MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Medialne wrzenie


Mediów jest coraz więcej, wejdą wszędzie. Wszystko w imię walki o widza, słuchacza i czytelnika.
Czy jednak ilość przejdzie w jakość? © Michał Mucha

     Z hukiem zadebiutował wrocławski "Fakt". Trwa reforma programowa w TVP Wrocław. Wszyscy czekają na mocne wejście Agory. A więc stało się: dolnośląski rynek mediów zbudził się z długiego snu. Dziennikarze są zachwyceni. Urzędnicy przerażeni.

     Ubiegły czwartek [1 IX 2005] był pechowy dla wicedyrektora wrocławskiego Zarządu Dróg i Komunikacji Wojciecha Sozańskiego. Tego dnia w "Fakcie" po raz pierwszy ukazała się wkładka wrocławska. A w niej tekst o opóźnieniach w remontach ulic. Obok obrazek przedstawiający ślimaka z twarzą Sozańskiego. "To przez niego robota się ślimaczy" – głosi podpis. Tak o wrocławskich urzędnikach nie pisał jeszcze nikt.

     Sozański wściekł się. Wysłał naczelnemu do Warszawy oświadczenie, w którym odmawia zgody na dalsze wykorzystywanie swojego wizerunku. Rzeczniczka ZDiK Ewa Mazur nie wyklucza, że Sozański wytoczy "Faktowi" proces.

     – Urzędnik jest osobą publiczną. Nie może nie zgadzać się na wykorzystywanie zdjęć, które zostały mu zrobione w godzinach pracy – ripostuje szef wrocławskiego "Faktu" Mariusz Staniszewski.

Policja to gamonie, a radni się byczą

     Dzień wcześniej gazeta na krajowych stronach wydrwiła wrocławskich policjantów. Powód: nie chcieli (bo nie mogli) wejść siłą do mieszkania, w którym pewien człowiek przetrzymywał dziecko. Tytuł soczysty: "Gamonie!". Nazajutrz Artur Falkiewicz z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji odgryzał się gazecie na internetowej stronie komendy.

     W piątek przyszła kolej na wrocławskich radnych. "Fakt" uznał, że się byczą, bo mają trzy miesiące wakacji. A nie przestają pobierać diet. "Cwaniactwo radnych nie zna granic!" – głosi pierwsze zdanie artykułu. Ilustracja to bawiące się dzieci z twarzami Grzegorza Stopińskiego (PiS, przewodniczący rady miejskiej), Barbary Zdrojewskiej (PO, wiceprzewodnicząca rady) i Zbigniewa Korzeniowskiego (Wrocławskie Forum Socjaldemokratyczne).

     – Jeśli chodzi o zdjęcia, to nie mam zastrzeżeń. Ale oburzyło mnie określenie "cwaniactwo radnych" – komentuje Zdrojewska. Dodaje, że w ogóle nie była w tym roku na urlopie. I że także inni radni czują się obrażeni. Teraz zastanawiają się, jak zareagować.

     – Ale czy jest sens kopać się z koniem? – wątpi Korzeniowski. Choć i jego zabolał artykuł. Zwłaszcza stwierdzenie, że radni się byczą. – Bo ja się nie byczę, ja zapieprzam – grzmi Korzeniowski.

"Fakt" zmieni urzędy?


Mariusz Staniszewski pracował w "Słowie Polskim". Dziś jest szefem wrocławskiego oddziału najbardziej agresywnej gazety w kraju. © Radosław Bugajski/DF

     Taki właśnie jest "Fakt". Nie informuje, a od razu komentuje. I to agresywnie. Bez roztrząsania niuansów. Jeśli zainteresuje go jakiś problem, szuka winnego. Jednej, konkretnej osoby. Ostry atak jest zawsze atakiem na kogoś, wymienionego z imienia, nazwiska, funkcji i wieku.

     No i "Fakt" to tabloid. Nie ma tekstu, jeśli nie towarzyszy mu wyrazista ilustracja. Też powinna być zaczepna. Stąd Sozański jako ślimak, stąd radni jako dzieci w piaskownicy. "Fakt" uwielbia zdjęcia z ukrycia, prowokacje, śmieszne zbitki.

     – Myślę, że wrocławskie urzędy zmienią się pod wpływem "Faktu" – uważa Mariusz Staniszewski.

     Ale "Fakt" może też wpłynąć na media. Sprzedaje się świetnie, najlepiej ze wszystkich dzienników w Polsce (ok. 515 tys. egzemplarzy dziennie; "Gazeta Wyborcza" sprzedaje ok. 470 tys. – dane Związku Kontroli Dystrybucji Prasy za czerwiec). Na samym Dolnym Śląsku sprzedaż "Faktu" to ok. 60 tys. egzemplarzy dziennie. Tymczasem jedyny tutejszy dziennik regionalny – "Słowo Polskie • Gazeta Wrocławska" – ma średnią sprzedaż na poziomie 40 tys. sztuk (w piątki – 84 tys.). Wniosek z tego prosty: "Fakt" podoba się ludziom. To zaś może zdopingować inne gazety, by się do niego upodobnić.

     – Mam nadzieję, że tak się nie stanie – wzdycha Barbara Zdrojewska.

     Innego zdania jest Dominik Flunt z biura prasowego Sądu Okręgowego we Wrocławiu (eksdziennikarz "Gazety Wyborczej"):

     – "Fakt" to zupełnie nowa jakość. Być może w przyszłości takie właśnie będzie dziennikarstwo – przewiduje. I już teraz uczula wrocławskich sędziów, że mogą spodziewać się zaczepek ze strony "Faktu". Szczególnie po jakichś kontrowersyjnych wyrokach.

SPGW zachowuje optymizm

 
Apolonia Świokło: – Dolnoślązacy są otwarci na nowinki w mediach. © Wojtek Wilczyński/SP•GW

     "Słowo Polskie • Gazeta Wrocławska" (SPGW) nie zamierza podążać szlakiem "Faktu". Tak przynajmniej deklaruje Apolonia Świokło, prezes wrocławskiego oddziału Polskapresse, wydawcy SPGW.:

     – Nie interesuje nas upodobnienie się do innych gazet – tłumaczy. – Nie planujemy żadnych prowokacji. Jesteśmy informatorem i gazetą regionalną, a nie tabloidem.

     To ważka zapowiedź. Bo wśród wrocławskich dziennikarzy panuje obiegowa opinia, że na ekspansji "Faktu" najbardziej straci właśnie SPGW. Dlaczego miałoby tak być?

     Po pierwsze – bo SPGW ma mało porywający layout. Zbyt "popularny" jak na gazetę opinii, zbyt sztywny jak na tabloid. Na to nakłada się dobór tematów i sposób ich opisania: gazeta nie jest ani poważna, ani agresywna. Ten brak wyrazistości może okazać się słabością.

     Po drugie – bo z SPGW odchodzą ludzie. W ostatnim czasie firmę opuściło paręnaście osób, w tym kilkoro wartościowych dziennikarzy. Narzekają, że w gazecie panuje kiepska atmosfera. A oddalenie firmy od centrum jest uciążliwe. To też kontrastuje z "Faktem", który swoją wrocławską redakcję ulokował w samym sercu miasta.

     Mimo to Apolonia Świokło z dumą pokazuje widok na Wrocław, jaki rozciąga się z okien siedziby SPGW. Nie martwi jej odległość od centrum. Przeciwnie

     – Nie chcemy pisać o Rynku, ale o problemach ludzi, którzy mieszkają obok – przekonuje.

     W odejściach dziennikarzy wręcz widzi pewną wartość. Bo skoro odchodzą do innych, znanych redakcji, to znaczy, że ich praca w SPGW została doceniona.

Dolnoślązak woli prasę krajową

     Ale i SPGW ściąga ludzi z zewnątrz. Głównie redaktorów.

     – Zastanowiliśmy się, dlaczego przegrywamy z gazetami ogólnopolskimi. Wyszło, że mamy słabych redaktorów – tłumaczy ten trend Apolonia Świokło.

     SPGW stawia na dodatki. Od 6 września co wtorek będzie dołączać do gazety lektury szkolne. Rozwija tematykę edukacyjną. Chce dołączać testy i kursy językowe oraz czytanki do nauki języków. No i w tym tygodniu ruszyła wspólna, ogólnopolska kampania reklamowa kilku gazet z grupy Polskapresse, w tym SPGW.

     Te wszystkie zmiany to pierwszy tak duży test na pozycję tej gazety, odkąd powstała w grudniu 2003 r. z połączenia trzech dzienników: "Słowa Polskiego", "Gazety Wrocławskiej" i "Wieczoru Wrocławia". Ta fuzja gazet sparaliżowała na pewien czas rynek pracy dla dziennikarzy w regionie. A z SPGW uczyniła quasi-monopolistę rynku prasowego. Jednak wbrew oczekiwaniom SPGW nie uzyskała pozycji mocarstwowej. Wręcz przeciwnie: jej sprzedaż spada, a wskaźniki czytelnictwa są mniej więcej takie, jakie przed fuzją miała sama tylko "Gazeta Wrocławska". Dlatego ekspansja "Faktu" nie powinna być dla SPGW obojętna.

     Tyle że Dolny Śląsk jest bardzo trudny dla prasy regionalnej. To jedyny region w Polsce, w którym najchętniej czytane są nie gazety regionalne, a krajowe (drugim takim regionem jest Mazowsze – ale tam jest Warszawa i dominacja prasy ogólnopolskiej nie dziwi). Apolonia Świokło ma na ten temat własną teorię.

     – W naszym regionie, gdzie przeważa ludność napływowa, normalnym zjawiskiem jest otwartość na nowinki – wyjaśnia. – Jeśli pojawia się coś nowego, zaczyna zdobywać popularność.

     Stąd nielojalność czytelników wobec starych, miejscowych tytułów (jak "Słowo Polskie"). I entuzjazm dla tych nowych (jak swego czasu "Wyborcza", czy dziś "Fakt").

Agora szykuje uderzenie

     W specyficznej sytuacji jest "Gazeta Wyborcza Wrocław". To tylko dodatek do krajowego wydania "GW". I choć "Wyborcza" na Dolnym Śląsku sprzedaje się nieźle (nieco ponad 40 tys. sztuk dziennie; to trochę więcej od SPGW – dane ZKDP za I półrocze tego roku), to jednak czytelnicy prawdopodobnie kupują ją głównie ze względu na gazetę krajową. Ewentualna rywalizacja "Wyborczej" z "Faktem" też ma raczej charakter ogólnopolski.

     Agora – wydawca "GW" – niechętnie mówi o swoich planach. Szefostwo wrocławskiego oddziału odsyła do Warszawy. A Warszawa, pytana np. o ewentualną restrukturyzację "Gazety Wyborczej Wrocław", odpowiada suchym komunikatem: – Nie komentujemy strategii czy projektów przed ich wdrożeniem. To sprawy wewnętrzne spółki.

     "Wyborcza" nadal stawia na dodatki i gadżety. Z tego słynie. Najnowszy pomysł to regionalizacja poniedziałkowego dodatku "Praca" – wychodzi jego wrocławska wersja. Wiadomo też (choć wciąż nieoficjalnie), że niebawem pojawi się na rynku nowy, ogólnopolski dziennik Agory. Ma być lżejszy od "Wyborczej", ale nie aż tak ostry jak "Fakt". Prawdopodobnie nie będzie miał lokalnych dodatków. Kiedy wyjdzie? Jak się będzie nazywał? To najpilniej strzeżone tajemnice Agory. Ale środowisko medialne huczy od pogłosek, że gazeta pojawi się już we wrześniu, może pod koniec miesiąca. Jej wejście jeszcze bardziej zagęści rynek prasowy w Polsce. Zaostrzy konkurencję.

     Agora toczy ostrą walkę na gazety darmowe z polskimi odnogami niemieckiego koncernu Verlagsgruppe Passau (do niego należy Polskapresse, wydawca SPGW). Dotąd główną taką gazetą było agorowskie "Metro" (we Wrocławiu 25 tys. nakładu dziennego; 50 tys. wydania piątkowego – dane Agory). Od kilku tygodni ma rywala: "Echo Miasta". Jego wydawcą jest spółka Media4mat, związana z Verlagsgruppe Passau. Łączny nakład "Ech" w całej Polsce to aż 1,8 mln sztuk. We Wrocławiu – 150 tys. (dwa wydania w tygodniu). To pismo lekkie, ciepłe. Bywa porównywane ze starym "Wieczorem Wrocławia". O rynek gazet bezpłatnych walczy też "Dzień Dobry".

Telewizja: SMS-em wybierz program

     We wrocławskim oddziale TVP zmiany spodziewane były od początku roku. Wtedy to dyrektorem oddziału został Robert Banasiak, młody menedżer, niezwiązany wcześniej z mediami publicznymi. Miał zdynamizować, odmłodzić TV Wrocław. Do niedawna niewiele się działo. Uderzenie przyszło teraz.

     Latem telewizja ogłosiła konkurs na propozycje nowych programów. Zgłaszali je pracownicy ośrodka i osoby z zewnątrz. Wpłynęło 200 pomysłów. Wrocławska TVP wybrała trzydzieści najciekawszych i nakręciła im tzw. piloty. Są pokazywane już teraz, we wrześniu. Można na nie głosować SMS-ami – tak właśnie zostaną wybrane najlepsze programy, które trafią do telewizyjnej ramówki. Dla głosujących są nagrody, m.in. telewizory i bilety lotnicze.

     – Docelowo chcielibyśmy w ten sposób wybrać ze dwadzieścia programów – zapowiada Banasiak.

     Te nowe propozycje są różne: od programów popularnonaukowych, przez magazyny poradnicze (moda, uroda, kuchnia regionalna itp.) po audycje dla młodzieży.

     Zmiany nie ominą "Faktów", sztandarowego programu informacyjnego wrocławskiej TV. Poranne pasmo informacyjne zostanie wydłużone do 30 minut. Ma być prowadzone przez dwóch dziennikarzy – jeden przedstawi bieżące wydarzenia, drugi poprosi przedstawicieli lokalnych mediów o komentarz do głównych informacji.

     Banasiak chciałby podnieść oglądalność wrocławskiej telewizji. Jak sam mówi, najchętniej oglądane wieczorne pasmo informacyjne przyciąga przed ekrany ok. 100 tys. widzów. Niewiele. Zdaniem Banasiaka, winna jest nie tyle jakość programów, czy pora ich emisji, ile raczej fakt, że mieszkańcy południowej części województwa nie odbierają wrocławskiej TV. To kolejny element do poprawki.

     Zmienia się Polskie Radio Wrocław. Sformatowało swoje Radio RAM, które gra teraz ambitniejszą muzykę pop. Chce być – jak przyznaje jego dyrektor programowy Piotr Bartyś – rozgłośnią świadomie niszową. Niezbyt zainteresowaną wyścigiem ze stacjami typowo komercyjnymi.

Prasa lokalna: małe jest piękne

     Ruchy na górze bacznie śledzą mniejsi gracze. Choćby wydawcy prasy subregionalnej i lokalnej. Oni też odczuwają ekspansję dużych koncernów.

     Legnicki tygodnik "Konkrety" wychodzi od ponad 30 lat. Jeszcze w zeszłym roku należał do norweskiej Orkli (tak jak "Słowo Polskie" i "Wieczór Wrocławia"). Ale na fali zmian kapitałowych w regionie został przejęty przez spółkę związaną z Verlagsgruppe Passau. Zresztą Legnica to medialny fenomen. Ponadstutysięczne miasto, w którym nie ma lokalnych wydawców. Bo "Panorama Legnicka" też podlega Verlagsgruppe Passau. A lokalne Radio eL zniknęło z eteru, ustępując ogólnokrajowemu Radiu Plus.

     Przykład odwrotny: tygodnik "Nowiny Jeleniogórskie". Wychodzą od 48 lat. I oparły się wszelkim dziejowym zawieruchom: upadkowi PRL, ekspansji koncernów. Są chyba jedyną tak dużą gazetą w regionie, która należy do spółdzielni dziennikarzy i wydawców. A – jak mówi prezes i redaktor naczelny "Nowin" Andrzej Buda – chcieli ich przejąć duzi gracze: Verlagsgruppe Passau, Orkla i Agora. Dopiero niedawno "Nowiny" uwierzyły w samodzielność. – To droga długa i wyboista, ale możliwa do przejścia – zapewnia Buda.

     Prawdziwymi bastionami oporu przeciw koncernom są niektóre gazety lokalne. Takie, jak "Nowa Gazeta Trzebnicka" czy "Gazeta Powiatowa – Wiadomości Oławskie". Wspomagają się wzajemnie, powołały nawet ogólnokrajowe Stowarzyszenie Gazet Lokalnych. Próbują wspólnie walczyć o reklamy.

     Siłą takich gazet jest właśnie lokalność. Wyczerpująco opisują to, co dzieje się w jednej gminie czy powiecie. I tym wygrywają z prasą regionalną. Taka np. "Nowa Gazeta Jaworska" ma 6 tys. egzemplarzy dziennego nakładu, a zwroty na poziomie 15–20 proc. (dane wydawcy). Do tego własną sieć kolportażu: NGJ można kupić w każdym, najmniejszym sklepie. To de facto prasowa monopolistka na swoim terenie. Kierownictwo gazety chlubi się jej niezależnością (to rzadkość w przypadku gazet lokalnych, często mocno związanych z miejscowym samorządem). – Jedyna cenzura, jaka nas obowiązuje, wynika z prawa prasowego – zapewnia redaktor naczelny NGJ Ryszard Trześniewski.

     Osobnym fenomenem są tygodniki regionalne. Rarytas w skali kraju. Równo rok ukazuje się "Panorama Dolnośląska". Przez dwa letnie miesiące wychodził tygodnik "Piątek", ale niespodziewanie zniknął z rynku.

Przyszłość to internet

    Aż trudno uwierzyć, że jeszcze rok temu rynek mediów na Dolnym Śląsku był niemal martwy. SPGW konsumowało efekty fuzji gazet, zwalniając kolejnych dziennikarzy. Nie było "Panoramy Dolnośląskiej", wrocławskiego "Faktu", a Telewizja Polska przez cały rok nie mogła się uporać z zadaniem znalezienia nowego dyrektora wrocławskiego ośrodka. Panował zastój.

     Teraz – wręcz przeciwnie. Nie tylko mamy nowe media. Ale i dziennikarze gromadnie wędrują z redakcji do redakcji. Media podkupują sobie nawzajem ludzi. Rezultat łatwo przewidzieć: po raz pierwszy od kilku lat powinny zacząć rosnąć płace dziennikarzy.

     Ale prawdziwa przyszłość kryje się w internecie. Będzie spadać rola prasy, wzrośnie pozycja portali internetowych. Pierwszy przejaw tego trendu widzimy już we Wrocławiu. Finansowy portal Money.pl (tworzony we Wrocławiu, ale o zasięgu ogólnopolskim) jako bodaj pierwszy w regionie ściąga zawodowych dziennikarzy, związanych wcześniej z prasą. W Money.pl jest ich już trzech, wszyscy pracowali niegdyś w "Słowie Polskim".

     Nastały lepsze czasy dla mediów na Dolnym Śląsku. Czy czwarta władza się odradza? Zobaczymy. Wiele zależy od jakości pojawiających się propozycji. Wyraźnie widoczny jest już proces zwany w medialnym żargonie formatowaniem – dobieraniem treści pod kątem ściśle zdefiniowanego odbiorcy. Czy pomoże to dziennikarzom i społeczeństwu, pokaże czas.

Łukasz Medeksza

Współpraca:
Agnieszka Kłos, Monika Pendelska,
Tomasz Duda, Artur Guzicki

 Panorama Dolnośląska
11 IX 2005

 

CZTERY STRONY "FAKTU"
     Wrocławski "Fakt" obejmuje dawne woj. wrocławskie, a tylko w czwartki cały Dolny Śląsk. W gazecie zajmuje cztery, nienumerowane strony – dwie miejskie, dwie sportowe (ale gdyby było dużo reklam, ilość lokalnych stron może się zwiększyć; już w pierwszym wydaniu wrocławskiego "Faktu" całostronicową reklamę wykupili dwaj kandydaci PO do parlamentu: Władysław Sidorowicz i Henryk Koczan). We wrocławskiej redakcji pracuje czworo dziennikarzy miejskich, trzech sportowych i czterech fotoreporterów.
     Wydawcą "Faktu" jest niemiecki koncern Axel Springer (wydaje też m.in. polskie edycje "Newsweeka" i "Forbesa"). Ciekawostką jest to, że prezesem polskiego Axela Springera jest wrocławianin Wiesław Podkański. Inny wrocławianin, Tomasz Kontek, jest zastępcą redaktora naczelnego "Faktu".

NAJCHĘTNIEJ CZYTANE

     Za pierwsze półrocze tego roku czytelnictwo gazet na Dolnym Śląsku wygląda tak:
  
- Fakt – 25,13 proc.
   -
Gazeta Wyborcza – 22,21 proc.
   -
Słowo Polskie • Gazeta Wrocławska – 15,27 proc.
   -
Super Express – 10,32 proc.
   -
Auto Giełda Dolnośląska – 10,04 proc.
  
- Rzeczpospolita – 3,7 proc.

(Dane za sierpniowym numerem branżowego miesięcznika "Press")


 

Echa publikacji

Redaktorzy naczelni “Panoramy Dolnośląskiej”

     Na wstępie chciałem Wam pogratulować, że robicie bardzo dobry tygodnik. Kilka ostatnich numerów wykazało, że “Panorama Dolnośląska” jest o wiele lepsza niż była poprzednio.

 

     Zainteresował mnie szczególnie nr 36 gazety, w którym poświęciliście dużo miejsca sprawom mi najbliższym, czyli dziennikarstwu. Różne są opinie na temat studiów dziennikarskich, jedni uważają, że są potrzebne, inni – odwrotnie. Moim zdaniem, do każdego fachu trzeba mieć właściwe wykształcenie. Nie wyobrażam sobie np. lekarza, który leczy pacjentów, a nie ma skończonych studiów medycznych, czy konstruktora dużego mostu, nie będącego inżynierem.

 

     Nasz fach dziennikarski jest specyficzny, bo trzeba się do niego urodzić, czyli mieć talent. To już dużo, lecz jeszcze nie wszystko. Predyspozycje do zawodu muszą być szlifowane teoretycznie.

 

     Posłużę się moim własnym przykładem. Już będąc w szkole podstawowej, zacząłem pisać do różnych dziecięcych, a potem młodzieżowych gazet. Uznałem jednak; że trzeba mi więcej wiedzy. Złożyłem dokumenty na wydział dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego i przystąpiłem do egzaminu wstępnego. Byłem jednym z około 80 szczęśliwców (na blisko 500 zdających), któremu udało się zdobyć indeks. Na studiach nauczyłem się bardzo dużo, bo obok przedmiotów ogólnouniwersyteckich (np. ekonomia, socjologia, filozofia) mieliśmy dużo przedmiotów zawodowych.

 

     Potem przez wiele lat pracowałem w “Słowie Polskim”, w którym większość dziennikarzy ukończyło właśnie studia dziennikarskie. Tam spotkałem się z praktyką, a moimi nauczycielami zawodu byli doświadczeni dziennikarze, m.in.: Mieczysław Zawadowski, Ryszard Skała, Henryk Stokrocki, Zbigniew Tempski, Michał Żywień, Romuald Gomerski, Jerzy Białowąs. Często dostawałem od nich w tyłek, ale dziś jestem im za to wdzięczny. Nie było zmiłuj się, materiał musiał być zebrany bardzo starannie. Nie wolno było zniekształcać nazwisk ani pisać pobieżnie. Pisząc o kimś krytycznie, musiałem przedstawić mu zarzuty, aby mógł się do nich ustosunkować i ewentualnie obronić.

 

     Nie chcę pokazywać palcem, ale dzisiaj do środków masowego przekazu trafiają często ludzie z ulicy, bez studiów dziennikarskich i żadnego przygotowania praktycznego, ale za to z odpowiednimi znajomościami lub ustosunkowanymi tatusiami. Wyniki działań takich “dziennikarzy” widać codziennie. W poszukiwaniu li tylko sensacji zniekształcają prawdę, mylą nazwiska, a często sami nie wiedzą, o czym piszą czy mówią. Już nie wspomnę o estetyce – przychodzą na konferencje prasowe ubrani jak kloszardzi spod śmietnika, w brudnych i wymiętych spodniach czy przepoconych swetrach. Jest to wina również ich szefów, którzy to wszystko tolerują, bo sami często nie są lepsi.

 

     Dziennikarze, kształtujący opinię publiczną, muszą mieć bardzo dużo wiedzy, by móc rzetelnie informować i uczyć innych. A powinni mieć wiedzę, aby nie robić podstawowych i ośmieszających ich błędów. Aby pisząc np. o nakładzie gazety, nie pisać w ilu ona wychodzi sztukach, tylko egzemplarzach. W sztukach można liczyć barany.

 

     Powinienem zakończyć jakimiś wnioskami. Trudno dać mi odpowiednią receptę na poprawę stanu mediów. Myślę, że zostaną zweryfikowane przez życie. Ludzie po prostu przestaną czytać kiepsko robione gazety, słuchać byle jakich audycji radiowych i oglądać kiepskie programy telewizyjne.

 

Lesław Miller

redaktor naczelny

Prasowej Agencji Wydawniczej

 

Panorama Dolnośląska
2 X 2005

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław
tel./tel 48-71 341 87 60
sdrp.wroc@interia.pl