MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Bogdan Parkoła (1932–2007)

     Dwa dni przed Wigilią Bożego Narodzenia 2007 roku zmarł, po ciężkiej i długiej chorobie, w wieku 75 lat – Bogdan Parkoła. Takie jedno zdanie-komunikat, standard nekrologiczny z dodatkową informacją o pochówku i kogo pozostawia w nieutulonym żalu, zawiera jednak całe życie człowieka, który był, a którego już nie ma. Życie, które nie jest tylko wyznaczane granicznymi datami i danymi osobowymi: urodził się tu, spędził dzieciństwo tam, szkołę taką a taką jeszcze gdzie indziej, studiował, pracował, no i na końcu umarł, bo taka jest ludzka dola, niestety.

     Ważniejsze przecież jest to, co się działo między owymi wyznacznikami...

     Boguś był przede wszystkim człowiekiem wrażliwym, choć jego fizyczność na to nie wskazywała. Pochodził z kresowej rodziny szlacheckiej, a on sam czasami opowiadał o pokrewieństwie z generałem Żeligowskim i tatarskich praprzodkach. To jedno źródło wrażliwości, które wszak jest nieodłączną towarzyszką honoru. Drugim stała się wojenna wywózka do Kazachstanu – dietskij dom, włóczęgi z innymi biezprizornymi po stepie, walka o życie. Taka komunistyczna „szkoła przetrwania”, zostawiająca szramy na całe życie, do której niezbyt chętnie wracał pamięcią. Podobnie jak do salezjańskiej szkoły i bursy w Supraślu pod Białymstokiem, gdzie, osierocony, trafił po powrocie do Polski.

    Studiował już we Wrocławiu, filologię rosyjską. Ona, plus lata w Związku Sowieckim, dały mu perfekcyjną znajomość języka, ale przede wszystkim obdarowały wielkim uczuciem do rosyjskiej literatury. Miał sporą bibliotekę, w tym dużo pozycji po rosyjsku. Oczywiście klasycy, ale też Bułhakow, Babel, Achmatowa, Mandelsztam... W jego niewielkim blokowym mieszkaniu słuchało się Okudżawy, Wysockiego i takich perełek, jak białogwardyjskich pieśni w wykonaniu Żanny Biczewskiej.

     Poznałem Bogdana w roku 1961 jako dyrektora Pałacyku. Pałacyk, jak wiadomo mojemu pokoleniu, nie był zwykłym klubem studenckim, nastawionym na zabawę i żakowski wygłup. Tu się działa po prostu kultura: dobry jazz, teatr, literatura, tu znajdowali swoje miejsce do działania miłośnicy jeździectwa, turystyki, fotografii, alpinizmu itp. Bogdan dyrektor dawał sobie z tym radę wybornie – i takim go wszyscy pałacykowicze pamiętają.

     Po tym epizodzie, bo trwał około dwóch lat, poszedł w belfry. Został lektorem języka rosyjskiego, najdłużej w Akademii Ekonomicznej. Umiarkowanie wymagający, lubiany przez studentów, trochę brat łata, pracował tam aż do momentu, kiedy powaliła go, również w sensie dosłownym, choroba.

     Dla Bogdana, człowieka ruchliwego i towarzyskiego, był to cios podwójny. Unieruchomiony, nie mógł już spędzać wakacji na ukochanych Mazurach. Boguś był bowiem zapalonym żeglarzem i znawcą jachtingu. Parokrotnie pływaliśmy razem i wiele się od niego nauczyłem. Bo żeglarstwo to nie tylko pewna wiedza i umiejętności, które się nabywa wraz z kolejnymi rejsami, ale również styl i obyczaj przydatne w każdej sytuacji – nie tylko na wodzie. To odpowiedzialność, słowność, dżentelmeneria, gotowość służenia pomocą. I taki właśnie był Bogdan.

     Mam wielką nadzieję, że tam, gdzie jest teraz, są piękne, wielkie jeziora, wspaniałe łódki i że Boguś tam pływa w dobrym towarzystwie, np. swojej siostry Izoldy, niegdyś żeglarki z polskiej czołówki, oraz również pałacykowicza, znanego aforysty i facecjonisty, też żeglarza – Henia Jagodzińskiego.

     A ja kiedyś do nich dołączę.

Andrzej Łapieński

*

Pożegnaliśmy Bogusia 28 grudnia 2007 roku na cmentarzu przy ul. Kiełczowskiej.

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl