MENU:

Strona główna
Aktualności
Działalność
Statut
Władze
Członkowie
Zmarli 
Archiwum
Pobierz
Forum
Książki 
Gratulujemy 
Linki

 

Co dalej z mediami publicznymi w regionie?

     Dyskusja, co stanie się z mediami publicznymi, koncentruje się na centralnej telewizji i ogólnopolskim radiu. Ale z punktu widzenia Wrocławia i Dolnego Śląska ważniejsze jest to, jaka przyszłość czeka Polskie Radio Wrocław i oddział wrocławski TVP – piszą Stanisław Pelczar i Piotr Bielawski.

Wywołać wilka z lasu

     Chocholi taniec wokół mediów publicznych trwa w najlepsze. 25 kwietnia Sejm uchwalił nowelizację ustawy medialnej. Prezydent zapowiedział weto. Wiele wskazuje na to, że znowelizowana ustawa trafi do kosza.

     Pracami nad ustawą o mediach publicznych kieruje w kancelarii premiera minister Rafał Grupiński. Pierwsze informacje na ten temat wywołują już emocje i skrajne reakcje. Red. Piotr Gursztyn w „Dzienniku” (28.04.08) pisze: „Bardzo ryzykownym pomysłem jest oddanie regionalnych ośrodków TVP i PR samorządom wojewódzkim. To gwarantowana recepta na stworzenie dworskiego dziennikarstwa głoszącego chwałę lokalnych notabli”.

     Czyżby? Red. Gursztyn, wynika z tego, widzi różnicę między notablami lokalnymi a centralnymi. Ja nie bardzo ich rozróżniam. Zwłaszcza że ci ostatni przed chwilą byli lub za chwilę będą lokalnymi. Problem polega na tym, że o publicznym radiu i publicznej telewizji dyskutuje się, postrzegając je jako propagandowe tuby. Nie zaś, czym w istocie swojej są, instytucje szeroko pojętej kultury. W tym kontekście chcę się ograniczyć do stanu obecnego oraz przyszłości ośrodków regionalnych TVP i rozgłośni regionalnych PR na przykładzie wrocławskim.

Radio Wrocław SA i...

    Jednym z namacalnych osiągnięć w polityce medialnej państwa w ostatnich latach było wyzwolenie rozgłośni regionalnych PR spod kurateli centrali i stworzenie, prawie 15 lat temu, samodzielnych spółek radiowych, z własnym budżetem i własnym całodobowym programem. Oczywiście przez cały ten czas trwały większe lub mniejsze zakusy, by ten stan rzeczy zmienić i przywrócić stary porządek, ale wyzwolone rozgłośnie rozwinęły się przez ostatnie lata bardziej niż przez całe wcześniejsze pięćdziesięciolecie. Ba, pod względem technologicznym wiele rozgłośni bije na głowę byłą warszawską centralę.

     Trudno porównywać dorobek programowy, ale warto zauważyć, że w ostatnich latach laureatami najbardziej prestiżowych nagród radiowych są coraz częściej dziennikarze rozgłośni regionalnych. Przykład: Jolanta Krysowata, laureatka Grand Prix Europa. Dzisiaj Radio Wrocław SA nadaje dwa całodobowe programy (program regionalny i program miejski – Radio RAM), a jego pozycja organizacyjna i finansowa jest stabilna. Prezes i redaktor naczelny Paweł Majcher – mimo katastrofalnie niskich wpływów abonamentowych – może realizować misję, rozwijać ofertę programową oraz podejmować wiele inicjatyw pozaantenowych.

...TVP oddział Wrocław

     W grudniu ubiegłego roku Ośrodek Telewizyjny we Wrocławiu skończył 45 lat. Jego twórcy mają wielki dorobek i zajmują wysokie miejsce w historii całej TVP. Wybitnych twórców było tak wielu, że nawet przykładowe ich wyliczanie narazi mnie na środowiskowe i towarzyskie szkody. Wymienię jednak wrocławski teatr telewizji i znakomitych Juliusza Burskiego i Wiesława Wodeckiego oraz plejadę wrocławskich aktorów, reżyserów, scenografów i krytyków teatralnych z Jarosławem Szymkiewiczem na czele. Wreszcie wybitni dokumentaliści: Ewa Straburzyńska, Beata Januchta, Grażyna Pieczuro, Elżbieta Sitek, Alicja Drygas, Stanisław Kubiak, Piotr Załuski. To dzięki nim w archiwach TVP znajdują się pasjonujące dokumenty o Tadeuszu Różewiczu, Jerzym Grotowskim, Józefie Gielniaku, Agnieszce Osieckiej, Ryszardzie Kapuścińskim, Jerzym Nowosielskim i wiele, wiele innych.

     Dopiszmy do tego całe zastępy dziennikarzy, prezenterów, operatorów, inżynierów, montażystów, realizatorów telewizyjnych z Cezarym Łagiewskim na czele. No i na koniec obecną telewizyjną młodzież, ich uczniów.

Korespondent kilkudziesięciosekundowy

     Od kilku ostatnich lat ten potencjał twórczy jest systematycznie marnotrawiony. Najpierw pod szyldem TVP3, a ostatnio TVP INFO, ośrodki telewizyjne zostały sprowadzone do roli „terenowego korespondenta”, który dostarcza do warszawskiej centrali kilkudziesięciosekundowe newsy. Owszem, pozostało kilka programów na antenie regionalnej, ale jest ich dramatycznie mało jak na możliwości zespołu. 

     Z oryginalnymi własnymi pomysłami programowymi trzeba kolędować do Warszawy. Tam trudno się przebić przez kompetencyjne i finansowe zawiłości, bo w tym przebijaniu głową muru najmniej liczy się głowa. Więc te wyprawy coraz częściej kończą się niczym, jeśli nie liczyć depresji. Owszem, oglądamy jeszcze od czasu do czasu na antenach ogólnopolskich Telewizję Wrocław, ale najczęściej są to relacje z wrocławskich imprez, notabene sponsorowane przez nasze samorządy i dolnośląskie firmy: Wratislavia Cantans, Piosenka Aktorska, Sylwester w Rynku etc., etc. Ale programy te w dużej części realizowane są przez ekipy twórców z Warszawy.

     W tym miejscu warto zacytować fragment wywiadu, jakiego niedawno udzielił tygodnikowi „Przegląd” (nr 17) aktor Paweł Królikowski, który przez wiele lat pracował w Telewizji Wrocław: „W żadnym cywilizowanym społeczeństwie nie ma takiej hucpy, takiego łajdactwa, że oto tylko w Warszawie jest święte miejsce, gdzie może być telewizja czy gazeta ogólnopolska.(…) Dopóki media są tylko przy stołecznym korycie, nigdy nie będzie demokracji”.

Telewizja dla Maciejewskiej i Lutego

     Ośrodki telewizyjne powinny iść tropem rozgłośni radiowych. Należy je przywrócić regionowi, a nie politykom. Jeśli są mądrzy, będą się z tego cieszyć. To społeczeństwo obywatelskie potrzebuje publicznych mediów, a nie politycy. Wrocław i Dolny Śląsk to ogromne bogactwo, regionalna telewizja powinna przez kilkanaście godzin na dobę czerpać z niego pełnymi garściami, wykorzystując przy tym swój własny potencjał twórczy i produkcyjny.

     Redaktor Beata Maciejewska będzie mogła, mam nadzieję, w Telewizji Wrocław spacerować po historycznym mieście razem z kilkuset tysiącami słuchaczy jej pasjonujących opowieści. A razem z nią do telewizji będą mogli wejść artyści plastycy, muzycy, aktorzy, literaci, naukowcy, sportowcy. Prof. Tadeusz Luty i jego koledzy z uczelni będą mogli o swoich pracach mówić dłużej niż trzydzieści sekund! Taka telewizja będzie promować ludzi twórczych i wyzwalać inicjatywy społeczne.

     Decentralizacja mediów publicznych jest konieczna, jeśli chcemy się samorządzić. W Katowicach ruszyła właśnie TV Silesia, prywatna telewizja regionu śląskiego, razem z radiem i internetem. Stać na to także Dolny Śląsk i Wrocław. Trzeba działać szybko i tutaj, w regionie, wypracować obywatelski projekt zmian. Nie czekając, aż urzędnicy z kancelarii premiera postawią nas przed faktami dokonanymi. Może „Gazeta Wyborcza Wrocław” zechciałaby takiej pracy różnych środowisk przewodzić? Jest u nas wielu mądrych i kompetentnych, którzy potrafią ten proces zaprojektować i przeprowadzić. Ja tylko tym tekstem chciałem wywołać wilka z lasu, bo jestem pewny, że on tam jest.

Stanisław Pelczar
Gazeta Wyborcza Wrocław
„Wieża Ciśnień”

2-4 V 2008

Stanisław Pelczar – dziennikarz, 1982–1987 – dyrektor PR i TV we Wrocławiu oraz redaktor naczelny OTVP Wrocław; 2001–2002 – członek rady nadzorczej Radia Wrocław SA; 2002–2006 – prezes zarządu i redaktor naczelny Radia Wrocław SA.


Odebrać media politykom

     Rozpoczynając dyskusję o mediach publicznych, trzeba, po pierwsze, odpowiedzieć sobie na pytanie: do czego są one w ogóle potrzebne w takim kraju jak Polska?

Jest oczywiste, że sytuacja w krajach Europy Środkowo-Wschodniej różni się od tej, jaka istnieje w państwach demokracji zachodniej. Tam media rozwijały się razem z rozwojem mechanizmów rządzących dzisiaj Zachodem, współkształtowały system prawny, który dał środowiskom dziennikarskim oraz wydawcom wyraźnie określone przywileje i narzucił czytelne ograniczenia. W tamtym świecie nie było kilkudziesięcioletniej przerwy, która zniszczyła elity, gospodarkę i media. Przerwy, która spowodowała bolesne zmiany mentalne w społeczeństwie i wprowadziła, niestety, nadal obecne, patologiczne mechanizmy kształtujące życie publiczne.

Atrapa i fatalne nawyki

     W nowej Polsce TVP i Polskie Radio miały być, czy ściślej: powinny być, narzędziem, które odegra ważną rolę w budowaniu systemu demokratycznego. Narzędziem, które przyspieszy, a może wręcz stworzy warunki do powstawania elit w oparciu o te przesłanki, które umożliwiają ich powstawanie w zdrowych społeczeństwach.

     Tak się nie stało. Po PRL odziedziczyliśmy jedynie atrapy „centralnych” instytucji demokratycznych i fatalne nawyki. W ciągu kilkudziesięciu lat zepsuto skutecznie mechanizmy demokracji lokalnej i regionalnej, czyli to, co jest fundamentem zdrowego państwa. Także peerelowski Radiokomitet po 1989 r. zadziwiająco długo funkcjonował w formule stworzonej zgodnie z potrzebami totalitarnego państwa.

     Wiele mówiło się o demokracji samorządowej, o decentralizacji państwa, o scedowaniu kompetencji, transformacji ustrojowej – gorzej było i jest z wypełnianiem ich sensowną treścią. Możliwości, które dawałoby dobre działanie publicznych mediów regionalnych, m.in. kształtowanie się tożsamości lokalnej i regionalnej, pozostały w ogromnym stopniu niewykorzystane i sukcesywnie były redukowane. Nie oznacza to, że proces ten się nie toczy, ale jest wolniejszy, niż mógłby być, i popełnia się wiele błędów, których można by było uniknąć dzięki sprawnie funkcjonującym publicznym mediom regionalnym. Nie stały się one katalizatorem przemian. A przecież to te media mogą sprawić, że społeczności lokalne i regionalne będą poinformowane lepiej niż są np. o ważnych dla regionu postaciach, o osobach, które aspirują do pełnienia funkcji publicznych czy są autorytetami w swoim miejscu zamieszkania etc.

O mediach regionalnych zapomniano

     Dlaczego tak się stało? Na scenie politycznej, która tworzy prawo obowiązujące publicznych nadawców, o mediach regionalnych zapomniano. Spór decydentów dotyczył przede wszystkim tego, kto będzie władał mediami „centralnymi” – zwłaszcza telewizją. Bywało i tak, że kierujący tymi mediami dążyli do przekształcenia ich w jeden z ośrodków władzy – w zależności od konfiguracji personalnej wspierający lub opozycyjny w stosunku do aktualnie rządzącej ekipy. O odpowiedzeniu sobie na pytanie, do czego są potrzebne media publiczne w Polsce, mało kto myślał, a jeśli nawet przez przypadek to pytanie padło, to nie podejmowano sensownej próby odpowiedzi i posługiwano się sloganami z ustawy o radiofonii i telewizji w postaci „zakresu obowiązków” PR i TVP, zresztą mylonego z ich nieznaną misją. W tej sytuacji media regionalne nie mogły stać się przedmiotem zainteresowania ludzi, którzy decydują o sposobie funkcjonowania PR i TVP. Są co najwyżej przedmiotem pożądania ze strony miejscowych polityków i samorządowców.

     Kiedy likwidowano Radiokomitet, inaczej potraktowano telewizję, a inaczej radio. Telewizja pozostała jedną organizacją z regionalnymi ośrodkami, Polskie Radio podzielono na kilkanaście samodzielnych spółek. Dlaczego tak się stało? Odpowiedź jest skomplikowana, ale wydaje się, że główną przyczyną było mniejsze zainteresowanie świata polityki radiem. Dla polityków najważniejsza była i jest telewizja. W efekcie regionalne rozgłośnie publicznego radia rozwijały się w latach 90. znacznie lepiej niż ośrodki TVP. Dzisiejsza degradacja rozgłośni regionalnych PR powoduje, że zbliżyły się one do poziomu ośrodków TVP. Chroni je status samodzielnych spółek i nie można utworzyć z nich absurdalnej sieci na podobieństwo TVP3, ale walcząc o przetrwanie, rezygnują z tego, co w radiu publicznym powinno być najwyższą wartością. Radio ma przede wszystkim mówić: poprzez reportaż, teatr, publicystykę polityczną, gospodarczą, społeczną, kulturalną, a nie tylko mechanicznie odtwarzać muzykę z playlisty.

Albo misja, albo reklamy

     Politycy, walcząc o wpływy w mediach publicznych, narobili dużo zła, ale nie mniej ważne jest to, jakie warunki prawne stworzyli. Z jednej strony media publiczne to spółki prawa handlowego, a więc powinny przynosić dochód, z drugiej mają wykonywać obowiązki, które oznaczają w praktyce prowadzenie działalności non profit, jeśli nie deficytowej. To jest sprzeczne z logiką działania spółki handlowej. W tej sytuacji musi wygrywać sprawozdanie finansowe, jako ważniejsze od składanego KRRiT, w którym „misyjność” mierzona w procentach zastępuje tajemniczą misję mediów publicznych, która chyba nikogo nie obchodzi.

     Uważam, że media publiczne nie mogą dobrze funkcjonować, pozostając spółkami prawa handlowego. Powinno się wziąć poważnie te dezyderaty, które mówią o usunięciu z PR i TVP reklamy. Jeśli publiczni nadawcy mają faktycznie pełnić w Polsce ważną rolę, jeśli mają być instrumentem przyspieszającym powstawanie mechanizmów, które są nieodzowne do funkcjonowania państwa demokratycznego – trzeba znaleźć fundusze na ich działalność. Jeśli natomiast uzna się, że są tylko pozostałością po dawnym Radiokomitecie, z którą nie wiadomo co zrobić, trzeba je sprywatyzować i zasilić zyskiem ze sprzedaży Skarb Państwa. Sytuacja, w której publiczni nadawcy budują program pod presją oczekiwań reklamodawców, prowadzi do tego, że są mediami podobnymi do komercyjnych – z tą różnicą, że obowiązują ich ograniczenia, które utrudniają grę biznesową i wypracowywanie zysku, co jest głównym zadaniem spółki handlowej. No i jeszcze konieczność przygotowania sprawozdania z nadawania programów „misyjnych”, które także jest ważniejsze od kształtu nadawanego programu.

TVP3 do lamusa

     Pojawiają się dezyderaty, by media publiczne funkcjonujące poza warszawską centralą podporządkować samorządom wojewódzkim. Powodowałoby to m.in. konieczność przekształcenia ośrodków regionalnych TVP w byty podobne do rozgłośni Polskiego Radia. Ale pomysł ten wydaje się niedorzeczny. Oznaczałby uzależnienie publicznych mediów regionalnych od polityki, tej wojewódzkiej, w najgorszym, potocznym rozumieniu tego słowa. Ta zależność zresztą ma i tak w pewnym stopniu miejsce, ale regionalne Radiokomitety nie są nam potrzebne, choć wojewódzcy politycy – zarówno państwowi, jak i samorządowi – o nich marzą.

     Funkcjonowanie mediów regionalnych jest możliwe zarówno w formule TVP (centrala w Warszawie i oddziały regionalne), jak i tej, w jakiej funkcjonuje Polskie Radio (samodzielne rozgłośnie regionalne), choć wydaje się, że rozwiązanie „radiowe” jest lepsze, jeśli wziąć pod uwagę doświadczenia z ostatnich kilkunastu lat. Oczywiste jest też, że uzasadnione z biznesowego punktu widzenia utworzenie TVP3 jest pomysłem, który jak najszybciej powinien odejść w przeszłość, bo nie uwzględniono w nim szczególnej roli, jaką powinna odgrywać TVP w regionach.

     I wreszcie dezyderat prosty i najtrudniejszy do spełnienia: mediami publicznymi powinni kierować ludzie znający profesję dziennikarską.

Piotr Bielawski
Gazeta Wyborcza Wrocław
„Wieża Ciśnień”

2-4 V 2008

Dr Piotr Bielawski jest specjalistą ds. PR, byłym dziennikarzem TVP Wrocław i Polskiego Radia Wrocław, założycielem i redaktorem naczelnym Agencji Prasowej RP, rzecznikiem prasowym KGHM Polska Miedź.

______________________________
Stowarzyszenie Dziennikarzy RP - Dolny Śląsk
Podwale 62, 50-010 Wrocław, tel./tel 48-71 341 87 60
Konto: nieaktualne o/Wrocław nieaktualne
sdrp.wroc@interia.pl