
| MENU:
|
Laureat o sobie
Tak naprawdę na pierwsze mam Jan. Ponieważ mało kto o tym wie, więc nie muszę obchodzić imienin. W czasach studenckich, a było to bardzo dawno temu (studiowałem fizykę), w Pałacyku odnalazł mnie Andrzej Waligórski. Spodobała mu się moja konferansjerka i z marszu, już na drugi dzień, wystąpiłem w pierwszej stereofonicznej w Polsce radiowej audycji wraz z publicznością z cyklu „My Wrocławianie”. Andrzej był moim wspaniałym nauczycielem dziennikarstwa, podobnie jak cała ówczesna Elita. Pozwalali mnie i Wandzie Ziembickiej (ona wtedy też zaczynała) współtworzyć Studio 202. Bardzo ciepło wspominam prawie czteroletnią współpracę z Andrzejem, Jaśkiem Kaczmarkiem, Włodkiem Plaskotą… Niestety ich już nie ma. Ekscesy polityczne sprawiły, że otrzymałem zakaz wstępu do radia. A ponieważ telewizja wtedy żyła z radiem jak pies z kotem, więc bez trudu rozpocząłem współpracę z telewizją. Pamiętam, że pierwszą relację robiłem o Bogusławie Litwińcu, a drugą z zoo… W międzyczasie stałem się specjalistą ds. rolnych, bo takiego brakowało w ośrodku. Przygotowywałem dużo relacji dla Warszawy i dla programu lokalnego. Byłem też autorem różnych kilkunastominutowych reportaży na ogólnopolskiej antenie. 29 lat temu otrzymałem etat korespondenta i propozycję wyjazdu do Legnicy. Od tamtej pory nigdy już do Wrocławia nie wróciłem. W stanie wojennym esbecy i towarzysze z KW nie zweryfikowali mnie. Przyczyniło się do tego też kilku legnickich dziennikarzy. Zostałem bez pracy. Wraz z rodziną musiałem opuścić Legnicę. Na szczęście zabiegał o mnie Wałbrzych. Po wielu perypetiach i pomocy ówczesnego kierownictwa ośrodka zacząłem pracę w Wałbrzychu, gdzie zostałem do dziś. Prawdopodobnie jestem czynnym reporterem telewizyjnym z najdłuższym stażem w Polsce. Bardzo nietypowym: jestem jednoosobową ekipą, w jednej osobie dziennikarzem, operatorem, kierowcą własnego samochodu, nawet sam siebie filmuję. Nie potrafię zliczyć relacji, które wykonałem. Na przykład popularna była seria relacji o prezydencie Wałęsie jeżdżącym na nartach w Zieleńcu. Ponoć byłem pierwszym dziennikarzem, który zza płotu krzyczał na prezydenta. Relacje te pokazywano na różnych szkoleniach dziennikarskich jako wzór do naśladowania… Nie mam określonego stosunku do tego, co robię, a to, że pracuję w telewizji, zauważam sam dopiero na ulicy, kiedy jestem zaczepiany. Peszę się wtedy. Moje dzieci, Ania i Maciek, poszły w ślady ojca. Mieszkam w górach, mam ciągle tę samą żonę i psa o imieniu Reporter. Niemal codziennie jeżdżę do Wrocławia, żeby montować materiały. Maciej Maciejewski |
______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl