MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Tadeusz Drankowski (1927–1991)
Żegnaj, Tadziu!

     Wraz z wiadomością o Jego śmierci, tak bardzo przedwczesnej i niespodziewanej, powróciło wspomnienie z naszego piwerwszego spotkania. Pojawił się na studenckich zawodach narciarskich w Szklarskiej Porębie urzekający fotoreporter „Słowa Polskiego” – Tadeusz Drankowski. Każda dziewczyna chciała Mu się przypodobać, każda marzyła, by znaleźć się w obiektywie Jego aparatu. Tak było zresztą przez lata. Te wszystkie dziewczyny potrafił znakomicie fotografować, wręcz w mistrzowski sposób wydobywać ich kobiecość i piękno. Ale przecież nie portret niewieści stanowił głowny temat Jego zdjęć.

     Tadeusz Drankowski zadebiutował w „Słowie Polskim” w 1952 roku fotografiami o tematyce sportowej. Był wówczas studentem III roku Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego. Dla fotoreporterki zrezygnował z dalszej edukacji poświęcając się bez reszty nowej pasji. Już w latach sześćdziesiątych stał się jednym z czołowych twórców fotografii prasowej w Polsce. Jego prace publikowano właściwie wszędzie, m.in. „Panorama” i „Sportowiec” korzystały z dzieł Tadeusza, by uatrakcyjnić swoje okładki. On sam zaś coraz bardziej rozszerzał krąg zawodowych zainteresowań. Zawsze pełen inicjatywy, niezwykle operatywny, sumienny i słowny, staral się być w każdym miejscu, gdzie się coś działo. Efektem Jego pracowitości było kilkanaście indywidualnych wystaw fotograficznych i udział w niezliczonych ekspozycjach zbiorowych. W minionych latach pokazywał poprzez fotografie takie tematy jak: szkoły 1000-lecia, przemysł Dolnego Śląska, jego zabytki, piękno przyrody i architekturę. Właśnie ona stała się tematem wspaniałego albumu z tekstem prof. Olgierda Czernera – „Wrocław z lotu ptaka”, wydanego przez Ossolineum. Jak słusznie zauważył profesor w swoim słowie wstępnym – Tadeusz właściwie „stworzył” te widoki Wrocławia z lotu ptaka. Pokazał bowiem to, co w nadodrzańskim grodzie najciekawsze, najbardziej godne zapamiętania.

     Dla mnie jednak pozostanie zawsze Tadeusz niezrównanym fotoreporterem prezentującym w „Słowie” laureatów Złotej Iglicy, a także autorem zdjęć z Festiwalu Oratoryjno-Kantatowego Wratislavia Cantans. Efekty Jego prac można było co roku oglądać w witrynach Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki, Klubu Dziennikarza.

     Tadziu, żal nam wszystkim, że już odszedłeś. Pozostały tylko Twoje nieśmiertelne zdjęcia i nasza pamięć o Tobie…

Zofia Frąckiewicz
Słowo Polskie
5 IV 1991

Z żałobnej karty

     Jakże nagle zniknęła ta charakterystyczna postać z panoramy Wrocławia. Nie widać Go już sunącego z wolna Podwalem, Świdnicką czy Rynkiem, krążącego z nieodłącznymi aparatami fotograficznymi pomiędzy zabytkami Starówki lub przesiadującego na ulubionej herbatce w „Herbowej”. Smukła, wysportowana sylwetka, śniada cera, ciemne oczy i włosy (ostatnio już przyprószone siwizną) długoletniego fotoreportera „Słowa Polskiego” i zamiłowanego – jeśli tak można się wyrazić – portrecisty Wrocławia znane były wielu przechodniom. Z łatwością kojarzyli Jego osobę ze zdjęciami ukazującymi się w druku.

     Jeszcze z początkiem stycznia 1991 r., po powrocie z tradycyjnego zimowego wypoczynku w Krynicy, telefonował do mnie umawiając się za tydzień na jakąś wspólną pracę. Niebawem odwiedziłem Go, ale już w klinice neurologicznej na Traugutta, gdzie leżał z rozpoznaniem ciężkiej choroby mózgu. Po paru tygodniach zabrała Go stamtąd była żona Joasia wraz z najstarszą córką, by doglądać Go w domu z pomocą przyjaciół i rodziny. Gdy piszę te słowa w połowie marca, ten silny, do niedawna tryskający zdrowiem człowiek już nie podnosił się z łóżka. Zmarł 31 marca.

    Tadeusz Drankowski urodził się 1 lutego 1927 roku w Szlatynie koło Tomaszowa Lubelskiego, gdzie rodzice mieli niewielkie gospodarstwo rolne. Wywiezieni w czasie okupacji niemieckiej do obozu we Frankfurcie nad Menem nie mieli po wyzwoleniu dokąd wracać, bo ich gospodarstwo przepadło. Wszystko zostało spalone wraz ze skromnym dobytkiem, dokumentami itd. Osiedlili się we Wrocławiu, gdzie ojciec Tadeusza znalazł pracę portiera. Tadeusz zaczął nadrabiać okupacyjne opóźnienia w nauce, w przyspieszonym trybie zrobił maturę. W tych pierwszych powojennych latach wielu było takich jak On wyrośniętych licealistów. Po uzyskaniu świadectwa dojrzałości starał się dostać na studia operatorskie do Łodzi, gdyż pasjonowała Go fotografia. Nie udało się, nie miał „chodów”, a i do żadnej organizacji czy partii nie należał, nawet do ZMP się nie zapisał, co wówczas było bardzo źle widziane. Niechęć Tadeusza do politycznej aktywności przejawiała się potem w ten sposób, że pracując w „Słowie”, bojkotował wszelkie redakcyjne nasiadówki.

     Przepadał natomiast za sportem. Uprawiał lekkoatletykę i boks, choć tę drugą dyscyplinę matka próbowała Mu wyperswadować, raz nawet spaliła Mu rękawice, gdy wrócił do domu z rozkwaszonym nosem. Zamiłowanie do sportu przywiodło Go na Wyższą Szkołę Wychowania Fizycznego. Studiów jednak nie skończył, choć dotrwał do IV roku, ponieważ w domu się nie przelewało, ciągle potrzebował pieniędzy i zaczął robić zdjęcia. Podobały się i wnet zapewniły Mu powodzenie. Sprzedawał je uczestnikom różnych zawodów, spartakiad i mistrzostw, a także zanosił do gazet. Tak fotografia stała się Jego profesją. Zdążył jeszcze na krótko zostać nauczycielem WF-u w Brzegu Dolnym, a potem od 1956 r. związał się etatem z redakcją „Słowa Polskiego”.

     Współpracował też z wieloma innymi pismami, robił zdjęcia na wystawy, do rozmaitych wydawnictw, folderów, albumów, kalendarzy itd. Dla Działu Dokumentacji Życia Społecznego Biblioteki Ossolineum wykonał portrety wszystkich wybitnych uczonych Wrocławia – pracowników wyższych uczelni, instytutów naukowych. Ta historyczna już dokumentacja wykorzystywana jest stale do różnych publikacji w książkach i czasopismach.

     W tematyce Jego zdjęć – poza początkową fascynacją sportem – dominuje oczywiście Wrocław w najrozmaitszych przejawach życia. Interesują Go ludzie, życie ulicy, fotografuje zabytki i nowe budownictwo, umie skupić się na detalu, jak też pokazać całe zespoły architektoniczne. W tym celu zdobył się na przedsięwzięcie, którego jak dotąd nikt nie powtórzył. Mianowicie portretuje Wrocław z lotu ptaka, a ściślej biorąc – z pokładu wojskowego helikoptera. To niecodzienne dokonanie owocuje licznymi pokazami i wydawnictwami, przede wszystkim zaś wznawianym parokrotnie albumem „Wrocław z lotu ptaka”.

     Prof. Olgierd Czerner w jednym z wydań tego albumu, poświęcając autorowi zdjęć dłuższy fragment tekstu, tak m.in. o nim pisze: „Widok miasta zaoferowany nam przez Tadeusza Drankowskiego jest całkowicie różny od dotychczasowych... Drankowski w swoich zdjęciach jest raczej analitykiem. Fotografował fragmenty Wrocławia, wyodrębnione zespoły, osiedla… Dokonując wyboru zdjęć i porównując nowe z wykonanymi przed trzynastu laty zauważyłem, że Tadeusz Drankowski jakby poszerzył swoje fotograficzne umiejętności »z lotu ptaka«. Uprzednio napisałem, że wykonywał zdjęcia niemal z każdego kierunku z wyjątkiem północnego. Teraz okazało się, że i takie fotografowanie było możliwe...”

     Inny album poświęcił Tadeusz Drankowski zespołowi Pantomimy Wrocławskiej Henryka Tomaszewskiego, który obserwował przez obiektyw swego aparatu sporo lat. Ten teatr był również tematem licznych zdjęć na dużej wystawie prac, którą Tadeusz miał swego czasu w Ratuszu. Z upodobaniem uwieczniał na kliszy także zespół Jerzego Grotowskiego. W ogóle namiętnie fotografował spektakle teatralne i estradowe, nie omijając żadnego z oryginalnych przejawów życia artystycznego stolicy Dolnego Śląska. Robił ilustracje do publikacji książkowych o Wrocławiu, m.in. dla Zygmunta Antkowiaka. Miał szereg okazjonalnych i różnotematycznych wystaw, głównie w Klubie Dziennikarza i KMPiK-u. W druku jest następny album Drankowskiego o Wrocławiu, przygotowywany specjalnie z myślą o turyście zagranicznym.

     Na trasie Jego reporterskich wędrówek nie zabrakło innych miast. Dzięki temu powstał cykl fotografii o zamkach i pałacach dolnośląskich. Specjalnymi względami darzył Drankowski okolice Sobótki i masyw Ślęży – cel swych częstych niedzielnych wypadów, a także krainę piaszczystych wydm nad morzem koło Łeby, dokąd wyjeżdżał corocznie latem. Przez około dziesięć lat Tadeuszowi towarzyszyła w pracy żona Joanna, tworząc wówczas z Nim wyjątkowo uroczy tandem fotoreporterski.

     Miał Tadeusz Drankowski wiele pasji zawodowych i osobistych, spośród których nie sposób pominąć upodobania do ładnych dziewcząt, które stale fotografował. Ale tak naprawdę jedyną Jego wielką pasją życia była praca. Jej tylko pozostał zawsze wierny.

Dobrosław Klimek
Kalendarz Wrocławski 1992

* * *

Tadeusza pożegnaliśmy 8 kwietnia 1991 r. na cmentarzu Grabiszyńskim.

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl