MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Archiwum
Pobierz
Forum
Linki

Z naszych wypraw do Kudowy-Jakubowic
Wiosna 2002

     Zaczęło się pechowo. Autokar, który o godzinie 8.45 miał zabrać uczestników wycieczki, zorganizowanej przez Zespół Starszych Dziennikarzy, czekających na parkingu przy poczcie na Krasińskiego, a o 9.00 drugą grupę spod Wzgórza Andersa, ani tu, ani tam nie przyjechał. Powiadomiony o tym telefonicznie dyspozytor przewoźnika zapewnił nas jednak, że autokar na pewno wyjechał z Jelcza i lada chwila będzie we Wrocławiu. Tymczasem mijały kolejne kwadranse, a pojazd nadal nie pojawiał się. Słońce przypiekało coraz mocniej, zdenerwowanie czekających rosło...

     Po kolejnej interwencji Zosi Stachery usłyszeliśmy, że wynajęto zastępczy autokar. Jeszcze pół godziny czekania i wreszcie przyjechał. Spragnieni, wściekli, złorzecząc, wyruszyliśmy w drogę do Jakubowic. Kilkoro czekających, nie wytrzymawszy nerwowo, pojechało wcześniej własnymi samochodami. Pierwszy raz, na zorganizowanych dotąd kilkanaście wycieczek seniorów, zdarzył nam się taki falstart.

     Z powodu ponaddwugodzinnego opóźnienia musieliśmy zrezygnować z pierwszego punktu programu, tj. odwiedzenia ogrodu dendrologicznego w Wojsławicach. Szkoda, bo koniec maja to czas kwitnienia rododendronów i azalii - a jest ich tu kilkadziesiąt gatunków - była piękna pogoda... Żałując straconej okazji odwiedzenia tak atrakcyjnego miejsca, obiecaliśmy sobie, że jeśli bogowie dadzą nam zdrowie, a sponsorzy pieniądze - przyjedziemy do Wojsławic w przyszłym roku.

     Dalej wycieczka przebiegała już według programu przygotowanego przez Zarząd ZSD. Z więc tradycyjnie zatrzymaliśmy się na atrakcyjnym widokowo parkingu przed Kłodzkiem - na kawę i piwko, potem wizyta u czeskich sąsiadów, gdzie zaopatrzyliśmy się "w co trzeba" na wieczorne ognisko, żeby było wesoło... Na obiad stawiliśmy się także punktualnie, chociaż drogę dojazdową do Domu Pracy Twórczej i Wypoczynku Dziennikarzy zatarasował nam... wóz asenizacyjny, co uznaliśmy jednak zgodnie za dobry omen dla naszej majowej wycieczki.

     Faktycznie, sprawdziło się. Obiad był smaczny (choć nie tak obfity, jak za czasów pani Ziuty, ale nikt nie narzekał, bo - wiadomo - odchudzamy się przed latem), rozdział pokojów przebiegał sprawnie i tym razem nie było reklamacji ani pretensji. 

     Po poobiedniej sjeście Staszek Łapeta zorganizował zapowiedziane w programie zawody dla pań i panów w strzelaniu z pistoletu olimpijskiego. Zgłosiło się aż 16 zawodników: 6 pań i 10 seniorów. Rywalizacja była zacięta, bo na zwycięzców czekały atrakcyjne nagrody, ale przebiegała w przyjaznej, pełnej kurtuazji atmosferze. W konkurencji pań "królową pistoletu" została Gizela Umańska (chyba pozazdrościła mężowi, który zdobył tytuł mistrzowski w poprzednim roku!) - wystrzelała 49 punktów, wicekrólową została Leokadia Grabowska, a na trzecim miejscu uplasowała się Olga Zapałowska. Panowie walczyli twardo, aż do zapadnięcia zmroku, szczególnie Staszek Łapeta i Dariusz Biełowicz, ubiegłoroczny wicemistrz w tej konkurencji. Obaj panowie szli łeb w łeb w punktacji, ale w końcówce lepszy okazał się Darek, który wystrzelał 72 punkty i został "królem pistoletu olimpijskiego". Staszek, z 69 punktami, musiał zadowolić się tytułem wicemistrza. Trzecie miejsce zdobył Jacek Domin - 64 punkty. Reklamacji ani protestów do jury nie zgłoszono, a tarcze zawodniczek i zawodników zabezpieczono do wglądu dla zainteresowanych.

     Trzeba tu dodać, że równolegle z zawodami w strzelaniu z pistoletu odbywały się "zawody strzeleckie"... przy barku w kawiarence. Kryterium było "strzelenie" jak najwięcej pięćdziesiątek. Wyników i nazwisk zwycięzców nie znamy, bo nie powołano jury dla tej "konkurencji", ale domyślamy się...

     Wieczorem, przy tradycyjnym ognisku, żegnaliśmy wiosnę 2002. Piekliśmy kiełbaski, zapijali czym kto miał, albo został poczęstowany. Posuchy nie było. Do późnej nocy, a była ciepła i księżycowa, trwały śpiewy, opowieści. Wspominaliśmy nieobecne koleżanki i kolegów, z których wielu już odeszło.

     Drugiego dnia wycieczki, zaraz po śniadaniu, pojechaliśmy nad stawy rybne, gdzie odbyły się kolejne zawody - w konkurencji pań i panów - w łowieniu pstrągów. Oczywiście na wędkę. Paniom, a startowało 7 zawodniczek, tym razem szczęście nie dopisało. W regulaminowym czasie 5 minut żadnej z nich nie udało się złowić pstrąga. W ubiegłym roku siostrom Stachyrom, zwyciężczyniom w tej konkurencji, udało się złowić 5 i 4 ryby! Panowie mieli więcej fartu - aż trzech złowiło w ciągu 5 minut po 2 pstrągi. Według kolejności wyciągania ich z wody, pierwsze miejsce zajął Staszek Łapeta (odegrał się na Biełowiczu za pistolet), kolejne - Ryszard Koch i Łukasz Winiarski.

     W "wędkowaniu wolnym", które odbyło się po zawodach, prawdziwą mistrzynią wędki okazała się Krystyna Jarosz - w ciągu kilkunastu minut wyciągnęła z wody 13 dorodnych pstrągów! Inni w tym czasie mieli zaledwie jedną lub dwie, trzy sztuki. Wszyscy złowili w sumie 40, a więc tyle, ilu było uczestników wycieczki. Tak więc każdy, po usmażeniu łupu, mógł skonsumować na koszt organizatorów po jednym pstrągu. Przy pięknej pogodzie, na świeżym powietrzu, smakowały wyśmienicie.

     Po zawodach pojechaliśmy do Kudowy, gdzie część wycieczkowiczów pozostała w zdroju, by pospacerować po parku, posłuchać muzyki i napić się wody mineralnej ze źródła, pozostali pojechali ponownie do braci Czechów na zakupy. Po powrocie spotkaliśmy się wszyscy na kawie i lodach w zdroju. Na obiad wróciliśmy do Jakubowic. 

     Po południu urządziliśmy "okrągły stół towarzyski" - fraszki, satyry, dowcipy. Prowadziła go Marysia Bułacik, a każda z uczestniczących w zabawie osób przygotowała coś interesującego, zabawnego. Była to niezwykle udana impreza towarzyska, w dodatku w plenerze. Zaśmiewaliśmy się do łez, słuchając dowcipów, dykteryjek, szmoncesów, opowiadanych przez seniorów Szczepankowskiego i Bułacika. Otrzymali za nie symboliczne nagrody. "Okrągły stół towarzyski" powinien odtąd być stałym punktem programu naszych wypraw.

     W niedzielne przedpołudnie pogoda nadal była wspaniała, więc zaraz po śniadaniu pojechaliśmy na wycieczkę turystyczną do Błędnych Skał. Przeszliśmy przez skalne labirynty, a potem podziwialiśmy z galerii widokowej piękny krajobraz Ziemi Kłodzkiej i... wypatrywaliśmy lata 2002.

     Z żalem żegnaliśmy góry, Jakubowice. Kiedy tu znowu wrócimy? Czy wszyscy?

     W drodze powrotnej do Wrocławia zatrzymaliśmy się, już tradycyjnie, w Polanicy. Aby napić się Staropolanki, posiedzieć przy kawie. I wypić szampana, wystrzelanego jako nagroda przez Staszka Łapetę. Bo w Polanicy Zdroju jury ogłosiło uroczyście oficjalne wyniki zawodów w strzelaniu i wędkowaniu. W obu konkurencjach startowało 31 zawodników, w tym 13 pań i 18 panów, a więc ponad dwie trzecie uczestników wycieczki seniorów do Jakubowic. Zwycięzcy, a premiowano 3 pierwsze miejsca w obu konkurencjach, otrzymali od jury nagrody: najnowszą książkę Normana Daviesa "Portret miasta środkowoeuropejskiego", piłkę sportową, butelkę szampana, warcaby, luksusowe środki do czyszczenia, kremy, mydła i inne. Ufundowali je: SDRP, "Słowo Polskie", kierownik ośrodka w Jakubowicach. "Mistrzynię wędki" Krysię Jarosz uhonorowano wędkarskim kepi. Było, oczywiście, wesoło i bawilibyśmy w Polanicy dłużej, ale przepędził nas wiosenny deszcz. Chcąc nie chcąc wyruszyliśmy w drogę powrotną do Wrocławia.

Zbigniew Umański


Pogromcy Błędnych Skał – Tadeusz Emerling i Zbigniew Umański


Przy “okrągłym stole towarzyskim”: Bartoszowie, Umańscy i Mścisław Machnicki


Tym strzałem Gizela Umańska została królową pistoletu wśród pań


W drodze powrotnej do Wrocławia zatrzymaliśmy się, już tradycyjnie, w Polanicy

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław
tel./tel 48-71 341 87 60
sdrp.wroc@interia.pl