MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Marek Rybczyński (1947–1984)

     20 marca 1984 roku, w wieku 37 lat, zmarł niezapomniany Kolega, jeden z najzdolniejszych dziennikarzy naszego zespołu

redaktor
MAREK RYBCZYŃSKI

     od 20 lat związany z „Gazetą Robotniczą”, zawsze był jej pierwszym reporterem.

     Laureat wielu nagród dziennikarskich, odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, Złotą Odznaką „Zasłużony dla Województwa Wrocławskiego i Miasta Wrocławia”, srebrnym medalem „Za zasługi dla Obronności Kraju” i krzyżem „Za zasługi dla Związku Harcerstwa Polskiego”.

     Straciliśmy Przyjaciela.

     Rodzinie Marka – głęboki żal i serdeczne współczucie wyraża

ZESPÓŁ GAZETY ROBOTNICZEJ
21 III 1984

* * *

     Wrocławskie środowisko prasowe znów poniosło bolesną stratę. W pełni sił twórczych zmarł nasz Kolega i Przyjaciel redaktor MAREK RYBCZYŃSKI. Przez blisko 20 lat swego 37-letniego życia był związany z „Gazetą Robotniczą”, z którą rozpoczął współpracę jako licealista. Ostatnie dwa lata był kierownikiem działu miejskiego „GR”. Był też działaczem społecznym, poświęcając wiele czasu pracy w związkach zawodowych i stowarzyszeniach twórczo-zawodowych dziennikarzy.

     Odszedł uczynny kolega i ceniony dziennikarz. Z tą myślą trudno się pogodzić. Będzie Go nam bardzo brakowało.

Koleżanki i koledzy
z WIECZORU WROCŁAWIA
20 III 1984

* * *

     Jak napisać ten najtrudniejszy tekst w życiu, który musi zaczynać się słowami zdawałoby się niewyobrażalnymi?

     Marek nie żyje.

     Jak pisać o człowieku, który przecież umarł niesprawiedliwie?

     Ale czy sprawiedliwa jest jakakolwiek śmierć?

     Jak wyobrazić sobie, że oto jeden z nas – ten z najbardziej żywotnych i zawsze gotowych do spełnienia zadań niewykonalnych – już nigdy niczego się nie podejmie?

     Jak uwierzyć, że dziennikarz, dla którego praca redakcyjna była Jego całym życiem, tej niewdzięcznej, ale przez Niego ukochanej przecież pracy już nie będzie wykonywał?

     Jak pojąć, że to, co się stało, stało się naprawdę?

     Nikt z nas, nawet w najgorszych przypuszczeniach, nie pozwalał pojawić się myśli, że Marek, od czterech miesięcy walczący o swoje życie, przegra. Przecież, gdy jedna za drugą następowały skomplikowane operacje – nie my Jego, ale On nas utwierdzał w przekonaniu, że wszystko jest już na najlepszej drodze, że teraz Jego powrót do redakcji to tylko sprawa kilkunastu dni. Nawet wtedy, gdy na tydzień przed śmiercią Marek stracił świadomość tego, co z Nim i wokół Niego się dzieje, byliśmy pewni, że oto nastąpiło ostateczne przesilenie, po którym znowu będziemy razem z Nim.

     A jednak nie ma już Marka między nami.

     Nie. To nie może być tak. On przecież jest. Został z nami. Po prostu znowu wyjechał zbierać materiały do nowych reportaży. Jutro albo pojutrze nadeśle z Warszawy, Gdańska czy Krakowa swoją kolejną korespondencję naszego specjalnego wysłannika. Biurko jest puste, ale i kalendarz otwarty, i jakieś notatki rozłożone, i zapisane telefony rozmówców. I jeszcze tekst, który właśnie zaczął pisać i który z pewnością dokończy, gdy wróci.

     To nie może być tak, że po dwudziestu latach stałej obecności Marka w redakcji musimy pogodzić się z tym, że już Go nie będzie. Że jak zwykle podniecony, naładowany najświeższymi i na razie tylko jemu znanymi informacjami, nie wpadnie do redakcji w swej rozchełstanej kurtce, z rozwianymi włosami, nie zajrzy do kilkunastu przynajmniej pokojów, w których siedzą Jego mniej operatywni koledzy, nie zagada, nie szepnie jednemu czy drugiemu na ucho co też właśnie sensacyjnego znalazł, nie siądzie wreszcie przy maszynie i nie wystuka, a niechby i nawet najskromniejszej notatki.

     To nie może być tak, że wieczorem nie będzie Go można spotkać w drukarni, gdzie pilnuje, żeby Jego tekst został złożony najszybciej, bo przecież ta praca właśnie na tym polega.

     Albo że nie może już pójść tam, gdzie tylko Jego – Rybę – można wysłać z pełnym przekonaniem, że tylko On szybko i bezbłędnie wykona to, na co inni musieliby poświęcić o ileż czasu i energii więcej.

     A czy tak być może, że nikt już Marka nie spotka w górach z plecakiem, w trasie na rowerze, na Biegu Piastów czy Gwarków, na piłkarskim stadionie czy harcerskim obozie; że znajoma sylwetka nie mignie tam, gdzie właśnie dzieje się coś ważnego albo po prostu coś najzwyczajniejszego, co jednak tylko On z właściwym sobie talentem potrafił zmienić w reportaż, wywiad, niechby i informację?

     Jak zrozumieć, że jutro pójdziemy z Nim ostatni raz, bo potem to już tylko będziemy chodzić do Niego i że to wszystko to czas przeszły? Jak się z tym pogodzić?

     Trzeba… ale jak to zrobić?

Andrzej Bułat
Magazyn Tygodniowy
Gazety Robotniczej
23 III 1984

* * *

ZESPÓŁ REDAKCJI
„GAZETY ROBOTNICZEJ”
WROCŁAW

     Z głębokim żalem przyjąłem wiadomość o śmierci Redaktora MARKA RYBCZYŃSKIEGO – wybitnego dziennikarza i działacza społecznego.

     Wrocławskie środowisko dziennikarskie poniosło bolesną stratę. Wspaniałego, zaangażowanego w życie Wrocławia, współpracownika utraciła również administracja państwowa naszego miasta i województwa.

     Jego postać pozostanie na zawsze w naszej pamięci.

     Proszę o przyjęcie szczerych wyrazów współczucia i żalu.

Wojewoda wrocławski
JANUSZ OWCZAREK
Wrocław, marzec 1984 r.

Pożegnanie Marka

      Niewielki oleśnicki cmentarz wzdłuż szosy warszawskiej. Na parkingu dziesiątki samochodów. Ponad tysiąc osób przyszło i przyjechało, nie tylko z Wrocławia, by pożegnać naszego redakcyjnego kolegę, zmarłego w wieku 37 lat, MARKA RYBCZYŃSKIEGO, sprawnego reportera, kierownika działu miejskiego „GR”. Przy trumnie wartę honorową pełnili harcerze oleśnickiego szczepu, z którym MAREK był związany. Ostatnią swoją drogę przebył na ramionach kolegów.

     Trudno opisać, co czuliśmy wszyscy w to ostatnie sobotnie popołudnie, rozstając się z MARKIEM na zawsze. Te tłumy ludzi, które przybyły na oleśnicki cmentarz, są najlepszym dowodem, jaką sympatią cieszył się MAREK, jaką był indywidualnością.

     Wokół grobu, na kilkuset metrach, obok najbliższej rodziny, przyjaciół, koleżanek i kolegów ze wszystkich wrocławskich redakcji prasy, radia i telewizji, pracowników Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego, drukarzy znaleźli się również nauczyciele MARKA, szkolni koledzy, bliżsi i dalsi znajomi, ci, którzy kiedykolwiek się z Nim zetknęli i poznali Go.

     Naszego smutku, żalu nie zastąpią żadne słowa.

     Żegnaj, MARKU…

Gazeta Robotnicza
26 III 1984

* * *

     W ubiegłą sobotę na cmentarzu w Oleśnicy odbył się pogrzeb dziennikarza „Gazety Robotniczej” – Marka Rybczyńskiego. Wśród wielu przybyłych znaleźli się przedstawiciele władz politycznych i administracyjnych Wrocławia i województwa. Licznie stawiła się brać dziennikarska, towarzysząc Markowi w Jego ostatniej drodze życiowej.

     Nie zobaczymy już „Ryby”, niestrudzenie przemierzającego całe połacie kraju w poszukiwaniu interesujących tematów. Nie znaczy to wcale, że nie będzie Go wśród nas – dziennikarzy. Stara prawda bowiem głosi, że „człowiek żyje tak długo, jak żywa jest pamięć o nim”. A przecież Marek pozostawił nam w schedzie swoją odwagę cywilną, obiektywizm w relacjonowaniu istotnych w naszym życiu wydarzeń, szybkość działania. I wreszcie to, co w Marku było najcenniejsze – pogodę ducha, której nie tracił w najcięższych nawet chwilach.

     Dlatego też, Marku, nie mówimy Ci – żegnaj, lecz – cześć, Kolego!

Słowo Polskie
26 III 1984

* * *

Marek spoczął 24 III 1984 r. na cmentarzu w rodzinnej Oleśnicy.

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl