MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Ostatni mecz Staszka

     Wydawał się facetem nie do zdarcia. Mimo mocno dojrzałego wieku nie znosił bezczynności. Jednocześnie był dobrze zorganizowany, zdyscyplinowany, konsekwentny – czasami aż do bólu. Zapewne to efekt wieloletniego związku z wojskiem – wszak spędził w nim niemal całe swoje dorosłe życie. W latach pięćdziesiątych minionego stulecia wyjechał na misję do Korei. Przywiózł stamtąd wiele wspomnień, a pilna obserwacja wydarzeń w sposób naturalny wymogła na Nim oddanie się zawodowi, z którym związał się na całe życie. Został dziennikarzem prasy wojskowej, zaś szczególne miejsce w jego pracy zawodowej i społecznej – bo Staszek był urodzonym społecznikiem – zajął sport.

     Poznałem redaktora Łapetę w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, kiedy wybrano nas do zarządu dolnośląskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Sportowych. Od tego czasu nasze drogi często spotykały się, a począwszy od roku 1996 aż do lutego 2008 obaj aktywnie uczestniczyliśmy w życiu Stowarzyszenia Dziennikarzy RP – ja jako przewodniczący oddziału, Staszek zaś jako strażnik finansów, czyli po prostu skarbnik. Jednocześnie zaufali Mu koledzy z całego kraju, wybierając do organów statutowych Zarządu Głównego. Nigdy (to rzadkość) nie uchylał się od pracy, często nawet był nadaktywny, czasami lekko męczący, co rodziło drobne konflikty. Na tyle drobne, iż po kilku dniach o owych nieporozumieniach wszyscy zapominali, bo liczyła się przede wszystkim niekwestionowana uczciwość Staszka, Jego pełne pasji zaangażowanie i oddanie sprawom Stowarzyszenia.

     Redaktor Łapeta zasłynął z organizacji dziennikarskich mistrzostw (ongiś ogólnopolskich, ostatnio – ze względu na dezintegrację środowiska – regionalnych) w strzelectwie, pool bilardzie, wędkarstwie. Szukał sponsorów, kupował nagrody, wreszcie sam uczestniczył w sportowej rywalizacji – często z sukcesami. Jeździł też do Zakopanego z dolnośląską ekipą na mistrzostwa Polski dziennikarzy w koszykówce.

     Podziwiałem Jego zapał, energię, niestrudzone siły. „Te roczniki chyba tak mają” – pomyślałem. Dlatego byłem mocno zaskoczony, gdy któregoś dnia minionego roku dowiedziałem się, że ze zdrowiem Staszka dzieje się coś niedobrego. Znakomita opieka lekarska w Szpitalu Wojskowym pozwoliła Mu – tak się przynajmniej wydawało – powrócić do dobrej formy. Jednak było widać, że to nie ten dawny Stachu. Problemy z kończynami, coraz częstsze bóle głowy. Ale kiedy wpadł do Stowarzyszenia na początku maja, tuż przed swoim kolejnym pobytem w szpitalu, popisywał się przed Zosią sprawnością, prezentując gimnastyczne ewolucje. Więcej w siedzibie SDRP Dolny Śląsk przy Podwalu 62 już się nie pojawił. Nie uczestniczył w żadnym zebraniu, nie zorganizował żadnej imprezy, nie rozegrał żadnego spotkania. Przegrał z błyskawicznie postępującą, wyniszczającą chorobą – w tym meczu nie miał szans. Odszedł na zawsze, a ja uświadomiłem sobie, że wraz ze śmiercią Staszka zamyka się pewien rozdział w działalności naszego Stowarzyszenia.

     Na szczęście pozostają wśród żywych – obdarzeni podobnymi do Staszka przymiotami – Przyjaciele ze środowiska, którzy od lat z powodzeniem toczą bój o życie. Dopóki będzie to bój zwycięski, dopóty SDRP Dolny Śląsk przetrwa. Dlatego: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”.

Waldek Niedźwiecki


Wielki społecznik, rzetelny żołnierz, popularny dziennikarz

     Staszka poznałem osobiście w 1971 roku. Ja rozpocząłem wówczas pracę w gazecie Śląskiego Okręgu Wojskowego „Żołnierz Ludu”, gdzie wówczas w stopniu starszego chorążego Stanisław Łapeta był kierownikiem Działu Administracji i Łączności z Czytelnikami. Ale z Jego twórczością dziennikarską spotkałem się znacznie wcześniej, bo już w 1966 roku. Zostałem wówczas podchorążym wrocławskiego „Zmechu” i często czytałem w żołnierskiej gazecie relacje sportowe i porady prawne podpisane ŁAP lub St. ŁAPETA.

     W redakcji Staszek odpowiadał za sprawne funkcjonowanie pionu administracyjno-technicznego i ekonomicznego. To On był doradcą redaktora naczelnego w sprawach organizacyjno-finansowych, ale w praktyce to na Jego głowie spoczywały zawiłe kwestie związane z zapewnieniem środków niezbędnych do sprawnego funkcjonowania redakcji. Zarówno w warunkach garnizonowych, jak i polowych. Bo wielokrotnie wojskowa redakcja działała także podczas ćwiczeń i manewrów, tak w kraju, jak i poza jego granicami, wydając gazetę polową na najwyższym, profesjonalnym poziomie.

     Przypominam sobie, jak w 1984 roku nasza redakcja, wraz z wojskami Śląskiego Okręgu Wojskowego, uczestniczyła w potężnych ćwiczeniach Układu Warszawskiego „Tarcza’84” na terenie Czechosłowacji. W kilkudziesięciotysięcznych manewrach, trwających ponad miesiąc, brały udział wszystkie sojusznicze armie z wyjątkiem Rumunii. Wprawdzie żołnierze rumuńscy nie ćwiczyli w polu, ale – podobnie jak pozostałe armie – wydawali swoją narodową, polową gazetę. Nasza redakcja zlokalizowana była w Pradze, w Stołecznym Klubie Garnizonowym, w sąsiedztwie Sztabu Generalnego Czechosłowackiej Armii Ludowej. Szybko zauważyliśmy, że z naszego zespołu największy szacunek czechosłowaccy gospodarze okazują Staszkowi, a oficerowie pierwsi oddają mu wojskowe honory. Okazało się, że chorążackie dystynkcje Staszka do złudzenia przypominają epolety czechosłowackich generałów. Salutujący Mu oficerowie byli przekonani, że pozdrawiają polskiego generała.

     Starszy chorąży sztabowy Stanisław Łapeta cieszył się ogromnym zaufaniem kolejnych redaktorów naczelnych i wielkim szacunkiem u redakcyjnych koleżanek i kolegów. Chętnie służył pomocą, szczególnie najmłodszym pracownikom redakcji oraz licznej grupie korespondentów.

     Prawdziwą pasją Staszka był sport. Nie tylko dużo o tym pisał, ale sam czynnie uprawiał wiele dyscyplin. Strzelectwo, siatkówka, brydż sportowy, szachy i turystyka to dziedziny, którym poświęcał wiele czasu i energii, odnosząc przy tym liczące się sukcesy.

     Stanisław Łapeta został powołany do zasadniczej służby wojskowej w 1953 r. Wkrótce po tym na ochotnika zgłosił się do udziału w misji pokojowej ONZ na Półwyspie Koreańskim. Był uczestnikiem pierwszego kontyngentu Wojska Polskiego, który zainaugurował szlachetną pokojową służbę polskich żołnierzy pod flagą Organizacji Narodów Zjednoczonych. Decydując się na wyjazd w rejon ogarnięty krwawym konfliktem zbrojnym, Staszek wykazał dużą odwagę, determinację i tak charakterystyczną dla Niego siłę charakteru. Właśnie tam, w ekstremalnych, frontowych warunkach ujawniły się Jego wspaniałe osobiste cechy: życzliwość, koleżeństwo, bezinteresowna gotowość niesienia pomocy innym, rzetelność, odpowiedzialność i konsekwencja w działaniu. Tam też, w dalekiej Korei, podjął życiową decyzję – postanowił zostać zawodowym żołnierzem.

     Po powrocie do kraju szybko się okazało, że Jego miłość do żołnierskiego rzemiosła przegrywa z ujawniającą się coraz silniejszą atencją do pióra. Po pewnym czasie Staszek żegna się z jednostką liniową w Bolesławcu i zostaje dziennikarzem „Żołnierza Ludu”, a później „Żołnierskiej Rzeczy”.

     Szanowany i lubiany w redakcji st. chor. sztab. Stanisław Łapeta znakomicie godził odpowiedzialne obowiązki administracyjno-techniczno-ekonomiczne z publicystyką. Specjalizując się w tematyce sportowej, przez długie lata nieprzerwanie relacjonował czytelnikom najważniejsze wydarzenia związane ze sportem wojskowym i wyczynowym, krajowym i światowym. Był aktywnym działaczem Klubu Dziennikarzy Sportowych. Z Jego inicjatywy w 1979 r. odbyły się we Wrocławiu I Strzeleckie Mistrzostwa Polski Dziennikarzy. Niestrudzenie, co roku z dużym rozmachem, mimo rozlicznych trudności, konsekwentnie organizował te zawody, cieszące się w środowisku dużą popularnością. We wrześniu 2008 r. odbędą się XXVIII Strzeleckie Mistrzostwa Polski Dziennikarzy, niestety, już bez Staszka. Za swoją pracę, służbę i aktywność społeczną był wielokrotnie wyróżniany i nagradzany. Uhonorowany został m. in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

     Do 1991 roku, a więc do momentu przejścia na emeryturę, red. Stanisław Łapeta prowadził w gazecie rubrykę, gdzie odpowiadał na pytania dotyczące zagadnień prawnych oraz związanych z regulaminowym życiem w koszarach. Tej tematyce poświęcał sporo czasu, angażując się w rozwiązywanie różnych, często trudnych, żołnierskich problemów. Jego doświadczenie i mądre rady pomogły wielu żołnierzom w przezwyciężeniu trudności i kłopotów związanych z koszarowym życiem. Swoją żołnierską pasję i miłość do munduru Staszek przekazał swoim dwóm synom: Jackowi i Jarkowi. Obaj z powodzeniem ukończyli Wojskową Akademię Techniczną i zostali oficerami. Był z nich niezwykle dumny.

     Staszek Łapeta do końca swoich dni aktywnie uczestniczył w życiu środowiska wrocławskich dziennikarzy. Przez wiele kadencji był członkiem władz centralnych Stowarzyszenia Dziennikarzy RP oraz członkiem Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk, odpowiadając za sprawy finansowe. Co roku organizował Mistrzostwa Strzeleckie Dziennikarzy oraz zawody wędkarskie. Był chętnie goszczony we wrocławskich redakcjach, gdzie miał wielu znajomych i przyjaciół. Od chwili powstania Stowarzyszenia Kombatantów Misji Pokojowych ONZ aktywnie uczestniczył w działalności tej organizacji.

     Po krótkiej, ciężkiej chorobie Staszek Łapeta zmarł w otoczeniu najbliższej rodziny. Odszedł wspaniały człowiek i wielki społecznik, rzetelny żołnierz i popularny dziennikarz. Był ostatnim na Dolnym Śląsku uczestnikiem misji pokojowej ONZ w Korei. Został pożegnany zgodnie z ceremoniałem wojskowym w asyście kompanii honorowej i pocztu sztandarowego. W ostatniej drodze Staszkowi towarzyszyli, obok rodziny, licznie przybyli przedstawiciele środowiska wojskowego i dziennikarskiego.

Zdzisław Czekierda


Pożegnanie Staszka

     Rodzina i przyjaciele Staszka pożegnali Go 9 lipca 2008 r. na wrocławskim cmentarzu Osobowickim. Pogrzeb odbył się z zachowaniem ceremoniału wojskowego. Jako pierwszy pożegnanie wygłosił Czesław Warych:

     Szkoda, Staszku, że nie widzisz, jak liczną masz grupę przyjaciół. Przyszli Cię pożegnać znajomi, koleżanki i koledzy, których trudno policzyć. O czym to świadczy? Że byłeś wspaniałym kolegą, przełożonym i podwładnym. Byłeś mądrym i dobrym człowiekiem, kierownikiem, publicystą, komentatorem sportowym, niestrudzonym działaczem społecznym. Byłeś szanowany przez generałów, pułkowników, szeregowych i pracowników cywilnych.

     Miałeś niewzruszone zasady, przede wszystkim uczciwość. Wymagałeś wiele od innych, ale przede wszystkim od siebie. Miałeś podczas przeszło czterdziestoletniej służby wielu przełożonych i wszyscy Cię cenili i szanowali. Za Twoim przykładem poszli synowie, zostając oficerami Wojska Polskiego.

     W redakcji, w której pracowałeś kilkadziesiąt lat, pełniłeś ogromnie ważną funkcję kierownika działu administracji i łączności z czytelnikami. Znali Cię i cenili czytelnicy i korespondenci.

     Odpowiadałeś za finanse gazety. A były to bardzo duże pieniądze. Pilnowałeś tej kasy bardziej niż swojej własnej. Bilans zawsze musiał Ci się zgadzać.

*

     Staszek przeszedł na emeryturę kilkanaście lat temu. Jednak dusza działacza nie dała Mu odpoczywać. Pracował społecznie w Stowarzyszeniu Dziennikarzy RP. Ciągle organizował różne imprezy. Był brydżystą, strzelcem, czynnie uprawiał sporty ruchowe. Kilka miesięcy temu wstąpił do Związku Inwalidów Wojennych i Wojskowych, gdzie zorganizował koło brydżowe.

     Odszedł stanowczo za wcześnie. Miał jeszcze wiele pomysłów, których nie zdążył zrealizować. Pozostawił po sobie żal i dobrą pamięć.

*

Spoczywaj w spokoju, drogi nasz Przyjacielu i Kolego. Będziemy o Tobie zawsze pamiętać.


Poczet sztandarowy…


…asysta żołnierska…


…i salwa honorowa – Staszka żegnano z pełnym ceremoniałem wojskowym.

Zdjęcia: Ryszard Godlewski


______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl