MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Z Kościuszki na Ofiar

     W gorszym okresie nie mogłam trafić. Namówiona przez Bolka Owczarka, przy aprobacie Staszka Patera, rzucam sobie wyzwanie, na przekór rozsądkowi, ku uciesze cichych wrogów i podejrzliwości asekurantów – przyjmuję pracę w Klubie Studenckim Pałacyk. Chyba przez głupotę nie zdawałam sobie sprawy, w co wdepnęłam. Doświadczenia w ruchu studenckim żadnego, trudny okres, bo to marzec 1968 roku, i kompletna ruina budynku...

     Całą działalność merytoryczną przerzucam na doświadczonych działaczy, którzy chyba zadowoleni z takiego obrotu sprawy przejmują ogromny balast odpowiedzialności, mnie traktując w cichości ducha jak idiotkę i czekają, kiedy się wyłożę.

     Rozpoczynam przygotowania do oddania budynku do generalnego remontu, co w tym czasie nie jest sprawą łatwą. Trzeba znaleźć inwestorów, uzyskać status prawny obiektu (do tej pory nieuregulowany), wykwaterować lokatorów zamieszkujących lewe i prawe skrzydło, wynaleźć im lokale mieszkalne. Później zamurować, przynajmniej prowizorycznie do pierwszego piętra, otwory okienne, co i tak nie uchroniło budynku przed dwukrotnym podpaleniem, kończącym się na szczęście tylko podejrzeniami o sabotaż i dwukrotnym wzywaniu do smutnego budynku przy Podwalu [siedziby KW MO – przyp. red. Witryny].

     No i trzeba znaleźć obiekt zastępczy... Wzrok pada na byłe pomieszczenia Pantomimy przy ul. Ofiar Oświęcimskich, aktualnie zaanektowane przez Miastoprojekt. Toczy się formalna walka już nie na decyzje, bo te zapadły, ale na nerwy. Wygrywamy.

     W starym, biednym, poranionym obiekcie na Kościuszki trwa jeszcze działalność na miarę okrojonych możliwości, bo sukcesywnie wyłączane zostają poszczególne sale. Zastrzeżenia mają wszyscy. I architekci, i potencjalni inwestorzy, bhp. Zostają np. wyodrębnione sektory pięknej sali Lustrzanej. Wielkimi kwadratami jest zaznaczone, gdzie może się skupiać nie więcej niż 50 osób (słynny artykuł Jasia Dębka „Nie tupać, bo się zawali”). I jak tu prowadzić działalność mającą także przynosić zyski (byliśmy chyba jedynym klubem studenckim w Polsce, gdzie zezwolono na wyszynk i skromną gastronomię we własnym zakresie)? Dochody czerpaliśmy także z wynajmowanych ścian, okien i każdej wolnej przestrzeni na cele reklamowe, m.in. Mody Polskiej. Miało to potrójną korzyść: tuszowaliśmy walące się mury, mieliśmy profity płynące z tego źródła, a i estetyka zyskiwała co nieco.

     Po dwóch latach zmagań, licznych perypetiach, odmowach, zastrzeżeniach, wyszukiwaniu poprzez sfingowane przetargi wykonawców, sprawa o tyle się normuje, że w obiekcie starego klubu pozostaje Rada Okręgowa ZSP, mająca kontynuować przygotowania do remontu, a jakże skromną działalność przenosimy do lokalu zastępczego, wymagającego zresztą także licznych napraw i adaptacji do pracy na rzecz środowiska.

     A mimo wszystko jakoś sobie radziliśmy z trudnościami, przeciwnościami, niedostatkiem finansów.

     Nie było dla nas rzeczy niemożliwych. Nie był to czas stracony, był inny, a kto wie czy nie ciekawszy i bardziej inspirujący.

    Czy ktoś się zastanowił, ilu ciekawych ludzi wyrosło właśnie w murach Pałacyku?

Teresa Rudzka
Dyrektor klubu 1968 - 1973

Z prywatnych notatek:

     Uff!!! Jest wykonawca! Kruczki, sztuczki, ekwilibrystyka prawna, ale dzięki Ryśkowi Lutkiewiczowi (studenci nazywali go – pełnomocnik) i innych zaprzyjaźnionych i życzliwych nam osób uzyskujemy zgodę na prywatnego wykonawcę.

     Co z tego, że co jakiś czas jestem wzywana na milicję z ciągłym zapytaniem, brzmiącym jak stwierdzenie: „wiecie, obywatelko, że on...”. Najgorsze, że nie mam pojęcia o remontach i wszystkich ciemnych sprawkach mogących nam grozić. Kieruję się jak zwierzak instynktem i nadrabiam bezczelnością. Byle nie dać się wykiwać.

     ...a swoją drogą ktoś na tych cholernych, obrzydliwych kutych żyrandolach nieźle zarobił...

     ...ulegam sugestii działaczy ZSP co do wystroju i nie mam już siły walczyć dalej. Jestem zbyt zmęczona i moja wątroba też.

     ...ostatnie godziny przed otwarciem. Zakładam się z Andrzejem Remisiem co do punktualności wejścia pierwszych gości. Przegrywam o 15 minut, bo pijany malarz, wchodząc z wiadrem farby potknął się o występ w nieoszklonych jeszcze drzwiach wejściowych i całą zawartość wiaderka rozlał malowniczo na posadzkę. Na zbieranie farby nie było czasu. Przykrywamy kawałkiem wykładziny nie bacząc, że w miarę upływu czasu biała farba wciskana licznymi stopami, o dziwo kieruje się nie w stronę sali głównej, tylko na chodnik przed budynkiem. Tak jakby to było zamierzone. I jak tu nie mówić o szczęściu?

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl