
| MENU:
|
Niezależność do czasu?
Dlaczego rozśmieszyły mnie opinie dyrektorów lokalnych ośrodków? Bo wydawało mi się, że dla niezależności prawdziwego dziennikarza nie ma znaczenia, kto jest akurat dyrektorem finansowym jego firmy. Że to wartość nadrzędna, którą wyznaje się, nie bacząc na wszelkie czynniki zewnętrzne. Że w publicznych antenach niezależność objawia się nie do momentu nacisków z góry, ale pomimo tych nacisków. Szkoda, że teraz dowiadujemy się, iż byle administrator trzymający rękę na kasie jest zagrożeniem dla nieskrępowanego wyrażania własnych opinii. Nic tak dobrze nie robi na progu długiego weekendu, jak śmiech. Ale nie jestem pewny, czy można tak powiedzieć o śmiechu przez łzy. MarekTwaróg Siła lokalnych mediów
Cenię publicystów Michała Karnowskiego i Piotra Zarembę. Wiele ich komentarzy politycznych uważam za celne. Któryś z nich popisał się też niedawno trafnym spostrzeżeniem na temat polskiej polityki prowincjonalnej – myślę tutaj m.in. o uwagach na temat prezydenta Dutkiewicza. Jednak w piątkowej rozmowie z wicepremierem Grzegorzem Schetyną (w „Dzienniku”) zaprezentowali się z najgorszej, aroganckiej, warszawocentrycznej strony. Przepytując Schetynę o słabość samorządów, podnieśli argument, że władzy lokalnej nie można ufać, bo brakuje nad nią kontroli opinii publicznej. Schetyna bronił swych pomysłów – które swoją drogą są kontrowersyjne. Doszło do tego, że bronił też lokalnych mediów, co zaprowadziło go m.in. do stwierdzenia, że „… samorządowcy muszą być blisko ludzi. Są jeszcze wolne media. Ktoś, kto je zawiedzie, może przepaść w kolejnych wyborach”. Po pierwsze: to ciekawe, że Schetyna musiał bronić mediów przed atakami ze strony dziennikarzy. Po drugie: ciekawe, co znaczy to słowo „jeszcze” (czy mamy do czynienia z jakimś procesem, który mediom odbiera wolność?). I po trzecie: skąd Karnowski i Zaremba czerpią wiedzę, która pozwala im formułować zarzut „… rady powiatu są daleko od ludzi i są też daleko od najsilniejszych mediów…”, co niby ma oznaczać, że nie ma żadnej kontroli nad powiatami? Uprzejmie informuję warszawskich publicystów, że ich troska o media w regionach jest nieuzasadniona. To właśnie media regionalne i lokalne stale i uważnie patrzą na ręce gminnej czy powiatowej władzy. Co więcej – tu pewnie otworzę oczy Karnowskiemu i Zarembie – większość tematów lokalnych, poruszanych w dziennikach ogólnopolskich czy wielkich telewizjach informacyjnych, to wynik nie dociekliwości dziennikarzy tych gazet czy stacji, ale efekt zwykłej kwerendy lokalnych tytułów. Konkrety? Proszę, z naszego podwórka: protest matek w Wałbrzychu albo burmistrz Dusznik, co niepełnosprawnych nie lubi, albo CBA we wrocławskim magistracie, albo młodzi ze Zgorzelca, którzy rujnują zdrowie, oddając krew w Goerlitz. To przykłady tematów z ostatnich tygodni, którymi dopiero po naszej gazecie zainteresowały się owe „najsilniejsze media”, o których mówią Karnowski i Zaremba. Media lokalne mają się dobrze. Kontrolują władze. Naciskają na nie znacznie bardziej i znacznie częściej niż media ogólnopolskie na rząd. I tę prostą prawdę redaktorom z Warszawy musi klarować… wicepremier! Nie uwierzyłbym, gdybym nie przeczytał. Marek
Twaróg Marek Twaróg jest redaktorem naczelnym dziennika POLSKA • Gazeta Wrocławska. |
______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl