
| MENU:
|
Adam Kułakowski (1921–1996)
W 1939 r. w Warszawie był gońcem, łącznikiem między komendantem obrony Warszawy a prezydentem miasta Stefanem Starzyńskim Przewoził raporty i różne tajne pisma, dysponował bowiem rowerem. Zapalonym rowerzystą, ba, kolarzem nieomal, pozostał do końca. Wszyscy pamiętamy jego szczupłą sylwetkę jakby wyciętą z XIX-wiecznych pism: spodnie tzw. pumpy, długie skarpety w kratkę do kolan, kurteczka z wieloma kieszeniami, czapka-cyklistówka, okulary i bidon przy kierownicy. Cierpiał bardzo, jeśli jego wielocyped nie był niestety szczytem osiągnięć techniki. Ten rower i turystyczna pasja Adama stanowiły stały element żartów Andrzeja Waligórskiego i były inspiracją do wielu cyklicznych audycji. Tak powstała choćby postać „tatusia niedzielnego”, „prezesa” pewnej spółdzielni, „Koko” –męża Kiki i wiele innych postaci, których Adam był genialnym twórcą. Bo Adam Kułakowski był dziennikarzem wielce zasłużonym dla wrocławskiej nauki i środowiska naukowego (wieloletni kierownik Redakcji Oświatowej), ale przede wszystkim był wybitnym radiowcem wykonawcą, po prostu radiowym aktorem, artystą. Do Radia trafił jako zwycięzca konkursu na lektorów, ale nim przeszedł do redakcji, był przez kilka lat spikerem (czyli gospodarzem programu w najlepszym tego słowa znaczeniu). Natura obdarzyła go pięknym głosem, czego miał pełną świadomość. Nie studiował nauk humanistycznych, a miał bezbłędne wyczucie literackiego gatunku, nikt nie szlifował jego dykcji, a miał ją perfekcyjną, nie kończył żadnej szkoły aktorskiej, ani nie dokształcał się na żadnych kursach, a jego role w słuchowiskach nie ustępowały kreacjom zawodowych aktorów. Ba, czasem nawet je przewyższały. Miał nieprawdopodobną intuicję, wyczucie, słuch na barwę słowa i jego muzyczność. Po prostu był nie do podrobienia, sam bardzo lubił pastisz i parodię. Tylko dzięki faktowi, że w zespole mieliśmy „takiego” aktora, Jadwiga Skotnicka mogła stworzyć „Jednoosobowy Teatrzyk Typów i Sytuacji: »Drops«” z „Adamem w roli głównej i wszystkich innych”. Grał w „Dropsie” wszystko: kurtynę, krzesło, lokomotywę parowo-wąskotorową, staruszków, dzieci, panienki i kobiety dojrzałe, skrzypiący płot i zapadającą się stodołę. O jego koncertowym nagraniu „Snu” do dziś krążą legendy. Wykorzystał w tej roli chyba wszystkie możliwości „męskiego chrapania” i sennych rojeń z lataniem włącznie. Na marginesie: dopiero w wiele lat później Jacek Fedorowicz stworzył dialog kierownika z referentem. Ale był to dialog tylko z jedną osobą, a Adam prowadził w „Dropsie” rozmowy z kilkoma osobami jednocześnie, tłum go nie przerażał. Słowem – był najlepszym wykonawcą tekstów artystycznych i ról w Radiowym Teatrze. Do dziś funkcjonują na antenie i chyba jeszcze długo będą jego nagrania sygnałów audycji (dziś to się nazywa dżingiel). Taki: „Teatr Studia 202 – przedstawia:...” może służyć za szkoleniowy przykład radiowej sztuki. Kilka słów, a ich zawartość emocjonalna, informacyjna, nawet reklamowa, czyli bardziej elegancko powiedziawszy – promocyjna, przekazana tylko sposobem wykonania – jest nie do określenia. Albo sygnał też audycji Studia 202: „Herakliusz Mordęga – Komiwojażer...”. Trzy słowa, a w wykonaniu Adama Kułakowskiego jest tam wszystko: zapowiedź przygody, zaciekawienie, sygnał gatunku literackiego z jego zawartością, co więcej – naszego stosunku do postaci Mordęgi i jego pisania. Są to drobiazgi, ale perełki radiowego wykonawstwa, radiowej sztuki. Bo Adam był po prostu radiowym fenomenem. Natura nie lubi rozrzutności. Drugiego takiego nie było i chyba nie będzie. Poza tym miał cechy amerykańskiego generała: inteligentny, z dużym wyczuciem, często intuicyjnym, sytuacji, wybierał rozwiązania najoczywistsze, by sobie i innym nie komplikować pracy. Od 1959 r. do przejścia na emeryturę (1981 r.) pracował w Redakcji Oświatowej, od 1962 kierował redakcją, która choć często zmieniała swoją nazwę (Redakcja Popularno-Naukowa, Nauki i Wychowania i in.) – nie zmieniała przedmiotu swego zainteresowania. Zawsze była nim nauka i wrocławskie środowisko naukowe, popularyzacja jego dokonań i samych uczonych. Za tę działalność otrzymał Nagrodę Miasta Wrocławia w dziedzinie dziennikarstwa (1971) i Medal Komisji Edukacji Narodowej (1976 r.). Mając szerokie i serdeczne kontakty ze światem naukowym, lekarskim – był ubezpieczycielem naszego zdrowia. Zresztą nie tylko naszego, radiowców, a i wszystkich kolegów dziennikarzy we Wrocławiu. Pełnił bowiem (w zarządzie SDP) funkcję swojego rodzaju rzecznika zdrowia. Jego bliskie kontakty z wrocławskimi klinikami, z wybitnymi profesorami, bardzo były nam pomocne w ciężkich chwilach, był wtedy naszym przewodnikiem i protektorem, prawie sam nas leczył. Nikt, kto się do niego zwrócił z poważnym kłopotem, nie odszedł bez pomocy lub choćby cennej rady. Zawsze na nią znalazł czas, mimo iż był rozrywany przez wszystkich – do rozlicznych wykonań. Jest ich bardzo wiele w Teatrze Polskiego Radia, w „Studio 202” i innych audycjach. On w nich pozostaje z nami, gdyż był wielkim radiowym artystą. A artyści zawsze po sobie zostawiają ślad. Helena Małachowska * * * Zmarł 22 VII 1996 r. Spoczywa na cmentarzu Świętej Rodziny przy ul. Smętnej. |
______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl