MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Zbigniew Zalewski (1953–1996)

     9 sierpnia zmarł Zbigniew Zalewski – dziennikarz, działacz społeczny i kulturalny, redaktor naczelny „Tygodnika Wałbrzyskiego”. Jeszcze jednego czterdziestolatka w pełni sił życiowych i twórczych śmierć wyeliminowała z życia dziesiątków i setek spraw, których był inicjatorem i uczestnikiem. Aktywny na wielu polach, był Zbyszek Zalewski nie tylko obserwatorem, ale także aktywnym uczestnikiem życia miasta i województwa.

     Urodził się 3 maja 1953 r. w Łobzie (województwo szczecińskie) w rodzinie inteligenckiej. W 1972 r. ukończył w Pyrzycach Liceum Ogólnokształcące i w tym samym roku znalazł się w Wałbrzychu, gdzie podjął pracę w instytucjach państwowych, redakcjach, placówkach kultury. Już jako dziewiętnastolatek dał się poznać jako działacz społeczny – inicjując i prowadząc wraz z dyrekcją Dolnośląskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego wielką akcję dla dzieci wałbrzyskich nazwaną „Zielone i Czarne”. Od dziecka był harcerzem – w Pyrzycach był zastępcą komendanta Hufca. Osiągnął stopień harcmistrza. W Wałbrzychu był przede wszystkim dziennikarzem. Związany najpierw z „Gazetą Robotniczą”, najdłużej pracował w „Trybunie Wałbrzyskiej” i kontynuującym jej tradycję „Tygodniku Wałbrzyskim”. Przeszedł całą dziennikarską drogę – od reportera do redaktora naczelnego, który umiał sprawnie przeprowadzić tygodnik i firmę przez trudny okres przekształceń merytorycznych, politycznych i poligraficznych. Był także twórcą, redaktorem i współredaktorem wielu tytułów czasopism ukazujących się w Wałbrzychu i województwie. Współpracował także z prasą centralną i ogólnopolską, z periodykami prasowymi, redagował gazety zakładowe.

     Za pracę reporterską i publicystyczną był wielokrotnie nagradzany. Był laureatem nagród ogólnopolskich, m.in. Prezesa RSW „Prasa-Książka-Ruch”. Zajmował się również twórczością literacką i działalnością wydawniczą. Jako kierownik Działu Wydawnictw Wojewódzkiego Domu Kultury zainicjował w latach siedemdziesiątych wydanie kilkunastu tomików wałbrzyskich autorów. Był także inicjatorem wielu imprez i konkursów literackich. Od blisko dwudziestu lat kierował Wałbrzyskim Klubem Literackim, do którego należało wielu wybitnych twórców. Był wiceprezesem Stowarzyszenia Środowisk Twórczych. Przez pięć lat był także rzecznikiem prasowym i asystentem wojewody.

     Od 1973 r. był współpracownikiem „Trybuny Wałbrzyskiej”, w której dziesięć lat później został jej sekretarzem, a na początku lat dziewięćdziesiątych jej redaktorem naczelnym.

     W 1993 r. został redaktorem naczelnym „Tygodnika Wałbrzyskiego” i prezesem wydającej go spółki „Errata”. Był aktywny na wielu polach. Ostatnio zaangażował się w tworzenie telewizji lokalnej i centrum multimedialnego w Wałbrzychu. W czerwcu wybrany został wiceprezesem Stowarzyszenia „Telewizja Wałbrzych”.

     Miał wiele planów jako twórca i działacz kulturalny. Wylew krwi zaatakował Go w pracy – 3 sierpnia uczestniczył na wałbrzyskim Podzamczu w festynie, który redakcja sponsorowała. Osierocił troje dzieci i żonę. W pamięci przyjaciół, kolegów i znajomych pozostanie jako człowiek nieśmiały, ale ambitny i skuteczny w działaniu. W Wałbrzychu, z którym związał całe swoje dojrzałe życie, pozostaje po Nim wiele trwałych śladów i ważnych dla miasta oraz regionu spraw, które będą kontynuowane.

Przyjaciele

Pamiętam Zbyszka…

     …kiedy pierwszy raz przyszedłem do redakcji. Wyglądał groźnie, z tą swoją marynarską brodą. Był zajęty i promieniał dumą z tego, co robi. Niezamierzenie stwarzał pozory dystansu. Jako dziennikarz zawiodłem, dając się zwieść pozorom i przemknęło mi przez głowę, że to napuszony ważniak. Pomyliłem się.

     Pamiętam Zbyszka, gdy był poważny, wymagający, budził onieśmielenie pracowitością. Nie tęsknił za wytchnieniem. Potem, w chwilach krytycznych, widać było, że za redakcję dałby się pokrajać. Gdy przed laty staliśmy nad krawędzią upadku, a ten i ów wstydliwie myślał, żeby dać nogę z tonącego okrętu, chyba tylko Zbyszkiem nie owładnęły żadne wahania. Robił swoje, jak zawsze. Miał plan, któremu niemalże przestaliśmy dowierzać. Ale to On miał rację. Wytyczył perspektywę, zatroszczył się o trwały dach nad głową.

     Pamiętam, jak będąc dziennikarzem i szefem, niepostrzeżenie stał się menedżerem. Był zawsze o pół kroku przed nami. Przewidywał, widział redakcję za rok, za kilka lat. Czasem irytował tym swoim bezgranicznym spokojem, flegmą, brakiem, jak się zdaje, nieodzownego w tej profesji tempa. Ale to On możliwie bezboleśnie przeprowadził nas przez kolejne mielizny i pułapki, pozwolił współdecydować o gazecie. Bo nigdy nie był dyktatorem i choć mógł redagować gazetę nieomal samodzielnie, polegał na inicjatywie innych, pozwalał zaistnieć każdemu, kto miał coś ważnego do powiedzenia. Pozwalał się „wyszaleć”, zachęcał do odważnej krytyki, często za cenę ryzyka i kontrataków, które nawykowo brał na siebie.

     Dlatego prowadził niebezpieczne życie. Nikt nie wie, ile Go to kosztowało. Maskował się. Choć raz jeden, gdy w środku nocy kończyliśmy pracę nad gazetą, uciął sobie krótką drzemkę i mówił przez sen. Było Mu ciężko. Nie pozwalał sobie jednak na luksus bezradności. Był piorunochronem, który kumuluje w sobie wszystko. Mnogość konfliktów, sprzecznych racji, zbierał okruchy ludzkich porażek i potknięć. Pomagał i pocieszał, nie oczekując nic w zamian. Bo był życzliwym przyjacielem.

     Był dobrym kumplem i zabawnym facetem. Jego oryginalny sposób bycia, swoista metoda ogłaszania własnych poglądów i specyficzne, dosadne poczucie humoru było źródłem nieskończonych anegdot. Czasem złośliwych – nigdy się nie obrażał. Nie wymagał od innych więcej, niż od siebie.

     Mówiłem do Niego „panie Zbyszku”, z szacunku. Nigdy, przez tyle lat, nie przeszliśmy na ty. Obiecaliśmy to sobie, w jakimś szczególnym, uroczystym momencie. Nie zdążyliśmy. Robię to teraz, w chwili najgorszej, samowolnie, bez przyzwolenia szefa. Ale bez cienia obawy, że miałby coś przeciwko temu.

     Zwyczajowo o zmarłych mówi się dobrze albo wcale. On pierwszy zaprzeczyłby tej zasadzie. Trzeźwo patrzył na żywych i umarłych. Nie wiem, czy ja to potrafię. Zwłaszcza w tej chwili. Chciałbym, żeby to ocenił, dokonał adiustacji, lakonicznie mruknął swoją opinię. Bardzo tego pragnę, nie mogę się doczekać…

Andrzej Rąkowski

                        Odliczanie czasu
                            Przez otwarte okno
                            wdziera się miasto
                            i lato przesiąknięte kolorami,
                            a Ciebie już nie ma.
 
                            Jeszcze wczoraj byliśmy razem.
                            Szliśmy przed siebie,
                            pewni jutra, odważni.
                            Opowiadałeś wrażenia z urlopu
                            o słońcu Grecji i piasku Włoch.
                            Mówiłeś o planach na jutro
                            i o tym, że masz dużo do
                            zrobienia.
                            Cieszyłeś się domem.
                            I nagle…
                            Tak nagle
                            nie zostawia się przyjaciela
                            i nie odchodzi
                            bez podania dłoni, słowa.

                   
         Dotykając nieba,
                            odliczam czas, jaki mi pozostał.
                            Wszyscy jesteśmy zbiorem
                            nieobliczalnych
                            działań matematycznych,
                            których boleśnie nie rozumiem…

                                                        Roman Gileta

Tygodnik Wałbrzyski
Nr 33 (140/2232)
13–19.08.1996


     Pożegnanie Zbyszka Zalewskiego nastąpiło 13 sierpnia 1996 r. na Cmentarzu Komunalnym w Wałbrzychu przy ul. Moniuszki.

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl