MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Jan Dębek (1915–1968)

     Odszedł dziennikarz, który przez wiele lat, początkowo na łamach „Słowa Polskiego”, a następnie „Gazety Robotniczej”, swoim piórem służył sprawie rozwoju Dolnego Śląska, głównie koncentrując się na problemach rolnictwa. Wprawdzie wiele lat minęło od czasu, kiedy Janek pracował w redakcji „Słowa”, m.in. pełnił obowiązki redaktora naczelnego naszego pisma – ale pozostał dla zespołu „Słowa” bliskim, serdecznym kolegą, zawsze gotowym do udzielenia pomocy każdemu, kto jej potrzebował.

     Miał wiele tego, co nazywamy mądrością życiową, a przy tym był pogodny, pełen optymizmu i wiary w przyszłość. Pogoda ducha nie opuszczała Go nawet w ostatnich latach, kiedy ciężka choroba nadszarpnęła Jego siły. A sił Janek nie oszczędzał. Bez reszty angażował się w problemy interesujące Go najbardziej: problemy dolnośląskiego rolnictwa, których był głębokim znawcą.

     Jego odejście jest wielką stratą poniesioną przez dolnośląskie dziennikarstwo.

Słowo Polskie
12 IX 1968

Wspomnienie o redaktorze Janie Dębku

     – Cześć Jasiu! – Cześć Jurek! – było naszym zwyczajowym pozdrowieniem i pożegnaniem. Przez wiele lat zajmowaliśmy naprzeciw siebie usytuowane miejsca za redakcyjnymi biurkami, krótko komentowali wydarzenia dnia, a potem mieli swoją chwilę nazywaną przez Jasia „ładowaniem akumulatora”. Jasio nie lubił długopisów – wyciągał więc ze swojej szuflady stertę ołówków i zabierał się do strugania. Ołówki musiały być zastrugane ostro, nie najlepszy grafit łamał się często, powtarzał więc zabieg. Ta mechaniczna czynność nie krępowała umysłu, pozwala na swobodny bieg myśli, doprowadzała do zaskakujących skojarzeń. Obaj lubiliśmy te chwile refleksji konfrontujące sprawy i wydarzenia z bogatym zasobem życiowych doświadczeń Jasia, bo intensywne było całe Jego życie.

     Pierwsze Jego publikacje związane są z wychodzącą w Toruniu prasą, skąd wyleciał za krytykę sanacyjnych stosunków. Podjął więc pracę jako nauczyciel na podlaskiej wsi, nie zaprzestając współpracy z ówczesnym „Głosem Nauczycielskim”. W czasie wojny nielegalnie uczył wiejską młodzież historii i języka polskiego. Z wielkim wzruszeniem potrafił mówić o tamtejszych chłopach, jak to chronili i utrzymywali „swojego” nauczyciela.

     W chwili wyzwolenia znajduje się w Bochni, gdzie działa we władzach tego miasta, organizuje szkolnictwo i kieruje transporty repatriantów na ziemie zachodnie. Następnie wyjeżdża do Legnicy, by tu budować polskość.

     Zawsze jednak marzy o działalności przy pomocy pióra, wie, że na tym polu będzie się mógł najpełniej wypowiedzieć. Rozpoczyna pracę w dziennikarstwie. Zespół redakcji „Słowa Polskiego” wzbogacił się wtedy o odważnego i odpowiedzialnego publicystę. A w 1955 roku, kiedy losy ustawiły nasze biurka w redakcji „Gazety Robotniczej” naprzeciw siebie, zostałem świadkiem Jego „ładowania akumulatora”, kiedy strugał swoje ołówki, a myśl swobodnie konfrontowała bieżące sprawy i wydarzenia z bogatym zasobem doświadczeń. 

     Choć nie zawsze były nam te chwile dane. Bywało, że starczyło czasu tylko na omówienie najbliższych zamierzeń, a potem – cześć Jasiu, zobaczymy się w środę, w czwartek czy piątek, zależnie od tego, jak układały się nasze dziennikarskie wojaże. Zawsze jednak było wiadomo, że po powrocie Jasio swoją chwilę „ładowania akumulatora” wzbogaci o nowe spostrzeżenia i komentarze. Traktował te chwile jako konieczną wprawkę umysłu przed intensywnym wysiłkiem pisarskim, kiedy myśl zataczała coraz węższe kręgi, by ostatecznie w sposób łapczywy skupić się na aktualnym temacie, włożyć weń całą swoją podziwu godną pasję, wrażliwość na ludzką krzywdę. Niejeden raz przywoływano Jego żarliwe pisarstwo na pomoc w rozwikływaniu splątanych ludzkich losów.

     Kiedy w pełni sił twórczych i tysięcy planów na przyszłość zwaliła Go z nóg niespodziewana ciężka choroba, mogliśmy wciąż jeszcze podziwiać Jego zapał, mobilizację psychiczną w walce z niemocą, Jego niczym niezakłócone zaangażowanie, choć serce fizycznie już nie mogło podołać. Coraz rzadsze były intymne chwile „ładowania akumulatora”, coraz rzadziej mogliśmy sobie mówić: cześć Jasiu, zobaczymy się w środę, czwartek czy piątek…

     Pozostała po Nim twórcza pasja, żarliwość w prostowaniu ludzkich ścieżek, pamięć o Jego wrażliwym sercu, które całe oddał pracy i ludziom.

Ze wspomnienia
Jerzego Czyża

*

Jan Dębek – ur. 5 stycznia 1915 r. w Gelsenkirchen. Długoletni dziennikarz, aktywny członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od 1949 r. w dziennikarstwie we Wrocławiu – początkowo w Słowie Polskim (także jako redaktor naczelny tego dziennika), od 1955 r. w Gazecie Robotniczej. Za działalność zawodową i społeczną odznaczony Złotym i Srebrnym Krzyżami Zasługi, Odznaką Tysiąclecia Państwa Polskiego, Medalem Tysiąclecia, odznakami Budowniczy Wrocławia i Zasłużony dla Dolnego Śląska.

     Zmarł 10 września 1968 r. Pochowany został 12 września w Alei Zasłużonych na wrocławskim cmentarzu Osobowickim.

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl