Tag: Wspomnienie

Boguś? Sam ty jesteś Boguś!

Pożegnania
Bogdana Daleszaka, wrocławskiego dziennikarza, m.in. „Wieczoru Wrocławia", wspomina Andrzej Bułat. Bogdana poznałem pod koniec lat 60. Ja zacząłem stawiać w zawodzie pierwsze kroki, on już chadzał własnymi ścieżkami. Zdarzyło się tak, że akurat sposobił się do ożenku i wynajmowaną kawalerkę na Świdnickiej zamieniał na M3 na Krzykach. Potrzebował pomocy przy przeprowadzce. Starszemu koledze się nie odmawia. Przynajmniej tak było kiedyś, kiedy do zawodu dziennikarskiego trafiało się mniej więcej co pół pokolenia. Tak trafił Bogdan tuż po studiach polonistycznych na początku lat 60., tak trafiłem ja pod koniec tamtej dekady. Żeby było zabawniej, obaj zaczynaliśmy w „Kolumnie Studenckiej", którą szczyciła się wówczas „Gazeta Robotnicza"

Zbyszek był człowiekiem wyjątkowym

Pożegnania
Przyjęło się mówić i pisać o zmarłym – tuż po jego śmierci – głównie same dobre rzeczy albo taktownie milczeć. Ale są ludzie, o których dobrze, bardzo dobrze, nie sposób nie mówić za życia – za ich życzliwość względem innych, nieustającą chęć niesienia pomocy, za pogodę ducha, okazywaną w każdych okolicznościach przyjaźń. I właśnie do takich ludzi należał Zbyszek. Poznaliśmy się wiele lat temu, nie pomnę już, w jakich okolicznościach. Wiem natomiast, iż od razu się polubiliśmy i – mam nadzieję – tak pozostało do ostatnich dni „Umana” na matce ziemi. Na Zbycha zawsze można było liczyć, tak w kwestiach zawodowych (Jego dziennikarstwo cechowały odpowiedzialność i rzetelność, ale także profesjonalizm), stowarzysze

Henryk Pacha – wspomnienia

Pożegnania
Nasz Kolega, dziennikarz z pasją, twórca programów popularno-naukowych, powszechnie lubiany i szanowany. Od 1970 roku pracował we wrocławskim oddziale  Telewizji Polskiej. Niezwykle kompetentny - szybko awansował na stanowisko kierownika Redakcji II Programu. Jednocześnie realizował swoje programy. Za cykl „Ludzie nauki” został nagrodzony „złotym ekranem”. Programy te emitowane były na antenie ogólnopolskiej, prezentowały sylwetki i osiągnięcia naukowe czołówki  polskich badaczy w latach siedemdziesiątych. Wystąpili, między innymi, sławny wrocławski matematyk prof. Kazimierz Urbanik, prof. Zofia Trzebiatowska, prof. Witold Starewicz, znany wrocławski kardiolog prof. Antoni Falkiewicz,  a także profesorowie Kazimierz Kor

Wspomnienie o Zdzisławie Swędziole: Graniczna rzeka Styks

Pożegnania
Tyle razy spotykaliśmy się ze Zdzichem nad rzekami. We Wrocławiu była nią oczywiście Odra. Gdy odwiedzał  Niemcy, we  Frankfurcie (Hesja) prowadziliśmy często długie rozmowy, spacerując nad Menem. A gdy wielokrotnie  razem przemierzaliśmy trasę Wrocław - Frankfurt n. Menem, mijaliśmy oczywiście graniczną Nysę Łużycką. I tylko jednej rzeki przez dziesięciolecia naszej znajomości nie tylko nie mijaliśmy, ale i nie wspominali w naszych rozmowach, wręcz wykreśliliśmy ją ze świadomości: Styks, mitologiczna rzeka graniczna, oddzielająca krainę bytów doczesnych od  krainy pośmiertnej, do której - chcąc nie chcąc - od urodzenia dążymy. Dopiero, możliwe do przewidzenia, choć za wczesne dla bliskich i przyjaciół,  nagłe odpłynięcie Zdzisława Swędzioła

Henryk Jagodziński (1928 – 2000) Król cyganerii

Pożegnania
Urodził się 30 września 1928 roku w Łodzi. Zmarł 1 stycznia roku 2000 we Wrocławiu. Był dziennikarzem, nauczycielem, literatem satyrykiem, żeglarzem, kierownikiem literackim kabaretów, kierownikiem programowo-artystycznym klubów, bywalcem, jeśli nawet nie pałaców, to na pewno Pałacyku, odtwórcą własnych tekstów na wszystkich chyba scenach i scenkach Dolnego Śląska – i nie tylko, współpracownikiem przeszło 50 pism w kraju i za granicą, drukujących Jego fraszki i aforyzmy, autorem przeszło kilkudziesięciu tysięcy skrzydlatych myśli, nade wszystko zaś człowiekiem o otwartym sercu i umyśle. On – Henryk Jagodziński, nasz przyjaciel i mistrz językowych form krótkich (“sens musi być treściwy” – powiadał), niekoronowa

10 lat bez Henryka Jagodzińskiego

Pożegnania
„Z nowym tysiącleciem, tysiące nowych nadziei, ale cóż – termin”. Te słowa, to jeden z dwóch ostatnich aforyzmów (zwanych przez autora „ przebłyskami”), które napisał Henryk Jagodziński, twórca wrocławskiej szkoły aforystów, a jednocześnie współpracownik Słowa Polskiego, 30 grudnia 1999 roku, dwa dni przed śmiercią. Umysłowo jak zawsze błyskotliwy, choć fizycznie bardzo już słaby Henio, lękał się magicznej dla niego daty 2000 roku i jakby przeczuwał, że już jej nie przeżyje. Dane mu jednak było, choć jeden tylko dzień, cieszyć się radością Nowego Roku. Tego samego dnia napisał też Henio, poruszony śmiercią Jerzego Waldorffa : „Pan Bóg robiąc remanent tysiąclecia powołał Jerzego Waldorffa jako konsu

Nie ma Bogusia

Pożegnania
Wiadomość o śmierci Bogusia dotarła do mnie 13 maja w południe. Dzwoniła Joanna, starsza córka - Tata nie żyje, zmarł wczoraj nagle. Zawał serca. Pierwsza myśl - to nie może tak być. Przecież umawiałam się z Nim miesiąc wcześniej, kiedy wyjeżdżałam po świętach wielkanocnych z Kudowy-Jakubowic - że niedługo znów tu będę. Czekamy - usłyszałam. Przecież jeszcze poprzedniego dnia rozmawiałam w Stowarzyszeniu o tradycyjnej wycieczce dziennikarzy-emerytów, zaplanowanej na czerwiec...   Pamiętam Bogusia jeszcze z Klubu Dziennikarza. Ile to już lat - dobrze ponad dwadzieścia, jak zostawił Wrocław i przeniósł się z Ziutką, z małymi córkami, do Ośrodka Wczasowego Dziennikarzy u podnóża Karkonoskiego Parku Narodowego. Gospodarzył tam pięknie, dbał o to

Zdzisław Zieliński (1927–2009)

Pożegnania
Odszedł z naszego dziennikarskiego grona Zdzisław Zieliński. 1 stycznia 2009 roku skończył osiemdziesiąt dwa lata, a trzynaście dni później zmarł po ciężkiej chorobie. Zdzicho był dobrym kolegą i uczynnym człowiekiem. Będzie nam Go bardzo brakować. Red. Zdzisław Zieliński po ukończeniu studiów prawniczych na Uniwersytecie Wrocławskim rozpoczął pracę dziennikarską w „Słowie Polskim”. Z niedużą przerwą na pełnienie funkcji redaktora naczelnego „Nowej Miedzi” w Lubinie z początkiem lat siedemdziesiątych, przez całe zawodowe życie był dziennikarzem „Słowa Polskiego”. Pracował m.in. w działach miejskim i ekonomicznym, był uczniem wielkich sław dziennikarskich –

Romek był dobrym, wrażliwym człowiekiem

Pożegnania
W sobotę 11 października 2008 roku we wrocławskim szpitalu, w wieku 60 lat, zmarł Roman Pawlak (1948-2008) operator milickiej kablówki, twórca wielu filmów o ziemi milickiej. — To wielka strata dla nas i dla Milicza. Był dobrym, wrażliwym człowiekiem i zawsze gotowym do pomocy. My pierwszego listopada, będąc na cmentarzach na Kresach, zapaliliśmy symboliczny znicz, właśnie dla Romka - mówi Grażyna Orłowska-Sondej. Choć był wrocławianinem, swoje życie i pracę zawodową związał na stale z Miliczem. Właśnie tu, w Miliczu, od wielu lat był operatorem kablówki TVMIL-Sat. Okiem kamery śledził najważniejsze wydarzenia z życia miasta i powiatu, które były emitowane dwa razy w tygodniu: we wtorki i piątki. Na szklanym ekranie miliczanie mogli