
| MENU:
|
Zygmunt
Łuszcz (1937–2008)
– Nawet nie będę szukał – odparł Bronek. – Przecież w Legnicy mamy chłopaka z „Przeglądu Sportowego”, Zyzia Łuszcza. Nie widzę lepszego! Zygmunt długo się nie zastanawiał, chociaż miał za co żyć, bo był szefem wydziału sportu i turystyki w legnickim ratuszu. Współpracował też regularnie z „Gazetą Robotniczą”. – Skorzystałem z propozycji Ryśka, bo zawsze pociągały mnie nowości – wspominał Zygmunt. – I nigdy nie żałowałem tego kroku. Kiedy siedzibą redakcji „Konkretów” był Lubin, Zygmunt Łuszcz niepodzielnie rządził legnickim oddziałem w ciasnych „śledziówkach”. Można było regulować zegarki, kiedy Zyzio rozpoczynał pracę. Dzień w dzień, od szóstej w całym rynku słychać było klekot ulubionej enerdowskiej Optimy, której używał do lat 90., kiedy przeszedł na rentę. Barek w radioli Zygmunt wyznawał zasadę: najpierw praca, potem przyjemność! Dlatego po napisaniu artykułów, około godziny dziesiątej, otwierał swój prasowy salonik towarzyski, ze słynnym barkiem w radioli Sonata. Iluż to znanych ówczesnych VIP-ów tam gościło! Na herbatkę „z prądem” wpadali urzędnicy, lekarze, nauczyciele, sekretarze partii, a przede wszystkim nieprzebrane grono działaczy sportowych. Salonik trzymał się aż do roku 1978, kiedy na kilka miesięcy ulokowano tutaj całą redakcję, tuż przed przeniesieniem na pl. Katedralny 2 (wówczas pl. Chopina). Nieżyjący już Bronek Freidenberg opowiadał często o przeróżnych incydentach i imprezach w „śledziówkach”, których razem z Zygmuntem był współsprawcą. – Kontynuowaliśmy dobrą tradycję tego miejsca, wcześniej były tu „Wiadomości Legnickie” i też było ciekawie – wspominał Bronek. Obaj panowie próbowali przenieść salonik prasowy do Merkurego (dziś BZ WBK przy Witelona), ale to się nie udało, bo takiego klimatu jak w „śledziówkach” nie ma żaden inny lokal w Legnicy. W „Konkretach” Zygmunt pisywał nie tylko o sporcie. Chętnie zajmował się dziennikarstwem interwencyjnym. Potrafił załatwić dobrą pracę, naprawę dachu czy przyjęcie do szpitala jednym telefonem. Nigdy nikomu nie odmówił pomocy, bo znajomości miał jak mało kto. O wielu sprawach nie pisał, bo i po co, skoro wszelkie sprawy załatwiał od ręki. W 1973 roku wymyślił i przez lata prowadził plebiscyt na najlepszego sportowca i trenera Zagłębia Miedziowego. Pomagał przy reaktywacji konkursu w „Konkretach.pl”. Wolał Optimę Odszedł z zawodu po poważnym wypadku. Załamał się po śmierci żony. Przez dłuższy czas nie miał kontaktu z zawodem. Mocno to przeżywał. Udało mi się Go pozyskać do współpracy z „Panoramą Legnicką”, którą redagowałem od 1995 do 2006 roku. Ostoją stała się dla Niego rodzina. Zamieszkał z synem Marcinem. Chwalił synową Ewę, która potrafiła o Niego zadbać jak o swojego ojca. Godzinami opowiadał o ukochanym wnuczku Kamilu, któremu poświęcał każdą wolną chwilę. Marzył, by chłopak poszedł w Jego ślady. W „Panoramie” Zygmunt był najsolidniejszym autorem działu sportowego. W każdy poniedziałek meldował się za biurkiem przed siódmą, by przed południem oznajmić, że jest „finito”. Do dziś pamiętam Jego „literówki”, których robił po kilkadziesiąt w jednym tekście. Tłumaczył, że to wina klawiatury komputerowej, bo na maszynie pisze mu się bezbłędnie. – Gdyby tak udało się połączyć moją Optimę z komputerem… – wzdychał. Mocno przeżył śmierć swojego przyjaciela Bronisława Freidenberga, innego nestora legnickiego dziennikarstwa. Często wspominał słynne nalewki i inne procentowe wynalazki... Ironia losu Zygmunt zmarł 7 sierpnia 2008 roku Miał siedemdziesiąt jeden lat. O ironio, śmierć przyszła w przededniu olimpiady. A o igrzyskach wiedział wszystko. Żył sportem, tym przez duże S i tym podwórkowym. Pamiętał nazwiska, wyniki... Z wielu opresji zdrowotnych wychodził zwycięsko. Tym razem, mimo wysiłku lekarzy, nie przeżył, choć żył z chorobą od ponad dziesięciu lat. Zygmunt Łuszcz ukończył Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, studiował m.in. z Agnieszką Osiecką. Zaraz potem trafił do „Przeglądu Sportowego”. Poznał Weronikę, piękną brunetkę ze Złotoryi, i przeprowadził się do Legnicy. Został kierownikiem wydziału sportu i turystyki w magistracie. Był jednym z pomysłodawców i pierwszym komandorem wyścigu Szlakiem Grodów Piastowskich. Dziennikarstwa jednak nie poniechał. Współpracował m.in. z „Gazetą Robotniczą” i „Słowem Polskim”. W 1972 roku znalazł się w ekipie założycieli „Konkretów”, gdzie pracował do lat 90. Przez kilka lat współpracował z „Gazetą Legnicką” (1991–1994). W latach 1995–2004 pisał do „Panoramy Legnickiej”. Kiedy odradzały się „Konkrety”, Zygmunt był jednym z pierwszych, który zadeklarował współpracę. Jednak pogarszający się stan zdrowia przekreślił te plany. Wielka szkoda! Żegnaj, Zyziu! Będzie nam Ciebie bardzo brakowało! Czesław Pańczuk Zmarł Zygmunt Łuszcz, nestor legnickiego dziennikarstwa
Zygmunt Łuszcz skończył dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Jego koleżanką z roku była Agnieszka Osiecka. Po studiach pracował w „Przeglądzie Sportowym”. Gdy przeprowadził się do Legnicy, związał się z Gazetą Robotniczą”, pisywał też do „Słowa Polskiego”. Był jednym z twórców tygodnika „Konkrety”, w którym pracował od założenia w roku 1972 do początku lat 90. Był także jednym z pierwszych autorów w „Gazecie Legnickiej”, która powstała w 1991 roku. Po jej likwidacji rozpoczął współpracę z „Panoramą Legnicką”. W swoich artykułach przypominał znanych legnickich sportowców i trenerów. Zygmunt Łuszcz był także jednym z twórców popularnego wyścigu Szlakiem Grodów Piastowskich. Słynął z życzliwości. Zawsze służył pomocą młodym dziennikarzom. Pogrzeb Zygmunta odbędzie się na legnickim cmentarzu komunalnym w najbliższy czwartek. Zygmunt Mułek * * * Pogrzeb odbył się 14 sierpnia 2008 roku na legnickim cmentarzu komunalnym. |
______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl