Sponsorzy 36. MSD


KGHM Polska Miedź S.A.

 


Elektrotim S.A. Wrocław

 


Carlsberg Polska Warszawa

 


MIlitaria.pl

 


Dozamel Sp. z o.o. – Wrocław


TAURON DYSTRYBUCJA


WINNICA ŚWIDNICKA

 


3 Wrocławska Brygada Radiotechniczna

 


Stowarzyszenie Kombatantów Misji Pokojowych ONZ Wrocław

 


Arcus S.A. – Warszawa

 


Burda Media

 


MTM Industries Sp. z o.o., producent zapachów samochodowych Aroma Car Kalisz

 


Vital & SPA Resort Szarotka Zieleniec

 


Rafting Bardo.PL

 


AB S.A. Magnice

 


Port Lotniczy Wrocław S.A.

 


Fundacja Ludzie Środowisko Ekologia

 


Urząd Miasta Świdnica

 


Urząd Miasta i Gminy Radków

 


Urząd Miasta i Gminy Strzelin

 


Urząd Miasta Dzierżoniów


Wydawnictwo Via Nova Wrocław


Comex Deweloperstwo Sp. z o.o. Sp.K. Wrocław

 

Jajka od cyfrowego listonosza

Ludzie listy piszą… Jeszcze tak niedawno listonosz miał ciężką torbę od świątecznych życzeń! Dziś już tylko internetem wysyłamy sobie obrazki z podpisami. My też otrzymaliśmy życzenia w postaci cyfrowej. Od kogo? (BS)

 

Jak bronić europejskich wartości?

Co do tego wszyscy są zgodni. Zjednoczona Europa, wartości na których się ta wspólnota opiera, nawet, jeśli nie są jeszcze bezpośrednio zagrożone, są nieustannie atakowane. Powody są różne, choć efekt wspomnianych poczynań byłby podobny: rozpad Unii.

Kwestionuje się zasady zarówno w imię ich modernizacji, jak też i wręcz odwrotnie, by po ich zakwestionowaniu, doprowadzić do rozbicia unijnego bloku. Jak jednak wygląda kondycja Unii i opinia o zjednoczonej Europie, widziana oczyma nie skłóconych polityków, a przeciętnego obserwatora, ulicznego przechodnia zaludniającego jedną z wielu ulic europejskich miast? Śmiem twierdzić – budzi nadzieję.

Do takiej refleksji doprowadził mnie kilkugodzinny zaledwie pobyt w Kolonii. Konkretnie, w pierwszą niedzielę marca w popołudniowych godzinach, w miejscu, które łączy historię grodu z jego dniem dzisiejszym, czyli w okolicy współczesnego Dworca Głównego i sąsiadującej z nim historycznej katedry. Na placu przed dworcem odbywała się akurat manifestacja, czy raczej spotkanie entuzjastów zjednoczonej Europy. Hasło cotygodniowych niedzielnych spotkań o godz. 14.00, widniejące w języku niemieckim i angielskim, jako że impreza ma charakter międzynarodowy i odbywa się równoległe w wielu europejskich, nie tylko niemieckich miastach, wyjaśnia wszystko: „Zeichen setzen fur die Zukunft Europas” (po angielsku „Let´s be the Pulse of Europe!”).

Okolicznościowa barwna ulotka precyzuje dokładniej, o co organizatorom chodzi. Być widocznym i słyszalnym, emanować pozytywną energią, przeciwstawiać się tendencjom antyeuropejskim, czyli rozłamowym, a wszystko to w imię zagwarantowania pokoju, wolności obywatelskich i sprawiedliwości. Te właśnie wartości plus tolerancja, respektowanie godności człowieka powinny leżeć u podstaw dalszego rozwoju kontynentu europejskiego. Za urzeczywistnienie tego programu odpowiedzialny jest każdy Europejczyk, czemu może dać wyraz np. przez udział w wyborach i głosowanie na prounijne partie europejskie.

Uznanie, wręcz zazdrość, mogła budzić forma owego spotkania, bardziej przypominająca radosny piknik, niż demonstrację. Bo też spotkanie wyraźnie było „za” czymś, a nie „przeciw”. W uśmiechniętym tłumie spotkać można było uczestników z różnych państw. Widoczne wszędzie niebieskie baloniki i unijne flagi, w połączeniu z artystycznymi występami oraz okolicznościowym kiermaszem z unijnymi gadżetami, tworzyły pogodną atmosferę. Na transparentach trudno było znaleźć konfrontacyjne hasła, czy lżenie wymienianych z nazwiska polityków. Okazuje się, że zdobyczy europejskiej cywilizacji można też bronić w sposób kulturalny – szkoda, że nie wszędzie i nie wszyscy organizatorzy podobnych imprez o tym: wiedzą, pamiętają, chcą stosować (niepotrzebne skreślić).

Traf chciał, że owa „europejska” niedziela miała też w Kolonii wyraźny element polski. Po drugiej stronie dworcowego placu, kolońskiej katedrze (jej początki sięgają XIII wieku) we wczesnych godzinach popołudniowych licznie zgromadzili się Polacy, ale również Niemcy, by uczestniczyć w corocznej „polskiej mszy” ku czci pierwszej naszej królowej, żony Mieszka II, syna Bolesława Chrobrego – Rychezy, siostrzenicy cesarza Ottona III, pochowanej właśnie w kolońskiej katedrze. To dzięki jej staraniom, korzystając ze zbrojnego wsparcia Niemiec, mógł wrócić na tron polski wygnany z kraju prawowity władca, Kazimierz Odnowiciel, syn Rychezy. Tradycyjnie uroczystościom z licznym udziałem duchowieństwa polskiego i niemieckiego przewodniczy biskup z Polski. Rok temu był nim metropolita wrocławski ks. abp Józef Kupny, w tym ks. kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Współorganizatorami byli – jak zawsze – Polska Misja Katolicka w Kolonii, Konsulat Generalny RP w Kolonii i Klub Polski „Korona” Colonia.

Nie brakło, szczególnie naszym rodakom zarówno w katedrze, jak i na placu przed dworcem, powodów do rozmyślań na temat historii i dalszych dziejów Europy. Ze szczególnym uwzględnieniem nie zawsze łatwych stosunków polsko-niemieckich. Oba wydarzenia, w których uczestniczyłem, napawają jednak optymizmem. W końcu Europa, Europejczycy, w tym Polacy i Niemcy przetrwali nie takie zawirowania, jak obecnie, a historia – podobno – jest nauczycielką życia. Chyba się nie mylę?

Tekst i zdjęcia: Wojciech W. Zaborowski

Naga sztuka

Tak, jak naga prawda nie zawsze jest przyjemna, tak też naga sztuka nie zawsze jest piękna – choć niewątpliwie tego się od niej oczekuje.

Protesty pod Teatrem Polskim we Wrocławiu. Gorąca dyskusja w mediach i spór na temat sztuki i jej ewentualnych granic. Byliśmy z jednej strony świadkami nieudanej interwencji ministra kultury (który optował za wstrzymaniem spektaklu), modłów i procesji, z drugiej zas strony nieugiętości dyrekcji teatru i powoływania się na wolność słowa oraz prawo artystów do przedstawiania własnej wizji człowieka i świata.

 

Nagość, wielokrotnie budziła emocje, w tym wypadku dodatkowego pieprzyku sprawie dodawał sposob jej prezentacji – w świątyni sztuki, za jaką jeszcze do niedawna uważany był teatr, miało dojść do jej profanacji przez przedstawicieli erotycznego biznesu, czyli kopulujących na scenie przedstawiaczy porno.

 

Trzeba jasno stwierdzić: nagość od dawna ma w sztuce uznane miejsce. Odpowiedź na pytanie „dlaczego”, oraz sposób w jaki autor ową nagość przedstawia, jest rozstrzygające w dyskusji o sensie i granicach społecznego przyzwolenia zwłaszcza w instytucjach finansowanych z publicznych pieniędzy. W wypadku prywatnych przedsięwzięć, sprawa budzi o wiele mniejsze społeczne emocje – pozostaną ew. argumenty obyczajowe, znikają finansowe. 

 

Starsi Czytelnicy pamiętają zapewne, jak skrajne emocje wywoływał w połowie ubiegłego wieku na Zachodzie musical „Oh, Calcuta” z powodu podobnych scen, jakich obecnie obawiano się na dramatycznej scenie we Wrocławiu. Podobnie biegunowo różnie wypowiadano się też o „Białym małżeństwie” T. Różewicza. A i na wrocławskiej scenie Operetki Dolnośląskiej też oglądać można było w musicalu „Miłość szejka” za dyrekcji Barbary Kostrzewskiej statystujące naguski. I co? I nic, bo wszystko to miało uzasadnienie artystyczne, nie przekraczało cienkiej w istocie granicy, która odziela sztukę – nawet erotyczną – od pornografi.

 

I o to właśnie chodzi. Nie gorszmy się gorszącymi. Jeśli tylko taki mają cel – nie są prawdziwymi artystami i szkoda czynić „wiele hałasu o nic”, nagradzając jeszcze ich twórczą impotencję darmową reklamą.

 

Przechodząc ostatnio obok gmachu Alte Oper we Frankfurcie nad Menem, po raz kolejny zatrzymałem wzrok na widniejącym nad fasadą, wykutym w kamieniu napisie: DEM WAHREN SCHOENEN GUTEN, co oznacza, że teatr przeznaczony jest do prezentacji rzeczy pięknych i dobrych. Tylko tyle – i aż tyle!

 

Wojciech W. Zaborowski

Polscy muzułmanie rozpoczną Ramadan

18 czerwca br. światowa społeczność muzułmańska rozpocznie miesiąc postu – Ramadan, który stanowi jeden z głównych filarów islamu. Także i polscy muzułmanie przez 29 dni od wschodu do zachodu słońca powstrzymywać się będą między innymi od jedzenia i picia. Miesiąc Ramadan przeznaczony jest bowiem na ograniczenie potrzeb doczesnych na rzecz wartości duchowych. Obowiązek poszczenia nie obejmuje dzieci, osób starszych wiekiem i ciężko chorych. W niektórych przypadkach post można przełożyć na inny okres.

 

„Post jest dla was dobrem, jeśli chcecie wiedzieć […] To jest miesiąc ramadan […] droga prosta dla ludzi i jasne dowody drogi prostej, i rozróżnienie.” – mówi Bóg w Świętej Księdze islamu (Koran 2:184, 185).

Muzułmanie i muzułmanki poświęcają ten czas na refleksję nad własnymi dokonaniami, starają się rozliczyć ze wszystkich uczynków, aby oczyścić sumienia i serca. Drogą do tego jest szczera modlitwa i pokorne znoszenie wyrzeczeń, jednoczące wszystkich wierzących na świecie. Pozwala to również lepiej zrozumieć tych wszystkich, którzy cierpią głód i niedostatek każdego dnia. Ramadan stanowi ponadto okres wyciszenia, zwiększonej życzliwości wobec świata i ludzi. Muzułmanie powstrzymują się od gniewu i kłótni, od wyrządzania komukolwiek najmniejszego nawet zła. Zwracają się do Boga z prośbami o wybaczenie niedobrych uczynków, o błogosławieństwo dla siebie, swych rodzin oraz bliźnich.

W Ramadanie polska społeczność muzułmańska spotykać się będzie na okolicznościowych modlitwach w meczetach, domach modlitw, ośrodkach i centrach gmin wyznaniowych Muzułmańskiego Związku Religijnego w Rzeczypospolitej Polskiej. Miesiąc ten stanowi też okazję do spotkań rodzinnych i towarzyskich po zachodzie słońca, na wspólnych posiłkach oraz modlitwach. Szczególna okazja do modlitw nadejdzie w Kadyr Noc – noc przeznaczenia 13 lipca. Wtedy to szczere i żarliwe zwrócenie się do Najwyższego może zapewnić Błogosławieństwo Boże wyjątkowej mocy.

Serdeczne życzenia wytrwałości i pokory w dopełnianiu postanowień Ramadanu,

spokoju sumień i serc, wiary głębokiej w modlitwach i działaniach,

która oby zesłała nam wszystkim łaskę oraz miłosierdzie Wszechmogącego,

życzy wszystkim muzułmanom i muzułmankom

Mufti RP Tomasz Miśkiewicz

przewodniczący Najwyższego Kolegium Muzułmańskiego

Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP

 

Niech Bóg Wszechmogący przyjmie nasze modlitwy i napełni nasze serca wiarą i dobrem.

Ola z Radia Wrocław

Redaktor Aleksandra Dankowiakowska – Korman od ponad 32 lat związana jest z Radiem Wrocław. W ciągu tych lat przeszła wszystkie szczeble zawodu dziennikarskiego, począwszy od młodszego redaktora do starszego publicysty włącznie.

Współpracowała z redakcjami: Sygnałów Dnia, Czterech Pór Roku, Z Kraju i ze Świata i Zapraszamy do Trójki – Polskiego Radia programów I i III w Warszawie. Przez ponad 10 lat pełniła funkcje kierownicze, w tym: kierownika redakcji informacji, kierownika redakcji publicystyki, koordynatora bloków programowych, redaktora odpowiedzialnego i koordynatora programów publicystycznych. Ma na swoim koncie kilkaset audycji radiowych i to zarówno w formule „na żywo", jak i na taśmie. Za swoją pracę otrzymała wiele nagród oraz wyróżnień.

Mam intuicję zawodową i nosa do dużo – formatowych projektów – pisze na swojej stronie red. Ola Dankowiakowska – Korman. – Wiele z nich odniosło znaczące sukcesy. Takim sztandarowym okazał się mojego autorstwa, siedmiogodzinny blok programowy „Wakacje z biznesem i przygodą”. Program ten, emitowany po raz pierwszy w 1992 roku, uzyskał największą w historii Polskiego Radia we Wrocławiu słuchalność, w swojej kategorii zdobył I miejsce w Polsce i wyeliminował z rynku nadawane przez I program PR w Warszawie "Lato z radiem".

Ola przez trzy lata była szefem tego programu. Kolejne jej „dziecko” to magazyn wojskowy „Na spocznij”, który przez 13 lat należał do sztandarowych audycji Polskiego Radia Wrocław. Ola otrzymała za niego nagrodę ministra obrony narodowej, którą wręczył jej ówczesny wiceminister Bronisław Komorowski. Jest posiadaczką także srebrnego medalu „Za zasługi dla obronności kraju" oraz patentu Honorowego Żołnierza Śląskiego Okręgu Wojskowego.

Ponadto dziesięć lat mojego życia to koordynowanie wielotematycznym blokiem programowym – Od 9 do 16. Była to jedna z istotnych przygód antenowych, gdyż przed mikrofonem zasiadały znaczące postaci środowiska dziennikarskiego, z którymi dzień w dzień na kolegiach redakcyjnych planowaliśmy program, zaś po recenzowaliśmy jego efekt – pisze wrocławska dziennikarka. „Radio wolna sobota” i jego pierwsze cztery lata to weekendowy kontakt ze słuchaczami, i ich wrażliwością, i jakże miłe spotkania połączone z rozpoznawalnością mojej osoby – czytamy dalej na portalu red. Aleksandy Dankowiakowskiej Korman,

Ola, na przestrzeni ostatnich lat współpracowała z gazetami lokalnymi i ogólnopolskimi oraz czasopismami. Jej artykuły ukazały się na łamach m .in. Gazety Wrocławskiej, Kobiety i Życia, Trybuny, dwutygodnika Wojska Lądowe, miesięczników: Przegląd Wojsk Lądowych, Rolnictwo Ekologiczne na Mazowszu i Ludzka Sprawa.

Więcej o osiągnięciach zawodowych red. Aleksandry Dankowiakowskiej Korman na stronie internetowej dziennikarki. RM

„Ruskie” wyszli, są LWOWSKIE!

Proponuję rozpocząć  ogólnopolską dyskusję o wyprowadzeniu ruskich! Kiedy Armia Radziecka stacjonowała w Polsce, o Legnicy mówiono, że wygląda jak „półmisek z pierogami, pół ruskich i pół leniwych”. Armia Radziecka już dawno wyszła, a pierogi ruskie… zostały.

 
Dlatego też idąc śladem rozumowania Grzegorza Wojciechowskiego w jego „Burzliwych dziejach ruskich pierogów”, powinniśmy wyprowadzić je z Wrocławia, i z Polski, a przywrócić im właściwą nazwę – pierogi lwowskie. Wrocław od lat ma podpisaną umowę partnerską z Lwowem i będzie to miły akcent, w szczególności, gdy w 2016 roku zostaniemy Europejską Stolicą Kultury. 
 
Na marginesie kolejna uwaga, Wrocław wciąż nie ma swojego sztandarowego dania. Bikont i Makłowicz promowali ostatnio szparagi. Szparagi to jednak sezonowe warzywo. Myślę, że we Wrocławiu zdrowie gości powinniśmy pić pod śledzika z prawdziwkami, karpia po milicku, kiełbasę wrocławską na gorąco z musztardą. Kiedy szefowałem Klubowi Dziennikarza „zakanszaliśmy” najczęściej siedmioma rodzajami śledzi, tatarem wołowym (i z koniny), jak również „sztandarowym” jajeczkiem, które dzięki sprytowi naszych barmanek, uzyskało zaszczytny tytuł jajka przechodniego. Młodzieży chcę przypomnieć, że do wódeczki – pięćdziesiąteczki trzeba było brać zakąskę. 
 
Wyprowadźmy wreszcie pierogi ruskie, a na ich miejsce – od dziś – serwujmy pierogi LWOWSKIE.
 
Burzliwe dzieje ruskich pierogów
 
W nocy obudził mnie hałas – najwyraźniej ktoś buszował w lodówce. Szybko wstałem, wchodzę do kuchni, a tam stoi jakiś człowiek i zjada moje pierogi ruskie, które wczoraj kupiłem. Z wyglądu jakbym znał gościa, ale nie do końca go kojarzę.
 
Zapytałem więc:
 
– Kim jesteś i dlaczego zjadasz moje pierogi? Spojrzał na mnie pewny siebie i odpowiedział:
 
– Nazywam się Władimmmmirrrr ! Władimmmmirrrrrowicz Puuuuutin! Przyszedłem zabrać co moje.
 
– A co tu jest twoje intruzie!? – odpowiedziałem.
 
A Putin na to:
 
– Pierogi są moje bo ruskie! Przyślę niebawem do Wrocławia moich „turystów”, to wam je pozabierają.
 
Powiedział to i wyszedł nocą z mojego mieszkania. Zajrzałem do lodówki – nic nie pozostało z mojego przyszłego posiłku.
 
Czy Putin miał prawo uważać ruskie pierogi za swoje?
 
Otóż nie, nazwa pierogi ruskie, bynajmniej nie pochodzi od Rosji, ale od Rusi Czerwonej, czyli terenów południowo – zachodniej Ukrainy, która jak wiemy, jest dość mocno antyrosyjska (ale również i antypolska).
 
Obecnie za pierogi ruskie uważamy potrawę wykonaną z ciasta powstałego z połączenia mąki i ciepłej wody, niekiedy i jajka. Nadzienie stanowi masa powstała z wymieszania gotowanych ziemniaków i sera z dodatkiem soli, pieprzu oraz podsmażanej cebuli. Jest to więc pieróg nadziewany konkretnym nadzieniem i tylko to jest nazywane pierogiem ruskim. Istnieją wszakże i inne pierogi takie jak: nadziewane mięsem, kapustą, szpinakiem czy też owocami.
 
Ale czy zawsze tak było?
 
Otóż zagłębiając się w dziewiętnastowieczną literaturę, poświęconą uciechom gastronomicznym, łatwo zauważyć, że sprawa ta jest znacznie bardziej skomplikowana. W ówczesnej literaturze wspomina się o różnych pierogach, w tym i ruskich, ale bynajmniej nie jest to ta potrawa, którą my dzisiaj nazywamy pierogami ruskimi, jest to zupełnie coś innego. Pani Lucyna Ćwierczakiewiczowa w swojej słynnej książce kucharskiej, której pierwsze wydanie ukazało się w roku 1858 w Warszawie, szeroko o nich pisze i wymienia wiele ich gatunków. Mamy więc tam: pierogi ruskie z mięsem, pierogi ruskie z kapustą słodką, pierogi ruskie z serem i śmietaną, pierogi ruskie z rybą i jajami, pierogi ruskie z rybą, pierogi ruskie z ryżem, pierogi ruskie z powidłami, pierogi ruskie z kaszą.
 
Z kolei druga ze znanych autorek Wincenta Zawadzka, prezentująca potrawy kuchni litewskiej, również z drugiej połowy dziewiętnastego wieku, wspomina istnienie następujących pierogów ruskich: Pierogi ruskie z mięsem, pierogi ruskie z cielęcych wątróbek, pierogi ruskie z jesiotrzyny, pierogi ruskie ze szczupaka, pierogi ruskie z kury i ryżu, pierogi ruskie z grzybami. Wincenta Zawadzka, Kuchnia litewska, Warszawa 1911 ( wyd. 11 )
 
Nikt nie wymienia tej potrawy, którą my współcześni wrocławianie nazywamy pierogami ruskimi.
 
Co więc jest przyczyną, że owe różnorakie gatunki pierogów niejako „spięte” są jedną nazwą? Dziś wyróżnia je farsz, ale kiedyś wyróżniało je ciasto. Oddajmy głos pani Lucynie Ćwierczakowiczowej:
 
„ Na pierogi ruskie można używać ciasta francuzkiego maślanego lub drożdżowego jak na bułki, to jest kwartę mąki rozczynić kwaterką wolnego mleka i dwoma łutami drożdży w mleku rozmoczonymi; gdy rozczyn podrośnie, wbić trzy jaja, dwie spore łyżki masła, soli i przyczynić pół kwarta maki, wyrobić dobrze aż ciasto od ręki lub miski odstawać będzie, uważając zawsze, żeby ciasto było tak gęste jak na bułki, a jak podrośnie wyłożyć na stolnicę mąką wysypaną, rozwałkować ciasto lekko, a następnie położywszy na blachę masłem posmarowaną, nakłaść farsz ciepły tylko, przykryć drugą połową ciasta, zlepić mocno.”L. Ćiwierciakiewiczowa, 365 obiadów za pięć złotych, s. 176 „Pierogi ruskie z mięsem”)
 
Takie właśnie ciasto, było stosowane do wyrobu wszystkich pierogów, które nazywano wówczas ruskimi, zarówno w Polsce jak też i na Litwie.
 
Były też i inne pierogi, których ciasto przypomina nam współczesne i one również miały różne nadzienia, najczęściej owocowe.
 
„Zagnieść ciasto dość twardo,- pisze pani Lucyna – koniecznie biorąc do ciasta wodę i jajko całe, lub tylko białko rozbite z woda, rozwałkować bardzo cienko i nakładać jagodami”( L. Ćwierciakiewiczowa, s. 407 „ Pierogi z jagodami lub wiśniami” )
 
Chociaż istniały i inne podobne do współczesnych, jeśli chodzi o nadzienie i farsz, ale nie spotkałem żadnych, które można by nazwać protoplastami dzisiejszych pierogów ruskich.
 
Co więc było tego przyczyną?
 
Przepisy, które podają panie Ćwierczakiewiczowa i Zawadzka są przeznaczone dla szlachty, mieszczaństwa i inteligencji – to była kuchnia zamożnych lub średniozamożnych Polaków. Na wsi, której kuchnia była po prostu biedna, na terenach dzisiejszej Ukrainy Zachodniej, w gospodarstwach zawsze znalazły się jakieś niedojedzone ziemniaki, trochę sera i mąki. I tak stworzono niezwykle prostą popularną i tanią, „biedną” potrawę – która nazywała się pierogami. Jadała je głównie ludność polska, ponieważ ludność prawosławna zajadała się najczęściej blinami, dlatego też Ukraińcy – Rusini mówili o niej „pierogi polskie”. Polacy zaś po prostu pierogi.
 
Gdy nastał czas pokoju po II wojnie światowej, a co za tym idzie i zmiana granic, na Ziemie Odzyskane, głównie na Dolny Śląsk, przybyli repatrianci z Ukrainy Zachodniej, a z nimi i pierogi. Ludność z innych rejonów Polski nie znała takiej potrawy, nie była ona znana w Warszawie i na Mazowszu, ale także na Śląsku, czy też na Ziemi Łódzkiej. Repatriantów zza Buga nazywano powszechnie lwowiakami i tak też ochrzczono ich pierogi – stały się one pierogami lwowskimi.
 
W ponurych czasach stalinizmu, ta nazwa musiała denerwować partyjnych decydentów, o Lwowie najlepiej bowiem było nie pamiętać, coś więc trzeba było zrobić, aby zlikwidować „niewygodne pierogi.” W kraju, gdzie wszystko było własnością państwa, również państwowe były bary i stołówki, łatwo więc było zacząć stosować inną urzędową nazwę i tak uczyniono – powstały pierogi ruskie, czyli te, które pochodzą z terenów Rusi, ale nie Rosji. Byli też tacy, którzy nazywali je z przekąsem sowieckimi albo radzieckimi, ale przecież niczego nie miały wspólnego z tym imperialistycznym mocarstwem.
 
Dziś warto by wrócić, nie tylko we Wrocławiu, do starej, pierwszej pionierskiej nazwy – pierogi lwowskie, ponieważ stały się cząstką współczesnej historii Wrocławia.
 
Smacznego.
 
Grzegorz Wojciechowski
 
♦ Czas na pierogi
 
W domu moich rodziców bywały wigilie , do których zasiadało około 40 osób. U teściowej Danusi około 20 osób, a w niektórych zaprzyjaźnionych leśniczówkach nawet 50 biesiadników. Pierogów trzeba było lepić mnóstwo. Nadziewano je trzema rodzajami farszów, ale najpierw przygotowywano ciasto.
 
Ciasto na pierogi
 
  • 50 dag mąki, 1 jajko, 1 szklanka wody lub mleka, sól.
 
Mąkę wsypać na stolnicę, zrobić dołek, wbić jajko, posolić, powoli wlewać wodę lub mleko. Ciasto wyrobić i zostawić pod przykryciem na pół godziny. Rozwałkować i szklanką wykrawać placuszki. Na środek kłaść farsz, zlepiać brzegi. Gotować w osolonym wrzątku, a że jest to Wigilia, polać zarumienioną cebulką, oczywiście na maśle.
 
Farsz ziemniaczano – serowy, zwany także ruskim
 
Przepis ten komponowałem wspólnie z moją cioteczną siostrą – Jagodą Kondratowicz – Janowską. Dlatego też farsz  ten określiliśmy „ruskim”.
 
  • 80 dag ziemniaków, 30 dag sera białego, 5 dag cebuli, 20 dag masła, sól, pieprz.
 
Ziemniaki ugotować, ostudzić, zemleć z serem. Cebulę posiekać, zeszklić na maśle, ostudzić. Dodać do masy ziemniaczano – serowej doprawić.
 
Smacznego!!!! 
 
Jan Akielaszek „Kuchnia borów i lasów Dolnego Śląska”
 
  • W KOLORACH TĘCZY Oficyna Wydawnicza – Jan Akielaszek
  • 50-540 Wrocław, ul. Orzechowa 2,
  • tel./fax: 71 339 71 67, kom. 889 806 605,

Adres do korespondencji:

  • W KOLORACH TĘCZY Oficyna Wydawnicza – Jan Akielaszek,
  • 50-900 Wrocław 2, Box 900,
  • e-mail: oficyna.kolory.teczy@gmail.com

Kandydaci na europosłów

Pięć lat temu w wyborach do Parlamentu Europejskiego najwięcej głosów – niemal 165 tysięcy – zgromadził Jacek Protasiewicz. Kogo wybraliśmy 25 maja 2014 roku?

Europosłowie z Dolnego Śląska (w kolejności wg uzyskanych głosów):

  1. Bogdan Zdrojewski (PO) 162 426
  2. Dawid Jackiewicz (PiS) 79 942
  3. Lidia Geringer de Oedenberg (SLD) 53790
  4. Kazimierz Michał Ujazdowski (PiS) 48 945
  5. Danuta Jazłowiecka (PO) 38 652
  6. Robert Iwaszkiewicz (Nowa Prawica) 29 505

Wyniki głosowania w okręgu dolnośląsko-opolskim (dane PKW):

  1. Platforma Obywatelska RP – 252 513 głosy – 38.14%
  2. Prawo i Sprawiedliwość – 179 432 głosy – 27.10%
  3. Sojusz Lewicy Demokratycznej-Unia Pracy – 78 557 głosów – 11.87%
  4. Nowa Prawica – Janusza Korwin-Mikke – 47 615 głosów – 7.19%
  5. Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro – 30 312 głosów – 4.58%
  6. Polskie Stronnictwo Ludowe – 28 087 głosów – 4.24%
  7. Europa Plus Twój Ruch – 20 896 głosów – 3.16%
  8. Polska Razem Jarosława Gowina – 16 369 głosów – 2.47%
  9. Ruch Narodowy – 8 285 głosy – 1.25%

 

Kandydaci Platformy Obywatelskiej:

1. Bogdan ZDROJEWSKI 162 426

2. Danuta JAZŁOWIECKA 38 652

3. Stanisław HUSKOWSKI 24 706

4. Alicja SYNOWSKA

5. Jerzy TUTAJ

6. Anna BROK

7. Roman WALKOWIAK

8. Grażyna PICHLA

9. Jan KOTAPKA

10. Cezariusz RUDYK

Kandydaci Prawa i Sprawiedliwości:

1. Dawid JACKIEWICZ 79 942

2. Kazimierz Michał UJAZDOWSKI 48 945

3. Anna ZALEWSKA 20 264

4. Sławomir KŁOSOWSKI

5. Tadeusz MARCZAK

6. Marzena MACHAŁEK

7. Teresa GIBAS

8. Jacek TYNIEC

9. Wojciech MARCINIAK

10. Katarzyna CZOCHARA

Kandydaci Sojuszu Lewicy Demokratycznej:

1. Lidia GERINGER DE OEDENBERG 53790

2. Piotr WOŹNIAK 7 710

3. Apolonia KLEPACZ

4. Mirosław LUBIŃSKI

5. Jolanta PIWCEWICZ

6. Wojciech CHADŻY

7. Alicja JANIEC

8. Patrick KIBANGOU

9. Katarzyna DUDA

10. Ryszard GOLA-SIENKIEWICZ

Kandydaci Europy Plus Twojego Ruchu:

1. Robert KWIATKOWSKI 8250

2. Anna KUBICA

3. Bogdan NOWAK

4. Judyta GÓRNIAK

5. Artur WIDŁAK

6. Agata NOWACKA

7. Sławomir SKOWROŃSKI

8. Stanisława ZAWADZKA

9. Jacek TABISZ

10. Ewa TRYBUŁA-KIERNICKA

Kandydaci Polskiego Stronnictwa Ludowego:

1. Stanisław RAKOCZY 8 883

2. Halina SZYMIEC-RACZYŃSKA

3. Ewa MAŃKOWSKA

4. Zbigniew SKOWRON

5. Antoni KONOPKA

6. Tomasz PILAWKA

7. Tadeusz SAMBORSKI

8. Janina JANIK

9. Włodzimierz CHLEBOSZ

10. Ilona ANTONISZYN-KLIK

Kandydaci Polski Razem Jarosława Gowina:

1. Artur ZASADA 7 386

2. Wojciech BŁOŃSKI

3. Elżbieta ADAMSKA-WEDLER

4. Liliana SICIŃSKA

5. Piotr PANCZEŚNIK

6. Magdalena MAŁOLEPSZA

7. Paweł DOBRUK

8. Paweł PASZYN

9. Ewa ZDZIENIECKA

10. Andrzej DĄBROWSKI

Kandydaci Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro:

1. Beata KEMPA 20 004

2. Janusz DOBROSZ

3. Patryk JAKI

4. Ewa GUTEK

5. Teresa CEGLECKA-ZIELONKA

6. Janusz HYLEWICZ

7. Joanna ŚLIWIŃSKA-ŁOKAJ

8. Wojciech KIELKA

9. Agata WASILENKO-MIKUTA

10. Artur FOJT

Kandydaci Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikke:

1. Robert IWASZKIEWICZ 29 505

2. Ireneusz DYBALSKI 2 575

3. Maja PODOLSKA

4. Tomasz RUBIŚ

5. Bogusława JARZĄBEK

6. Łukasz SZEWCZYK

7. Karina KAWKA

8. Jan POKRYWKA

9. Maria ŁAMBUCKA

10. Klaudia WITCZAK

 

Wrocławianie na karcie do głosowania będą mieć 90 kandydatów. W eurowyborach 2014 wybrać będzie można tylko jednego kandydata, stawiając przy jego nazwisku krzyżyk. W wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy nr 1 wystartują kandydaci komitetu wyborczego Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro, nr 2 – Ruch Narodowy, nr 3 – SLD-UP. Z list z numerem 4 wystartują kandydaci komitetu PiS; nr 5 – Europa Plus Twój Ruch; nr 6 – Polska Razem Jarosława Gowina. Numerem 7 będą opatrzone listy Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego; 8 – PO; 9 – PSL.