MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Janusz, jakim Go pamiętam

     Na wstępie garść wspomnień. Minęło równo trzydzieści lat, kiedy po raz pierwszy wszedłem do redakcji „Słowa Polskiego”, zaproszony do współpracy z gazetą przez ówczesnego redaktora naczelnego Czesława Kubasika i szefa działu miejskiego Michała Żywienia. Mimo swojej dość zawadiackiej natury, byłem trochę przytłoczony możliwością spotkania i rozmowy z redaktorami, których znałem jedynie z codziennej lektury najpopularniejszego dziennika. Jasne, że czułem się zaszczycony możliwością współpracy z nimi, lecz czy oni mnie zechcą w swoim gronie? Przecież fakt, że spodobało im się kilka moich młodzieńczych wypocin, o niczym tak naprawdę nie świadczył.

     A jednak w gabinecie „rednacza” czekali na mnie Świętej Pamięci Henryk Machul i Heniu Czekański oraz m.in. Janusz Czekaj, dziennikarz tak dobrotliwy, że muchy by nie skrzywdził, jak się później przekonałem. Coś tam bąkałem, że nie wiem, czy sobie poradzę, ale ostatecznie znalazłem się na stałe w towarzystwie tych szacownych ludzi pióra.

     Pamiętam rady red. Czekaja: – Ty się, młody człowieku, tak nie przejmuj, pióro masz lekkie i pisz zawsze zgodnie z zasadą „audiatur et altera pars” (wysłuchaj zawsze drugiej strony). Nie zawsze byłem w zgodzie z tą maksymą, przyznaję. Czasem mnie poniosło, jak każdego z młodych dziennikarzy. Janusz nie omieszkał tego „galopu” mi wypomnieć – bym nie starał się być „baptystą”, bo nie jestem od kazań i moralizowania.

     Teraz w gazecie, której już nie nazwę moją, bo odszedłem z niej ostatniego dnia 1999 roku, przeczytałem z wielkim smutkiem 5 maja piękny w swej merytorycznej wymowie materiał wspomnieniowy o Maćku Węgrzynie (żegnaj, Maćku!) autorstwa Andrzeja Górnego. Z wielkim szokiem przeczytałem też następnego dnia, że temu, w gruncie rzeczy młodemu Koledze, towarzyszyć będzie w drodze do, miejmy nadzieję, lepszego świata, właśnie mój dawny nauczyciel i opiekun – Janusz Czekaj. Dziennikarz, który zostawił w „Słowie Polskim” całe swoje życie, był jego podporą i opoką. O Jego śmierci i pogrzebie nie wiedziałbym, gdyby nie nekrolog, zamieszczony przez kolegów z SDRP. Chwytający za serce, lecz w gruncie rzeczy z samego technicznego założenia – suchy w treści i lakoniczny w swoim komunikatywnym przesłaniu.

     Na próżno szukałem innej wspomnieniowej notatki, w końcu Janusz był niepoślednim dziennikarzem, wychował dziesiątki swoich następców. Kilkakrotnie wertowałem strony tej „nie mojej gazety” w nadziei, że jednak, a może coś przeoczyłem. Nic, pustka, zero wspomnień, szpalty zapełnione nic nieznaczącym badziewiem, paplaniną i plotkami. Może i słusznie, że wśród tej sieczki nie było miejsca dla Janusza Czekaja?!

     Żeby ani słowa, najmniejszej wzmianki o Zmarłym? Przecież Jego praca w dzienniku to już historia... No właśnie, historia, która na dodatek umarła. Jest takie stare powiedzenie, że naród, który nie dba o własną historyczną tożsamość, przestaje być narodem. A jeśli nie robi tego gazeta o starym tytule, to... dopowiedzcie sobie resztę!

     A Ty, Januszu, nadal nie pękaj, idź prostą drogą w zaświaty. Może oficjalny redakcyjny wieniec Ci na mogile położą? Kto wie, czy jakiś „baptysta” nie palnie też okolicznościowej nowomowy. Jedno masz zapewnione, stara kadra będzie Ci towarzyszyć w ostatniej drodze!

Jan Szczerkowski

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław
tel./tel 48-71 341 87 60
sdrp.wroc@interia.pl