| MENU:
Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki
Gratulujemy
Linki
|
 |
„Berliner
Zeitung” przechodzi w ręce cudzoziemców
Kto grozi wolności prasy w
Niemczech?
Falę protestów w Niemczech wzbudziła w tym tygodniu [21-26 X 2005]
sprzedaż znanej niemieckiej gazety „Berliner Zeitung”
angielsko-amerykańskiemu konsorcjum.
„Berliner Zeitung”, znana centrowa gazeta berlińska, należała
do niemieckiego koncernu wydawniczego Holtzbrinck. Gazetę kupiło we wtorek
brytyjsko-amerykańskie konsorcjum funduszy inwestycyjnych kierowane przez
Davida Montgomery'ego.
Jest to pierwszy niemiecki dziennik, który trafił w obce ręce.
Co więcej, nowy właściciel ma wśród dziennikarzy złą opinię. Z
zawodu sam dziennikarz, na początku lat 90. został prezesem grupy
medialnej Mirror, wydawcy znanego brukowca brytyjskiego. Szybko zasłynął
jako bezlitosny specjalista od cięcia kosztów i zwalniania dziennikarzy z
pracy. Został finansistą, w zeszłym roku próbował kupić największą
brytyjską gazetę „Daily Telegraph” – nie udało mu się.
„Wolność prasy nie jest swobodą wielkich graczy finansowych, by
spekulować na gazetach” – pisze w proteście przeciw tej
transakcji ponad 130 znanych niemieckich osobistości. Wśród nich słynny
pisarz Günter Grass, znany polityk Zielonych Jürgen Trittin, reżyser Wim
Wenders czy Gesine Schwan, rektor Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we
Frankfurcie nad Odrą i pełnomocnik odchodzącego rządu Niemiec ds.
stosunków polsko-niemieckich. Sygnatariusze listu twierdzą, że
„sprzedaży »Berliner Zeitung« nie wolno rozpatrywać w
kategoriach czysto ekonomicznych. Gorszej sławy, jaką cieszy się
Montgomery w Wielkiej Brytanii, mieć już nie można. Szanowane wydawnictwo
Holtzbrincka, które zamierza wybrać ofertę Montgomery'ego pomimo
propozycji ze strony poważnego wydawcy niemieckiego, powinno sobie to uświadomić”.
Osobny protest ogłosiło Stowarzyszenie Niemieckich Dziennikarzy. –
David Montgomery oraz jego mocodawcy nie opowiadają się za pluralizmem
poglądów, wolnością prasy oraz za dziennikarstwem wysokiej jakości
– mówił we wtorek szef stowarzyszenia Michael Konken.
O co chodzi? Dlaczego wybitni Niemcy protestują, gdy Anglosasi kupują jedną
berlińską gazetę, a nie przeszkadza im, gdy ich koncerny medialne wykupują
kolejne tytuły na rynkach prasowych w Europie Środkowej, często dominując
nasze rynki?
– Mój protest nie ma nic wspólnego z tym, że „Berliner
Zeitung” będzie miała zagranicznego właściciela. To raczej protest
przeciwko filozofii działania nowych właścicieli, którzy chcąc szybko
osiągnąć zyski, nie dają gwarancji zachowania niezależności „Berliner
Zeitung” – mówi nam prof. Gesine Schwan.
– Ale przecież wasze koncerny wykupują gazety w Europie Środkowej,
zwalniają dziennikarzy, zaniżają poziom brukowcami, robionymi tylko dla
zysku?
– Nie obserwuję tego aż tak dokładnie – odpowiada Schwan.
– Jeśli zaistnieje sytuacja podobna jak w Berlinie, Polacy powinni się
bronić, jestem gotowa poprzeć taki protest.
– Psychologicznie tę transakcję ciężko jest zaakceptować –
usłyszeliśmy od rzecznika Stowarzyszenia Dziennikarzy Hendrika Zörnera
– bo niemieckie domy wydawnicze są bardzo często rodzinnymi firmami
o wieloletnich tradycjach. No i chodzi tu o bardzo popularną prasę lokalną
i regionalną. Ale protestujemy przede wszystkim dlatego, by nowi właściciele
respektowali niezależność gazety, żeby nie zwalniali dziennikarzy. A
David Montgomery nie cieszy się w tych sprawach dobrą reputacją –
twierdzi Zörner.
Czy obawy, że Montgomery zniszczy gazetę, są słuszne? Nie wiadomo. W każdym
razie on sam zadeklarował, że „będzie stać na straży
dziennikarstwa najwyższych standardów”.
„Bądźcie pewni, drodzy czytelnicy, że będziemy trzymać
Montgomery'ego i jego wspólników za słowo” – napisała w
komentarzu „Berliner Zeitung”.
Łukasz
Adamski
Gazeta Wyborcza
27
X 2005
|