
| MENU:
|
Jerzy
Jankowski (1937 - 2002)
Był właściwie samotnikiem. Nie z temperamentu jednak, lecz z dystansu, jakiegoś rodzaju krytycyzmu wobec tego, czego można oczekiwać od otoczenia. Umiał przeczekiwać naszą burzliwą zapalczywość, kiedy tokowaliśmy młodzieńczo w grupie "Dlaczego Nie" (końcówka lat 50.), aby o drugiej po północy powiedzieć, że trzeba do rana rozlepić plakaty o jutrzejszym spotkaniu w "Od nowa" albo do dziesiątej przed południem napisać po jednym tekście do jednodniówki. Na szaleństwo świata i bezhołowie życia znajdował sposób w wykonywaniu konkretnych zadań, nawet jeśli było to pisanie wierszy, pisarstwo czy tworzenie teatru, pracy, która powinna mieć walory odkrywcze i stwórcze. Dbał też o wszelkie jej ślady. W jego zbiorach można znaleźć fantastyczną (bo jak to inaczej nazwać) dokumentację życia artystycznego Wrocławia z przełomu lat 50. i politycznych meandrów agonii PRL. Pisał wiersze, których wiele opublikował w prasie, od dziecka (dosłownie) był jednak prozaikiem, nic więc dziwnego, że jako pisarz zaistniał w latach 90. odkrywczymi i smakowitymi opowieściami o życiu prywatnym Piastów Śląskich, drukowanymi najpierw w Słowie Polskim, realizowanymi jako widowiska telewizyjne, a potem zebranymi w książkach. Spotkaliśmy się, przypadkiem, na początku lat 90. po trzydziestoletnim niewidzeniu, choć słyszeniu o sobie przez ten czas różności, i znowu mieliśmy sobie dużo do powiedzenia. Nie wspominania, dowiadywania się (mnie we Wrocławiu nie było już od lat kilkunastu), ale tak, jakbyśmy byli umówieni na dokończenie jakichś wspólnych spraw. I dopiero wtedy wyłapałem jego miękki sposób mówienia, nie galicyjski, nie lwowski, na pewno nie białostocki. Wiesz, tam gdzieś koło ciebie, nad Narwią, jest nasza wieś, Jankowo Młodzianowo. Była, zanim rodzina wyjechała dalej na wschód, na Wileńszczyznę. Miał przyjechać tu, do mnie i do tego Jankowa, ale to daleko i bez samochodu prawie wyprawa, więc zwlekał. Liczyłem trochę na to, że wygoni go z żoną i wnuczką powódź 97', ale nie zalała Wybrzeża Wyspiańskiego. Obmyślał, jak by spożytkować swoje archiwalia dotyczące kultury studenckiej i początków działalności Pałacyku. To od początku przecież on, "z ramienia" wrocławskiego ZSP, rozkręcał jego program. Umówiliśmy się, że jak pokończymy coś tam, co każdy robił, to pomyślimy, spotkamy się, zrobimy, znajdziemy wydawcę... Już nie, Jurku. No właśnie, Jurek Jankowski. Nigdy Jureczek, ale też nigdy Jerzy. Jurek, chociaż zawsze był jak trochę starszy brat. Henryk
Gała, z Drozdowa, |
______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław
tel./tel 48-71 341 87 60
sdrp.wroc@interia.pl