
| MENU:
|
Zdzisław Balicki (1930–1995)
Zwykle to dziennikarze trafiają do polityki. W Jego przypadku stało się odwrotnie. Polityk trafił do dziennikarstwa. Co więcej – chciał i potrafił nauczyć się wcale niełatwego dziennikarskiego rzemiosła, które przez lata pracy w „Gazecie” z powodzeniem uprawiał. Przy zawodzie zresztą pozostał niemal do końca, bo – choć brzmi to paradoksalnie – w pisaniu znajdował antidotum na swoją chorobę serca, z którą zmagali się od wielu lat. Kolejnego ataku jednak nie wytrzymał. Dziś [19 V] żegnamy Zdzisława Balickiego. Nie dziennikarza, który kiedyś pracował w „Gazecie”, i nie polityka, który przegrał. Pożegnajmy Go jako zwyczajnego człowieka. Po prostu. Gazeta
Robotnicza Z żałobnej karty Zdzisław Balicki urodził się 27 X 1930 r. w Niemenczynie, na Wileńszczyźnie. Tam przeżył dzieciństwo naznaczone piętnem wojny. Jego droga ze Wschodu na Zachód, z Wileńszczyzny na Dolny Śląsk, wiodła przez Kalisz – tamtejsze Liceum Ogólnokształcące, Związek Walki Młodych i ZMP. Później, po październiku 1956 r., już na Dolnym Śląsku, stał się znanym i cenionym działaczem politycznym. Pracował w Lubaniu, w Jeleniej Górze, we Wrocławiu i przez dziesięć lat w Wałbrzychu. We Wrocławiu ukończył studia na Wyższej Szkole Ekonomicznej. Z ziemi wałbrzyskiej został w 1965 r. wybrany posłem na Sejm. W 1973 r. objął funkcję redaktora naczelnego „Gazety Robotniczej”. W 1980 r. przeszedł na rok do pracy w Radiokomitecie, aby jako prezes Radia i Telewizji godzić wodę z ogniem w gorących czasach posierpniowych. Potem wrócił do Wrocławia, do „Gazety Robotniczej”. W 1983 r. przejął obowiązki I sekretarza KW PZPR we Wrocławiu. Funkcję tę pełnił przez sześć lat. W grudniu 1988 r. został wybrany członkiem najwyższego kierownictwa PZPR, a w 1989 r. uhonorowano go funkcją sekretarza Komitetu Centralnego PZPR. W styczniu 1990 r. został członkiem założycielem Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. Zdzisław przeżył niespełna 65 lat. Dla człowieka z jego biografią i doświadczeniem oraz talentem powinien to być czas twórczych żniw, a nie czas śmierci. Czas, w którym mógł spełnić swoje pisarskie i publicystyczne powołanie z dala od doraźnych potrzeb. O tym, jakiego formatu mogło to być pisarstwo, przekonał nas, publikując w miesięczniku „DZIŚ” stały felieton, w którym dzielił się swoimi przemyśleniami o tym, co nas dzisiaj w Polsce otacza, nad historią współczesnego świata, która była jego największą pasją. Zdzichu zawsze – i kiedyś, i do końca – był przeciwnikiem prostych ocen i pochopnych sądów. Tak pisał w jednym z felietonów: „Chcę otóż, żebyśmy zauważyli, że między romantyczną opozycją a trzeźwym lojalizmem rozpościerała się w Polsce Ludowej strefa półcienia. Była to przestrzeń ogromna, nie mająca sobie równych skalą w żadnym z krajów realnego socjalizmu. Zbudowali ją ludzie, którzy nie chcieli być, albo nie byli zdatni na męczenników za przekonania, ale chcieli zachować kawałek godności i własnego sądu (...) Część z nich lokowała się bliżej opozycji, inni bliżej władzy, a najwięcej gnieździło się gdzieś w okolicy środka. Myślę, że bez solidnego rozpoznania i opisania tej przestrzeni nasza wiedza o niedawnej przeszłości, ale też i o tym, co dzieje się w Polsce dziś, będzie zniekształcona. Nie jest to jednak zadanie dla polityków i publicystów, a przynajmniej nie głównie dla nich, bo ci mają nieodpartą skłonność do malowania rzeczywistości w układzie dwubiegunowym. To jest robota dla nauki, a może nawet dla literatury przede wszystkim”. Zdzisław był mądrym człowiekiem. A życie mądrego człowieka nigdy na ogół nie jest łatwe. Zwłaszcza w polityce, dziennikarstwie, nie wspominając już o instytucjach władzy. On umiał i potrafił przenieść przez wszystkie ciężkie próby godność człowieczą. Nie przypadkiem do szczególnie przez niego ulubionych i cytowanych należała maksyma mistrza Montaigne’a: „Wszędy znajduje się sposobność, aby czynić źle czy dobrze”. Zmarł w wieku 64 lat, 16 V 1995 r. Pozostawił po sobie wiele śladów dobrych czynów. To właśnie Zdzisław Balicki był inicjatorem i w latach osiemdziesiątych dobrym patronem rewaloryzacji wrocławskiej starówki, ojcem chrzestnym budowy wielu zakładów produkcyjnych w województwie wałbrzyskim, które rozbijały monokulturę węglową tego regionu w latach sześćdziesiątych, a dzisiaj pozwalają przeżyć pracującym tam ludziom ciężki czas reform gospodarczych. Mieczysław F. Rakowski napisał po jego śmierci: „Każde spotkanie z nim było wielką przyjemnością. Zdzichu nie udawał wielkiego partyjniaka, ważniaka, trzeźwo oceniał każdą sytuację. Cechy te demonstrował również wtedy, gdy został członkiem kierowniczego gremium partii. A na dodatek był świetnym kompanem. Pewnie miał też wady, jak każdy z nas, ale nie dawały o sobie znać w jego publicznej działalności”. Nad jego mogiłą na wrocławskim cmentarzu komunalnym na Osobowicach w dniu pogrzebu zgromadziły się tłumy ludzi. Różnych profesji i różnych orientacji, bo tak wielu i tak różnych ludzi boleśnie odczuło jego śmierć. Stanisław
Pelczar * * * Red. Zdzisław Balicki pochowany został 19 maja 1995 r. na cmentarzu Osobowickim. |
______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl