
| MENU:
|
27 sierpnia 1945 - na początku był "Pionier" Pionierzy dziennikarstwa we Wrocławiu Z Michałem Żywieniem, emerytowanym dziennikarzem "Słowa Polskiego", rozmawia Jacek Antczak - Co się stało 27 sierpnia 1945 roku? - Pojawił się pierwszy na Dolnym Śląsku dziennik. Ten sam, w redakcji którego dziś rozmawiamy [rozmowa odbyła się 27 sierpnia 2003 r. - przyp. red. Witryny]. - Byliście Pionierami? - Tak, na początku nazywaliśmy się "Pionier", ale 27 sierpnia nie był dniem, w którym w druku ukazały się pierwsze polskie słowa na tej ziemi. Wcześniej, 10 czerwca, ukazał się "Nasz Wrocław", który po interwencji wojewody Piaskowskiego u prezydenta Drobnera, że niby dlaczego swoją gazetę ma Wrocław, a nie całe województwo, po 4 numerach zamieniono na "Gazetę Dolnośląską". W piętnastym numerze "Gazeta Dolnośląska" napisała na pierwszej stronie, że przestaje się ukazywać, bo od następnego dnia sprawy dolnośląskie w swoje ręce bierze dziennik "Pionier". - Który ukazywał się przez dwa miesiące w Legnicy. Dlaczego tam? - Legnicę wyzwolono w lutym, a Wrocław w maju, więc siedziba województwa dolnośląskiego najpierw mieściła się w Trzebnicy, potem Legnicy. I logiczne było, że gazeta wojewódzka powinna ukazywać się tam, gdzie znajdują się władze wojewódzkie. 15 października razem z województwem "Pionier" trafił do Wrocławia. - I tego dnia Pan trafił do redakcji przy ul. Krupniczej? - Miałem osiemnaście lat, ale w czasach powojennych osiemnastolatek to był dorosły człowiek. Miałem nawet doświadczenie dziennikarskie, bo kiedy Rosjanie wyzwolili moje rodzinne Baranowicze, to zatrudnili mnie w powstałej tam gazecie jako fotoreportera. Miałem aparat, więc robiłem zdjęcia dla "Czerwonej Gwiazdy". Gdy przyjechałem do Wrocławia, od razu skierowałem się do "Pioniera". Już pierwszego dnia zacząłem robić zdjęcia, potem zostałem redaktorem depeszowym, szefem działu sportowego, sekretarzem redakcji... - Ile lat spędził Pan w "Słowie"? - Całe życie. - Ostatnio Pana artykuł widziałem w ubiegłym tygodniu. - I mam nadzieję, że nie byt to ostatni tekst. Ale tak naprawdę na emeryturze zmieniłem zawód, stałem się przewodnikiem po świecie. - Czy "Słowo Polskie" kiedykolwiek przegapiło jakieś ważne wydarzenie na Dolnym Śląsku? - Nigdy. Ale powiem tak: teraz gazety są przedsięwzięciami komercyjnymi, w latach 40. i 50. miały wielką misję. Na Dolny Śląsk przyjeżdżali repatrianci, przyjeżdżali w nieznane, nie rozpakowywali walizek, bo nie wiedzieli, co z nimi będzie nazajutrz. "Słowo Polskie" miało ich umacniać w przekonaniu, że są u siebie. Główną rolą gazety było to, że jej polscy czytelnicy tu są i tu pozostaną. Dziś, gdy człowiek czyta, że coś uruchomiono, jest mu to niemal obojętne, ale kiedyś, gdy dowiedział się, że powstaje tu polska szkoła, uczelnia czy polska gazeta, to było wielkie wydarzenie. - Dlatego "Pionier" zmienił się w "Słowo Polskie". - Dokładnie. Tytuł "Słowo Polskie" wzruszał ludzi. Wybrano go z propozycji czytelników. Poza tym "Słowo Polskie" wychodziło przed wojną we Lwowie, a we Wrocławiu znalazło się wielu lwowiaków, zwłaszcza inteligencji lwowskiej, która nadawała ton rozwijającej się stolicy Dolnego Śląska "Słowo", które do lutego 1946 było tu jedynym dziennikiem, miało ambicję, by umacniać polskość. Teraz to brzmi patetycznie, ale wtedy było to ważne zadanie. Poza tym "Słowo" zawsze miało otwarte drzwi dla czytelników, którzy uznawali je za swoją gazetę. - Bywało w niej dramatycznie? - Kiedyś w czasach cenzury i UB powiedzenie, że dziennikarz jest jak saper i myli się tylko raz, było bardzo aktualne. W historii "Słowa" mógłbym znaleźć kilkanaście przykładów reporterów, którzy za pomyłkę trafili do więzienia i potem na zawsze zniknęli z życia publicznego. - A bywało zabawnie? - 1 kwietnia, lata 50. "Słowo" informuje, że Orbis proponuje wycieczki do Szwajcarii statkiem Batory, a na plac Grunwaldzki trzeba przyjść z kubkiem, bo będzie rozlewany francuski koniak. Ludzie w kolejce do Orbisu nie chcieli uwierzyć, że Szwajcaria nie leży nad morzem, a pytani przez dziennikarzy, po co idą z kubkami na plac Grunwaldzki w prima aprilis, odpowiadali, że jak reporterzy chcą, to niech sobie ryzykują i nie idą z nimi. (Z archiwum "Słowa Polskiego") |
______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław
tel./tel 48-71 341 87 60
sdrp.wroc@interia.pl