lubiany. Często dłubaliśmy teksty wspólnie, teraz przyszło mi pisać o Nim bez Niego. I dlatego to najgorszy materiał z udziałem Irka, jaki się u nas pojawił. Nad Jego biurkiem wisi rysunek 6-letniej córeczki z napisem "Martyna tato kochany". Irek wiedział, że zimą na świat przyjdzie Jego drugie dziecko. Ale nie było Mu już dane usłyszeć, że będzie miał syna.

Wojciech Koerber
Słowo Polskie • Gazeta Wrocławska

26 VII 2006


Wspaniały dziennikarz i społecznik


Ze spotkania w Warszawie – po prezentacji zawodowej grupy kolarskiej
MAT-CCC Jelcz-Laskowice. Od lewej: prezes, inż. Władysław Piszczałka, Irek Maciaś 
i Waldemar Niedźwiecki

     Pamiętam początki kariery zawodowej Irka. Zawsze był blisko piłki nożnej – tej wielkiej, ale i tej funkcjonującej w najniższych klasach. Stąd Jego zawodowe zainteresowanie futbolem nikogo nie zaskakiwało. Mistrz, za jakiego wszyscy uważaliśmy red. Tadeusza Dolińskiego, potrafił zaszczepić „Miaciaszczykowi” jeszcze inną pasję – kolarstwo. Wiele lat wcześniej uczynił to w odniesieniu do mojej osoby, co znacznie zbliżyło mnie do Irka Maciasia. Po prostu obaj pokochaliśmy tę popularną, piękną dyscyplinę. Irek dawał tego dowody w swoich publikacjach aż nadto często. Zaskarbił sobie sympatię i szacunek całego środowiska kolarskiego, podobnie jak wcześniej futbolowego. I tak pozostało do Jego dni ostatnich.

     Irek był absolutnym profesjonalistą. Dużą wiedzę łączył z niespotykaną pracowitością i konsekwencją w dążeniu do prawdy. Miał dziennikarskiego nosa, dzięki czemu potrafił przewidzieć to, co nie udawało się innym. Sport był – poza rodziną, którą zawsze stawiał na pierwszym miejscu – prawie całym Jego życiem. Życiem, które zakończyło swój bieg tak nieoczekiwanie, w sposób wywołujący ból i smutek u wszystkich, którzy Irka znali. Tragiczny wypadek na rowerze to był ostatni – niestety nie kolarski – etap red. Maciasia.

     Jak wszyscy, ceniłem Irka za Jego profesjonalizm i miłość do sportu. Ale też, a może przede wszystkim, zapamiętałem Go jako wspaniałego człowieka, świetnego kumpla, z którym dyskusja przy piwku była czystą przyjemnością. Zapamiętam nasze wypady na imprezy, także poza granice kraju (jak np. na mecz do Czech, w którym kibicowaliśmy Schalke z Hajtą i Wałdochem), a także próby reanimowania Klubu Dziennikarzy Sportowych. Bo Irek miał nie tylko naturę dziennikarza, ale i społecznika.

     Szkoda, wielka szkoda, że o tym wszystkim można już mówić wyłącznie w czasie przeszłym. Będzie mi Cię, Irku, bardzo brakowało.

Waldek „Niedźwiedź” Niedźwiecki

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl