MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Wacław Drozdowski (1895–1977)
Wspomnienie o starym reporterze

     Do Wrocławia trafił w r. 1945 wraz z dużą falą warszawiaków, którzy w powstaniu stracili w swym mieście wszystko i, wygnani wtedy przez okupanta z płonącej stolicy, po wyzwoleniu nie mieli dokąd wracać. Ostatnie miesiące wojny przyszło mu wraz z rodziną spędzić w podkrakowskiej wiosce Łężkowice, skąd już droga wiodła do zrujnowanej w czasie oblężenia stolicy Dolnego Śląska. Nie znał tego miasta, nie dane mu było oglądać go nawet z okien pociągu w czasie trzech podróży zagranicznych w okresie międzywojennym. Wtedy, w pierwszym roku pokoju, który nastał po najstraszniejszej wojnie w dziejach ludzkości, miał już 50 lat. Czy przypuszczał, że Wrocław stanie się jego ostatnią przystanią życiową, w której długo jeszcze przyjdzie mu żyć i pracować i gdzie znajdzie swój ostatni spoczynek?

     Wacław Drozdowski, bo jemu poświęcona jest ta garść wspomnień serdecznych, urodził się w Warszawie 11 IV 1895 r. Dzieciństwa nie miał łatwego, bo ojca stracił już jako 11-letni chłopiec i odtąd wychowywał się u ciotki. „Czytać i pisać uczyłem się w domu sam, po czym zdałem egzamin do I klasy szkoły W. Górskiego w Warszawie” – wspominał po latach. W niewiele też lat później musiał się sam utrzymywać, ale mimo to ukończył szkołę W. Wróblewskiego, uzyskując maturę. Trudne lata 1918–1920 przyszło mu spędzić w mundurze wojskowym, w tym na pierwszej linii frontu.

     Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Poznańskiego, w tamtejszej „Gazecie Powszechnej” zdobywał także ostrogi dziennikarskie. Już jednak w 1923 r. widzimy go znów w rodzinnej Warszawie – kolejno w składzie zespołów redakcji „Gazety Warszawskiej”, „Wieczoru Warszawskiego”, „Nowej Rzeczypospolitej” oraz „Kroniki Polski i Świata”. W czasie okupacji, do r. 1944, zarabiał na życie jako sprzedawca sprzętu wędkarskiego i rybackiego w założonym przez siebie sklepie „Sum” przy ul. Złotej 83.

     Jakkolwiek do Wrocławia trafił już jako dziennikarz z dużym stażem i dorobkiem zawodowym, to jednak – trudno dziś dociec, z jakich przyczyn – nie podjął początkowo pracy w żadnej z miejscowych redakcji; był zatrudniony jako urzędnik Tymczasowego Zarządu Państwowego, organizując zarząd nieruchomości, a w r. 1946 został naczelnikiem wydziału administracji w Zarządzie Nieruchomości Miejskich. Było to niewątpliwie stanowisko znacznej rangi. O tym zaś, że naczelnik Wacław Drozdowski należał do pracowników wysoko cenionych, świadczy też Srebrny Krzyż Zasługi przyznany w r. 1946.

     Rasowego dziennikarza musiało jednak ciągnąć do zawodu, bo już w r. 1947 widzimy go najpierw (krótko) w zespole PPS-owskiego „Naprzodu Dolnośląskiego” – co interesujące o tyle, że w r. 1946 Drozdowski wstąpił do Stronnictwa Demokratycznego, którego członkiem pozostał do końca życia – następnie zaś „Słowa Polskiego”. Tej redakcji był już wierny do przejścia na emeryturę 31 III 1964 r. 

     Lata mijają, czas, niestety, zaciera ślady i dziś redaktora Wacława Drozdowskiego pamiętają już głównie przedstawiciele starszego pokolenia dziennikarzy i czytelników „Słowa”. A była to postać nieprzeciętna – w redakcji i zresztą w ogóle w mieście – na skalę prawdziwej instytucji. Młodzieży imponował szczególnie głęboką, wszechstronną wiedzą, oczytaniem. A miał na młodych wpływ przemożny jako wieloletni kierownik działu miejskiego, tradycyjnie będącego pierwszym szczeblem wtajemniczenia adeptów dziennikarstwa. „Papcio”, jak go nazywaliśmy, znany był też z życzliwego stosunku do młodzieży, poświęcając jej w przysposabianiu do zawodu wiele uwagi i serdecznej troski. Lubił młodych i chętnie się nimi otaczał, zapraszając co bardziej przywiązanych doń uczniów to do swego pięknego mieszkania przy Wybrzeżu Wyspiańskiego, gdzie małżonka, pani Jadwiga, stawiała smaczną kawę, bądź do „Monopolu”, gdzie przez lata jadał obiady i był doskonale znany i szanowany przez obsługę.

     W tematyce poruszanej przez red. Drozdowskiego na łamach gazety dominowały najbardziej zasadnicze problemy miasta, które znał jak mało kto. Toteż z głosem jego, choć nieraz były to opinie krytyczne, liczyli się fachowcy, przedstawiciele gospodarki komunalnej, władz. Duży autorytet zyskał sobie też red. Drozdowski jako publicysta potrafiący wychowawczo i dyscyplinująco oddziaływać na czytelników. „Łamy gazet – powiedział jeden z jego uczniów, Michał Żywień, w mowie pogrzebowej, gdy 2 VIII 1977 r. na zawsze żegnaliśmy „Papcia” na cmentarzu św. Wawrzyńca – stały się dlań instrumentem, który pozwalał mu uczyć ludzi życia w dużym mieście”. I była to wielka zasługa red. Drozdowskiego, jeśli zważymy, iż społeczeństwo Wrocławia doby bezpośrednio powojennej składało się w większości z ludzi przybywających z małych miasteczek i ze wsi. Pochodzący z Warszawy publicysta z prawdziwego zdarzenia miał niewątpliwie wiele do powiedzenia na temat wymagań, jakie stawia duże miasto swym mieszkańcom, wytykając zarazem niestosowne tu przyzwyczajenia małomiasteczkowe czy zgoła wsiowe licznych nowych przybyszy ze wszystkich stron kraju i repatriantów.

     Oprócz szerokiej gamy zasadniczych problemów miejskich, którymi się zajmował, miał też red. Drozdowski swoje stałe tematy w pewnym stopniu hobbystyczne, też zresztą pożyteczne, dobrze widziane przez czytelników. Była to popularyzacja wiedzy przyrodniczej (ileż wiedział choćby o życiu ptaków) oraz wrocławskie zoo. W zoo, u ówczesnego dyrektora tej placówki Karola Łukaszewicza, spędzał mnóstwo czasu, zawsze wiedział, co się tam dzieje, a owa znajomość spraw raz po raz owocowała na łamach „Słowa” ciekawostkami z życia i obyczajów słynnego lwa Astora, notatkami na temat przyjścia na świat żyrafy nazwanej Przecinkiem itd.

     Był niewątpliwie naturą złożoną, bo z jednej strony posiadał duszę rogatą, na skutek czego często nie miał słodkiego życia w redakcji, z drugiej też jednak strony w życiu codziennym okazywał się człowiekiem dobrotliwym, pogodnym i łagodnym. Jako dziennikarz był autorem odważnym, dalekim od obaw, że swymi krytycznymi felietonami pomieszczanymi choćby w rubryce „Szczerze” (współredagowanej z Tadeuszem Tułasiewiczem) i podpisywanymi „Sułek” narazi się miejskim prominentom. Odwagę w swym długim życiu okazywał zresztą nie tylko piórem – potrafił i szablą. I choć o tym mówił niewiele, jednak wiedzieliśmy, że przed wojną pojedynkował się – do pierwszej krwi – z Wieniawą Długoszowskim. Nieobce też mu było sanacyjne więzienie, do którego trafił w r. 1932.

     Przez wszystkie niemal lata pracy był szefem działu miejskiego, więc dziennikarzem „frontowym”; tam, gdzie praca jest na pewno najbardziej wyczerpująca, szarpiąca nerwy, ale i zarazem dająca największe możliwości wykazania się w zawodzie, a zatem i satysfakcję. Pracy w „sztabie” redakcyjnym nie cenił sobie, choć i w tej mierze (a może właśnie dlatego) miał pewne doświadczenia, będąc przez jakiś czas przed wojną sekretarzem redakcji.

     Jako działacz społeczny dał się poznać red. Drozdowski m.in. pełniąc funkcję wiceprezesa wrocławskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Należał też do grona założycieli Towarzystwa Miłośników Wrocławia i wraz z Romanem Wyjadłowskim organizował konkursy „Ukwiecamy Wrocław”. Otrzymał wysokie odznaczenia państwowe: Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Medale 10- i 30-lecia PRL. A w r. 1962 nagrodę publicystyczną m. Wrocławia.

     Będąc już na zasłużonym wypoczynku (nb. korzystał z renty specjalnej), z żywym zainteresowaniem przyglądał się red. Drozdowski powstawaniu „Wieczoru Wrocławia”, z którym rychło podjął współpracę. Swoje niebanalne uwagi o zawodzie dziennikarskim, zręcznie poprzetykane wspomnieniami z lat pracy w środowiskach warszawskim i wrocławskim, o interesujących ludziach tych środowisk, zawarł w urokliwej książeczce „Zapiski starego reportera”. Ich ukazania się w r. 1978 nakładem Ossolineum, niestety, nie doczekał.

Zygmunt Antkowiak
Kalendarz Wrocławski 1988

* * *

     „Papcia” Drozdowskiego pożegnaliśmy 2 sierpnia 1977 roku na cmentarzu przy ul. Bujwida.

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl